From: "Czajka " <alezaraz.SKASUJ@gazeta.pl>
Subject: [Konkurs] Kapelusz
Date: Mon, 15 May 2006 03:11:13 +0000 (UTC)
Message-ID: <e48rgh$nia$1@inews.gazeta.pl>
[...]
1.
Mój obrazek nie przedstawiał kapelusza.
2.
Nawet bujne liście na kawałku gałęzi wystającej z boku fotografii, nad
naszymi głowami, nie mogą się przebić przez tę szarość, choć zapewne broczą
zielenią. I także pogórzone pola za naszymi głowami, i jakieś drzewa
pomniejszone do wielkości ziół, i kawałki nieba u góry, wszystko to pokrywa
szarość. I mnie z ojcem podobnie, choć stoimy w jasności słońca w tę letnią
niedzielę. Widać to po cieniu gałęzi na nas i po cieniu ronda kapelusza na
ojca twarzy.
Trzymamy się za ręce i patrzymy gdzieś w przestrzeń, przed siebie.
3.
W barze sprzedają czystą wódkę, która smakuje drożdżami, ma trzydzieści sześć
procent i jest tania. Zanim tramwaj nadjedzie, niektórzy wypijają kieliszek
albo dwa. Tak jak ten Cygan, którego widywaliśmy przez kilka dni to tu, to
tam. Raz czekał na autobus do Păltiniş, kiedy indziej snuł się w okolicach
dworca w Sabinie. Na głowie miał czarny filcowy kapelusz, w dłoni kosisko ze
złożoną kosą, a na ramieniu stary plecak.
Był sierpień, pora sianokosów, i niewykluczone, że po prostu szukał pracy,
lecz nie mógł albo nie chciał znaleźć, więc spędzał jakoś czas i czekał, aż
wszystko minie, skończy się i będzie mógł dokądś powrócić.
4.
Ten człowiek i tak już osobliwy potęgował jeszcze to wrażenie tym, że stał
tu, w wytwornym salonie, zupełnie tak, jakby przybył prosto z puszczy - z
kapeluszem na głowie i strzelbą w ręku! Zewnętrzny jego wygląd przedstawiał
się tak: Spod smętnie obwisłych kres pilśniowego kapelusza, którego barwy,
wieku i kształtu najbystrzejszy myśliwiec nie zdołałby określić, z plątaniny
czarnego zarostu wyzierał nos tak straszliwych rozmiarów, że mógł na każdym
słonecznym zegarze służyć za przyrząd do rzucania cienia. Z powodu potężnego
zarostu widać było z całej twarzy, oprócz organu powonienia, tylko małe,
rozumne oczka, nadzwyczaj ruchliwe i utkwione we mnie z szelmowską jakąś
chytrością.
5.
A króla wasza mość często widywał? - pytała Zonia.
- Tak z nim gadałem jak z waćpanną. Po beresteckiej potrzebie za głowę mię
ścisnął. Mężny to pan i tak miłościwy, że kto go raz ujrzał, musi go pokochać.
- My go i nie widziawszy kochamy!... A koronę zali zawsze ma na głowie?
- Zaś by tam co dnia w koronie chadzał! Żelaznej by na to trzeba głowy.
Korona sobie w kościele wypoczywa, od czego i powaga jej rośnie, a król
jegomość kapelusz czarny nosi, brylantami zdobiony, od których światłość na
cały zamek bije...
6.
wpada bez kapelusza
Złodziej! złodziej! rozbójnik! morderca! Ratunku! Kto w Boga wierzy! Jestem
zgubiony, zamordowany! Gardło mi poderżnęli: wykradli mi pieniądze! Kto to
być może? Co się z nim stało? Gdzie uciekł? Gdzie się ukrywa? Jak go znaleźć?
Gdzie pędzić? Gdzie go szukać? Może tu? Może tam? Kto to taki? Trzymaj!
7.
- O, nie, tego nie mogę znieść! - zawołał - nie mogę żadną miarą i... w żaden
sposób nie mogę!
Krew uderzyła mu do głowy. Słowa mu się myliły, ale nie myślał już o stylu,
tylko złapał kapelusz.
- Czegóż to on nie może? - zawołał Fiodor Pawłowicz - "Nie może żadną miarą
i... w żaden sposób nie może?" Wasza wielebność, mam wejść czy nie?
Przyjmiecie współbiesiadnika?
- Ależ prosimy z całego serca - odparł ihumen. - Panowie! Pozwolę sobie -
dodał nagle - prosić was z całej duszy, żebyście poniechawszy waszych
przygodnych sporów, w miłości i zgodzie rodzinnej z modlitwą Pańską
zjednoczyli się przy naszym skromnym stole...
8.
Zdjął z głowy kapelusz i raz po raz napełniał go czarną cieczą, lubując się
jej barwą i połyskiem. Wreszcie z napełnionym kapeluszem udał się na pokład
okrętu, a po chwili wrócił wymachując z daleka arkuszem papieru, na którym
widniały napisy, rysunki i kleksy.
9.
Mknęliśmy teraz przez las coraz bardziej pochyły, rosły w nim grzyby, ale
tylko same kapelusze, bez nóżek. Artur śmiał się jak szalony.
- Pion! - szydził. - Nie pojmujesz, że nie ma dwóch poziomów, niższego i
wyższego, jest tylko jeden wspaniały, absolutny poziom. Dusza, dusza mój
chłopcze, jest pozioma!
Las się skończył i Artur krzyknął z zachwytu. Przed nami był długi most, a na
nim stado długich jamników na maleńkich i w dodatku zakrzywionych nóżkach.
- Jamniki! Nie żyrafy! - zawołał i padł na kolana. - Naprzód! Na czworaki!
Wzdłuż!
10.
W tym wszystkim było dość konkretnej rzeczywistości, aby ocalić i mędrszego
ode mnie człowieka. A w wolnych chwilach musiałem doglądać dzikusa, który
sprawował obowiązki palacza. Był to okaz udoskonalony; miał palić pod
pionowym kotłem. Tkwił w dole pode mną i - słowo daję - jego widok
oddziaływał równie budująco jak oglądanie psa w majtkach i kapeluszu z
piórem, chodzącego na tylnych łapach. Parę miesięcy tresury dało radę temu
istotnie zdolnemu chłopu. Zerkał na manometr i szkło wodowskazowe, siląc się
najwidoczniej na odwagę, a przy tym miał nieborak spiłowane zęby, kędzierzawy
łeb golony w dziwne desenie i trzy ozdobne blizny na każdym policzku.
Powinien był klaskać i tupać na brzegu, a zamiast tego pracował ciężko -
niewolnik dziwacznych czarów, pełen coraz doskonalszej wiedzy. Był użyteczny,
ponieważ go wyszkolono, a oto, na czym polegała jego wiedza: gdyby woda
znikła z tej przezroczystej rzeczy, zły duch wewnątrz kotła wpadłby w gniew z
powodu wielkiego pragnienia i zemściłby się straszliwie.
11.
Trwalsze od słomy, delikatniejsze od wikliny, pozwalały sięwybornie użyć do
koszykarskiej roboty. Postanowiłem upleść z nich kapelusz i byłem pewny, że
mi to pójdzie jak z płatka, nieraz bowiem przypatrywałem się pracy
koszykarza, który obok nas mieszkał. Ale męczyłem się i pociłem, odrzucając i
biorąc znowu robotę. Nie umiałem zacząć, psułem wszystko i któż uwierzy, że
dopiero po trzech dniach zrobiłem coś przedrzeźniającego kapelusz. Nie był
foremny, ani bardzo wygodny, lecz mimo to cieszyłem się bardzo z tego wyrobu
i nie sprzedałbym go ani za dziesięć gwinei, (...).
12.
Przewidział, że będzie dla niego bardziej pożyteczna w charakterze kobiety
wolnej. Wszystkie moje tajemne przeczucia, a także nieuchwytne podejrzenia
ożyły naraz wyraźnie i skierowały się na przyrodnika. Widziałem teraz coś
strasznego w tym obojętnym, bladym człowieku w słomkowym kapeluszu, z siatką
na motyle w ręku - istotę niewyczerpanej cierpliwości, piekielnie chytrą, z
uśmiechniętą twarzą i duszą mordercy.
13.
Szósty kapelusz - dla Jadwisi.
Siódmy bym powiesił. Niech wisi.
Ósmy przerobiłbym na nastrojowy abażurek.
W dziewiątym hodowałbym jeża lub coś z zoologii w ogóle.
14.
- Dzień dobry - powiedział Iks i powiedział to z całym przekonaniem, bo
słońce świeciło, a trawa zieleniła się pięknie. Igrek jednak spojrzał na
niego spod bujnych, krzaczastych brwi, które sterczały aż poza szerokie rondo
kapelusza.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytał. - Czy życzysz mi dobrego dnia, czy
oznajmiasz, że dzień jest dobry, niezależnie od tego, co ja o nim myślę; czy
sam dobrze się tego dnia czujesz, czy może uważasz, że dzisiaj należy być
dobrym?
15.
Raz w tygodniu moją ciszę wplecioną między metalowe pręty przerywa dzień
odwiedzin. Wtedy przychodzą ci, którzy chcą mnie uratować, których bawi to,
że mnie kochają, którzy chcieliby we mnie cenić, szanować i poznawać siebie.
Jacy są ślepi, nerwowi, jacy niewychowani. Nożyczkami do paznokci kaleczą
biało lakierowaną kratę łóżka, długopisami i ołówkami chemicznymi wysmarowują
na lakierze wydłużone, nieprzyzwoite figurki. Mój adwokat za każdym razem,
ledwie wrzaśnie na cały pokój swoje "halo", wciska nylonowy kapelusz na lewy
słupek w nogach łóżka. Przez całą wizytę - a adwokaci potrafią długo gadać -
tym aktem przemocy pozbawia mnie równowagi i pogody ducha.
16.
Nowy jednak nie zauważył tego, czy nie śmiał zastosować się do naszego
obyczaju, dość, że po skończonej modlitwie siedział jeszcze z czapką na
kolanach. Skomplikowane to było nakrycie głowy, cośniby czapka futrzana,
rogatywka, okrągły kapelusz i czepek bawełniany jednocześnie; słowem, jedna z
tych ubogich rzeczy, których niema brzydota wielką ma siłę wyrazu, jak twarz
głupca. Jajowata, wydęta przez fiszbiny, zaczynała się trzema równoległymi
wałeczkami; potem, przedzielone czerwonym pasem, biegły na przemian rąby
aksamitu i zajęczej skórki, a wreszcie następował rodzaj woreczka
zakończonego kartonowym wielobokiem zdobnym w skomplikowany deseń z sutaszu.
Stamtąd, na długim a zbyt cienkim sznureczku, zwisał złoty chwaścik.
Była nowa, daszek jej błyszczał.
17.
Jeden tylko szczegół nie ulegał wątpliwości: fakt, iż młodzieniec złożył
ceremonialną wizytę ciotkom (...) w miękkim szarym kapeluszu, nie nowym w
dodatku - w zakurzonym nakryciu głowy ze zmiętym rondem.
"Jakie to dziwne, moja droga, jakie niezwykle!"
Ciotka Estera przechodząc przez mały, ciemny przedpokój (miała nieco krótki
wzrok) chciała spędzić z krzesła nieszczęśliwy kapelusz wołając "a psik!" -
wzięła go bowiem za obcego, podejrzanego prowadzenia kota, a Tommy miewał
takich nie przynoszących mu zaszczytu przyjaciół. Zaniepokoiła się widząc, że
mniemany kot nie rusza się z miejsca.
18.
Na tragicznych przełęczach
Wiatr zrywa z głów kapelusze
I nie ma na to rady -
Śmieszy nas ten widok.
19.
Czy książkę napisali ludzie? To prawda, że sklep był dla ludzi, ale przecież
nawet ludzie nie mogli jednocześnie pisać książki o szczurku Szymonie, który
nosił kapelusz, i jednocześnie rozsypywać trutki na szczury. A może? Jak
trzeba być szalonym, żeby jedno z drugim pogodzić?
20.
Poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć.
_______________
Powodzenia!
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
|