STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Michal Jankowski <michalj@fuw.edu.pl>
Subject: Re: [konkurs] góry, szczyty itp. - prawidłowe odpowiedzi (długie bardzo)
Date: Sun, 06 Feb 2005 23:34:52 +0100
Message-ID: <2nsm49gvw3.fsf@ccfs1.fuw.edu.pl>

... wraz z wyborem ciekawszych odpowiedzi uczestników konkursu oraz
komentarzem. 

> 1. 2+2
>
> Wszyscy mieli nogi obolałe i bardzo byli zmęczeni, lecz wytrwale
> wlekli się przez kilka jeszcze mil uciążliwej, krętej drogi. Słońce
> minęło zenit i przeszło na zachodnią stronę nieba. Odpoczywali krótko,
> zjedli coś naprędce i szli dalej. Przed nimi piętrzyły się góry, oni
> jednak idąc głębokim parowem widzieli tylko ich najwyższe grzbiety i
> odległe wierchy na wschodzie.
>
> W końcu doszli do ostrego skrętu. Droga, która dotychczas prowadziła
> na południe klucząc między krawędzią rzecznego koryta po prawej a
> stromym zboczem ku lewej stronie - tu zawracała znowu prosto na
> wschód. Za zakrętem ujrzeli ścianę skalną niezbyt wysoką, mierzącą nie
> więcej niż trzydzieści stóp, poszczerbioną u szczytu na kształt piły.
> Przez szeroki wyłom, który zapewne wyżłobił sobie niegdyś potężny i
> obfity wodospad, ściekała ledwie nikła strużka.

>> Cholera, skądś to chyba znam, ale skąd? Może to "Poszarpane granie" Wita
>> Szostaka? "Kometa nad doliną Muminków" Tove Jansson? Pewnie ani jedno, ani
>> drugie...

W rzeczy samej. A Szostaka w ogóle nie mam przyjemności.

>> Na początku myślałem, że to Szostak. Ale po namyśle stwierdzam, że
>> na pewno nie, bo jednak styl zdecydowanie odmienny. Ale sam tekst
>> brzmi bardzo znajomo. Może to Verne jakowyś? Chociaż też nic nie
>> pasuje...

Nie pasuje.

>> Kojarzy mi się z z niczym i ze wszystkim. Tolkien, LotR.

>> J.R.R. Tolkien, "Władca Pierścieni". Drużyna, w drodze do Morii,
>> dociera do ex-Wodospadu Schodów. I tu zawsze mi zgrzytało. Bo podobno
>> elfy śmigają jak świstaki na sreberkach, leciutko, no w ogóle balet i
>> kondycja - a tu "wszyscy". Oj, obawiam się, że gdyby elf miał nogi
>> obolałe, to reszta maszerowałaby już na kościach udowych.

Otóż to. 3 poprawne (lub prawie) odpowiedzi.

=============================================================================
> 2. 1+1
>
> Lęki! wzdychania! rozżalenia,
> Przenikające nieświadomy
> Bezmiar powietrza!... Hen! na złomy,
> Na blaski turnie, na ich cienia
>  
> Stado sie kozic rozprzestrzenia;
> Nadziemskich lotów ptak łakomy
> Rozwija skrzydeł swych ogromy,
> świstak gdzieś świszcze spod kamienia.
>
> A między zielska i wykroty,
> Jak lęk, jak żal, jak dech tęsknoty,
> Wtulił się krzak tej dzikiej róży.
>

>> Jan Kasprowicz: Krzak dzikiej rozy w Ciemnych Smreczynach
>> (niech zyje polski w szkole sredniej:)

No proszę, na coś się przydaje.

>> Poezja do mnie nie trafia, ale ta akurat charakterystyczna jest.
>> Jedna tylko epoka taki zachwyt górami objawiała, autorów
>> prawdopodobnych dwóch w porywach do trzech kojarzę (z pewnością jednak
>> liczba ta jest tak ograniczona wyłącznie wskutek mojego nieuctwa :)).
>> Kasprowicz?

>> - Jan Kasprowicz "Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach" I po co
>> było zostawiać ten krzak na końcu? Taka wskazówa, że głowa boli.

Za to tylko 2 punkty za całe pytanie.

>> Kazimierz Tetmajer: Krzak dzikiej róży. 

Kto? 8-)

Siedem trafień w autora.

=============================================================================
> 3. 2+2
>
> Osiem tysięcy siedemdziesiąt pięć metrów. 
> Serce przepełnia ogromna radość.
> - Ach, gdyby tamci wiedzieli!
> Gdyby wszyscy wiedzieli!
>
> Szczyt ma kształt lodowego grzebienia pocietego półkami. Po drugiej
> stronie straszne, niezgłębione przepaście opadaja pionowo spod naszych
> nóg.  Chmury płyną w połowie wysokości góry, kryjac łagodną i żyzną
> dolinę Pokhara, leżącą siedem tysięcy metrów poniżej nas. Ponad nami
> nie ma nic.
>
> Zadanie jest wykonane. Ale spełniło się coś znacznie większego. Jakże
> piękne będzie teraz życie!
>
> Jestem wzruszony. Nigdy nie odczuwałem jeszcze tak wielkiej i czystej
> radości. Ta najwyższa brunatna skała... lodowa grań... czyż to jest
> cel całego życia? Granice dumy?

>> Tia. Jaka to góra ma 8075? Czy nie Annapurna? No to aż tak_ cieszyć się
>> mógł chyba tylko pierwszy zdobywca, Maurycy Herzog. Tytuł, tytuł... Niech
>> będzie: "Zdobycie Annapurny"

"Annapurna" po prostu. Herzog w rzeczy samej. Nie Kukuczka i nie Messner.
Jedno trafienie w autora.

=============================================================================
> 4. 1+1
>
> Wyniosłe góry dwoma pasmami spływały ku Łysicy i wrastały w nią, ażeby
> dalej iść jednym grzbietem wysokim i najeżonym skałami. Stał jeszcze
> po nich wszędzie las, jak władca, i rozpościerał swe panowanie.
> Granatowe jego łany osędziały od śniegu. Gięły się na odległych
> garbach gór i niby długie srebrnoszare zwoje spływały przestronnymi
> wąwozami ku dolinom, gdzie już osiadł zimny cień wieczora. Na krańcach
> leśnych rozpoczynała się dziedzina jałowcu, równie dzika i rozległa.
> Zasnute śniegiem jałowce zdały się być z mrozu samego utkane i tak
> przedziwnie złudne, jakby na nie w biały jeszcze dzień padało światło
> księżyca. Ta ziemia, opasana borem, skryta w jego tajemnicy, miała w
> sobie grozę i wspaniałą dumę.

>> A to Żeromski zdecydowanie. Pytanie tylko czy "Popioły", czy
>> "Puszcza Jodłowa", czy coś jeszcze inszego. Entliczek... Niech będą
>> "Popioły".
>> 
>> Myślmy... "Osędziały"... Nikt tak już dziś nie pisze. Łysica... czyli
>> Góry świętokrzyskie... Całość lekko trąci kiczem... Stefan Żeromski.
>> Problem tylko z czego to... Waham się między "Popiołami" (jednak) a
>> "Puszczą jodłową"... Ale, ze konkurs ma być łatwy... bo ma być,
>> prawda?... To strzelam w te "Popioły", a krew moja niech spadnie na
>> autora pytań!

"Popioły". Trzy odpowiedzi z dobrym tytułem, trzy z "Puszczą...".

=============================================================================
> 5. 2+2
>
> Posuwając się w tę stronę, natrafiliśmy na wąski, kręty wąwóz górski,
> a następnie po przebyciu jeszcze jednej niewielkiej kotlinki
> dostaliśmy się na szeroką, zieloną dolinę, ciągnącą się wprost ku
> południu.
>
> Po obu jej stronach wznosiły się wysokie pasma gór z licznymi,
> tkwiącymi w ich trzonie kraterami, podobnymi do tych, które zasiewają
> bezpowietrzną półkulę Księżyca. Szczyty gór pokryte były śniegiem;
> śnieg, spadły widocznie w nocy, leżał także jeszcze miejscami w
> dolinie, tając dopiero w promieniach niewiele nad horyzont
> wzniesionego słońca.
>
> Ściekające zeń wody tworzyły spory potoczek, płynący bystro w licznych
> zakrętach.
>
> W tej dolinie postanowiliśmy zatrzymać się pewien czas, przekonaliśmy
> się bowiem, że dalsza droga na południe o tak wczesnej porze dnia
> narażałaby nas na dotkliwe zimno w okolicach, gdzie jest coraz większa
> różnica między średnią ciepłotą dnia a nocy.

>> Jerzy Żuławski, "Na srebrnym globie". Chyba...

A nawet na pewno. Myślałem, że będzie łatwiejsze - "bezpowietrzna
półkula Księżyca" to chyba nigdzie indziej nie występuje?
Sześć odpowiedzi, ale dwa razy z imieniem Juliusz - nie, to nie ten...
=============================================================================
> 6. 2+2
>
> Nasz początkowy zapał zniknął i marsz zamieniał się w ponurą
> walkę. Nagle zauważyłem, że grań przede mną zamiast wznosić się jak
> poprzednio, opada ostro, a w dole dostrzegłem Przełęcz Północną i
> lodowiec Rongbuk. Spojrzałem w górę: wąska, biała grań spiętrzyła się
> w śnieżny wierzchołek. Jeszcze kilka uderzeń czekana w twardy śnieg i
> oto staliśmy na szczycie.
>
> Moim pierwszym uczuciem była ulga - ulga, że nie trzeba już rąbać
> żadnych stopni, pokonywać żadnych grani, wspinać się na żadne garby
> łudzące nadzieją sukcesu. Spojrzałem na T. Mimo że kaptur, gogle i
> maska tlenowa, cała zarośnięta długimi soplami lodu, ukrywały jego
> twarz, nie do ukrycia byl zarazliwy uśmiech szczerej radości, z jakim
> rozglądal się wokoło. Uścisnęliśmy sobie ręce, po czym T. objął mnie i
> zaczęliśmy klepać się po plecach niemal do utraty tchu. Była godzina
> jedenasta trzydzieści. Grań szczytowa pochłonęła nam długie jak życie
> dwie i pół godziny.

>> Nazwy nic mi nie mówią. Ale ów "T."... No to jak w pysk Tenzing. Czyli
>> narratorem jest Edmund Hilary. Ale tytułu nie podam. Pewnie coś
>> napisał, ale...

Dobrze kombinujesz, dobrze...

>> Autorem tych słów jest niewątpliwie sir Edmund Hillary, ale
>> pochodzą one IIRC z książki sir Jamesa Hunta, "Zdobycie Mount
>> Everestu".

Tak. Dodatkowy punkt był za podanie nazwisk obu panów H. (za podanie
jednego nazwiska Hillary lub Hunt były dwa punkty). W sumie siedem
odpowiedzi, w tym dwa razy tytuł.
=============================================================================
> 7. 2+2
>
> Miałem ochote zerwać hełm z głowy, żeby choć raz zaczerpnąć świeżego
> powietrza. Mimo woli oglądałem się za siebie. Towarzyszom, mniej
> wprawnym w chodzeniu po górach, musiało być jeszcze ciężej. Zgarbieni,
> szli powoli we mgle pełznącej w górę zbocza niskimi obłoczkami. Szczyt
> dawno już zniknął nam sprzed oczu: góra rozstąpiła się popękanymi
> płytami w dwie strony, jakby przeszła tędy odkładnica potwornego
> pługa. dno żlebu zaścielał białawy, suchy piarg, wysoko ponad
> krawedziami obrywów śmigały w górę żółtawe, szare i brunatne
> turnie. Spod ich groznie przewieszonych żeber rozchodziły się stożki
> nasypowe. O ósmej rano, w siedemnaście godzin od katastrofy, po
> wielkich, zwietrzałych głazach wspięliśmy się na szczyt.

>> nie wiem, znowu jakas literatura gorska

A jaka ma być, skoro to konkurs o górach w literaturze? Ale to akurat
powieść jest.

>> Znam to. I to jeszcze bardziej niż jedynka nasuwa mi Verne'a. Choć
>> pewnie i tutaj to on nie będzie :)

Nie on.

>> Hełm?... "Coś z Lema"! I jeśli trafiłem, to wstyd mi, że nie wiem,
>> co. Może bym i wymyślił, ale organizm ma deficyt kawy, a termin
>> goni, więc nie będę kombinował.

Wypada pochwalić za staranne czytanie. Tak jest, ziemskich szczytów
razczej nie zdobywa się w hełmach.

>> Katastrofa... Ja to czytałem... Ja to sobie przypomnę... Na pewno sobie
>> przypomnę...

No cóż.

>> Erm... Bedę strzelać. Lepiej się kryć. Stanisław Lem, bodaj czy nie
>> "Astronauci"?

Trafiony, zatopiony.
Lem 4 razy, z tytułem 3 razy.
=============================================================================
> 8. 1+1
>
> Tu szczyt... lękam się spojrzeć w przepaść świata ciemną.
> Spojrzę... Ach! pod stopami niebo i nad głową
> Niebo... Zamknięty jestem w kulę kryształową;
> Gdyby ta igła lodu popłynęła ze mną
> Wyżej - aż w niebo... nie czułbym, że płynę.
> Stąd czarne skrzydła myśli nad światem rozwinę.

Myślałem, że to znają wszyscy.
Ale:

>> Adam Asnyk.

No gdzie tam...

>> Byłżeby to Wieszcz Juliusz Słowacki i jego "Kordian"?
>> 
>> Pojęcia nie mam. Skoro "czarne skrzydła myśli nad światem", to może monolog
>> Kordiana (bez chama) na Górze Białej pióra maestro Słowackiego?
>>
>> Nie lubiłem tego, ale trudno nie poznać. Słowacki, "Kordian".

7 poprawnych odpowiedzi.
=============================================================================
> 9. 3+3
>
> Skoro tylko zaczęło świtać, przy nieustannym łomocie wiatr opuszczamy
> niezbyt przytulny oboz II. Pewno nasi następcy rozbuduja go, zmienia
> na inny ten, może na Mazurach przydatny namiot - my w kadym razie
> zrobiliśmy swoje a nawet więcej - Dwójka stoi. Obwiązujemy jeszcze
> nasze "cudo" i bez nadmiernego żalu ni straty czasu obniżamy się na
> Lho Lę. Nie jest to kres naszej dzisiejszej wędrówki, marzy nam się
> obiad w Bazie, prawdziwe jedzenie, prawdziwe picie, mycie oraz spanie
> u siebie. Ale na razie Lho La - tu życzliwie wyciągnięta z "Turni"
> ręka podaje nam menażkę pełną kaszki bananowej dla dzieci od 4
> miesięcy. Ależ ich zaskoczyliśmy - Mirka i Wacka, leżą jeszcze w
> śpiworach, ledwo zaczęli gotować, gdy my tymczasem zjawiamy się z góry
> niczym wyrzut sumienia. Więc kaszka, łyk herbaty (brr, ohyda) i już -
> dziękujemy za goscinę - podrywamy się do dalszej drogi, bo wiem z
> doświadczenia jak łatwo się zasiedzieć i nie ruszyć wcześniej aż
> nasteępnego dnia. Nie, jeszcze nie tym razem, chocia bardzo mi się nie
> chce, zmuszam się do powstania, zarzucenia plecaka i marszu wreszcie
> przez połogie przestrzenie Lho Li.
>
> Szczelina brzeżna, próg skalny, poręcz i to niestety prowadzące w
> górę, aż na grań Khumbutse. Ależ ta droga jest zwariowana, aby wrócić
> do bazy po wyczerpujących dniach pracy musisz, bracie, dla całkowitego
> juz masochizmu wspiąć się jeszcze ok. 300 m do góry i dopiero wtedy
> przytąpić do zwyczajowych zjazdów.

>> Lho La, Khumbutse, Mirek (Gardzielewski czy Dąsal?), Wacek (Otręba) -
>> sugerujesz, że to o tragedii pod Mount Everestem? Ale kto to opisał???
>> Powiedzmy, że to z dzienników Dąsala - "Każdemu jego Everest". Nawet je
>> czytałem, ale to było tak strasznie dawno temu...
>>
>> Mirosław Falco Dąsal: Każdemu jego Everest.

No proszę, wcale nie takie trudne te "górskie" książki.
Dwie poprawne odpowiedzi.

=============================================================================
> 10. 2+2
>
> Ach, ten "second step"! Te okropne trzy metry skały! Tak pociesznie
> banalne jest to, co niemożliwe. Niepotrzebne plus niemożliwe równa się
> tragedia. Fakt, iż Mallory skapitulował i musiał zawrócić nie jest
> decydujący. Pozostał na Evereście, ponieważ umarło jego szaleństwo, a
> wraz z nim nadzieja. Mallory miał prze sobą alternatywę: szczyt albo
> śmierć. Jak mógłby wymknąć się śmierci po nieudanym odwrocie? Jak nie
> dać się szaleństwu? Butle tlenowe były puste, a otępiały umysł nie
> odróżnia szczytu od śmierci. Mallory wyczerpal wszystkie swe
> możliwości i wyruszył w drogę powrotną, która błądziła w nocy i mgle.
> Na końcu wszystko się rozpłynęło. Jego los zostal przesądzony.

>> A nie będzie to Messnera "Druga śmierć Mallory'ego"?

Będzie. 

Trzy i pół odpowiedzi. Myślałem, że będzie więcej - wystarczyło
słyszeć, że była taka książka oraz o czym...
=============================================================================
> 11. 2+2
>
> Byli już w górnej partii filaru. Skała, nadal chropawa, zaczynała
> powoli, a przez to jak gdyby podstępnie odpychać, coraz wyrazniej
> przewieszona i bez uczciwych zaklinowań nie dałoby się tak iść; kilka
> metrów wyżej szczelina, do tego miejsca wyrazna, zasklepiła się,
> P. miał jeszcze jakieś pięć metrów swobodnej liny, lecz kazał ją
> ściągnąć M., by się rozejrzeć. R. przeszedł tędy - bez haków, bez liny
> i bez asekuracji. - A więc i ja to potrafię - pomyślał. Szukał po
> omacku nad sobą; kostka prawej stopy, zaklinowanej w ostatnim
> koniuszku szczeliny, która go dotąd prowadziła, ostro zakłuła od
> forsownego skręcenia; mimo to nie ustawał w wysiłkach. Naraz samymi
> czubkami palców zmacał listewkę, węższą od opuszki; można sie było na
> niej podciągnąć, ale co dalej?

>> Brzmi jak coś na podstawie czego Herzog nakręcił "Krzyk kamienia".

Ale nie jest 8-)

>> Stanisław Lem, "Opowieści o pilocie Pirxie". Konkretnie "Wypadek".
>> Olśniło mnie dopiero, jak sobie pomyślałem, że czego jak czego, ale
>> Pirxa to nie powinieneś był pominąć...

Rozumowanie prawidłowe. 

Cztery odpowiedzi.

=============================================================================
> 12. 2+2
>
> Przez następne dwie godziny Beidleman, Groom, dwóch Szerpów i
> siedmioro klientów chodziło po omacku wkoło, mając nadzieję, że natkną
> się na obóz. Byli coraz bardziej wyczerpani i wychłodzeni. W którymś
> momencie znalezli parę wyrzuconych butli tlenowych i wydawało im się,
> że namioty są gdzieś blisko, ale nie byli w stanie ich zlokalizować.
> "Panowal totalny chaos - mówi o tym Beidlman. - Ludzie chodzili we
> wszystkich kierunkach. Wrzeszczałem na nich, żeby słuchali jednego
> kierownika. wreszcie około 22.00 przeszedłem jakieś małe wzniesienie i
> poczułem się tak, jakbym stał na krawedzi. Tuż za nią wyczuwałem
> ogromna otchłań".
>
> Grupa nieświadomie zboczyła w kierunku najbardziej na wschód
> wysuniętej krawędzi przepasci, która kończyła sie 2000-metrową
> przepaścią ściany Kangchung. Byli na tym samym poziomie co Obóz 4,
> tyle że 300 metrów w bok od niego. Beidlman wspomina: "Wiedziałem, że
> jeśli nie przestaniemy błąkać się w wichurze, wkrótce kogoś
> stracimy". Czułem się wyczerpany ciągnięciem Yasuko. Charlotte i Sandy
> niemal nie były w stanie stać na własnych nogach. Krzyknąłem więc,
> żeby wszyscy się stłoczyli w jednym miejscu i przytuleni do siebie
> poczekali na przerwę w burzy.

>> A to jest Krakauer (chłe chłe, jak tu nie zapamiętać _takiego_ nazwiska)
>> "Wszystko za Everest".

Znów cztery odpowiedzi. 

=============================================================================
> 13. 2+2
>
> Ogarnięci melancholią powedrowali dalej. Ścieżka pięła się wyżej i
> wyżej, czuli coraz większe zmęczenie i było im coraz zimniej. W końcu
> usiedli, żeby chwilę odpocząć. Wszędzie dokoła toczyły się zwały
> chmur, a oni przypatrywali się im w milczeniu. I nagle w ciemnym
> niebie powstała szczelina, a po chwli całe morze chmur znalazło si pod
> nimi. Widziane z góry wyglądały tak miękko i były tak piękne, że miało
> się ochotę brodzić w nich nurzać się i tańczyć.
> - Jesteśmy teraz nad chmurami - oznajmił uroczyście W.

>> A teraz mnie olśniło. A to przypadkiem nie tutaj Szostak będzie,
>> "Wichry Smoczogór"? :)

Znowu ten Szostak? Już mówiłem - nie znam 8-)

>> Tove Jansson: Kometa nad Doliną Muminków. To było najłatwiejsze ;-)

Najłatwiejsze, chłe, chłe, najłatwiejsze. JEDNA poprawna odpowiedź.

=============================================================================
> 14. 2+2
>
> Pochyliłem sie do przodu i przyłożyłem nóż do liny.
>
> Nawet nie trzeba było go naciskać. Naprężona żyła strzeliła przy
> zetknięciu z ostrzem, a ja, nie ściągany już dłużej w dół, poleciałem
> na plecy. Cały się trząsłem.
>
> Oparty plecami o śnieg, usiłowałem wyrównać oddech. W skroniach walił
> mi oszalały młot. Potok śniegu zaszuścił tuż obok. Nie reagowałem,
> mimo iż spływał mi po twarzy i piersi, wciskając się pod rozsunięty
> zamek i sięgając coraz niżej. Nieprzerwany strumień przelewał się nade
> mną ku dołowi, ponad przeciętą liną, w stronę Joe.
>
> Myślałem tylko o jednym udało się, żyję. Od chwili, gdy przeciałem
> linę, pytanie gdzie był teraz Joe i czy jeszcze żył, już mnie nie
> dotyczyło. Nie ciążył mi więcej. Dokola miałem wiatr i lawiny.
>
> Usiadłem w normalnej pozycji i luzny zwój sznura upadł na śnieg. Z
> płytki sterczała wystrzępiona końcówka - jego już nie było. Czy ja go
> naprawdę zabiłem? Nie chciałem o tym myśleć, ale coś w środku
> powtarzało, że tak.

>> Joe Simpson: Dotknięcie pustki.

Tak. Trzy odpowiedzi z ułamkiem.

>> "Czekając na Joe"?

Taki był (nie wiedzieć czemu) polski tytuł filmu na podstawie tej książki.

=============================================================================
> 15. 2+2
>
> Teraz zaczęliśmy wspinać się na zbocze Sneffelsa; ośnieżony jego
> wierzchołek, na skutek złudzenia optycznego zdarzającego się często w
> górach, wydawał mi się bardzo bliski, choć w rzeczywistości trzeba
> było wielu długich godzin, aby go osiągnąć. A przede wszystkim jakiego
> wymagało to wysiłku! Kamienie, których nie łączyły ze sobą ani ziemia,
> ani trawa, usuwały się nam spod nóg i spadały gdzieś na równinę z
> szybkością lawiny.
>
> W niektórych miejscach stoki góry były tak strome, że nie sposób było
> wspiąć się na nie i musieliśmy z wielkim trudem omijać te kamieniste
> zbocza. Pomagaliśmy sobie, podciągając sie nawzajem za pomocą okutych
> kijów. Muszę przyznać, że wuj trzymał się przy mnie możliwie jak
> najbliżej; nie tracił mnie z oczu ani na chwile i nieraz ramię jego
> udzielało mi pomocy. On sam mial jakieś wrodzone poczucie równowagi,
> gdyż ani razu sie nie potknął.

>> Hułos Sneffels? Snickers wiem. Krupiki wiem. Sneffels nie wiem. Wuja z
>> kijem też chyba nie wiem. Chociaż... Cholera, znowu mi Żuławski
>> wyłazi! Ech ten brak tlenu na wysokościach...

>> To jest łatwe. Sneffels + wuj (czyli profesor Lidenbrock) nie pozostawiają
>> wątpliwości. Juliusz Verne, "Podróż do wnętrza Ziemi". 

Na moim egzemplarzu jest "Wyprawa do wnętrza Ziemi", ale "podróż" też
akceptowałem.

>> Verne: Podroz do wnetrza ziemi
>> powiedzialabym ze pytanie jest wredne:)

Trzeba się wspiąć, żeby zejść w dół 8-)

Łatwe było. 8 odpowiedzi.

=============================================================================
> 16. 1+1
>
> W dali rysowało się na tle nieba długie pasmo innych szczytów, a ona
> wznosiła się bliżej i osobno, zupełnie jak wyspa wśród morza dżungli.
> Gdy przyjechali bliżej, okazało się, że strome jej boki oblewa pętlica
> tejże samej rzeki, nad którą siedzieli poprzednio. Szczyt był ścięty,
> płaski zupełnie i widziany z dołu, wydawał się pokryty jednym gęstym
> lasem. S. wyliczył, że skoro cypel, na którym rósł ich baobab,
> wyniesiony był na siedemset metrów, a góra ma osiemset, będą więc
> mieszkali na wysokości tysiąca pięciuset metrów, a zatem w klimacie
> niewiele już gorętszym od egipskiego. Myśl ta dodała mu otuchy i chęci
> do jak najprędszego zajęcia tej naturalnej fortecy.
>
> Jedyny grzbiet skalisty, który do niej prowadził, znaleźli łatwo i
> poczęli się nim wspinać. Po upływie półtorej godziny stanęli na
> szczycie.

>> Baobab, chłe chłe chłe, baobab. Skoro ukrywasz imię Stasia
>> Tarkowskiego, to i ja trochę poukrywam: HS "WPiwP"

>> Henryk Sienkiewicz: W pustyni i puszczy?
>> mam nadzieje ze to ten baobab a nie zaden inny:)

_Ten_ baobab. 11 odpowiedzi.

Indywidualna punktacja zostanie rozesłana niebawem.

  MJ


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]