STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Yola" <azzazzellice@poczta.fm>
Subject: Re: [konkurs] Anioły i demony [wyniki, bardzo długie]
Date: Wed, 18 May 2005 16:01:13 +0200
Message-ID: <d6fhr7$88k$1@inews.gazeta.pl>

20 uczestników. Wyniki indywidualne powinny już być na waszych kontach. Na
reklamacje czekam do jutra, powiedzmy znowu do 15:00. Tym razem może wyjdzie
jak trzeba :-((

Przed uwzględnieniem reklamacji wyniki kształtują się mniej więcej w
przedziale 14 do 48. Magiczny próg 50% przekroczyły dwie osoby.

Cytowane z maili odpowiedzi oznaczone gwiazdką. Moje na nie odpowiedzi
teraz - myślnikiem.

> - Well, how do I know you're an angel?
> - Aside from the fiery entrance and the expansive wingspan?

Dogma. Anielskość udowadnia Metatron.

*Hmmm... W Dogmie nie pamiętam fiery entrance, a i skrzydełka pokazywali
dopiero pod koniec.
- Nie łam mi serca! Pierwsze wejście Rickmana!

> 1. Na rozgrzewkę, łatwe. Bohaterów zastąpiłam pierwszymi literami,
> oraz wycięłam miejsce spotkania, bo byłoby zupełnie banalne. Po 1
> punkcie za tytuł i autora. Za miejsce spotkania 1 punkt.
>
> - Wczoraj [tam] spotkał pan szatana.
> [...]
> - Skoro tylko zaczął go pan opisywać - ciągnął gość - od razu się
> domyśliłem, z kim pan miał wczoraj przyjemność. I, słowo daję, dziwię
> się B.! Pański umysł to puszcza dziewicza - tu gość znowu poprosił o
> wybaczenie - ale B., sądząc z tego, co o nim słyszałem, coś niecoś
> przecież czytał! Już pierwsze zdania tego profesora rozwiały
> wszystkie moje wątpliwości. Trudno go nie rozpoznać, przyjacielu!
> Zresztą, pan... raz jeszcze proszę mi wybaczyć, ale chyba się nie
> mylę, sądząc, że jest pan nieukiem?
> - Niewątpliwie! - przytaknął zmieniony nie do poznania I.
> - Właśnie... A przecież nawet ta twarz, którą mi pan opisał, te oczy,
> z których każde jest inne, te brwi! Proszę mi darować, ale może nawet
> nie zna pan opery "Faust"?

Było łatwe. Autora i tytuł podali wszyscy.

*Michał Bułhakow (i tej pisowni będę się trzymać!)
- Dopóki tak mam wydrukowane na okładce książki też się będę trzymać tej
wersji :-)

Mistrz i Małgorzata.
Ale nie wszyscy zidentyfikowali Patriarsze Prudy.


> 2. Też łatwe, choć fragment, chyba mało charakterystyczny. Zatem:
> autor 1 punkt, tytuł 2 punkty.
>
> Anioł:
> Kiedym z gwiazdą nadziei
> Leciał świecąc Judei,
> Hymn Narodzenia śpiewali Anieli:
> Mędrcy nas nie widzieli,
> Królowie nas nie słyszeli.
>
> Pastuszkowie postrzegli
> I do Betlejem biegli:
> Pierwsi wieczną mądrość witali,
> Wieczną władzę uznali:
> Biedni, prości i mali.
>
> Archanioł pierwszy:
> Pan, gdy ciekawość, dumę i chytrość w sercu Aniołów, sług swych
> obaczył, Duchom wieczystym, Aniołom czystym, Pan nie przebaczył.
> Runęły z niebios, jak deszcz gwiaździsty, Aniołów tłumy,
> I deszczem lecą za nimi co dzień mędrców rozumy.

A jednak wystarczająco charakterystyczny.
Adam Mickiewicz, Dziady cz III.

*Yolu, dlaczego katujesz wieszczem?
- Bo go lubię. Poważnie!


> 3. Opowiadanie ze zbioru opowiadań. Za autora: 2 pkty, za tytuł
> opowiadania: 2 pkty, za tytuł zbioru: 1 punkt.
>
> Ja, demon, zaświadczam, że nie ma już żadnych demonów. Po co nam
> demony, skoro człowiek sam jest demonem? Po co przekonywać do złego
> kogoś, kto jest do niego przekonany? Ja jestem ostatnim z tych,
> którzy przekonywali. Mieszkam na poddaszu w Tyszowcach i żyję dzięki
> książce z opowiastkami w jidysz, pozostałości sprzed wielkiej
> katastrofy. Opowiastki te nie są żadnym dziełem literatury, ale
> litery hebrajskie mają swoją wartość. Nie muszę wam chyba mówić, że
> jestem Żydem. A kimże innym mógłbym być, chrześcijaninem? Słyszałem o
> istnieniu chrześcijańskich demonów, ale nie znam żadnego ani też nie
> pragnę ich poznać. Jakub i Ezaw nigdy nie będą braćmi.

*Schulz albo Singer. Albo inny jakiś Alejchem. Jakiś taki tutejszy, w każdym
razie. Ale któren? Co z tego, i tak nie czytałem.
- ciepło
*Powiedzmy, że Izaak Singer. Tyszowce to gdzieś w lubelskiem, nie?
- cieplej
*singer???? hmmmmm
no to niech bedzie Isaac Singer. ale tytul strzelam - wiem, ze jest
opowiadanie "Ostatni demon"  - pasowaloby....
- gorąco!

Zbiór opowiadań: Krótki czwartek.

*Znam. Znamznamznamznamznam. Cholera. Sto fur czegokolwiek! I szfak! I nie
mogę sobie przypomnieć. A jakie mam za to skojarzenia... hohoho. Od "Dybuka"
do "Matki Joanny od aniołów". A w międzyczasie jeszcze przed memorią
galopowali mi Stryjkowski, Singer i ubrani w pomarańczowe opalacze Frank
Sinatra z kapitanem Klossem, śpiewający na dwa głosy piosenkę z repertuaru
Ałły Pugaczowej. A deszcz, proszę księdza... padał... i padał... Tu szanowna
autorka w podzięce za pytania nr 3 raczy przyjąć bukiet gróźb karalnych,
wiązany wzwyż i stromo
- nie mogłam się powstrzymać przed zacytowaniem...

Singera zgadło parę osób. Jedyny strzał w tytuł zacytowałam.

> 4. Albo bardzo proste, albo nie. Podejrzewam, że wystąpi luka
> pokoleniowa. Za tytuł 1 pkt, za autora 2 punkty. Tekst był znany, bo
> był piosenką. Za informację, kto skomponował muzykę: punkt bonusowy.
>
> Przez sine niebo czarny ptak leci
> Nie to nie ptak jest to anioł śmierci
> Ma białe skrzydła z gęsiego pierza
> A pysk ma taki jak pysk u zwierza
> Siedem guzików ma u surduta
> A dusza jego jadem zatruta
> Rąk czternaścioro ma u tułowia
> Na jednej głowie ma dwa wodogłowia
> Ma uszu szesnaście ma czterdzieści nosów
> A skrzydła jego potwornie łopocą potwornie łopocą
>
> A skrzydła jego wielce szatańskie
> Lecz choć on czarny toć anioł pański.

Hau, hau, HAUUUUUU!
Odszczekuję pokoleniową. Jakaś luka wystąpiła. Ale nie pokoleniowa.

Wiesław Dymny (nie, nie Kaczmarski, nie Leśmian, nie Grześkowiak, czy kto
tam jeszcze, nie pamiętam), Czarne Anioły. Druga zwrotka, bo pierwsza się
zaczyna od "Czarne anioły, choć białoskrzydłe". Muzykę skomponował Zygmunt
Konieczny. Śpiewała Demarczyk - przede wszystkim. Potem Wójcicki, możliwe,
że Radek. Kto jeszcze nie mam pojęcia.

Ok. 1/3 punktów pytanie zebrało.


> 5. Autor i tytuł - po dwa punkty.
> Dodatkowe pytanie za 1 punkt: jak chłopcy mieli nazywać Szatana przy
> ludziach.
>
> W końcu zdobyłem się na odwagę i zapytałem go, kim właściwie jest.
> - Aniołem - odpowiedział po prostu; a puszczając wolno kolejnego ptaka
> klasnął w dłonie, by go skłonić do lotu.
> Ogarnęło nas niemal przerażenie, gdy usłyszeliśmy, co powiedział, i
> znów baliśmy się. Ale on uspokoił nas, byśmy się nie bali, że nie ma
> powodu lękać się anioła, tym bardziej iż bardzo nas lubi. Nie
> przestał mówić i gawędził tak naturalnie i po prostu, jak zawsze, a w
> trakcie mówienia stworzył tłum małych ludzików, mężczyzn i kobiet,
> wielkości palca, którzy zaczęli pilnie pracować. [...] Wtedy Seppi
> zapytał nieznajomego, jakie jest jego imię, a on odpowiedział
> spokojnie: "Szatan" - podstawił małą grudkę i schwytał na nią
> spadającą właśnie z rusztowania kobietkę - po czym postawił ją na jej
> dawnym miejscu mówiąc: - Co za idiotka, cofa się nie zdając sobie
> sprawy, czym to grozi.
> Tak zaskoczyło nas jego imię, że wypuściliśmy z rąk rzeczy, które
> właśnie zrobiliśmy: armatę, halabardnika i konia. Rozbiły się na
> kawałki. Szatan roześmiał się i spytał, co nam się stało.
> Odpowiedziałem: - Ależ nic, tylko to trochę dziwne imię jak dla
> anioła.
> Zapytał mnie wtedy:
> - Właściwie dlaczego?
> - Ponieważ to jest... to jest... imię tego, no wiesz.
> - Tak, on jest moim wujem.
> Powiedział to spokojnie, lecz nam zaparło na chwilę dech, a serca
> zaczęły mocno bić. Wydawało nam się, że nie zauważył tego, ponieważ
> wziął do naprawy naszych halabardników i pozostałe rzeczy. Po chwili
> wręczył nam je naprawione mówiąc:
> - Czyżbyście nie pamiętali? - on także był kiedyś aniołem.

3 osoby zidentyfikowały, że jest to cytat z "Tajemniczego Przybysza" Marka
Twaina.
Chłopcy mieli nazywać Szatana Filipem Traumem.

*Zielonego ;( Strzały znikąd ;) Wolski "Agent dołu"??


> 6. Autor i tytuł po 2 punkty. Bonusowe za 1 punkt: jakie stanowisko
> sprawowała narratorka we wsi.
>
> - Nie bój się. Nie spiknęłam się z kusym. Chociaż ja wiem, czy się on
> ze mną nie spiknął? Zapomniałaś o moich oczach, o mojej krótkiej
> nodze. To ludziom wystarczyło, żeby mnie nazwać czarownicą, matką
> wszystkich diabląt, jakie się pokociły po chłopskich zapłociach,
> stodołach, leśnych wykrotach, trzęsawiskach. A teraz, po rozdzieleniu
> dworskich pól, do tamtych chłopskich diabłów doszły jeszcze pańskie.
> Nimi też muszę się opiekować, niańczyć je, tulić i pocieszać.
> - O czym ty mówisz? Zmyślasz. Od samego początku zmyślasz. Jakie znów
> pańskie diabły?
> - Ano te, które sobie chodziły we fraku, w cylindrze, w białych
> rękawiczkach, z laseczką zakończoną złotą gałką po dworskim polu, pod
> sadem, po dworskim lesie. Ty o tym nie wiesz, ale ich było pełno.
> Więcej niż naszych chłopskich przypominających podkościelnych
> dziadów, żebraków, pomylonych. Prawie każdy pan miał swojego diabła.
> Nie mógł się bez niego obejść. Taki diabeł pomagał mu we wszystkim.
> Uczył go mowy słyszanej tylko w kościele i mowy francuskiej, i taj
> najgorszej, pachnącej z daleka siarką, szwabskiej mowy.

*Niech i uczyły... Mnie nie douczyły. Leniły się wybitnie. A może ja za
prosta chłopka, żeby się mnie trzymały...
*kojarzy mi sie z Opowiesciami z Wilzynskiej Doliny - ale francuskiego tam
nie bylo.
*Jakieś ludyzmy? I ta mowa niemiecka? Reymont, "Ziemia obiecana"

*Tadeusz Nowak - Diabły ???
- Ano.
A narratorka była sołtyską.

Jedna poprawna odpowiedź (miss grim).


> 7. Autor i tytuł po 2 punkty. Pytania dodatkowe: 1) co oferował
> diabeł, 2) za jaką cenę, 3) dlaczego była to propozycja nie do
> odrzucenia. Po punkcie, czyli za bonusy w sumie punktów trzy.
>
> Wbijam oczy w półmrok, wpatruję się w niego ze złością. Człek to
> postury raczej nikłej, znacznie mniejszy od Sch., ale i mniejszy ode
> mnie, - sportową czapkę ma naciągniętą na ucho, a z drugiej strony,
> od skroni, wystają spod niej rudawe włosy; rude też rzęsy u
> zaczerwienionych oczu, twarz ziemista, koniuszek nosa nieco
> przekrzywiony; na trykotowej koszulce w poprzeczne paski marynarka
> kraciasta o przykrótkich rękawach, z których wystają ręce z
> niezdarnymi paluchami; wstrętnie opięte spodnie i żółte, znoszone
> trzewiki, których nie da się już doczyścić. Strizzi. Alfons. I głos,
> dykcja aktora.
> - No, jak tam? - powtarza.
> - Przede wszystkim - powiadam w drżącym opanowaniu - pragnąłbym
> wiedzieć, kto poważył się wtargnąć tutaj i u mnie zasiadać?
> - Przede wszystkim - powtarza On. - Przede wszystkim - to wcale
> nieźle. Ależ jesteś przeczulony wobec każdej wizyty, którą uważasz za
> nieoczekiwaną i niepożądaną. Ja przecież nie przychodzę po to, żeby
> cię ciągnąć do kompanii, żeby ci schlebiać, abyś zechciał wstąpić do
> kółka muzycznego. Tylko po to, żeby z tobą pogadać o interesach.
> Pójdziesz po swoje rzeczy? Zła to rozmowa przy kłapaniu zębów.
> Siedziałem jeszcze kilka sekund nie spuszczając go z oczu. A mróz,
> idący od niego, przejmuje mnie ostro, aż czuję się bezbronny przed
> nim i nagi w moim lekkim ubraniu. Poszedłem więc.

Tomasz Mann "Doktor Faustus".
Pełniejszy cytat zawierający wszystkie trzy odpowiedzi bonusowe:
"Tak więc starannie przygotowaliśmy wszystko, abyś wpadł nam w objęcia, chcę
rzec, w objęcia małej Esmeraldy, i abyś uzyskał ową iluminację, owo
aphrodisiacum mózgu, któregoś ciałem, duszą i umysłem tak rozpaczliwie
pożądał. Słowem, niepotrzebne między nami czteroramienne drogowskazy wlesie
przy Spessart ani żadne magiczne kręgi. Zawarliśmy pakt i ubili interes, -
podpisałeś go własną krwią, oddałeś się nam i narz chrzest przyjąłeś - a ta
wizyta moja tyczy się jedynie konfirmacji. [3] Czas od nas otrzymałeś,
genialny czas, owocny czas, całe dwadzieścia i cztery lata ab dato recessi,
oto termin, który ci wyznaczamy na dojście do celu. A gdy przeminą one i
przelecą, czego wykluczyć się nie da, choćby taki czas miał wagę
wieczności, - przyjdziemy po ciebie. W zamian za to chcemy ci tymczasem
pokornie służyć i słuchać ciebie, i całe piekło tobie ma być poddane, [1]
jeśli tylko wyrzekniesz się wszystkiego, co żyje, wszelkich mocy niebieskich
i wszystkich ludzi, bo tak być musi. [...] Warunek mój był jasny i rzetelny,
określony prawowitą gorliwością piekieł. Wzbronione ci jest ciepło miłości.
Życie twoje ma być zimne - dlatego nie wolno ci kochać nikogo [2]"

Nie rozpoznał nikt. Choć jeden strzał w Faustusa padł przy okazji innego
pytania.


> 8. Powinno być łatwe, więc autor za punkt, tytuł za dwa.
>
> Bóg, promień duszy wcielił w nieskończone twory,
> Dusza się rozprysnęła na uczuć kolory,
> Z których pięć wzięło zmysły cielesne za sługi,
> Inne zgasły w nicość... ale jest świat drugi!
> Tam z uczuć razem zlanych wstanie anioł biały,
> Mniejszy może niż człowiek, atom, środek koła
> Rozpryśnionych promieni; ale jasny cały,
> I plam ludzkich nie będzie na sercu anioła.
> Nieskończoności zmysłem dusza się pomnoży,
> Bóg aniołowi oczy na przyszłość otworzy,
> Aż przestanie zaglądać w ciemną wspomnień trumnę.
> Bóg mu pod nogi świata wywróci kolumnę,
> Po niej gwiazd mirijady zapali i słońca;
> Anioł je przejrzy wzrokiem nadziei do końca,
> I do gwiazdy podobny będzie w przyszłość płynął...
> O! duch mój chce się wyrwać! już pióra rozwinął.
> Dusza z ust zapalonych leci w błękit nieba...
> Na jednego anioła dwóch dusz ziemskich trzeba!...

Tak, rozpoznaje się po tej ostatniej linijce, też mi się tak wydaje.
Juliusz Słowacki, Kordian.

Nie, nie miałam żadnego maturzysty pod ręką. Po prostu mój prywatny odpał
romantyczny wspomagany zewnętrznie przez osoby dawno-dawno po maturze ;-)


> 9. Autor i tytuł za łączne trzy punkty. Za "połowę" odpowiedzi
> punktów dwa.
>
> Oczy podniosłem i jak wschodnia strona
> horyzontu o rannej godzinie góruje
> nad tamtą stroną, gdzie słońce zapada,
>
> tak ja, oczyma jakoby wznosząc się z doliny
> ku szczytowi, ujrzałem część najwynioślejszą,
> jak blaskiem zwyciężała wszystko dookoła.
>
> I jak miejsce, gdzie czeka się na powóz, który
> Faeton źle prowadził, mocniej się zapala,
> a zarazem tu, ówdzie, odblask się pomniejsza,
>
> tak złota i czerwona chorągiew pokoju
> podobnie żywiej goreje pośrodku,
> po obu stronach płomień równo słabnie.
>
> W owym środku dojrzałem aniołów radosnych
> ponad tysiąc, a każdy miał skrzydła otwarte
> i wyróżniał się ruchem odmiennym i blaskiem.
>
> Widziałem, jak ich śpiewy i zabawy
> przywoływały uśmiech tej piękności, która
> pogodą była oczu wszystkich tamtych świętych;
>
> i gdybym nawet słowa tak bogate
> posiadł, jak wyobraźnię, nie śmiałbym wyrazić
> najmniejszej cząstki tego uniesienia.

Trudne się okazało. Nie, nie Miłosz.
Dante, Boska komedia


> 10. Wracamy do prozy. Autor i tytuł po 2 pkty.
>
> I pewnie osiągnąłby swój cel, gdyby nie długa i popularna reklamówka,
> która rozpoczęła się dokładnie w tej samej chwili. Była to wyjątkowa i
> zdumiewająca przedstawicielka gatunku. W początkowej scenie pokazano
> anioła Lucyfera, strącanego właśnie z niebios w czeluście piekielne,
> gdzie następnie leżał pośród morza płomieni, dopóki przechodzący obok
> demon nie podał mu puszki musującego napoju "sHades". Lucyfer chwycił
> puszkę i skosztowawszy napoju łapczywie wychłeptał do dna jej
> zawartość, po czym odwrócił się do kamery, wsunął na nos
> przeciwsłoneczne okulary Porsche'a i rzekł: "No, teraz rzeczywiście
> możemy zacząć grzać!" Na koniec rozłożył się wygodnie w cieple
> płonących wokół stosów węgli. W tym momencie niewyobrażalnie gardłowy
> i charczący amerykański głos, który brzmiał, jakby sam wyczołgał się
> właśnie z czeluści piekieł albo przynajmniej z pijackiej piwniczki w
> Soho, do której najchętniej z miejsca by wrócił, żeby móc się
> odpowiednio zaprawić do następnego dubbingu, dorzucił: "'sHades' -
> napój z piekła rodem", a puszka obróciła się odrobinę, tak żeby
> zniknęło początkowe "s" i pozostał napis "Hades".
> Cokolwiek przemieszały im się teologie - doszedł do wniosku Dirk -
> ale cóż znaczy jeszcze jedna maleńka kropla w rozszalałym morzu
> niedoinformowania? Teraz Lucyfer wyszczerzył się do kamery i dodał:
> "Dla czegoś takiego naprawdę warto upaść...", i na wypadek gdyby widz
> popadł w krańcowe otępienie, króciutko przypomniano początkową scenę
> ze strąceniem Lucyfera, ażeby uwypuklić w ten sposób słowo "upaść".

Dało się zgadnąć nawet nie wiedząc.

*Nie, żebym czytał. Ale imię Dirk kojarzę z "Holistyczną agencją
detektywistyczną Dirka Gently'ego", której sequelem jest "Długi mroczny
podwieczorek dusz", i to pewnie to - oczywiście Douglas Adams.
- Dokładnie tak. Kilka odpowiedzi w tym stylu.


> 11. Łatwe. Kto czytał, pozna od razu. Kto napisał i tytuł łącznie za
> trzy punkty, na zasadach jak w pytaniu 9.
>
>   25. I rzekł Pan Aniołowi, który wschodniej bramy raju rozkoszy
> strzegł: Gdzież miecz płomienisty dany tobie?
>   26. I Anioł mu odpowiedział: Dopiero co miałem go przy sobie. Chyba
> się gdzieś zawieruszył. Pewnie następną razą głowę postradam.
>   27. I Panu mowę odjęło.

No i tu się działo...
*moze Gałczyński?
*Dobrotliwe jakieś. Zatem głupi strzał: ks. Jan Twardowski.
*Cholera, a może to jest Wolski i "Agent dołu"?
*Dobra nie mam zielonego pojecia co to jest.
Ale wiem co to nie jest, a powinno byc w konkursie.
Nowy testament:
autor: ludzie pod wplywem Ducha Swietego
(tzn chcialem sie pochwalic ze wciaz pamietam to z lekcji religii)
*Latwe :-)
Cavanna 'Pismo nieswiete. Przygody Boga i malego Jezuska'


*Ano, łatwe. Jedyny kawałeczek, który się tłumaczom udał. "Dobry Omen"
Pratchetta i Gaimana.
*cytowana jest biblia "A bodaj to wciornosci".
- tak jest.


> 12. Autor za 1 punkt, tytuł za 2 punkty. Za rozwinięcie W. i A. po 1
> punkcie.
>
> Z kąta za stołem W., w który wpatrywałam się z konieczności, bo
> siedziałam akurat twarzą do niego, wyszedł diabeł. Autentyczny,
> najprawdziw­szy w świecie diabeł, pokryty czarnymi, baranimi kudłami,
> z rogami, ogonem i na kozich kopytkach. Obszedł stół dookoła, nie
> wiem, jakim sposobem, bo deska dotykała do samej ściany, usiadł na
> krześle W., założył nogę na nogę i spojrzał na mnie drwiąco.
> - No i co? - powiedział. - Doczekałaś się?
> Ostatnim przebłyskiem świadomości pomyśla­łam jeszcze, że skoro nie
> mogę dyskutować z A., to niech będzie, podyskutuję z diabłem. I
> rzeczywis­tość skończyła się definitywnie.
> - A bo co? - spytałam ostrożnie. - Specjalnie się o to starałeś?
> - Idiotka! - prychnął diabeł pogardliwie. - O ciebie się nawet nie
> trzeba starać! Narobiłaś zamę­tu, a teraz co? Siedzisz jak taka
> spłoszona oślica. Poczułam się nieco urażona.
> - Twoim zdaniem powinnam stać na głowie?
> - To tylko do tego celu może ci głowa służyć? A myśleć nie łaska?

Joanna Chmielewska (to było łatwe, zgodnie z przewidywaniami)
Wszyscy jesteśmy podejrzani (nieco trudniejsze)
Witold (nie Wiesio)
Alicja (nie Abojawiem)
W sumie jedno z najłatwiejszych pytań. Tylko dwie osoby nie zdobyły żadnego
punktu, reszta strzeliła przynajmniej Chmielewską.


> 13. Po pierwsze autor, po drugie tytuł, po trzecie i czwarte osoby
> dialogu. Po jednym punkcie, w sumie cztery.
>
> X:
> Jak ci na imię?
> Y:
>          Też pytanie!
> Słowem pogardził, a o imię pyta,
> Choć o pozory nie dba tanie,
> Lecz o istotę, która w nich ukryta.
> X:
> Zamiast istoty waszej kasty
> Wystarczy poznać samo imię własne,
> A już się wszystko stanie jasne:
> Bóg Much, Zwodziciel, Psuj wciornasty.
> Któż zatem jesteś?
> Y:
>         Cząstka siły mała,
> Co złego pragnąc zawsze dobro zdziała.
> X:
> A cóż to za zagadka w samej rzeczy?
> Y:
> Ja jestem duch, co zawsze przeczy!
> I całkiem słusznie, bo dzieło stworzenia
> Zaprawdę warte jest zniszczenia
> Lepiej mu było nie powstawać.
> Moim żywiołem jest więc to,
> Co grzechem zwykło się wydawać:
> Nicestwo, krótko mówiąc - zło.

Goethe, Faust.
Przekład Pomorskiego. Bo miałam pod ręką, oraz ideologicznie. Bo tak.
Rozmawiają Faust i Mefisto/Mefistofeles.
Nie uznawałam Szatana (to inne imię), ani ogólnego Diabła. To był diabeł
konkretny. Reklamacji na ten temat nie uwzględnia się.

*Szekspir jakiś? A że tytułów od groma to pozwolę sobie strzelić - "Hamlet"?


> 14. Podpowiem, że prawie każdy to zna, przynajmniej ze słyszenia ;-)
> Ale że krótkie i niecharakterystyczne, to po dwa punkty za tytuł i za
> autora.
>
> Człowiekiem być nie warto - aniołem nie warto. - Pierwszy z
> archaniołów po kilku wiekach, tak jak my po kilku latach bytu, uczuł
> nudę w sercu swoim i zapragnął
> potężniejszych sił. - Trza być Bogiem lub nicością.

*Może trza. Ale idź sobie :->
*C.S.Lewis - "Listy starego diabła do młodego".
Moim zdaniem mieści się w kategorii "prawie każdy to zna, przynajmniej ze
słyszenia" ;-)
*Milton - Raj Utracony?
*"Tako rzecze Zaratustra"
- w Nietzschego było strzałów parę, nikomu nie udało się nazwiska napisać
prawidłowo. Tak mnie skołowaliście, że teraz już sama musiałam sprawdzić jak
to się pisze.

*Byłbyż to Zygmunt Krasiński "Nie-Boska komedia"?
- Byłbyż. Sporo osób wiedziało.


> 15. Po dwa za autora i za tytuł.
>
> - Pozostaniesz hieną... itd. - wykrzykuje demon, który ukoronował mnie
> pięknym wieńcem maków. - Stań w obliczu śmierci ze wszystkimi swoimi
> głodami, ze swoim egoizmem i wszystkimi grzechami głównymi.
> Ach, tego mi już nadto: - Ależ, drogi Szatanie, błagam, spojrzyj mniej
> wściekłym okiem! W oczekiwaniu na kilka zapóźnionych podłostek,
> przyjmij, ty, tak ceniący w pisarzu brak walorów opisowych czy
> dydaktycznych, tych kilka odrażających stronnic z mojego karnetu
> potępieńca.

Artur Rimbaud, Sezon w piekle.


> 16. Autor i tytuł po dwa punkty. Dodatkowo pragnęłabym usłyszeć, kto
> się do bram piekieł dobijał (1 punkt), oraz jak się narrator
> przedstawia (1 punkt).
>
> Skoro tak, zacznijmy od piekła, prosiaczku.
> Piekło jak piekło. Kraina umarłych.
> Hades, Gehenna i tak dalej.
> Dokładna nazwa nie ma znaczenia. Piekło. Wiadomo, o czym mowa.
> Diabeł śpi.
> Diabeł śpi na samym dnie piekła, a rozchrapał się niczym wieprzek.
> (Wybacz takie porównania, Jezusku, ale mowa jest o moim ojcu).
> Imperator Lucyfer, ciemność obdarzona wzrokiem, Niosący Światło,
> Majster Popsuj, były archanioł, syn poranka, wódz zbuntowanych
> aniołów. Tenże sam, którego na pysk wylano z nieba z przyczyny
> szatańskiej pychy. Lucyfer, spadająca gwiazda z jęzorem jak hak.
> Zbłąkany piorun, cień Boży, którego drugie imię jest Legion.
> Wysoki jest i chudy, mój wilczku. O pociągłej twarzy.
> Po jego prawicy siedzi książę Belzebub.
> Po lewicy - hrabia Astarot.
> Oni dwaj także chrapią. Gdy wtem...
> PUK. PUK.
> Ktoś puka we wrota!

*Nie wiem. Ale skojarzenie mam takie - Igraszki z diablem. Tylko, ze to
sztuka jest. Czecha jakiegos. a jak sie ktos do piekla dobija - to pewnie
Kasia.
*Drda, Igraszki z diabłem? Dobijał się zdaje się Kociniak. Nie można
doczytać
ani doguglać, a dooglądać można?
- i tak to nic nie da :-P

*Prosiaczka, to ja znam, ale z Kubusia Puchatka, innych nie.
*Bond. James Bond.
- rozumiem: dobijał się?


*Ha! Po pierwszym przejrzeniu miałem trzy pewniaki: Bułhakowa, Chmielewską i
tę właśnie książkę.
Robert Nye, "Merlin".
W odrzwia bramy, duchowi memu wiadomej, łomocze dziewczyna. Nie dam głowy,
ale jakiegoś zwierza miała chyba. Małpę?
A narrator przedstawia się imieniem Merlina właśnie. No, z dodatkami. Merlin
Ambrozjusz - Merlin Sylwester. Tak bez sensu, że aż utkwiło. Znaczy, on tam
się jeszcze inaczej określał także, ale bez przesady, wszystkiego nie
pamiętam
- Merlin czarodziej. Merlin czarnoksiężnik; za jedno z określeń też dałabym
punkt


> 17. I mocny akcent na koniec. Autor i tytuł po dwa punkty. Jeden
> punkt za określenie jaką okazję miało uczcić przedstawienie w sezonie
> 1932/33. Za podanie na kim był wzorowany Hendrik Höfgen - kolejne dwa.
>
> Mefistofeles, "przedziwny syn Chaosu", to wielka rola aktora Höfgena,
> w żadną nie włożył jeszcze tyle zapału. Mefisto ma być jego
> arcydziełem. Już sama maska jest sensacyjna: Hendrik robi z księcia
> piekieł "błazna", owego błazna, za jakiego Pan Niebios w swej
> niezmierzonej dobroci uważa diabła - diabła obdarzonego przywilejem
> przebywania w Jego obecności, ponieważ jest Mu najmniej niemiły ze
> wszystkich duchów, które przeczą. Hendrik gra go jak tragicznego
> klowna, jak szatańskiego pierrota. Gładko ogolona czaszka jest
> upudrowana na biało, tak samo jak twarz; brwi są groteskowo
> wzniesione w górę, wydłużone, czerwone jak krew usta zastygły w
> uśmiechu. Szeroka przestrzeń pomiędzy oczami a sztucznie
> podniesionymi brwiami mieni się stubarwnie; fachowcy mają możność
> podziwiania kreacji kosmetycznej najwyższej klasy. Wszystkie odcienie
> tęczy zlewają się z sobą na powiekach Mefista i pod łukami brwi.
> Czerń przechodzi w czerwień, czerwień w barwę pomarańczową, w fiolet,
> w błękit; pomiędzy nimi przeświecają srebrzyste punkty, rozprowadzono
> też mądrze i z wyczuciem trochę złota. Cóż za ruchomy krajobraz barw
> nad kuszącymi, lśniącymi jak drogie kamienie oczami tego szatana!

*Czyli mamy "Mefista" Klausa Manna. Höfgen wzorowany był na Gustavie
Gründgensie, niemieckim aktorze, który zresztą był, jeśli dobrze pamiętam,
wżeniony w rodzinę Mannów. Okazją była setna rocznica śmierci Goethego, no
bo skoro 1932, to nic innego nie pasuje.
Choć i tak podejrzewam, że to nie Klaus Mann, tylko jakiś tekst Krzysztofa
Rutkowskiego o tej książce (albo filmie).

Nie, nie Krzysztof Rutkowski, a odpowiedź powyżej. Dwie osoby zaledwie
zgadły stulecie śmierci Goethego.
Gründgensa zidentyfikowało całkiem sporo osób. Jednak NIKT nie napisał
poprawnie imienia. Nie Gustav. Gustaf. Dlatego HenDrik przeczulony na tle
tego "d". Ale uznawałam za nazwisko.

Koniec. Szkoda, że z takim zgrzytem...

Sprawdźcie dokładnie, czy zaliczyłam co trzeba, bo już pierwsza zasadna
reklamacja spłynęła.

pozdr.
-Yola-



STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]