STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Godryk <godric@sf-f.pl>
Subject: [konkurs] Domy małe i duże (baaardzo długie!)
Date: Mon, 29 Mar 2004 23:14:05 +0000 (UTC)
Message-ID: <slrnc6hbg0.s11.godric@godric.was.here>

|--<PYTANIA>---------------------------------------------------------------

[...]

|--<1.>--------------------------------------------------------------------
|   "Dom był pełen zakamarków i niespodzianek, wielki, z rodzaju tych 
|   wielkich domów, co to zdają się nigdy nie mieć końca. Jak można się 
|   było spodziewać kilkoro pierwszych drzwi, które otworzyli, wiodło 
|   do pustych sypialni, wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju 
|   pełnego obrazów na ścianach; odkryli tu kompletną starą zbroję. 
|   Dalej był pokój obity zieloną tkaniną, ze stojącą w rogu harfą, 
|   następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół, a potem pięć 
|   stopni w górę, za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon, 
|   a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami 
|   pełnymi książek, przeważnie bardzo starych, niektóre z nich były 
|   z pewnością większe od Biblii w kościele. Wkrótce potem dotarli 
|   do prawie pustego pokoju, w którym stała stara szafa z dużym lustrem 
|   w drzwiach. Nie było tu nic więcej, jeśli nie liczyć stojącej 
|   na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła.
|
|   - Tu nic nie ma! - stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. Wszyscy 
|   - oprócz Łucji, która [...]" 
|
|   (No właśnie, co zrobiła Łucja? 2 punkty za wyczerpującą odpowiedź 
|   oraz po 1 punkcie za tytuł i autora - razem 4 punkty.)


|--<2.>--------------------------------------------------------------------
|   "Z chwilą gdy kobieta dała znać M., żeby szedł za nią, tłum 
|   rozproszył się natychmiast. Zaprowadziła M. do chaty, w której stało 
|   malowane na czerwono łóżko, olbrzymia skrzynia do ziarna z wypalonej 
|   gliny, ozdobiona dziwacznym wypukłym deseniem, około pół tuzina 
|   miedzianych rondli, posążek bożka w niewielkiej niszy, a na ścianie 
|   prawdziwe lusterko, jedno z takich, które sprzedają podczas 
|   jarmarków. 
|   Dała mu duży kubek mleka i trochę chleba, a położywszy dłoń na jego 
|   głowie, patrzyła mu w oczy. Myślała, że to może naprawdę jej syn, 
|   którego tygrys porwał i uniósł w głąb dżungli, a który do niej 
|   wrócił, nazwała go przeto po imieniu:
|
|   - Nathoo, Nathoo!
|
|   Ale M. niczym nie zdradzał, że zna to imię.
|   [...]
|   M. czuł się nieswój, gdyż po raz pierwszy w życiu znalazł się pod 
|   dachem; dopiero spojrzawszy na słomianą strzechę, doszedł 
|   do przekonania, że będzie mógł zrobić w niej otwór, jeżeli się 
|   zechce wydostać, a zresztą i okno nie miało mocnych zamknięć.
|   [...]
|   W chwili udania się na spoczynek powstała trudność, gdyż M. za nic 
|   w świecie nie chciał spać uwięziony w chacie, która przypominała 
|   mu pułapkę na pantery, i gdy drzwi przymknięto, uciekł przez okno."
|
|   (1 punkt za imię M., dodatkowe 2 punkty za imię kobiety. Razem 
|   5 - a nawet 5,5 - pkt.)


|--<3.>--------------------------------------------------------------------
|   "Nieraz już próbowałem wydostać się z szałasu, ale nie 
|   wiedziałem, jak to zrobić. Przez okno nawet pies by się nie 
|   przecisnął. Przez komin nie dałbym rady, taki był wąski. Drzwi były 
|   zbite z mocnych desek dębowych, a tatko jak odchodził, dobrze 
|   uważał, żeby nie zostawić w szałasie noża czy innego jakiegoś 
|   narzędzia. Myślę, że przeszukałem szałas najmniej ze sto razy; 
|   właściwie w nieobecności tatki zawsze to robiłem, bo mi przy tym 
|   zajęciu czas jakoś szybciej schodził. Ale teraz znalazłem coś 
|   wreszcie - starą i zardzewiałą piłę bez rączki; leżała wsunięta 
|   między krokiew a gonty dachu. Oczyściłem ją tłuszczem i wziąłem się 
|   do roboty. W głębi szałasu za stołem wisiała przybita do ściany 
|   derka końska, bo inaczej wiatr wdzierałby się przez szpary między 
|   belkami i gasiłby świecę. Wlazłem pod stół, podniosłem derkę 
|   i zabrałem się do wypiłowywania części grubej belki tuż nad ziemią 
|   - tak szeroko, żebym się mógł potem przecisnąć. Cóż, nielicha 
|   to była robota, ale już ją prawie kończyłem, kiedy w lesie rozległy 
|   się strzały. To tatko wracał do szałasu."
|
|   (1 punkt za pełne imię i nazwisko narratora - razem 3 punkty.)


|--<4.>--------------------------------------------------------------------
|   "We drzwiach triclinium pacholęta z włosami w złotych siatkach 
|   kładły wieńce z róź na głowy przybyłych, ostrzegając ich zarazem 
|   wedle zwyczaju, by przestępowali próg prawą nogą. W sali rozchodził 
|   się lekki zapach fiołków; światła płonęły w różnokolorowych szkłach 
|   aleksandryjskich. Przy ławach stały greckie dziewczątka, mające 
|   zwilżać woniami stopy gości. Pod ścianami cytrzyści i śpiewacy 
|   ateńscy czekali znaku swego chorowoda.
|
|   Nakrycie stołu jaśniało przepychem, lecz przepych ów nie raził, nie 
|   ciążył nikomu i zdawał się sam przez się wykwitać. Wesołość 
|   i swoboda rozlewały się wraz z wonią fiołków po sali. Goście, 
|   wchodząc tu, czuli, że nie zawiśnie nad nimi ni przymus, ni groźba, 
|   jak to bywało u cezara, gdzie nie dość trafne pochwały śpiewu lub 
|   wierszy można było życiem przypłacić."
|
|   (2 punkty za wyjaśnienie, czyj to dom i z jakiej okazji wyprawiono 
|   ucztę - razem 4 punkty.)


|--<5.>--------------------------------------------------------------------
|   "Balkonem zwały się dwa pokoje na górze, przeznaczone 
|   na przysięgłe mieszkanie kawalerskie. Kawaler tam, na dole, nie był 
|   tolerowany na noc wcale.
|
|   Jeśli na dole nocowały osobniki płci męskiej, to takie, które 
|   o swojej męskości same musiały mieć grube wątpliwości - rożne 
|   kanoniki, różne doktory łyse a dychawiczne, mecenasy i kauzyperdy 
|   trzy ćwierci do śmierci. Nocowały też tam godne małżeństwa, którym 
|   się słało najpompatyczniejsze atłasowe kołdry, opięte w holenderskie 
|   prześcieradła, stawiało ogromne świeczniki i kładło na umywalce 
|   mydło migdałowe w cynfolii.
|
|   Cała męska reszta, bez względu na to, ile tego zjechało sztuk, 
|   lokowana była na balkonie.
|
|   Lokum to było godne i wygodne. Okiennice były postrzelane jak sito 
|   rewolwerowymi kulami, na podłodze rozżarzonym pogrzebaczem 
|   powypalane inicjały i sentencje. Łoża były szerokie, jesionowe, piec 
|   rozsiadły jak się patrzy, okna małe, podzielone na szybki, 
|   do których cisnęły się jesienią dojrzałe gałęzie cukrówek 
|   - najwcześniejszych gruszek.
|
|   Balkon miał jedną małą niewygodę, której inaczej niż zakamieniałą 
|   tradycją wytłumaczyć nie można: przedmiot nader w sypialni 
|   potrzebny, a nawet konieczny, był zawsze, bez względu na ilość 
|   nocujących, jeden. Ustawiany ceremonialnie na środku pokoju, nie 
|   mógł sprostać zapotrzebowaniom i stawał się zazdrośnie strzeżonym 
|   monopolem starszych panów. 
|   My, młodzież, musieliśmy w nagłych chwilach życiowych emigrować 
|   na zewnątrz, gdzie było bliżej do komina na dachu (nogę tylko przez 
|   balustradę przełożyć) niż na ziemię na dół."
|
|   (Dodatkowe pytanie za 1 punkt - w jakim majątku mieścił się opisany 
|   "balkon"? Razem 3 punkty.)


|--<6.>--------------------------------------------------------------------
|   "Mój dom to tylko stary domek kolejarski z salonem, sypialnią 
|   i kuchnią. Ale jest drewniany, a ściany w środku są z sosnowych 
|   desek. Dokładnie tak jak lubię. Nie cierpię gipsowych ścian. 
|   Są takie... och, nie wiem, jakieś takie zimne i nieprzyjemne.
|
|   Przywiozłam z domu obraz dziewczyny na huśtawce, z zamkiem i takimi 
|   ładnymi niebieskimi banieczkami w tle, i chciałam go tu powiesić, 
|   ale pielegniarka powiedziała, że dziewczyna jest naga do pasa 
|   i że to nieprzyzwoite. Wiesz, mam ten obraz od pięćdziesięciu lat 
|   i nawet nie wiedziałam, że ona jest goła. Jeżeli chcesz znać moje 
|   zdanie, to nie wydaje mi się, by tutejsi mężczyźni mieli na tyle 
|   dobry wzrok, by dojrzeć, że ona ma gołe piersi. No, ale to dom 
|   metodystów, więc musiałam ją schować do szafy razem z kamieniami 
|   żółciowymi. 
|   Cieszę się, że wrócę do domu... Oczywiście jest tam straszny bajzel. 
|   Przez pewien czas nie mogłam zamiatać. Kiedyś rzuciłam szczotką 
|   w jakieś stare, skrzeczące sójki, które się biły i, wyobraź sobie, 
|   że szczotka utknęła na drzewie. Kiedy wrócę, musze znaleźć kogoś, 
|   kto mi ją zdejmie.
|
|   W każdym razie tamtej nocy, kiedy syn pani Otis zabrał nas do domu 
|   ze świątecznej herbatki w kościele, zawiózł nas do torów kolejowych, 
|   tam, gdzie kiedyś była kawiarnia, a potem na Pierwszą Ulicę, koło 
|   starego domu Threadgoode'ów. Oczywiście prawie cały dom jest teraz 
|   pozabijany deskami i już się wali, ale kiedy jechaliśmy ulicą, 
|   światło reflektorów padło na okna w taki sposób, że przez minutkę 
|   dom wyglądał jak kiedyś, jakieś siedemdziesiąt lat temu, cały 
|   rozświetlony, pełen śmiechu i wrzawy. Prawie słyszałam ten śmiech 
|   i jak Essie Rue w saloniku bębni w pianino <<Buffalo Gal>>, <<Won't 
|   You Come Out Tonight>> albo <<The Big Rock Candy Mountain>>, 
|   i prawie widziałam, jak Idgie Threadgoode siedzi na wiśni, wyjąc jak 
|   pies za każdym razem, kiedy Essie Rue zaczyna śpiewać. Zawsze 
|   mówiła, że Essie Rue tak samo umie śpiewać, jak krowy tańczyć. 
|   Pewnie to przez tę przejażdżkę koło domu i tęsknotę wszystko zaczęło 
|   mi się przypominać..."
|
|   (Dwa pytania za 2 punkty każde: jak miała na imię narratorka, oraz 
|   w jakiej miejscowości stał dom Threadgoode'ów? Razem 6 punktów.)

|--<7.>--------------------------------------------------------------------
|   "Był tam ogród z sadami i klombami, a także mały czarny domek.
|
|   Prowadziła do niego wąska ścieżka.
|   [...]
|   Z jakiegoś powodu R. oczekiwał, że ogród na platformie będzie pełen 
|   martwych kwiatów. Tymczasem był dobrze utrzymany i zadbany, 
|   najwyraźniej przez kogoś, kto potrafił dobierać kolory... pod 
|   warunkiem, że były to głęboki fiolet, czerń nocy albo biel całunu. 
|   Olbrzymie lilie perfumowały atmosferę. Pośrodku świeżo skoszonego 
|   trawnika stał zegar słoneczny z gnomonem.
|   [...] 
|   R. przebiegł na palcach do drzwi naprzeciw i otworzył je ostrożnie. 
|   Odsłoniły kamienny korytarz, prowadzący do sporego przedpokoju.
|   [...]
|   Sam przedpokój...
|
|   Nie chodziło nawet o to, że był wyraźnie większy, niż wydawał się 
|   z zewnątrz cały domek. [...] Nie szło o wystrój - w stylu Wczesnej 
|   Krypty, oparty głównie o czarne draperie.
|
|   To zegar. Bardzo duży, zajmował miejsce pomiędzy krętymi liniami 
|   drewnianych schodów, rzeźbionych w przeczy, które normalni ludzie 
|   widują tylko po ciężkim seansie czegoś nielegalnego.
|
|   Zegar miał bardzo długie wahadło i to wahadło kołysało się 
|   w powolnym tik-tak, od którego cierpły zęby... Było to bowiem takie 
|   posępne, irytujące tykanie, które chciało absolutnie wyraźnie dać 
|   człowiekowi do zrozumienia, że każdy tik i każdy tak odbiera 
|   mu kolejną sekundę życia. Ten dźwięk sugerował niezwykle 
|   przekonująco, że gdzieś w hipotetycznej klepsydrze znowu osypało się 
|   spod niego kilka ziarenek piasku."
|
|   (Po jednym punkcie za odpowiedzi, kim był R. i do kogo należał 
|   domek? Razem 4 pkt.)


|--<8.>--------------------------------------------------------------------
|   "Pokój ów miał ściany koloru zielonego, co z trudem można było 
|   dostrzec pod patyną lat. Był to pokój wąski, wysoki i umeblowany bez 
|   przekonania. Zawierał dwa tapczany, szafę trzydrzwiową, wielkie 
|   biurko, stół i dwa krzesła wyściełane - wszystko 
|   w charakterystycznym i cenionym przez znawców stylu lat 
|   pięćdziesiątych naszego stulecia.[...]
|
|   [...]Mieszkanie miało kaflowe piece, do których węgiel trzeba było 
|   zdobywać podstępem i szantażem, po zdobyciu zsypywać do piwnicy, 
|   a następnie wnosić codziennie w kubełkach do mieszkania. Jednakże 
|   ten mankament był dla B. jedynie źródłem ukojenia i zachwytów. Czyż 
|   mogło istnieć bowiem coś rozkoszniejszego niż ciepły piec z pięknych 
|   starych kafli, do którego tak błogo przytulić się plecami w mroźny 
|   wieczór zimowy! Podobnie spaczone widzenie rzeczywistości 
|   przejawiali ci beznadziejnie nieżyciowi lokatorzy w odniesieniu 
|   do rozmamłanego i wiecznie grożącego wybuchem piecyka w łazience 
|   (który ich zdaniem był prześlicznym mosiężnym zabytkiem niemieckiej 
|   secesji), podłóg spróchniałych i wymagających ustawicznego 
|   pastowania (lecz jakże miło skrzypiących pod nogami), sufitów 
|   z kurzem osadzającym się złośliwie na gipsowych stiukach 
|   i girlandkach (ale cóż za rozkosz obudzić się rano i ujrzeć nad sobą 
|   coś tak różnego od stropów żelbetowych z rurami kanalizacyjnymi!) 
|   i tak dalej, i tak dalej. Dodatkowym mankamentem mieszkania była 
|   okoliczność, że remontowano je zapewne w latach dwudziestych.
|
|   [...] Na całe szczęście, rodzina B. była tak umęczona 
|   spółdzielczo-osiedlowym betonem, że nowe mieszkanie podobało się 
|   wszystkim, nawet w obecnym stanie. Podobało się zresztą nawet osobom 
|   bardziej życiowo zaradnym, niż ci fantaści. Każdy, kto pobył w nim 
|   choćby pół godziny, wychodził pełen uznania dla jego przytulności, 
|   urody i nieokreślonego wdzięku, jakim oddychał tu każdy kąt. Nie 
|   zdawano sobie przy tym sprawy, że podobne cechy miałoby każde 
|   mieszkanie tej rodziny i że wrażenie przytulności nie rodziło się 
|   bynajmniej w umeblowaniu czy dywanach. Przytulnie było po prostu 
|   z tymi ludźmi - niezamożnymi, niezaradnymi i pozbawionymi siły 
|   przebicia. To dlatego goście u B. siedzieli zawsze dłużej, niż 
|   wypadało, a niejeden z nich zasiedział się i do późnej nocy, choć 
|   często jako jedyny poczęstunek wjeżdżała na stół herbata i chleb 
|   z dżemem."
|
|   (To było łatwe, więc dodatkowo tylko 1 punkt - wymienić wszystkich 
|   B. Razem 3 punkty.)


|--<9.>--------------------------------------------------------------------
|   "Mieszkali w starym dwupiętrowym domu, byłym magazynie, 
|   o scianach z surowych desek i dwuspadowym cynkowym dachu, na którym 
|   siadały sępy, wyglądając portowych odpadków. Został zbudowany 
|   w czasach, kiedy rzeka była na tyle żeglowna, iż barki, a nawet 
|   niektóre statki pełnomorskie zapuszczały się aż tutaj przez bagniska 
|   estuarium. Gdy Ibrahim Nasar przybył pod koniec wojen domowych 
|   z ostatnimi Arabami, morskie statki nie przypływały już wskutek 
|   zmiany nurtu, wobec czego magazyn stał bezużyteczny. Ibrahim Nasar 
|   kupił go niemal za darmo, planując założenie w nim sklepu 
|   z artykułami importowanymi, którego nigdy nie otworzył, i dopiero 
|   przed ślubem przerobił go na dom mieszkalny. Na parterze urządził 
|   salon do wszystkiego, w głębi dobudował stajnię dla czterech koni, 
|   służbówki i folwarczną kuchnię z oknami wychodzącymi na port, przez 
|   które o każdej porze wpadał fetor wód. W salonie pozostawił jedynie 
|   kręcone schody wyłowione po jakiejś katastrofie okrętowej. 
|   Na piętrze, gdzie przedtem mieściły się biura urzędu celnego, 
|   urządził dwa obszerne pokoje i pięć kajut dla gromady dzieci, które 
|   chciał mieć, a nad rosnącymi na placu drzewami migdałowymi zbudował 
|   balkon, gdzie Placida Linero siadywała w marcowe popołudnia, by tam 
|   znaleźć ulgę w swej samotności. Od frontu zachował główne drzwi 
|   i dorobił dwa wysokie okna z toczonymi gałkami. Pozostawił też tylne 
|   drzwi, podwyższając je nieco, tak by mieścił się w nich koń, 
|   zachował również część dawnego nabrzeża. Właśnie te drzwi były 
|   najczęściej używane, choć nie dlatego, iż były najprostszym wejściem 
|   do stajni i kuchni, lecz przede wszystkim dlatego, że bezpośrednio 
|   wychodziły na ulicę nowego portu, oszczędzając drogi przez plac. 
|   Główne drzwi, poza świątecznymi okazjami, zawsze były zamknięte 
|   i zaryglowane. Pomimo tego, właśnie od ich strony, a nie przy 
|   tylnych drzwiach, czekali na Santiago Nasara ludzie, którzy mieli 
|   go zabić, i właśnie nimi wyszedł Santiago Nasar na uroczystość 
|   powitania biskupa, aczkolwiek musiał okrążyc dom, żeby dojść 
|   do portu."
|
|   (Pytanie dodatkowe za 3 punkty: co się stało, gdy Santiago Nasar 
|   wyszedł przez główne drzwi? Razem 5 pkt.)


|--<10.>-------------------------------------------------------------------
|   "Budowa gniazda posuwa się w dobrym tempie. Oboje kręcą się przy 
|   nim całymi dniami. A. wolno pomagać w transporcie, ale nie ma prawa 
|   niczego układać w gnieździe. P. ma ściśle określoną koncepcję, jak 
|   co powinno być. A. podfruwa na górę ze strzępkiem szmatki, 
|   a P. zabiera mu go z dzióbka. Zdaje się, że A. ma tylko ogólną wizję 
|   budowy, a brak mu koncepcji. 
|   Kiedy zbliżam się, żeby zajrzeć do gniazda, P. nie podnosi alarmu 
|   i wydaje się bardzo z siebie dumna. Nie przeplata paseczków tkaniny, 
|   tylko nakłada je starannie jeden na drugi tak, że tworzą w końcu 
|   zwartą, konkretną fakturę. A. jest mniej zachwycony moim wścibstwem. 
|   Cały czas stoi na szczycie klatki, racząc mnie najgroźniejszym 
|   spojrzeniem, na jakie go stać. P. nadaje gniazdku kształt głębokiej 
|   studzienki, o obwodzie nieco mniejszym niż obwód jej klatki 
|   piersiowej i nieznacznym zwężeniu u szczytu. Wnętrze przypomina 
|   formę na mały wazonik. We wtorek wieczorem widzę, że praca 
|   skończona."
|
|   (Pytanie dodatkowe za 1 punkt - kim są i jak się nazywają A. i P.? 
|   Razem 3 pkt.)


|--<11.>-------------------------------------------------------------------
|   "Dom, w którym dawniej mieszkał Pohlmann, znajdował się 
|   po zburzonej stronie placu. Górne piętra zawaliły się i zasypały 
|   wejście. Wydawało się, że nikt tutaj nie mieszka. Graeber chciał już 
|   odejść, gdy nagle odkrył wąską wydeptaną ścieżkę przez rumowisko. 
|   Odgarnięta dróżka wiodła do tylnych drzwi, które się zachowały. 
|   Zastukał. Nikt nie odpowiedział. Zastukał ponownie. Po chwili 
|   usłyszał szmery. Zabrzęczał łańcuch i drzwi ostrożnie uchylono. 
|   Przez szparę wyjrzał jakiś stary człowiek.
|   [...]
|   Pohlmann tak się postarzał, ze trudno go było poznać. Graeber 
|   patrzył na niego w milczeniu. Doznawał wrażenia, że znalazł się 
|   w innym świecie. Sprawiała to nie tylko cisza i ta niezwykła, 
|   światłem naftowej lampy rozjaśniona izba, która po jaskrawym słońcu 
|   ulicy przypominała katakumby, było to jeszcze coś innego: brązowe 
|   i złocone rzędy książek stojących wzdłuż ścian, pulpit do czytania, 
|   staloryty z Weimaru i ów starzec o siwych włosach i pobrużdżonej 
|   twarzy, woskowej jak u człowieka przebywającego od lat w więzieniu. 
|   Pohlmann podchwycił spojrzenie Graebera.
|   - Miałem szczęście. Uratowałem prawie wszystkie książki."
|
|   (Pytanie dodatkowe za 2 punkty: kim był Pohlmann dla Graebera? Razem 
|   4 pkt.)


|--<12.>-------------------------------------------------------------------
|   "Pan Karol, oprócz willi, pieknej żony i kota, posiadał także 
|   dwa samochody, gosposię na stałe i jakiś tajemniczy, ogromny majątek 
|   w rozmaitej walucie. Majątek trzymał w domu, zabezpieczony w sposób 
|   nader przemyślny. W przeciwieństwie do pana Lenarczyka był zdania, 
|   iż przed złodziejami można i trzeba się chronić, zamontował sobie 
|   zatem liczne i skomplikowane zamki u drzwi, instalację alarmową oraz 
|   sejf w gabinecie, wbudowany w ścianę, ukryty za jakimiś półkami, 
|   otwierany za pomocą kombinacji liczbowej.
|
|   Życie domowe zorganizowane było również z myślą o ochronie mienia. 
|   Pan Karol kategorycznie wymagał, żeby zawsze była w domu 
|   przynajmniej jedna osoba, wychodząc ze słusznego założenia, 
|   zę instalacja alarmowa tylko wówczas ma jakiś sens, kiedy ktoś 
|   ją może usłyszeć. [...] Ogród składał się z pięknego trawnika, kilku 
|   krzewów różanych i kilku srebrnych świerków. Jedyne wysokie drzewo, 
|   które kiedys rosło przy samej ścianie budynku, pan Karol 
|   z ostrożności kazał ściąć, likwidując w ten sposób ewentualną 
|   możliwość dostania się do wnętrza willi przez dach. Stworzył sobie 
|   bez mała twierdzę.
|
|   Mankamentem był brak złego psa. Psa pan Karol musiał się wyrzec 
|   ze względu na Kasię. Kasia stanowiła przedmiot uwielbienia, treść 
|   życia i największe szczęście jego żony, żona zaś z kolei była 
|   treścią życia pana Karola. [...]
|
|   Willa na Goszczyńskiego okazała się niedostępna. Przełażenie przez 
|   bramę od strony ulicy było wykluczone, latarnia świeciła jasno, 
|   wszyscy dokoła mieli doskonały widok na włamywaczy, z innych stron 
|   zaś najmniejszy nawet nacisk na ogrodzenie wywoływał w głębi domu 
|   jakieś straszne dźwięki. Wycie, brzęczenie i inne ostrzegawcze 
|   odgłosy. Niewątpliwie był to obiekt najbardziej atrakcyjny, ale też 
|   i najlepiej strzeżony. Siedząc za żywopłotem z lornetką, Baśka 
|   przeprowadziła rozpoznanie i upewniła się, że skarbiec pana domu 
|   znajduje się na parterze i ma postać sejfu, ukrytego za regałem 
|   z książkami. [...]
|
|   Niedostepność willi z sejfem zirytowała ją tak, ze coraz gwałtowniej 
|   zaczęła domagać się napadu.[...]" 
|   (Dwa pytania dodatkowe: kim była Kasia i w jakich okolicznościach 
|   udało się obrabować niedostępną willę? Każda odpowiedź to 1 punkt, 
|   razem 4 pkt.)


|--<13.>-------------------------------------------------------------------
|   "Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
|   Świeciły się z daleka pobielane ściany,
|   Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni 
|   Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni.
|   Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi,
|   I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi
|   Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może;
|   [...]
|   Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza,
|   Że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza."
|
|   (To proste, więc 2 punkty za podanie dwóch wersów poprzedzających 
|   cytat - opisujących okolicę, w której stoi tenże dom. Razem 4 pkt.)


|--<14.>-------------------------------------------------------------------
|   "Gerald przymknął oczy i w ciszy leżących odłogiem pól poczuł, 
|   że znalazł wreszcie spokojną przystań. Tutaj, pod jego stopami 
|   wyrośnie dom z pobielanej cegły. Po drugiej stronie drogi staną nowe 
|   płoty, odgradzające pastwiska dla bydła i rasowych koni, a czerwone 
|   zbocza pagórków łagodnie spadające ku rzece będą lśniły w słońcu 
|   białością edredonu - porośnie je bawełna, całe mile bawełny![...]
|
|   [...]Plantacja rozszerzała się stopniowo, bo Gerald skupywał 
|   pobliskie grunta i wreszcie nadszedł czas, gdy biały dom przerodził 
|   się z marzenia w rzeczywistość. 
|   Zbudowany został pracą niewolników; był niezgrabnym, rozłożystym 
|   budynkiem - stał na wzniesieniu, górującym nad zieloną ziemią 
|   pastewną, która dochodziła aż do rzeki. Gerald jednak był nim 
|   zachwycony, bo już, choć nowy, nosił na sobie patynę lat. Stare 
|   dęby, pod którymi przechodzili byli Indianie, ciasno otaczały dom 
|   i krzyżowały nad dachem swe gałęzie. Oczyszczony z chwastów trawnik 
|   zielenił się koniczyną i trawą bermudzką. Gerald pilnował osobiście, 
|   aby był należycie strzyżony. [...] Ilekroć Gerald skręcał kłusem 
|   w stronę domu i widział prześwitujący między gałęziami włąsny swój 
|   dach, serce jego napełniało się taką dumą, jak gdyby widział 
|   go po raz pierwszy.
|
|   Bo wszystko to stworzył on sam - mały, porywczy Gerald."
|
|   (Pytania dodatkowe każde za 1 punkt, bo proste - jak się nazywał ten 
|   dom, a właściwie ta posiadłość, oraz w jaki sposób Gerald wszedł 
|   w jej posiadanie? Razem 4 punkty.)


|--<15.>-------------------------------------------------------------------
|   "Nazajutrz podobnie: gdy idziemy oglądać domek, nasz dom - Dory 
|   i mój - nie czuję się zupełnie jego panem. Wydaje mi się, ze ktoś 
|   pozwolił go zwiedzać, i wciąż czekam, aż zjawi się prawdziwy pan 
|   domu i powie, że rad jest mnie u siebie widzieć. A jaki to uroczy 
|   domek, w którym wszystko błyszczy nowością, kwiaty na dywanach zdają 
|   się być świeżutko zerwane, a listki na tapetach lśnią swą zielenią; 
|   niepokalanej białości muślinowe firanki ozdabiają okna, 
|   a na wieszadle wisi już ogrodowy kapelusz Dory z błękitnymi 
|   wstążkami (jakże cudnie było jej w tym kapeluszu, wówczas gdy się 
|   w niej zakochałem), pudło z gitara stoi w kącie, jak gsdyby w jej 
|   dawnym domu, i wszyscy potykają się o pagodę Jipa, o wiele za dużą 
|   w stosunku do reszty mebli."
|
|   (Pytanie dodatkowe również za 1 punkt - kim jest Jip? Razem 3 pkt.)


|--<16.>-------------------------------------------------------------------
|   "Powiesił ręcznik na suszarce, a dywanik kąpielowy przełożył 
|   przez brzeg wanny i posypał go gruboziarnistą solą, żeby zwrócił 
|   całą pochłoniętą wodę. Dywanik zaczął się ślinić, wypuszczając całe 
|   kiście banieczek mydlanych.
|
|   Wyszedł z łazienki i udał się do kuchni, aby nadzorować ostatnie 
|   przygotowania do posiłku. [...]
|
|   Korytarz prowadzący do kuchni był jasny i oszklony z obydwu stron, 
|   a z każdej świeciło jedno słonko, Colin lubił światło. Ze wszystkich 
|   możliwych miejsc wystawały krany ze starannie wyczyszczonego 
|   mosiądzu. Igraszki promieni słonecznych na kurkach dawały bajecznie 
|   piękne efekty. Kuchenne myszki lubiły tańczyć przy dźwiękach, jakie 
|   wydawało światło słoneczne padajac na krany, i uganiały się 
|   za małymi kuleczkami powstałymi z promyków, które rozpryskiwały się 
|   na posadzce jak strumyki żółtej rtęci. Przechodząc Colin pogłaskał 
|   jedną z myszy; miała bardzo długie czarne wąsy, była szara, 
|   szczupła, o cudownie błyszaczącym futerku. Kucharz doskonale 
|   je karmił, jednakże nie pozwalał, aby zbytnio utyły. Myszy nie 
|   hałasowały w ciągu dnia i bawiły się wyłącznie na korytarzu.
|
|   Colin popchnął emaliowane drzwi kuchni. Kucharz Mikołaj czuwał nad 
|   swoją tablicą rozdzielczą. Siedział przed pulpitem, również 
|   emaliowanym na żółto, na którym znajdowały się zegary odpowiadające 
|   poszczególnym przyrządom kuchennym, ciągnącym się wzdłuż ścian. 
|   Wskazówka kuchenki elektrycznej, nastawionej na pieczoną indyczkę, 
|   wahała się między <<prawie>> a <<już>>. Wkrótce należało ją wyjąć."
|
|   (Pytanie dodatkowe - za 2 punkty - jak miała na imię siostrzenica 
|   kucharza? Razem 4 pkt.)


|--<17.>-------------------------------------------------------------------
|   "W lewo, w prawo, pod warkoczami brzóz, przez wieńce i bramy 
|   z kwitnącej czeremchy, aż zaczerniał wielki krzyż dębowy z figurą 
|   pod daszkiem i roztoczyła się szeroka polana, ścianą boru odcięta, 
|   a w jej głębi chata leśnych ludzi.
|
|   Ściany złociły się patyną żywicznych bali, i, jak koronka, snuły się 
|   po nich pnące róże i wino. Niska, dostatnia, z podniesieniem 
|   wygodnym, ale jeszcze po zimowemu zawarta, ubezpieczona okiennicami.
|
|   Przed nią był ogródek, otoczony płotem, <<wirydarzyk Żórawia>>, 
|   który tam hodował różne leśne kwiaty, starannie uzbierane 
|   i przesadzone, i lipa cieniła ją nieco od skwaru południa."
|
|   (Pytanie dodatkowe za 3 punkty - jak brzmiały imiona pozostałych 
|   mieszkańców chaty?)


|--<18.>-------------------------------------------------------------------
|   "Opowiem o krótkim postoju gdzieś w świecie. Zdarzyło się 
|   to w Argentynie, nieopodal Concordia, ale mogło się zdarzyć gdzie 
|   indziej: tajemnica jest elementem świata.
|
|   Wylądowałem na polu i nie przypuszczałem, że czeka mnie 
|   czarodziejska bajka. [...]
|
|   [...] za zakrętem wyłoniła się nagle kępka drzew w blasku księżyca, 
|   za drzewami - dom. Dziwny dom! Przysadzisty, masywny, niemal 
|   twierdza. Zamek jakby wyjęty z legendy, wystarczyło przejść przez 
|   bramę, aby znaleźć schronienie równie spokojne, pewne, bezpieczne 
|   jak klasztor.
|   [...]
|   Wszystko było tu bowiem zapuszczone, i to zapuszczone prześlicznie, 
|   na podobieństwo starego omszałego drzewa, nieco popękanego 
|   ze starości, na podobieństwo drewnianej ławki, na której zakochani 
|   siadują od wielu pokoleń. Boazerie były wytarte, okiennice stoczone 
|   przez korniki, krzesła połamane. Nie naprawiano tutaj niczego, 
|   pucowano natomiast wszystko żarliwie. Cały dom lśnił czystością.
|   [...]
|   Przeszliśmy do jadalni. Idąc z jednego pokoju do drugiego wdychałem 
|   unoszący się wszędzie jak kadzidło zapach starych księgozbiorów, 
|   który przekładam nad wszystkie aromaty świata. Szczególnie 
|   zachwyciło mnie przenoszenie lamp. Jak w najdawniejszych czasach 
|   mego dzieciństwa dźwigano z pokoju do pokoju prawdziwe ciężkie 
|   lampy, które rzucały na ściany przedziwne, drgające cienie.[...]
|
|   Dziewczęta znów się zjawiły, równie tajemniczo i cicho, jak były 
|   znikły.[...]
|
|   Dwie ciche wrózki tak uważnie śledziły każdy mój kęs, tak często 
|   łapałem ich ukradkowe spojrzenia, że wreszcie zaniemówiłem. Zapadła 
|   cisza i w tej ciszy coś syknęło cichutko na posadzce, zaszeleściło 
|   pod stołem, potem umilkło. Zaintrygowany, podniosłem oczy. Wówczas, 
|   zadowolona prawdopodobnie z wyników obserwacji, ale zdecydowana 
|   na ostatnią próbę, młodsza siostra, wbijając w kromkę chleba swoje 
|   młode, drapieżne zęby, wyjaśniła mi po prostu, z pogodnym uśmiechem 
|   obliczonym zresztą na oszołomienie barbarzyńcy, jeśli mimo wszystko 
|   nim byłem:[...]"
|
|   (Jak brzmiało wyjaśnienie? 3 punkty, razem 5 pkt.)


|--<19.>-------------------------------------------------------------------
|   "Pełne wielkich szaf, głębokich kanap, bladych luster 
|   i tandetnych palm sztucznych, mieszkanie nasze coraz bardziej 
|   popadało w stan zaniedbania wskutek opieszałości matki, 
|   przesiadującej w sklepie, i niedbalstwa smukłonogiej A., która, nie 
|   nadzorowana przez nikogo, spędzała dnie przed lustrami na rozwlekłej 
|   toalecie, zostawiając wszędzie jej ślady w postaci wyczesanych 
|   włosów, grzebieni, porzuconych pantofelków i gorsetów.
|
|   Mieszkanie to nie posiadało określonej liczby pokojów, gdyż nigdy 
|   nie pamiętano, ile z nich wynajęte było obcym lokatorom. Nieraz 
|   otwierano przypadkiem którąś z tych izb zapomnianych i znajdowaną 
|   ją pustą; lokator dawno się wyprowadził, a w nietkniętych 
|   od miesięcy szufladach dokonywano niespodzianych odkryć. 
|   W dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w nocy budziły nas 
|   ich jęki, wydawane pod wpływem zmory sennej. W zimie była jeszcze 
|   na dworze noc, gdy ojciec schodził do tych zimnych i ciemnych 
|   pokojów, płosząc przed sobą świecą stada cieni, ulatujacych bokami 
|   po podłodze i ścianach; szedł budzić ciężko chrapiących z twardego 
|   jak kamień snu."
|
|   (Za 1 punkt - jak miała na imię i kim była A.? Razem 3 punkty.)


|--<20.>-------------------------------------------------------------------
|   "[...] o, po trzykroć romantyczny mistrzu, czyż nie chcesz 
|   we dnie przechadzać się ze swoją przyjaciółką pod drzewami wiśni, 
|   które właśnie zaczynają okrywać się kwiatem, a wieczorami słuchać 
|   muzyki Schuberta? Czyż nie będzie ci miło pisać gęsim piórem przy 
|   świecach? Czyż nie chcesz jak Faust zasiąść nad retortą i żywić 
|   nadzieję, ze uda ci się stworzyć nowego homunculusa? Tam, tylko tam! 
|   Tam czeka już na was dom i stary sługa, goreją świece, które wkrótce 
|   pogasną, ponieważ już niebawem powitacie świt.[...]
|
|   [...]Popatrz, oto jest już przed tobą twój wieczysty dom, który 
|   otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które 
|   wspina się aż po sam dach. Oto twój dom, oto twój wieczysty 
|   dom.[...]"
|
|   (Pytanie dodatkowe za 2 punkty - kto to mówi? Razem 4 pkt.)


|--<KONIEC>----------------------------------------------------------------

Miłej zabawy i powodzenia!


-- 
Godryk / S.M.O.K. prfs-f / godric@sf-f.pl / Tomek Marcinkowski
______________________________________________________________
>>>            [ trwałość                      ]           <<<
>>>            [ czym jest na świecie trwałość ]           <<<

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]