STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Marcin J. Skwark" <mskwark+prk@gmail.com>
Subject: [konkurs] Buzi, buzi, cmok, cmok.
Date: Mon, 20 Feb 2006 16:58:29 +0200
Message-ID: <dtclh5$oa8$1@news.onet.pl>

[...]

A więc - Panie i Panowie... zaczynamy.

+-----
| 1. Na początek delikatnie - wystarczy autor i tytuł - po jednym
|    punkcie. Za dokończenie cytatu (brakujący wers i następna zwrotka)
|    - dodatkowy punkt. W sumie trzy.

Gdy całować się rozpędzasz,
to różnicuj pocałunki:
z chęci dziewczę,
ze czci księdza,
...

+-----
| 2. Autor i tytuł - po jednym punkcie. Do zdobycia dwa punkty.

Ale - o dziwo! O cudowne zrządzenie losu! Cóż za wyjątkowy zbieg
okoliczności! Jestem pewien, że nikt z was nie mógłby tego przewidzieć!
Ledwie lwy dopadły Różyczki, zaczęły się łasić do niej, merdać ogonami i
omalże nie udusiły jej pieszczotami. Skomląc lizały jej bose nóżęta i
mruczały z radości:
- Siostrzyczko, siostrzyczko najmilsza, czy pamiętasz swoich braciszków,
   lwiątka z ciemnego boru?
Różyczka poznała lwy od razu i objąwszy białymi ramionami płowe, kudłate
karki, tuliła złotą główkę do ich sierści i całowała gorąco swoich
mlecznych braci.

+-----
| 3. Autor i tytuł. Dwa punkty w sumie.

Jedyną moją pociechą, kiedy szedłem się kłaść, była nadzieja, że mama
przyjdzie mnie uściskać, skoro będę w łóżku. Ale to dobranoc trwało
krótko, mama wracała tak prędko na dół, że chwila, w której słyszałem,
jak lekki szelest jej ogrodowej sukni z niebieskiego muślinu, obszytej
plecionką ze słomkowej taśmy, zbliża się do mnie, potem mija korytarz z
podwójnymi drzwiami, była dla mnie chwilą bolesną. Chwila ta zwiastowała
ową drugą, która miała po niej nastąpić: gdy mama mnie opuści, gdy
zejdzie z powrotem na dół. Dochodziłem do pragnienia, aby to dobranoc,
które tak lubiłem, przyszło jak najpóźniej; aby się przeciągał czas, gdy
mama jeszcze nie przyszła. Czasami, kiedy uściskawszy mnie, otwierała
drzwi, aby odejść, chciałem ją zawołać, powiedzieć: "Pocałuj mnie raz
jeszcze", ale wiedziałem, że natychmiast przybierze wyraz
niezadowolenia, bo ustępstwo, jakie czyniła dla mego smutku i niepokoju,
zachodząc do mnie uściskać, przynosząc mi ten pocałunek ukojenia,
drażniło ojca, któremu te obrzędy wydawały się niedorzeczne. Toteż mama
byłaby chciała wytępić we mnie tę potrzebę, to przyzwyczajenie, raczej
niż uprawnić żądanie jeszcze jednego pocałunku, wówczas kiedy już była w
progu. Otóż widzieć ją zmartwioną to niweczyło cały spokój, jaki mi
przyniosła na chwilę przedtem, kiedy nachyliła do łóżka swoją kochającą
twarz i podała mi ją jak hostię - komunię pokoju, w której wargi moje
miały zaczerpnąć jej rzeczywistą obecność oraz moją możność zaśnięcia.

+-----
| 4. Proszę o autora i tytuł. Nieco niszowe, więc do zdobycia po półtora
|    punktu.

PANI	Myślisz może, że ja... że jestem zazdrosna?
PAN	Teraz tak myślę, skoro to mówisz, ale nie chciałem w to przedtem
uwierzyć!
PANI	O taką smarkulę! Och!
PAN	W takim przypadku obiekt zazdrości jest chyba obojętny. Byłem
przecież zazdrosny o parobka! Widziałaś więc, że...
PANI	Że ją pocałowałeś!
PAN	Nie, moja droga, to ona mnie pocałowała!
PANI	Haniebne! Ale takie podlotki są jak małe małpki!
PAN	Naśladują to co robią te duże!
PANI	W każdym razie wydajesz się zachwycony tymi wszystkimi względami...
PAN	...bo nie przywykłem do takich względów.
PANI	Od tak młodych kobiet, być może... wobec starszych jesteś zdaję się
mniej nieśmiały...

+-----
| 5. Autor i tytuł. Dwa punkty do zdobycia.

Więc tak to się układało (może tym razem on ją nawet pocałował, i był to
pierwszy pocałunek w jej życiu, a ona była zbyt niewinna na to, żeby się
lękać czy wstydzić, czy choćby tylko wiedzieć, że on gra z nią na
zwłokę. Może po tym pocałunku, patrząc na niego, poczuła jakieś spokojne
bezbarwne zdumienie, skoro ten ukochany pocałował ją po raz pierwszy
właściwie nie inaczej, niżby ją pocałował brat, gdyby oczywiście bratu
strzeliło do głowy ni stąd ni zowąd pocałować ją w usta)... więc kiedy
minęły te dwa dni i on znów wyjechał, a Ellen pisnęła do niej: "Co
takiego? Żadnych zaręczyn, żadnego pierścionka?", ona, Judith, była tak
zdumiona, że nawet nie potrafiła nic skłamać, bo po raz pierwszy
przyszło jej na myśl, że przecież on wcale się jej nie oświadczył...

+-----
| 6. Autor, tytuł oraz imię i nazwisko R. - po jednym punkcie każde.

Nie myślał o szczurze. Ta wyrzucona krew skierowała go na powrót ku jego
trosce. Żona doktora, chora od roku, miała wyjechać nazajutrz do
uzdrowiska w górach. Zastał ją leżącą w ich pokoju, jak ją o to prosił.
W ten sposób przygotowywała się do trudów podróży. Uśmiechnęła się.
-	Czuję się bardzo dobrze - powiedziała.
Doktor patrzył na twarz zwróconą ku niemu w świetle lampy przy
wezgłowiu. Dla R. ta twarz trzydziestoletnia, mimo śladów choroby, była
wciąż twarzą młodości, może dzięki owemu uśmiechowi, który górował nad
resztą.
-	Śpij, jeśli możesz - powiedział. - Pielęgniarka przyjdzie o jedenastej
i zawiozę was na pociąg południowy.
Ucałował lekko wilgotne czoło. Uśmiech odprowadził go do drzwi.

+-----
| 7. Tytuł, autor i pełne personalia R. - w sumie trzy punkty. Brak
|    punktu za samo imię R.

R. spała przez chwilę, a potem podszedł Guy i zaczął ją pieścić. Głaskał
ją obiema rękami - długie, rozkoszne ruchy dłoni, które zaczynały się od
przywiązanych nadgarstków, zsuwały wzdłuż ramion, piersi i lędźwi i
łaskotały zmysłowo wnętrze ud. Powtarzał raz za razem tę podniecającą
pieszczotę gorącymi dłońmi o ostrych paznokciach, a potem, gdy była już
gotowa-gotowa-bardziej-niż-gotowa, wsunął dłoń pod jej pośladki, uniósł
je, skierował ku niej swą twardość i wepchnął mocno. Był większy niż
zwykle, boleśnie, cudownie wielki. Leżał na niej, drugą ręką
podtrzymując jej plecy, jego szeroka pierś gniotła jej piersi. (Miał na
sobie, ponieważ był to bal kostiumowy, gruby skórzany pancerz.)
Brutalnie, rytmicznie zagłębiał swój potężny kształt. Otwarła oczy i
patrzyła w jego oczy, żółte jak wnętrze pieca, czuła woń siarki i
korzenia tannisa, czuła wilgotny oddech na swoich ustach, słyszała
pojękiwania z rozkoszy i oddechy zebranych.
To nie sen, pomyślała. To jest realne, to się dzieje naprawdę.  Narastał
w niej opór, ale coś nakryło jej twarz, zapierając dech słodkawym fetorem.
Ogromny kształt poruszał się w niej, ciało w skórze zderzało się z jej
ciałem raz za razem, raz za razem.

+-----
| 8. Autor i tytuł po punkcie. Dwa punkty w sumie.

Niech sobie pierwej wytchnę, niż cię pocznę chwalić.
Dzielność ma nie może cię dziedzictwa oddalić,
Dobrześ jej naśladował i twa sławna siła
Twe krewne bohatyry dziś w tobie wskrzesiła:
Pokazałeś, żeś synem moim, żeś ich wnukiem.
Ta pierwsza próba, gdyś się zdał w męstwie nieukiem,
Równa się dziełom moim i na przykład młodzi
Jednym sztychem sławy mej wysokiej dochodzi.
Podporo mej starości, rado na kłopoty,
Dotknij się tej siwizny wolnej od sromoty!
Pocałuj ten policzek i obacz tę skronią,
Z której wieczną zniewagę zmyłeś swoją bronią.

+-----
| 9. Autor, tytuł - po punkcie.

Pamiętam Aleksandra, jak siedział na kojce oparty o bieloną ścianę i
ogryzkiem ołówka pilnie coś notował w poliniowanym, szkolnym zeszycie.
Gdy posłyszeliśmy lekkie pukanie, otworzyłam niskie drzwi, obite workiem
po mące, i ujrzałam przed sobą wysokiego, barczystego mężczyznę o
mocnej, kształtnej głowie i bardzo wyrazistej, prawie pięknej, męskiej
twarzy. Spokojnym głosem zapytał, czy mieszka tu Aleksander [...].
Schyliwszy się, aby przejść przez niskie drzwi, stanął u progu i
ujrzawszy mego męża wykrzyknął z radością jego imię. Oszołomiony, jakby
ze snu wyrwany Aleksander patrzył przez chwilę na niego, potem zerwawszy
się z kojki podbiegł i całując go w oba policzki wołał: "To jest
Walentyn, Walentyn!". Podbiegłam wzruszona i z uczuciem ogromnej
wdzięczności ściskałam jego rękę. Andrzej stał z boku i patrzył
zafascynowany. Pierwszy raz w życiu widział prawdziwego bandytę, katorżnika.

+-----
| 10. Jak zawsze - autor i tytuł. Po jednym punkcie.

Zemdlała.
Kiedy oczy jej się zamykały, kiedy zanikało w niej wszelkie czucie,
wydało jej się jeszcze, jakby ogień przypalił jej wargi; spadł na nie
pocałunek gorętszy niż czerwone katowskie żelazo.
Kiedy odzyskała zmysły, otaczali ją żołnierze nocnej straży, wynoszono
zalanego krwią kapitana, ksiądz znikł, okno w głębi izby, wychodzące na
rzekę, było szeroko otwarte; ktoś podnosił z podłogi płaszcz, który, jak
przypuszczano, należał do oficera...
Słyszała, jak mówiono:
- Ta czarownica zasztyletowała kapitana.

+-----
| 11. Dwa punkty do zdobycia za autora i tytuł.

- Całowałem Morawiankę,
a trzymałem flaszkę w łapie;
flaszka mi się przechyliła
i czuję, że wino kapie;
szkoda wina; - w tym przyczyna,
że trzymałem flaszkę w łapie;
chciałem wyjąć korek, a tu
korek coraz na spód idzie;
myślę sobie, daj go katu,
wyciągnę korek na włos,
na włos długi Morawianki,
a ona poszła po szklanki;
no, ale się jakoś stało,
że wypiłem flaszkę całą
i... musiałem wypić włos!
i to mnie tak rozmarzyło,
żem się kochać począł naraz -
chcę całować drugi raz
i tutaj nowy ambaras,
bom runął jak, jak - jak głaz.

- Pamiętaj na drugi raz:
wprzód całować, potem pić.

+-----
| 12. Autor i tytuł - do zdobycia 3 punkty.

- Pokój tobie, Rabbi ...
Spojrzeli sobie oczy tak samo jak za pierwszym razem.
"Wreszcie" - pomyślał Jezus.
"Wreszcie" - pomyślał Juda, zamknął oczy i pochylił się ku Rabbiemu.
Poczuł zapach jego skóry, zalatującej cierpkimi ziołami. Dotknął wargami
Jezusowego policzka, który był zimny jak lód. Tak zimny, że Juda poczuł,
jak krew ścina się w jego wargach. Cofnął się. A może nie była to
pieczęć prawdy, lecz kłamstwa? Strząsnął z siebie tę myśl, jak
znarowiony muł strząsa niewygodnego jeźdźca. Otworzył oczy. Ujrzał
boleśnie uśmiechniętą twarz Rabbiego i wyciągnięte dłonie, które z wolna
zbliżały się ku niemu, jakby chciały w ojcowskim uścisku zamknąć jego
skołataną, nieszczęśliwą głowę.
Jezus rzekł:
- Przyjacielu, po co przyszedłeś?

+-----
| 13. Autor, tytuł i nazwisko lorda W. - po jednym punkcie.

- Jeszcze coś - dodał lord W. - Jeżeli pani nie podoba się Lockleigh,
jeśli pani wydaje się. że tam jest wilgoć na przykład, nie musiałaby
pani zbliżać się do tego miejsca. Nawiasem mówiąc, nie ma tam wilgoci,
kazałem ekspertom zbadać skrupulatnie ten dom i orzekli, że jest
bezpieczny i suchy. Ale gdyby pani nie przypadł do gustu, nikt by pani
nie namawiał do mieszkania w Lockleigh. Nie byłoby żadnych trudności,
domów nie brak. Wspominam o tym, bo wiem, że nie wszyscy lubią fosy. A
teraz już do widzenia!
-	Uwielbiam fosy - odparła Isabel. - Do widzenia.
Podała mu rękę, którą on przez chwilę zatrzymał i złożył na niej
pocałunek, schylając kształtną głowę. Potem, starając się panować nad
wzruszeniem i wciąż lekko wymachując szpicrutą, odszedł szybkim krokiem.
Był niewątpliwie wstrząśnięty.
Isabel także była wstrząśnięta, ale nie tak, jak można by oczekiwać w
tych okolicznościach. Nie czuła ciężaru odpowiedzialności, rozterki
trudnego wyboru, bo zdawało jej się, że żadnego wyboru nie ma. Nie może
wyjść za lorda W; takie małżeństwo nie sprzyjałoby swobodnej eksploracji
życia, o jakiej zawsze marzyła i jakiej wciąż jeszcze pragnęła.
Niepokoiło ją, to znaczy zdumiewało coś innego, a mianowicie, że tak
mało kosztowało ją odrzucenie tej wspaniałej szansy.

+-----
| 14. Po jedynym punkcie za wskazanie autora, tytułu i personaliów panów
|     Z. i L. (za personalia jeden punkt w sumie). Trzy punkty do
|     zdobycia.

- Znam ja ich! Pokaż któremu koronę i róg gronostajowego płaszcza, to
możesz go pod włos głaskać jak charcie szczenię, jeszcze ci się ugnie i
sam krzyża nadstawi... Żaden kot nie będzie się tak oblizywał, choćbyś
mu prospectus z samych sperek pokazał. Najpoczciwszemu oczy z
pożądliwości na wierzch wylizą, a trafi się szelma, jako był książę
wojewoda wileński, to i ojczyznę zdradzić gotów. Co to ta ludzka
próżność! Panie Jezu! żebyś mi dał tyle tysięcy, iluś kandydatów do tej
korony stworzył, to bym i sam kandydował... Bo jeśli który z nich myśli,
że mam się za gorszego od niego, to niech mu od własnej pychy żywot
pęknie... Taki dobry Z. jak i L., tylko w fortunie różnica... Tak, tak,
Janie... Czy myślisz, żem go naprawdę w rękę pocałował? Siebiem w wielki
palec pocałował, a jego jenom nosem szturgnął...

+-----
| 15. Tytuł, autor - po jednym punkcie. Personalia A. usunięte, lecz bez
|     punktów.

Droga Vianne
Dziękuję za wszystko. Wiem, jak się czujesz. Porozmawiaj z Guillaume'em,
jeżeli chcesz - on rozumie lepiej niż wszyscy inni. Żałuję, że nie
mogłam być na Twoim festiwalu, ale widziałam go w wyobraźni tak często,
że właściwie to nie ma znaczenia. Ucałuj A. ode mnie i daj jej jedną z
załączonych - druga jest dla następnej. Myślę, że wiesz, co mam na myśli.
Jestem już zmęczona i czuję zmianę wiatru. Myślę, że sen dobrze mi
zrobi. I kto wie, może kiedyś znów się spotkamy.
Twoja Armande Voizin.

+-----
| 16. Wystarczy autor - jeden punkt.

Ucałowawszy ukochane dziecko, król i królowa wyszli z zamku i rozkazali
ogłosić, że nikomu do niego zbliżać się nie wolno. Nie trzeba było
zresztą i tego zakazu, bo w ciągu kwadransa wyrosła wokół ogrodów
zamkowych taka gęstwina wielkich i małych drzew, splątanych jeżyn i
głogów, że nie mógł przedrzeć się przez nią żaden zwierz ani człowiek.
Spoza gęstwiny zaledwie dostrzec można było, i to z bardzo daleka,
szczyty zamkowych wież. Oczywiście nikt nie wątpił nawet, że była to
jeszcze jedna czarodziejska sztuczka wróżki, aby ktoś ciekawy nie
zakłócił snu księżniczki.

+-----
| 17. Klasyka - dwa punkty za autora, punkt za tytuł cyklu i punkt za
|     personalia X. Cztery punkty do kolekcji.

X:
Piękna była Helena, co się Parysowi
Dała unieść, naszego cechu pasterzowi.
I ta pewnie Helenę urodą celuje,
Co teraz nadobnego pasterza całuje.

Dziewka:
Jeszcze tu nie masz z czego chełpić się, mój panie!
Marna rzecz, powiadają, samo całowanie.

X:
Marna rzecz całowanie, ale z tej marności
Są też swoje przysmaki, są swoje słodkości.

Dziewka:
Splunę ja te przysmaki i umyję wodą,
Gdzieś się ust moich dotknął tą kosmatą brodą.

X:
Płóczesz usteczka swoje, płócz, moje kochanie,
A umywszy, mnie znowu daj pocałowanie.

+-----
| 18. Punkt za autora, punkt za tytuł i punkt za podanie kwestii
|     spornej.

- Tato - powiedział - To ja przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem. Ja
nawet krzyknąłem! I to na ciebie, pana tego domu. A przecież powinienem
cię zrozumieć. Bo ty masz rację - z wyjątkiem tej konkretnej [...] - masz
rację in merito.
- Tak sądzisz? - uradował się X, wznosząc rudawe brwi.
- Tak tato, tak sądzę.
- To mnie bardzo podnosi na duchu - wyznał teść, otwierając ramiona. -
Uściśnij mnie, synu. - Ostatnimi czasy wyraźnie polubił styl
patriarchalny, nawet z lekka staropolski.
Y uścisnął kruche ramiona i ucałował chudy, wygolony policzek. Teść
oddał mu uścisk, a wnet uderzyła ich nagła cisza w pomieszczeniu:
młodzież przestała już łupać w karty i obecnie patrzyła na obejmujących
się panów tego domu z takim podziwem jakby demonstrowali tu rozdział z
dawnego kodeksu rycerskiego.

+-----
| 19. Autor i tytuł po jednym punkcie.

- Byłaś kiedyś w cyrku? - spytał T.
- Tak, i tatuś jeszcze mnie tam zabierze, jeśli będę grzeczna.
- Ja byłem w cyrku trzy czy cztery razy... wiele razy. Kościół to jest
nic w porównaniu z cyrkiem. W cyrku ciągle coś się dzieje. Kiedy
dorosnę, zostanę klaunem.
- Och, naprawdę? To cudownie! Klauni są zawsze tak kolorowo ubrani.
- No właśnie! I zarabiają tyle pieniędzy!... Co najmniej dolara
dziennie. Ben Rogers mi powiedział. Słuchaj, Becky, byłaś kiedyś zaręczona?
- Co to znaczy?
- No, wiesz... zaręczyny, a potem ślub.
- Nie.
- A chciałabyś?
- Chyba tak... Sama nie wiem. A jak to jest?
- Jak jest? To nic wielkiego. Musisz tylko powiedzieć chłopcu, że nie
chcesz mieć nigdy innego, tylko jego, na wieki, a potem się całujecie i
już. Każdy to potrafi.
- Całować się? A po co?
- No wiesz, żeby... Jeja, wszyscy to robią.
- Wszyscy?
- Aha. Wszyscy zakochani. Pamiętasz, co napisałem na tabliczce?
- Ta-ak.
- Co?
- Nie powiem.
- Mam ci powiedzieć?
- Ta-ak, ale innym razem.
- Nie, teraz!
- Nie, nie teraz... jutro.

+-----
| 20. Punkt za autora i drugi punkt za tytuł. Znaczące nazwy własne
|     zostały wykropkowane.

Na to ślepy podniósł się i siadłszy na łożu, począł kręcić głową i
machać dłonią, jakby chcąc zaprzeczyć i powstrzymać księdza Kaleba, lecz
nie mogli się porozumieć, gdyż w tej chwili wszedł stary Tolima, a za
nim załoga gródka, karbowi, przedniejsi i starsi kmiecie [...], leśnicy i
rybacy, albowiem wieść o powrocie pana rozbiegła się już po całym [...].
Ci obejmowali mu kolana, całowali ręce i wybuchali płaczem rzewnym na
widok tego kaleki i starca, który w niczym nie przypominał dawnego
groźnego [...], pogromiciela [...] i zwycięzcy we wszystkich spotkaniach.

+-----
| 21. Nazwy własne wykropkowane. Po punkcie za autora i tytuł. Po pół
       punktu za personalia kochanków.

- Kocham cię!... Pójdź! Nikt nas nie ujrzy. Spiesz się!
[...] obudził się jakby ze snu: - Ktoś ty?
Lecz ona wsparła się na nim piersią i poczęła nalegać:
- Śpiesz się! Patrz, jak tu pusto, a ja cię kocham. Pójdź!
- Ktoś ty? - powtórzył [...]. - Zgadnij!...
To rzekłszy przycisnęła przez zasłonę usta do jego ust, ciągnąc
jednocześnie ku sobie jego głowę, aż wreszcie, gdy jej zbrakło oddechu,
oderwała od niego twarz.
- Noc miłości!... noc zapamiętania! - mówiła chwytając szybko powietrze.
- Dziś wolno... Masz mnie! Lecz [...] sparzył ów pocałunek i napełnił go
nowym obrzydzeniem. Dusza i serce jego były gdzie indziej i na całym
świecie nie istniało dla niego nic prócz [...].

+-----
| 22. Tytuł i autor po jednym punkcie.

Było pewne, że pieniędzy w kopercie było więcej niż dał ktokolwiek inny.
Brasi spędził wiele godzin zastanawiając się nad sumą, porównując ją z
możliwymi datkami innych. Chciał być najbardziej hojnym, żeby pokazać że
ma najwięcej szacunku, i dlatego też wręczył Donowi kopertę osobiście,
którą to gafę Don przeoczył, w potoku kwiecistych podziękowań. Hagen
zobaczył, że twarz Luca Brasi traci swą maskę wściekłości, przepełniając
się dumą i przyjemnością. Brasi ucałował dłoń Dona zanim wyszedł przez
drzwi, które Hagen trzymał otwarte. Hagen rozważnie przesłał Brasiemu
przyjacielski uśmiech, który przysadzisty mężczyzna uznał za uprzejme
rozciągnięcie gumowych, bladoróżowych ust.

+-----
| 23. Autor i tytuł po jednym punkcie.

Poczułem ciepło i zobaczyłem, że z białej kołdry okrywającej Melindę
unosi się dym. Na dole, w miejscu, pod którym dygotała jej prawa stopa,
poszwa całkiem sczerniała. Mając wrażenie, że śnię, strząsnąłem z
ramienia dłoń Mooresa i podszedłem do nocnego stolika. Obok trzech albo
czterech słoiczków z lekami, które przewróciły się podczas wstrząsu,
stała tam szklanka wody. Wziąłem ją do ręki i polałem dymiące miejce.
Rozległ się głośny syk.
J. C. ciągle całował ją w ten głęboki intymny sposób, wdychając
powietrze, które znajdowało się w jej płucach. Jedną rękę wciąż wyciągał
do tyłu, drugą opierał o łóżko. Palce miał szeroko rozłożone; jego dłoń
przypominała mi brązową rozgwiazdę.

+-----
| 24 I na koniec wiersz - punkt za autora, dwa punkty za tytuł.

Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,
Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą,
Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,
Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.

Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,
Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,
Od uśmiechu w kącikach do smaku języka -
Usta twoje całują i świat cały znika.

.: Koniec :.

Mam  nadzieję, że konkurs okazał się tak łatwy jak okazać się miał i że
mieliście z nim przynajmniej w połowie tyle zabawy, ile ja miałem z
układaniem pytań.


-- 
Marcin J. Skwark
marcin (at) skwark (dot) pl


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]