STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Marcin J. Skwark" <mskwark+prk@gmail.com>
Subject: Re: [konkurs] Buzi, buzi, cmok, cmok. - odpowiedzi
Date: Fri, 03 Mar 2006 17:52:07 +0200
Message-ID: <du9on8$irf$1@news.onet.pl>

Mógłbym się usprawiedliwiać nawałem pracy, złym samopoczuciem i innymi 
równie słusznymi powodami, lecz prawdą jest iż nic nie usprawiedliwia 
takiego opóźnienia w pretwarzaniu odpowiedzi konkursowych. Tak więc 
niniejszym bijąc się w piersi próbuję nadrobić to karygodne niedopatrzenie.

Wyniki indywidualne poszły (lub pójdą) niebawem na maila. Poniżej zaś 
znajdują się prawidłowe odpowiedzi i komentarze do nich.


> +-----
> | 1. Na początek delikatnie - wystarczy autor i tytuł - po jednym
> |    punkcie. Za dokończenie cytatu (brakujący wers i następna zwrotka)
> |    - dodatkowy punkt. W sumie trzy.
> 
> Gdy całować się rozpędzasz,
> to różnicuj pocałunki:
> z chęci dziewczę,
> ze czci księdza,
> ...

... wuja całuj z dubeltówki!
          Bach! bach! Panie dziejaszku,
          z dubeltówki, z dubeltówki...
          Bach! bach! Panie dziejaszku,
          Wuja całuj z dubeltówki!

    Narzeczoną swą z miłości,
    kurtyzanę z żądzy krótkiej,
    pomoc w domu - z oszczędności,
    wuja całuj z dubeltówki.

"Hmmm... Sztaudynger?"

Otóż nie. Okazało się trudniejsze niż miało być, lecz mimo to sporo 
poprawnych odpowiedzi - Jeremi Przybora "Wuja całuj z dubeltówki" 
(akceptowałem też inne wariacje z wujem). Śpiewał to Wiesław 
Michnikowski, muzyka - Grzegorz Wasowski.

> +-----
> | 2. Autor i tytuł - po jednym punkcie. Do zdobycia dwa punkty.
> 
> Ale - o dziwo! O cudowne zrządzenie losu! Cóż za wyjątkowy zbieg
> okoliczności! Jestem pewien, że nikt z was nie mógłby tego przewidzieć!
> Ledwie lwy dopadły Różyczki, zaczęły się łasić do niej, merdać ogonami i
> omalże nie udusiły jej pieszczotami. Skomląc lizały jej bose nóżęta i
> mruczały z radości:
> - Siostrzyczko, siostrzyczko najmilsza, czy pamiętasz swoich braciszków,
>   lwiątka z ciemnego boru?
> Różyczka poznała lwy od razu i objąwszy białymi ramionami płowe, kudłate
> karki, tuliła złotą główkę do ich sierści i całowała gorąco swoich
> mlecznych braci.

William Makepeace Thackeray "Pierścień i róża". Parę poprawnych 
odpowiedzi, lecz także wiele strzałów kulą w płot.

" "Bracia Lwie Serce" po szwedzku: Bröderna Lejonhjärta - Astrid 
Lindgren. Powiedzmy, że mamy do czynnienia z wybuchem miłości 
braterskiej, a jeżeli nie, to może bonus za znajomość szwedzkiego?"

Jag ber er om ursäkt, men det finns ingen bonus idag för era svenska 
kunskaper.

> +-----
> | 3. Autor i tytuł. Dwa punkty w sumie.
> 
> Jedyną moją pociechą, kiedy szedłem się kłaść, była nadzieja, że mama
> przyjdzie mnie uściskać, skoro będę w łóżku. Ale to dobranoc trwało
> krótko, mama wracała tak prędko na dół, że chwila, w której słyszałem,
> jak lekki szelest jej ogrodowej sukni z niebieskiego muślinu, obszytej
> plecionką ze słomkowej taśmy, zbliża się do mnie, potem mija korytarz z
> podwójnymi drzwiami, była dla mnie chwilą bolesną. Chwila ta zwiastowała
> ową drugą, która miała po niej nastąpić: gdy mama mnie opuści, gdy
> zejdzie z powrotem na dół. Dochodziłem do pragnienia, aby to dobranoc,
> które tak lubiłem, przyszło jak najpóźniej; aby się przeciągał czas, gdy
> mama jeszcze nie przyszła. Czasami, kiedy uściskawszy mnie, otwierała
> drzwi, aby odejść, chciałem ją zawołać, powiedzieć: "Pocałuj mnie raz
> jeszcze", ale wiedziałem, że natychmiast przybierze wyraz
> niezadowolenia, bo ustępstwo, jakie czyniła dla mego smutku i niepokoju,
> zachodząc do mnie uściskać, przynosząc mi ten pocałunek ukojenia,
> drażniło ojca, któremu te obrzędy wydawały się niedorzeczne. Toteż mama
> byłaby chciała wytępić we mnie tę potrzebę, to przyzwyczajenie, raczej
> niż uprawnić żądanie jeszcze jednego pocałunku, wówczas kiedy już była w
> progu. Otóż widzieć ją zmartwioną to niweczyło cały spokój, jaki mi
> przyniosła na chwilę przedtem, kiedy nachyliła do łóżka swoją kochającą
> twarz i podała mi ją jak hostię - komunię pokoju, w której wargi moje
> miały zaczerpnąć jej rzeczywistą obecność oraz moją możność zaśnięcia.


Szlenie charakterystyczny IMHO cytat. "W stronę Swanna" (akceptowałem 
też "W poszukiwaniu zaginionego czasu") Marcel Proust. Odpowiedzi sporo, 
część nawet poprawna. Ale bywały i takie:

"Norman Bates, "Wspomnienia". W oddali chór Iberów śpiewa
          "O matko mojaaaaaaa, dlaczego mi to zrobiłaaaaaaś?!"
          i ogólne "klap-klap-klap, piękny chłopcze".
          Znaczy, nie wiem. Świta mi coś, coś gdzieś błyszczy,
          pewnie obiję sobie potem czoło, jęcząc, że przecież
          wiedziałem, ale teraz nic nie jestem w stanie wymyślić."

> +-----
> | 4. Proszę o autora i tytuł. Nieco niszowe, więc do zdobycia po półtora
> |    punktu.
> 
> PANI    Myślisz może, że ja... że jestem zazdrosna?
> PAN    Teraz tak myślę, skoro to mówisz, ale nie chciałem w to przedtem
> uwierzyć!
> PANI    O taką smarkulę! Och!
> PAN    W takim przypadku obiekt zazdrości jest chyba obojętny. Byłem
> przecież zazdrosny o parobka! Widziałaś więc, że...
> PANI    Że ją pocałowałeś!
> PAN    Nie, moja droga, to ona mnie pocałowała!
> PANI    Haniebne! Ale takie podlotki są jak małe małpki!
> PAN    Naśladują to co robią te duże!
> PANI    W każdym razie wydajesz się zachwycony tymi wszystkimi względami...
> PAN    ...bo nie przywykłem do takich względów.
> PANI    Od tak młodych kobiet, być może... wobec starszych jesteś zdaję się
> mniej nieśmiały...

August Strindberg "Pierwsze ostrzeżenie". Brak prawidłowych odpowiedzi - 
czyżby aż tak trudne było? Ileż to ja się nasłuchałem/naczytałem...

"- Och-żeż Ty... Zaraz, zaraz, jak to się nazywał pewien
          wielbłąd u Pratchetta? :-))
          Znam to. Wiem, że znam. Znam, kojarzę, wiem... i nie
          pamiętam, co to. Szfak! A jakich kandydatur tu nie
          miałem... hohoho... 'Tango" Mrożka mi się pojawiało,
          Zapolska, "Słówka" Boya  tamtejsza i parodia rodziny
          Połanieckich...
          Poddaję się, kierując w stronę autora pytań złe oko i
          mrucząc jakieś klątwy. A po wysłaniu idę po szpileczki.
          Laleczkę z wosku już mam."

> +-----
> | 5. Autor i tytuł. Dwa punkty do zdobycia.
> 
> Więc tak to się układało (może tym razem on ją nawet pocałował, i był to
> pierwszy pocałunek w jej życiu, a ona była zbyt niewinna na to, żeby się
> lękać czy wstydzić, czy choćby tylko wiedzieć, że on gra z nią na
> zwłokę. Może po tym pocałunku, patrząc na niego, poczuła jakieś spokojne
> bezbarwne zdumienie, skoro ten ukochany pocałował ją po raz pierwszy
> właściwie nie inaczej, niżby ją pocałował brat, gdyby oczywiście bratu
> strzeliło do głowy ni stąd ni zowąd pocałować ją w usta)... więc kiedy
> minęły te dwa dni i on znów wyjechał, a Ellen pisnęła do niej: "Co
> takiego? Żadnych zaręczyn, żadnego pierścionka?", ona, Judith, była tak
> zdumiona, że nawet nie potrafiła nic skłamać, bo po raz pierwszy
> przyszło jej na myśl, że przecież on wcale się jej nie oświadczył...

William Faulkner "Absalomie, Absalomie". Noblista... dwie poprawne 
odpowiedzi - mnóstwo niecelnych strzałów i pogróżek.

"- O święci pańscy i bracie Ambrożu od husyckiego cepa...
          Za chińskiego boga nie kojarzę książki, w której są Ellen
          i Judith. Młode toto jakieś na pewno, jakieś
          niedoświadczone... "Małe kobietki" chyba nie... Nie wiem,
          czemu "Siedemnastolatek" Bootha Tarkingtona mi się
          skojarzył, może przez ten styl... A zza krzaka drwiąco
          uśmiecha się Jane Austen... Poddaję się."

> +-----
> | 6. Autor, tytuł oraz imię i nazwisko R. - po jednym punkcie każde.
> 
> Nie myślał o szczurze. Ta wyrzucona krew skierowała go na powrót ku jego
> trosce. Żona doktora, chora od roku, miała wyjechać nazajutrz do
> uzdrowiska w górach. Zastał ją leżącą w ich pokoju, jak ją o to prosił.
> W ten sposób przygotowywała się do trudów podróży. Uśmiechnęła się.
> -    Czuję się bardzo dobrze - powiedziała.
> Doktor patrzył na twarz zwróconą ku niemu w świetle lampy przy
> wezgłowiu. Dla R. ta twarz trzydziestoletnia, mimo śladów choroby, była
> wciąż twarzą młodości, może dzięki owemu uśmiechowi, który górował nad
> resztą.
> -    Śpij, jeśli możesz - powiedział. - Pielęgniarka przyjdzie o jedenastej
> i zawiozę was na pociąg południowy.
> Ucałował lekko wilgotne czoło. Uśmiech odprowadził go do drzwi.

Szczur był chyba za wielką podpowiedzią - znamienita większość 
respondentów stwierdziła (całkowicie słusznie), że to kolejny noblista - 
Albert Camus i jego "Dżuma", a jeśli tak to także Bernard Rieux.

> +-----
> | 7. Tytuł, autor i pełne personalia R. - w sumie trzy punkty. Brak
> |    punktu za samo imię R.
> 
> R. spała przez chwilę, a potem podszedł Guy i zaczął ją pieścić. Głaskał
> ją obiema rękami - długie, rozkoszne ruchy dłoni, które zaczynały się od
> przywiązanych nadgarstków, zsuwały wzdłuż ramion, piersi i lędźwi i
> łaskotały zmysłowo wnętrze ud. Powtarzał raz za razem tę podniecającą
> pieszczotę gorącymi dłońmi o ostrych paznokciach, a potem, gdy była już
> gotowa-gotowa-bardziej-niż-gotowa, wsunął dłoń pod jej pośladki, uniósł
> je, skierował ku niej swą twardość i wepchnął mocno. Był większy niż
> zwykle, boleśnie, cudownie wielki. Leżał na niej, drugą ręką
> podtrzymując jej plecy, jego szeroka pierś gniotła jej piersi. (Miał na
> sobie, ponieważ był to bal kostiumowy, gruby skórzany pancerz.)
> Brutalnie, rytmicznie zagłębiał swój potężny kształt. Otwarła oczy i
> patrzyła w jego oczy, żółte jak wnętrze pieca, czuła woń siarki i
> korzenia tannisa, czuła wilgotny oddech na swoich ustach, słyszała
> pojękiwania z rozkoszy i oddechy zebranych.
> To nie sen, pomyślała. To jest realne, to się dzieje naprawdę.  Narastał
> w niej opór, ale coś nakryło jej twarz, zapierając dech słodkawym fetorem.
> Ogromny kształt poruszał się w niej, ciało w skórze zderzało się z jej
> ciałem raz za razem, raz za razem.

No cóż... jedyny fragment, który nie zawiera pocałunku per se. Ale 
wydawał mi się tak romantyczny i pociągający, że nie mogłem się oprzeć 
pokusie umieszczenia go w konkursie. Naturalnie Ira Levine i "Dziecko 
Rosemary". Sporo osób pamiętało że Rosemary miała na nazwisko Woodhouse 
(po mężu zresztą).

> +-----
> | 8. Autor i tytuł po punkcie. Dwa punkty w sumie.
> 
> Niech sobie pierwej wytchnę, niż cię pocznę chwalić.
> Dzielność ma nie może cię dziedzictwa oddalić,
> Dobrześ jej naśladował i twa sławna siła
> Twe krewne bohatyry dziś w tobie wskrzesiła:
> Pokazałeś, żeś synem moim, żeś ich wnukiem.
> Ta pierwsza próba, gdyś się zdał w męstwie nieukiem,
> Równa się dziełom moim i na przykład młodzi
> Jednym sztychem sławy mej wysokiej dochodzi.
> Podporo mej starości, rado na kłopoty,
> Dotknij się tej siwizny wolnej od sromoty!
> Pocałuj ten policzek i obacz tę skronią,
> Z której wieczną zniewagę zmyłeś swoją bronią.

Pierre Corneille "Cyd". Średnio co druga odpowiedź prawidłowa.

> +-----
> | 9. Autor, tytuł - po punkcie.
> 
> Pamiętam Aleksandra, jak siedział na kojce oparty o bieloną ścianę i
> ogryzkiem ołówka pilnie coś notował w poliniowanym, szkolnym zeszycie.
> Gdy posłyszeliśmy lekkie pukanie, otworzyłam niskie drzwi, obite workiem
> po mące, i ujrzałam przed sobą wysokiego, barczystego mężczyznę o
> mocnej, kształtnej głowie i bardzo wyrazistej, prawie pięknej, męskiej
> twarzy. Spokojnym głosem zapytał, czy mieszka tu Aleksander [...].
> Schyliwszy się, aby przejść przez niskie drzwi, stanął u progu i
> ujrzawszy mego męża wykrzyknął z radością jego imię. Oszołomiony, jakby
> ze snu wyrwany Aleksander patrzył przez chwilę na niego, potem zerwawszy
> się z kojki podbiegł i całując go w oba policzki wołał: "To jest
> Walentyn, Walentyn!". Podbiegłam wzruszona i z uczuciem ogromnej
> wdzięczności ściskałam jego rękę. Andrzej stał z boku i patrzył
> zafascynowany. Pierwszy raz w życiu widział prawdziwego bandytę, 
> katorżnika.

Jedyna nie-beletrystyczna pozycja w konkursie. Wspomnienia Oli Watowej - 
"Wszystko co najważniejsze". Aleksander był tu w dużej mierze pomocny, a 
także inne imiona i fakt pojawienia się katorżnika. Szczególne brawa dla 
imć AJKa, za trafną dedukcję.

"- Kompletnie nie mogłem ani poznać, ani zgadnąć. Dopiero
          trzecie czytanie pytania przyniosło olśnienie. Narratorką
          jest kobieta. Rzecz ewidentnie dzieje się z Rosji lub ZSRR
          (ten katorżnik). Kobieta mieszka z Aleksandrem, który coś
          pisze i Andrzejem, który "pierwszy raz widział", więc
          ewidentnie jest młody bardzo.
          Dwa plus dwa plus dwa. Ola Watowa "Wszystko, co
          najważniejsze". "

> +-----
> | 10. Jak zawsze - autor i tytuł. Po jednym punkcie.
> 
> Zemdlała.
> Kiedy oczy jej się zamykały, kiedy zanikało w niej wszelkie czucie,
> wydało jej się jeszcze, jakby ogień przypalił jej wargi; spadł na nie
> pocałunek gorętszy niż czerwone katowskie żelazo.
> Kiedy odzyskała zmysły, otaczali ją żołnierze nocnej straży, wynoszono
> zalanego krwią kapitana, ksiądz znikł, okno w głębi izby, wychodzące na
> rzekę, było szeroko otwarte; ktoś podnosił z podłogi płaszcz, który, jak
> przypuszczano, należał do oficera...
> Słyszała, jak mówiono:
> - Ta czarownica zasztyletowała kapitana.

Victor Hugo "Katedra Marii Panny w Paryżu". Trafień zdumiewająco mało.

> +-----
> | 11. Dwa punkty do zdobycia za autora i tytuł.
> 
> - Całowałem Morawiankę,
> a trzymałem flaszkę w łapie;
> flaszka mi się przechyliła
> i czuję, że wino kapie;
> szkoda wina; - w tym przyczyna,
> że trzymałem flaszkę w łapie;
> chciałem wyjąć korek, a tu
> korek coraz na spód idzie;
> myślę sobie, daj go katu,
> wyciągnę korek na włos,
> na włos długi Morawianki,
> a ona poszła po szklanki;
> no, ale się jakoś stało,
> że wypiłem flaszkę całą
> i... musiałem wypić włos!
> i to mnie tak rozmarzyło,
> żem się kochać począł naraz -
> chcę całować drugi raz
> i tutaj nowy ambaras,
> bom runął jak, jak - jak głaz.
> 
> - Pamiętaj na drugi raz:
> wprzód całować, potem pić.

Stanisław Wyspiański "Wesele". Okazało się, że pytanie sprawiło sporo 
kłopotów.

> +-----
> | 12. Autor i tytuł - do zdobycia 3 punkty.
> 
> - Pokój tobie, Rabbi ...
> Spojrzeli sobie oczy tak samo jak za pierwszym razem.
> "Wreszcie" - pomyślał Jezus.
> "Wreszcie" - pomyślał Juda, zamknął oczy i pochylił się ku Rabbiemu.
> Poczuł zapach jego skóry, zalatującej cierpkimi ziołami. Dotknął wargami
> Jezusowego policzka, który był zimny jak lód. Tak zimny, że Juda poczuł,
> jak krew ścina się w jego wargach. Cofnął się. A może nie była to
> pieczęć prawdy, lecz kłamstwa? Strząsnął z siebie tę myśl, jak
> znarowiony muł strząsa niewygodnego jeźdźca. Otworzył oczy. Ujrzał
> boleśnie uśmiechniętą twarz Rabbiego i wyciągnięte dłonie, które z wolna
> zbliżały się ku niemu, jakby chciały w ojcowskim uścisku zamknąć jego
> skołataną, nieszczęśliwą głowę.
> Jezus rzekł:
> - Przyjacielu, po co przyszedłeś?

Roman Brandststaetter "Jezus z Nazarethu". Trafień nawet sporo. Wiele 
osób strzelało też w "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Kazantsakisa, jak na 
przykład:

"- "Stirlitz" - pomyślał Bormann.
        - "O, kurde flaszka..." - pomyślałem ja.
        Dobra, żeby się nie męczyć, bo i tak nic nie wymyślę: Nikos
        Kazantsakis i "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Ale to tylko
        dlatego, że nie pamiętam, kto jeszcze pisał... poza
        ewangelistami, rzecz jasna. Mereżkowski chyba, ale..."

> +-----
> | 13. Autor, tytuł i nazwisko lorda W. - po jednym punkcie.
> 
> - Jeszcze coś - dodał lord W. - Jeżeli pani nie podoba się Lockleigh,
> jeśli pani wydaje się. że tam jest wilgoć na przykład, nie musiałaby
> pani zbliżać się do tego miejsca. Nawiasem mówiąc, nie ma tam wilgoci,
> kazałem ekspertom zbadać skrupulatnie ten dom i orzekli, że jest
> bezpieczny i suchy. Ale gdyby pani nie przypadł do gustu, nikt by pani
> nie namawiał do mieszkania w Lockleigh. Nie byłoby żadnych trudności,
> domów nie brak. Wspominam o tym, bo wiem, że nie wszyscy lubią fosy. A
> teraz już do widzenia!
> -    Uwielbiam fosy - odparła Isabel. - Do widzenia.
> Podała mu rękę, którą on przez chwilę zatrzymał i złożył na niej
> pocałunek, schylając kształtną głowę. Potem, starając się panować nad
> wzruszeniem i wciąż lekko wymachując szpicrutą, odszedł szybkim krokiem.
> Był niewątpliwie wstrząśnięty.
> Isabel także była wstrząśnięta, ale nie tak, jak można by oczekiwać w
> tych okolicznościach. Nie czuła ciężaru odpowiedzialności, rozterki
> trudnego wyboru, bo zdawało jej się, że żadnego wyboru nie ma. Nie może
> wyjść za lorda W; takie małżeństwo nie sprzyjałoby swobodnej eksploracji
> życia, o jakiej zawsze marzyła i jakiej wciąż jeszcze pragnęła.
> Niepokoiło ją, to znaczy zdumiewało coś innego, a mianowicie, że tak
> mało kosztowało ją odrzucenie tej wspaniałej szansy.

Henry James "Portret damy", a lord był naturalnie Warburton. Tytuł i 
autora znało wielu - z lordem był problem:

"Ale nazwisko lorda... Pierwsze, co mi przyszło do głowy to "Warhammer", 
bo znajomy w to grywał i ciągle gadał, więc utkwiło mi w głowie. Nie 
pamiętam. Wharton, War... Nie, nie Wulf. Wulf nie ma tu nic do rzeczy :-)"

> +-----
> | 14. Po jedynym punkcie za wskazanie autora, tytułu i personaliów panów
> |     Z. i L. (za personalia jeden punkt w sumie). Trzy punkty do
> |     zdobycia.
> 
> - Znam ja ich! Pokaż któremu koronę i róg gronostajowego płaszcza, to
> możesz go pod włos głaskać jak charcie szczenię, jeszcze ci się ugnie i
> sam krzyża nadstawi... Żaden kot nie będzie się tak oblizywał, choćbyś
> mu prospectus z samych sperek pokazał. Najpoczciwszemu oczy z
> pożądliwości na wierzch wylizą, a trafi się szelma, jako był książę
> wojewoda wileński, to i ojczyznę zdradzić gotów. Co to ta ludzka
> próżność! Panie Jezu! żebyś mi dał tyle tysięcy, iluś kandydatów do tej
> korony stworzył, to bym i sam kandydował... Bo jeśli który z nich myśli,
> że mam się za gorszego od niego, to niech mu od własnej pychy żywot
> pęknie... Taki dobry Z. jak i L., tylko w fortunie różnica... Tak, tak,
> Janie... Czy myślisz, żem go naprawdę w rękę pocałował? Siebiem w wielki
> palec pocałował, a jego jenom nosem szturgnął...

"- Henryk Sienkiewicz, "Potop". Pan _Z_agłoba wraca ze
Skrzetuskim od pana marszałka _L_ubomirskiego. A byli z
poselstwem od Czarnieckiego."

Otóż i to. Trafień poprawnych lawina. I mały kopczyk trafień mniej 
poprawnych:

"A to nie będzie Sapkowski, Narrenturm? Ale Z i L nie pomnę..."

> +-----
> | 15. Tytuł, autor - po jednym punkcie. Personalia A. usunięte, lecz bez
> |     punktów.
> 
> Droga Vianne
> Dziękuję za wszystko. Wiem, jak się czujesz. Porozmawiaj z Guillaume'em,
> jeżeli chcesz - on rozumie lepiej niż wszyscy inni. Żałuję, że nie
> mogłam być na Twoim festiwalu, ale widziałam go w wyobraźni tak często,
> że właściwie to nie ma znaczenia. Ucałuj A. ode mnie i daj jej jedną z
> załączonych - druga jest dla następnej. Myślę, że wiesz, co mam na myśli.
> Jestem już zmęczona i czuję zmianę wiatru. Myślę, że sen dobrze mi
> zrobi. I kto wie, może kiedyś znów się spotkamy.
> Twoja Armande Voizin.

Joanne Harris, "Czekolada". Vianne była jak najbardziej znaczna. Ale 
były też i inne odpowiedzi, na przykład:

"Niebezpieczne związki", Pierre Choderlos de Laclos

> +-----
> | 16. Wystarczy autor - jeden punkt.
> 
> Ucałowawszy ukochane dziecko, król i królowa wyszli z zamku i rozkazali
> ogłosić, że nikomu do niego zbliżać się nie wolno. Nie trzeba było
> zresztą i tego zakazu, bo w ciągu kwadransa wyrosła wokół ogrodów
> zamkowych taka gęstwina wielkich i małych drzew, splątanych jeżyn i
> głogów, że nie mógł przedrzeć się przez nią żaden zwierz ani człowiek.
> Spoza gęstwiny zaledwie dostrzec można było, i to z bardzo daleka,
> szczyty zamkowych wież. Oczywiście nikt nie wątpił nawet, że była to
> jeszcze jedna czarodziejska sztuczka wróżki, aby ktoś ciekawy nie
> zakłócił snu księżniczki.

Charles Perrault. Nie bracia Grimm i nie Anderssen. Był jeden strzał w 
"Księżniczkę Głogu" Anczyca - nie mam jak sprawdzić czy przypadkiem nie 
było tam czegoś wysoce podobnego. Ale cytat jak najbardziej ze "Śpiącej 
królewny" tegoż Perraulta (Perrault?).

> +-----
> | 17. Klasyka - dwa punkty za autora, punkt za tytuł cyklu i punkt za
> |     personalia X. Cztery punkty do kolekcji.
> 
> X:
> Piękna była Helena, co się Parysowi
> Dała unieść, naszego cechu pasterzowi.
> I ta pewnie Helenę urodą celuje,
> Co teraz nadobnego pasterza całuje.
> 
> Dziewka:
> Jeszcze tu nie masz z czego chełpić się, mój panie!
> Marna rzecz, powiadają, samo całowanie.
> 
> X:
> Marna rzecz całowanie, ale z tej marności
> Są też swoje przysmaki, są swoje słodkości.
> 
> Dziewka:
> Splunę ja te przysmaki i umyję wodą,
> Gdzieś się ust moich dotknął tą kosmatą brodą.
> 
> X:
> Płóczesz usteczka swoje, płócz, moje kochanie,
> A umywszy, mnie znowu daj pocałowanie.

Szymon Szymonowic "Sielanki", a X'em jest Dafnis.

> +-----
> | 18. Punkt za autora, punkt za tytuł i punkt za podanie kwestii
> |     spornej.
> 
> - Tato - powiedział - To ja przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem. Ja
> nawet krzyknąłem! I to na ciebie, pana tego domu. A przecież powinienem
> cię zrozumieć. Bo ty masz rację - z wyjątkiem tej konkretnej [...] - masz
> rację in merito.
> - Tak sądzisz? - uradował się X, wznosząc rudawe brwi.
> - Tak tato, tak sądzę.
> - To mnie bardzo podnosi na duchu - wyznał teść, otwierając ramiona. -
> Uściśnij mnie, synu. - Ostatnimi czasy wyraźnie polubił styl
> patriarchalny, nawet z lekka staropolski.
> Y uścisnął kruche ramiona i ucałował chudy, wygolony policzek. Teść
> oddał mu uścisk, a wnet uderzyła ich nagła cisza w pomieszczeniu:
> młodzież przestała już łupać w karty i obecnie patrzyła na obejmujących
> się panów tego domu z takim podziwem jakby demonstrowali tu rozdział z
> dawnego kodeksu rycerskiego.

I znowu zmiana klimatu literackiego na o parę wieków młodszy - 
Małgorzata Musierowicz "Imieniny", spór zaś toczył się o pryncypia - 
dokładniej o wszechogarniający konsumpcjonizm w postaci zmywarki.

> +-----
> | 19. Autor i tytuł po jednym punkcie.
> 
> - Byłaś kiedyś w cyrku? - spytał T.
> - Tak, i tatuś jeszcze mnie tam zabierze, jeśli będę grzeczna.
> - Ja byłem w cyrku trzy czy cztery razy... wiele razy. Kościół to jest
> nic w porównaniu z cyrkiem. W cyrku ciągle coś się dzieje. Kiedy
> dorosnę, zostanę klaunem.
> - Och, naprawdę? To cudownie! Klauni są zawsze tak kolorowo ubrani.
> - No właśnie! I zarabiają tyle pieniędzy!... Co najmniej dolara
> dziennie. Ben Rogers mi powiedział. Słuchaj, Becky, byłaś kiedyś zaręczona?
> - Co to znaczy?
> - No, wiesz... zaręczyny, a potem ślub.
> - Nie.
> - A chciałabyś?
> - Chyba tak... Sama nie wiem. A jak to jest?
> - Jak jest? To nic wielkiego. Musisz tylko powiedzieć chłopcu, że nie
> chcesz mieć nigdy innego, tylko jego, na wieki, a potem się całujecie i
> już. Każdy to potrafi.
> - Całować się? A po co?
> - No wiesz, żeby... Jeja, wszyscy to robią.
> - Wszyscy?
> - Aha. Wszyscy zakochani. Pamiętasz, co napisałem na tabliczce?
> - Ta-ak.
> - Co?
> - Nie powiem.
> - Mam ci powiedzieć?
> - Ta-ak, ale innym razem.
> - Nie, teraz!
> - Nie, nie teraz... jutro.

Mark Twain "Przygody Tomka Sawyera". Poprawnych odpowiedzi zatrzęsienie.

> +-----
> | 20. Punkt za autora i drugi punkt za tytuł. Znaczące nazwy własne
> |     zostały wykropkowane.
> 
> Na to ślepy podniósł się i siadłszy na łożu, począł kręcić głową i
> machać dłonią, jakby chcąc zaprzeczyć i powstrzymać księdza Kaleba, lecz
> nie mogli się porozumieć, gdyż w tej chwili wszedł stary Tolima, a za
> nim załoga gródka, karbowi, przedniejsi i starsi kmiecie [...], leśnicy i
> rybacy, albowiem wieść o powrocie pana rozbiegła się już po całym [...].
> Ci obejmowali mu kolana, całowali ręce i wybuchali płaczem rzewnym na
> widok tego kaleki i starca, który w niczym nie przypominał dawnego
> groźnego [...], pogromiciela [...] i zwycięzcy we wszystkich spotkaniach.

Cóż - tu by usunąć ślady to musiałbym też i drugi plan wykropkować, a 
wtedy cytat wyglądałby jak szwajcarski ser z dziurami. Henryk 
Sienkiewicz "Krzyżacy".

> +-----
> | 21. Nazwy własne wykropkowane. Po punkcie za autora i tytuł. Po pół
>       punktu za personalia kochanków.
> 
> - Kocham cię!... Pójdź! Nikt nas nie ujrzy. Spiesz się!
> [...] obudził się jakby ze snu: - Ktoś ty?
> Lecz ona wsparła się na nim piersią i poczęła nalegać:
> - Śpiesz się! Patrz, jak tu pusto, a ja cię kocham. Pójdź!
> - Ktoś ty? - powtórzył [...]. - Zgadnij!...
> To rzekłszy przycisnęła przez zasłonę usta do jego ust, ciągnąc
> jednocześnie ku sobie jego głowę, aż wreszcie, gdy jej zbrakło oddechu,
> oderwała od niego twarz.
> - Noc miłości!... noc zapamiętania! - mówiła chwytając szybko powietrze.
> - Dziś wolno... Masz mnie! Lecz [...] sparzył ów pocałunek i napełnił go
> nowym obrzydzeniem. Dusza i serce jego były gdzie indziej i na całym
> świecie nie istniało dla niego nic prócz [...].

Sienkiewiczjady ciąg dalszy. "Quo vadis" - Poppea nastaje na Winicjusza 
na uczcie u Nerona. Odpowiedzi poprawnych sporo, ale były też nieco 
mniej poprawne:

"On pewnie musiał najpierw się zemścić, albo jakąś inną honorową sprawę
załątwić... No chyba że kochał inną. To też jakaś klasyka będzie. Ona 
jest starsza od niego."

"Helena Mniszkówna, Trędowata. On to Waldemar Michorowski, ona - jakaś 
flama"

"Brzmi to tak, ze mogłoby to być "Na ustach grzechu" Samozwaniec, ale 
nie pamietam tej konkretnej sceny ;)"


> +-----
> | 22. Tytuł i autor po jednym punkcie.
> 
> Było pewne, że pieniędzy w kopercie było więcej niż dał ktokolwiek inny.
> Brasi spędził wiele godzin zastanawiając się nad sumą, porównując ją z
> możliwymi datkami innych. Chciał być najbardziej hojnym, żeby pokazać że
> ma najwięcej szacunku, i dlatego też wręczył Donowi kopertę osobiście,
> którą to gafę Don przeoczył, w potoku kwiecistych podziękowań. Hagen
> zobaczył, że twarz Luca Brasi traci swą maskę wściekłości, przepełniając
> się dumą i przyjemnością. Brasi ucałował dłoń Dona zanim wyszedł przez
> drzwi, które Hagen trzymał otwarte. Hagen rozważnie przesłał Brasiemu
> przyjacielski uśmiech, który przysadzisty mężczyzna uznał za uprzejme
> rozciągnięcie gumowych, bladoróżowych ust.

Czy ktoś kto przeczyta nazwiska "Luca Brasi" czy "Hagen" może mieć 
jakiekolwiek wątpliwości? Mario Puzo "Ojciec chrzestny" - prawie każdy 
zgadł. Chociaż były wyjątki: "Steinbeck? tak strzelam :)"

> +-----
> | 23. Autor i tytuł po jednym punkcie.
> 
> Poczułem ciepło i zobaczyłem, że z białej kołdry okrywającej Melindę
> unosi się dym. Na dole, w miejscu, pod którym dygotała jej prawa stopa,
> poszwa całkiem sczerniała. Mając wrażenie, że śnię, strząsnąłem z
> ramienia dłoń Mooresa i podszedłem do nocnego stolika. Obok trzech albo
> czterech słoiczków z lekami, które przewróciły się podczas wstrząsu,
> stała tam szklanka wody. Wziąłem ją do ręki i polałem dymiące miejce.
> Rozległ się głośny syk.
> J. C. ciągle całował ją w ten głęboki intymny sposób, wdychając
> powietrze, które znajdowało się w jej płucach. Jedną rękę wciąż wyciągał
> do tyłu, drugą opierał o łóżko. Palce miał szeroko rozłożone; jego dłoń
> przypominała mi brązową rozgwiazdę.

Stephen King "Zielona mila". Chociaż strzelano różnie:

"Melinda była koleżanką Stendhala, czytam dopiero początek jego 
dzienników, ale dalej chyba tak się nie rozkręci. To nie wiem."

> +-----
> | 24 I na koniec wiersz - punkt za autora, dwa punkty za tytuł.
> 
> Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,
> Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą,
> Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,
> Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.
> 
> Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,
> Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,
> Od uśmiechu w kącikach do smaku języka -
> Usta twoje całują i świat cały znika.

Skamander się kłania. Kazimierz Wierzyński "Usta twoje całując". 
Odpowiedzi sporo.

-- 
Marcin J. Skwark


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]