STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: AJK <to-co-w-podpisie@gazeta.pl>
Subject: [konkurs] Kibice w literaturze czyli Oleeeee oleoleoleeeee!!
Date: Fri, 10 Jun 2005 15:45:38 +0200
Message-ID: <o8gikvnogdx1$.dlg@ajk.cija>

[...]


   Gotowi? No to proszę bardzo - robimy meksykańską falę! Od
   lewej... iiiiiiii raz!!...


#---------------------------------------------------------------
1. Tytuł i autor - po dwa punkty. Dodatkowe dwa - za podanie
   nazwiska właściciela Sułtanki.

Sekundy rozciągały mu się w godziny; zdawało mu się, że jest
przywiązany do trzech koni mających się ścigać i że każdy ich ruch
niepotrzebny szarpie mu ciało. Uważał, że jego klacz nie ma dość
ognia i że Yung jest zanadto obojętny. (...) Dzwonek. Trzy konie 
z miejsca ruszyły cwałem .
- Yung na przodzie...
- To właśnie głupstwo...
- Już minęli zakręt...
- Pierwszy zakręt, a gniady tuż za nim...
- Drugi... Znowu wysunął się...
- Ale gniady idzie...
- Pąsowa kurtka w tyle...
- Trzeci zakręt... Ależ Yung nic sobie z nich nie robi...
- Gniady dopędza...
- Patrzcie!... patrzcie! Pąsowy bierze gniadego...
- Gniady na końcu... Przegrałeś pan...
- Pąsowy bierze Yunga...
- Nie weźmie, już ćwiczy konia...
- Ale... ale... Brawo Young! Brawo!... Klacz idzie jak woda!...
- Brawo!... Brawo!...
Dzwonek. Yung wygrał. Wysoki sportsmen wziął klacz za uzdę
i zaprowadziwszy przed trybunę sędziów zawołał:
- Sułtanka!... Jeździec Yung!.... Właściciel anonim...
- Co to anonim? Xxxxx! Brawo Xxxxxx! - wrzeszczał tłum.
- Właściciel pan Xxxxxx!  - powtórzył wysoki dżentelmen i odesłał
klacz na licytację.

#---------------------------------------------------------------
2. Ze względu na drastyczną scenę, ilość golizny i możliwe skutki
   uboczne - autor i tytuł po 3 punkty.

- Dwustu kibiców Milwall? - Raymond ciężko opadł w fotelu -
szalejących w ładowni? 
- I śpiewających - dodał profesor.
- Śpiewających?
- O LE O-LE-O-LE-O-LE OLEOLE OLEOLE!
- W dalszym ciągu są nadzy? 
- Już nie.
- Ubrał ich pan?
- Ubrali się, że tak powiem sami.
- W co?
- W nowiutką ciężarówkę z domu aukcyjnego. Rozszarpali ją na kawałki
i porobili sobie zbroje. (...) Bardzo przedsiębiorczy młodzi ludzie.
Z ciekawymi tatuażami. Choć nieco wybuchowi. Uznałem, że lepiej
będzie pozamykać wszystkie przegrody i zatarasować wyjścia. 
- To chyba było najwłaściwsze posunięcie.
- Wygląda jednak na to, że będą próbowali się wydostać. Zmieniają
się przy drzwiach i walą w nie bykiem. 

#---------------------------------------------------------------
3. Autor i tytuł po dwa punkty. Dodatkowe dwa - za podanie o jakie
   drużyny chodzi.

Pierwszy mecz odbył się w niedzielę 8 czerwca 1969 roku (...).
Nikt na świecie nie zwrócił uwagi na to wydarzenie. Drużyna S.
przyjechała do stolicy w sobotę i spędziła w hotelu bezsenną noc.
Drużyna nie mogła spać, ponieważ była obiektem wojny psychologicznej
rozpętanej przez kibiców H. Hotel otoczyło mrowie ludzi. Tłum walił
kamieniami w szyby, tłukł kijami w blachy i w puste beczki. Raz po
raz wybuchały hałaśliwe petard. Przeraźliwie wyły klaksony
ustawionych przed hotelem aut. Kibice gwizdali, wrzeszczeli,
wznosili wrogie okrzyki. Trwało to przez cała noc. Wszystko po
to,żeby drużyna gości niewyspana, zdenerwowana, zmęczona przegrała
mecz. W Ameryce Łacińskiej są to zwyczajne praktyki, które nikogo
nie dziwią. 
(...)
Kiedy napastnik Roberto Cardona strzelił w ostatniej minucie
zwycięską bramkę, siedząca w S. przed telewizorem 18-letnia Amelia
Bolanios zerwała się i pobiegła do biurka, gdzie w szufladzie leżał
pistolet jej ojca. Popełniła samobójstwo, strzelając sobie  serce.
"Młoda dziewczyna, która nie mogła znieść, że jej ojczyzna została
rzucona na kolana" - pisał następnego dnia dziennik "El Nacional".

#---------------------------------------------------------------
4. Autor i tytuł po dwa punkty. Dodatkowe dwa - za podanie, kto
   kryje się pod literką "K."

Mój tryumf w ZLP blednie wobec nagłówków w prasie: 'Trybuny w
Sztokholmie oniemiały, gdy hokeiści radzieccy odebrali tytuł mistrza
świata ojczyźnie hokeja! Hokeiści radzieccy deklasują cudownych
chłopców z Kanady!'. (...) Ciekawe, jaki byłby wynik, gdyby z
'amatorami' radzieckimi grali ci, którzy dostają pieniądze za granie
w Kanadzie. Kiedy się ta komedia skończy? Bo kiedyś skończyć się
musi, jak każdy fabrykat rozpasanej propagandy. 
K., gdy mu powiedziałem, że za Kanadę grała nawet nie normalna
reprezentacja amatorska, tylko prowincjonalny klub 'Lyndhurst
Motors', który miał takie szanse z ruskimi zawodowcami jak K. w
ringu z Chychłą, oświadczył: 'Ja to pochwalam. Napoleon też nie
robił nic innego, tylko tak się urządzał, aby bić się z najsłabszym
przeciwnikiem. Toteż teraz wszyscy mają go za geniusza, ma pomniki i
legendę. Po cholerę Ruscy mają grać z zawodowcami, którzy ich
naleją, gdy lepiej jest nalać kogoś na pewno i ogłosić, że jest się
najlepszym ze wszystkich. Dowodzi to głębokiej mądrości i
przezorności kierownictwa w Rosji, a także tego, że z czasem opanują
cały świat... 

#---------------------------------------------------------------
5. Po dwa punkty za autora i za tytuł. Trzy punkty - za podanie
   przyczyny porażki Boga Szachów.

Szachy mają  swoje nieubłagane prawa - nawet bogowie nie mogą
dokonać cudu na szachownicy w sytuacji beznadziejnej. Bóg Szachów
bronił się rozpaczliwie, licząc już tylko na błąd przeciwnika. ale
pułkownik Walker nie popełnił błędu i o godzinie 14:20 krzyknął: 
- Szach-mat!
- Szach-mat znaczy w arabskim "władca nie żyje". Dla tłumu władca
imperium umarł, zobaczyli go ze spuszczoną głową i ze łzami, które
płynęły mu po policzkach. I tłum ryknął: 
- Król umarł, niech żyje król!
Od tej chwili Walker władał Imperium Szachów, a sam szatan podawał
mu do stołu, zdjąwszy uprzednio insygnia swej władzy i włożywszy
liberię. Zdetronizowanego Boga Szachów przywiązano, rozkrzyżowanego,
do wielkiej, pionowo ustawionej szachownicy, nad którą wisiał
szyderczy cytat z archaicznych pism Michela de l'Hopital: "Siła noża
jest niczym wobec siły ducha". Walker stanął przed nim w odległości
dwudziestu metrów i kilkoma celnie miotniętymi nożami (każde
trafienie wyrywało tryumfalny ryk z gardeł tłumu) przygwoździł ciało
nieszczęśnika do szachownicy. 

#---------------------------------------------------------------
6. Autor i tytuł - po dwa punkty

Z kolei Cheswick przestaje sprzątać i przysuwa sobie fotel,
następnie Billy, po nim Scanlon, potem Frederickson i Sefelt,
a w końcu wszyscy rzucamy zmywaki, szczotki, ścierki i siadamy razem
w świetlicy.
- Co wy sobie... Przestańcie. P r z e s t a ń c i e!
Siedzimy w rzędach przed zgaszonym telewizorem, udając, że widzimy
mecz wyraźnie jak na dłoni. (...)
Gdyby ktoś wszedł wtedy do świetlicy i zobaczył dorosłych facetów
obserwujących pusty ekran, a za nimi rozwścieczoną
pięćdziesięcioletnią kobietę krzyczącą o posłuszeństwie, porządku
i karach, pomyślałby, że ma przed sobą bandę kompletnych wariatów.

#---------------------------------------------------------------
7. Po dwa punkty za autora i tytuł.

        Moi koledzy z Essex sinieli od wrzasków zachęcali mnie do
finiszu, machali rękami, zrywali się na trybunach, jakby sami
chcieli biec do mety, odległej zaledwie o kilka metrów. "Banda
wariatów!" - myślałem - "Powieście się na tym sznurze!". Ale
wiedziałem, że krzyczeli na przekór własnym przekonaniom, bo w
gruncie rzeczy będą po mojej stronie, niezdolni utrzymać rączek przy
sobie, stale balansując między życiem na wolności a łapidziadami i
kryminałem. W tej chwili bawili się jak króle, wyładowując energię w
krzyku i mydląc oczy dyrektorowi, żeby myślał, że całą duszą i całym
sercem popierają jego ambicje, ale gdyby ten pasibrzuch miał trochę
oleju we łbie, nigdy by w to nie uwierzył. Słyszałem już także z
głównej trybuny nawoływanie lordów i wielkich dam - widziałem, jak
wstają z miejsc i zachęcają mnie gestami. "Biegiem!" Ale ja byłem
głuchy, tępy i ślepy, stałem jak wryty, żując resztki kory w ustach,
chlipiąc jak niemowlę; tylko że teraz płakałem z radości, bo w końcu
ich wszystkich przechytrzyłem.
        Bo w innej części trybun buchnął wrzask, zobaczyłem, że
chłopaki z Gunthorpe podrzucają w górę kurtki i złowiłem uchem tupot
nóg coraz bliższy, coraz bliższy na trasie za mną i nagle owiał mnie
zapach potu, poczułem dech dobyty ze zmęczonych płuc, chłopak
przemknął obok mnie i śmigał ku mecie, kołysząc się z boku na bok,
wydając chrapliwe dźwięki jak Zulus, który nie zna innej mowy, niby
cień takiego mnie, jakim będę w dziewięćdziesiątym roku życia, kiedy
dociągnę do miękko wyściełanej trumny.

#---------------------------------------------------------------
8. Autor - trzy punkty, tytuł - dwa punkty, za podanie, kim jest
   uciekający X. - dwa punkty

        Mistrz zrozumiał, że zwłoka równa się śmierci, wziął w garść
parę figur i cisnął je w głowę jednookiego przeciwnika.
- Towarzysze! - wrzasnął jednooki - Biorę was na świadków! Amatora
biją! 
Szachiści miasta Wasiuki zbaranieli.
X., nie tracąc drogiego czasu, cisnął szachownicą w lampę i waląc po
ciemku po łbach jakichś i gębach, wybiegł na ulicę. Wasiukińscy
miłośnicy szachów, popychając się wzajemnie, skoczyli za nim.
        Noc była księżycowa. X. mknął po oświetlonej srebrnym
blaskiem ulicy, unosząc się nad grzeszną ziemią  lekko jak anioł.
Ponieważ przemiana Wasiuków w centrum wszechświata nie została
dokonań, przeto uciekać trzeba było drogą wiodącą nie między dwoma
rzędami pałaców lecz między drewnianymi domkami, zaopatrzonymi w
zewnętrzne okiennice. Za X. biegli miłośnicy gry szachowej.
- Trzymajcie mistrza! - ryczał jednooki.
- Łotr! - przytakiwali pozostali.
- Durnie! - rewanżował się mistrz, zdwajając szybkość.
- Milicja! - wrzeszczeli dotknięci do żywego szachiści.

#---------------------------------------------------------------
9. Autor i tytuł - po dwa punkty. Za podanie, kto właśnie pręży się
przed publicznością - dwa punkty.

Na balkonach zajętych przez rodzinę wybuchła owacja powitalna i X.
przystanął na jej przyjęcie, spoglądając w górę i obrzucając
wzrokiem twarze swoich pociotków i podciotków, półbraci, konkubin
i spowinowaconych out-frein. Ileż różowych jak rozwarte dzioby ust
trajkotało pośród łopotania barwnych strojów i flag. X. przyszło
nagle na myśl, że te rzędy stłoczonych twarzy patrzyłyby równie
chciwie na jego krew jak na krew niewolnika-gladiatora. Nie było
żadnej wątpliwości co do wyniku, rzecz jasna. Tutaj istniała jedynie
forma niebezpieczeństwa, bez treści... jak dotąd.
X. podniósł ostrza do słońca, salutując starożytnym obyczajem trzem
rogom areny. Krótki nóż w dłoni w białej rękawicy (biel na znak
trucizny) powędrował do pochwy pierwszej. Następnie długa klinga
w dłoni o czarnej rękawicy - czyste ostrze, które teraz było
nieczyste, tajna broń, która miała ten dzień obrócić w ściśle
osobiste zwycięstwo: trucizna na czarnej klindze.

#---------------------------------------------------------------
10. Autor - dwa punkty, tytuł - dwa punkty. Trzy punkty za odpowiedź
    na pytanie "Dlaczego dwieście trzynaście?".
    Wiem, świnia jestem :-)

Koło mnie grzmiały dwa imiona koni.
- Magnolia!!! Marlin...!!! Magnolia...!!! Marlin...!!! - ryczało na
zmianę. 
- Dwieście trzynaście!!!! Dwieście trzynaście!!! Dwieście
trzynaście!!! - trąbił jakiś upiorny głos za barierką. 
(...)
Sodoma i Gomora wybuchła przeraźliwa.
Pierwsze miejsce nie budziło wątpliwości, teraz istotne było
czwarte, bo gra czwórek cieszyła się największym powodzeniem.
Dookoła grzmiało wyłącznie "Leokadia, Marlin, Leokadia, Marlin!!!".
Jakiś facet przy stoliku zerwał się i przyłożył drugiemu, wszyscy
runęli do monitora. Poderwałam się na równe nogi i dopadłam barierki. 
- Panie, dlaczego dwieście trzynaście?! - wrzasnęłam przez paprocie
ku temu miejscy skąd dochodził ryk nietypowej treści.
- [to wyjaśnienie jest odpowiedzią na pytanie dodatkowe :-)] -
odkrzyknął krótko osobnik, nie wiadomo jak wyglądający, bo się nawet
nie odwrócił. - Skończyła mi triplę. 
- I gdzie ta Magnolia?! - syczało straszliwie coś z tłumu - Xxxxxx
miało nie być!!!! W mordę i nożem...!!! Gdzie ta twoja Magnolia, ty
zwisie inflacyjny...?! 
- Dawaj, Lodzia! - kwiczał Miecio w euforii - Jest Bolek!!! Dawaj,
Lodzia!!! 

#---------------------------------------------------------------
11. Autor - trzy punkty. Jeśli ktoś pamięta tytuł - to trzy
    dodatkowe. Extra premia w postaci trzech punktów za podanie
    o jaki mecz ze Szwecją chodzi.

Poezja mnie zachwyca, Brylle, Różewicze...
(O nie, nie tylko Deyna - nie wierzcie tej bredni).
Czasem wiersz mnie tak porwie, że po prostu krzyczę:
"Ach, jaki piękny wolny bezpośredni!"
     Jeszcze piękno przyrody niekiedy mnie wzruszy,
     bo nie jestem na te rzeczy nieczuły jak bydlę...
     Uwielbiam, gdy mi Wiosna gra na strunach duszy,
      choć wolę, kiedy Lato gra na prawym skrzydle.
Cóż, wolę - no to wolę... Wszak - proszę - nie myślcie,
żem, już na tle futbolu oszalał jak Wyście...
    Nie drętwieję, gdy Gorgoń napastnika goni,
    lub w bramce Tomaszewski ma przed karnym strzec ją.
    Jużem na to za stary.
    Siwy włos już na skroni.
    Siwiuteńki!
    (Posiwiałem na meczu ze Szwecją)

#---------------------------------------------------------------
12. Autor i tytuł - po dwa punkty. Trzy - za podanie imienia
    zwycięzcy wyścigu.

Kiedy dwa prowadzące rydwany razem weszły z grzmotem kopyt w zakręt
Plautus Bonosus wstał. Był niezrozumiale poruszony przebiegiem
wyścigu i przez chwilę czuł się zażenowany, dopóki nie zorientował
się, ze pół tuzina innych innych przerasowanych, zblazowanych
dworaków siedzących w Loży Cesarskiej też zerwało się na nogi.
Wymienił krótkie spojrzenie z cesarskim koniuszym i z powrotem
skoncentrował się na torze.
Na eleganckim sklepionym suficie /kathisma/ widniała kwadryga:
mozaika przedstawiająca Araniosa uwieńczonego laurem zwycięstwa
i powożącego zaprzęgiem. Poniżej, na piasku, młody chłopak
z Błękitnych, który w zeszłym tygodniu i rano tego dnia wykazał się
odwagą, lecz został pokonany, teraz wrzeszczał na swoje konie jak
jakiś barbarzyńca i okładał je batem, wyprzedzając drugi rydwan
Zielonych na zakręcie przed Lożą Cesarską. 

#---------------------------------------------------------------
13. Autor i tytuł - po dwa punkty.

Tak samo było kiedyś "U Valszów", na dole w restauracji. Też jeden
taki fujara miał "durcha", ale zamiast go zgłosić, odrzucał po
jednej swoje słabe karty i każdemu dał wygrać. A co za karty miał!
Ze wszystkich kolorów najwyższe. (...) Wtedy ja nie wytrzymałem 
i mówię "Panie Herold, graj pan 'durcha' i nie bałwań się pan!" 
A ten na mnie z pyskiem, że może grać, co mu się podoba, bo był na
uniwersytecie. Ale nie opłaciło mu się stawiać. Restaurator był
dobry znajomy, z kelnerkami byliśmy w zażyłej przyjaźni, więc gdy
tamten wołał policję, tośmy policjantowi wszystko akuratnie
wytłumaczyli, że nic się nie stało, tylko ten pan zgoła ordynarnie
zakłóca ciszę nocną wołaniem policji, bo się przed restauracją sam
poślizgnął i upadł tak niezgrabnie, że nosem worał się w trotuar,
więc nos ma potłuczony. A myśmy go nawet palcem nie tknęli, choć
oszukiwał w mariaszu. Dopiero gdyśmy jego fałszowanie dostrzegli,
to tak szybko wybiegł z restauracji, że się przewrócił. Restaurator
i kelnerki przyświadczyli bardzo chętnie, że zachowywaliśmy się
wobec tego pana bardzo po dżentelmeńsku. Ale dobrze mu tak, bo na
nic lepszego nie zasłużył.

#---------------------------------------------------------------
14. Autor i tytuł - po dwa punkty.

Na sali rozległy się oklaski. Danny szedł ku niemu przez ring.
Nachylił się, ujął prawicę Rivery w obie ręce i potrząsnął nią
z wylewną serdecznością. Uśmiechnięte oblicze Danny'ego znalazło
się tuż przy twarzy Rivery. Publiczność wyła z zachwytu dla
sportowej postawy swego ulubieńca: witał przeciwnika jak rodzonego
brata. Wargi Danny'ego poruszyły się, a publiczność, sądząc, że
serdecznie pozdrawia Riverę znów ryczała z podziwu. Jeden Rivera
usłyszał słowa Warda.
- Ty mały szczurze meksykański - zasyczało spomiędzy wesoło
uśmiechniętych warg Danny'ego - już ja cię obrobię, że tchórz
z ciebie wylezie.
Rivera nie poruszył się. Nie powstał z miejsca. Tylko jego oczy
płonęły nienawiścią. 
- Wstań szczeniaku! - zawołał ktoś z tyłu.
Tłum oburzony niesportową postawą Rivery gwizdał i krzyczał. On
jednak ani drgnął. Huragan oklasków towarzyszył Danny'emu, kiedy
wracał na swoje miejsce. 

#---------------------------------------------------------------
15. Autor i tytuł - po dwa punkty.

Halina zanotowała kolejny numer ujęcia i taśma zaczęła sunąć z
cichutkim szelestem, podczas gdy Szary gnał przez ostatnie bramki.
Dostrzegł grupkę filmowców, poleciał wprost ku nim, zawinął ostro,
sypnął śniegiem spod nart, pokazał w uśmiechu białe zęby, minął
kamerę o metr. Została po nim kurzawa pyłu, w której rozpłynął się
i znikł jak widmo.
Gruszka bił brawo zgubiwszy rękawice, lidzie krzyczeli, śmiali się,
klaskali. Nie można było dosłyszeć w tym gwarze słów spikera, który
ogłaszał notę za styl i czas zjazdu. Dopiero po dłuższej chwili
uciszyło się trochę.
- Zjeżdża numer piętnasty, Marek Rysiewicz, CKWS Wrocław! czas od
startu dwadzieścia sześć minut, dziesięć sekund! 
Kibice Wojskowego Klubu Sportowego zaczęli skandować "Ma-rek!
Ma-rek! Ma-rek!" 
- Na jarmarek - mruknął Dytyński - Szary bije go o trzy minuty
i dwadzieścia sekund.


#---------------------------------------------------------------
16. Autor i tytuł  - po trzy punkty

Na stadionach, dookoła ringów i kortów Francuzi gestykulują,
krzyczą, miotają się w sposób kontrastujący jaskrawo z zachowaniem
się normalnego Anglika. (...) Między owymi starymi pannami, które
aby dostać się na finałowe rozgrywki Wimbledonu, spędzają całą noc
na składanym krzesełku, analizując jak oczka w robótce dropszoty
Drobnego lub bekhendy Rosewalla, a niektórymi młodzieńcami ze
stadionu Rolland-Garros, co to chybioną piłkę nazywają "marchewką",
a smecz "świecą" - istnieje wprost astronomiczna różnica. Cokolwiek
mówiłby na ten temat pułkownik Turlot, sport wywodzi się z Anglii.
Szlachetna sztuka zadawania ciosów i unikania ich była w
poszanowaniu już za czasów Wilhelma Zdobywcy, wówczas gdy Francuzi
uprawiali zwyczajną fuszerkę na rogatkach Paryża. A dzisiaj - co się
dzieje? W Londynie widowisko odbywa się na ringu, w Paryżu zapasy
toczą się na ulicy. U nas można usłyszeć przelatującą muchę, we
Francji nie dosłyszycie samolotu. W Anglii gentlemani w smokingach
poważnie dyskutują nad wysoka jakością uników i szanują sędziego jak
Boga. We Francji, gdzie tylko atak budzi szacunek, rzetelność
sędziego podawana jest ciągle w wątpliwość - co mówię, lży się go
i znieważa, sędzia to wróg.


#---------------------------------------------------------------
17. Swojsko brzmi... Jakbym za okno wyglądał w czasie derbów...
    No to trzy punkty za podanie autora. Tylko autora.

W Tillingen i Höchstädt wykupiono wszystkie bykowce, kastety, laski
dębowe i rewolwery. (...) Mecz rozpoczął się punktualnie o godzinie
trzeciej trzydzieści, o trzeciej zaś minut trzydzieści trzy zaczęło
się... 
Pierwszy padł neutralny sędzia. Dostał dwa uderzenia bykowcem w
głowę: po jednym od zwolenników obu klubów. Uszkodzono mu w dwóch
miejscach czaszkę; nim skonał, krzyknął jednak - "Spalony!" (...) 
Mieszkańcy Höchstädt bronili się rozpaczliwie: wśród powszechnej
wrzawy udało im się na bramce powiesić kapitana drużyny Tillingen.
Łącznik Tillingen zagryzł obu obrońców Höchstädt, sam zaś został
zabity przez środkowego pomocnika tegoż klubu.
Następnego dnia wszystkie gazety Niemiec w rubrykach sportowych
podały taką oto zwięzłą depeszę: "Interesujący mecz Tillingen -
Höchstädt. Na boisku pozostało 1200 gości i 850 widzów miejscowych.
Likwidacja obu klubów. Miasto płonie". 
Gdy po tej historii przypomnę sobie mecz "Slavia" - "Sparta",
dochodzę do wniosku, że u nas piłka nożna jest jeszcze w powijakach.

#---------------------------------------------------------------
18. Najtrudniejsze na koniec. Najtrudniejsze - więc nie będę wymagał
    tytułu. Ale autora - i owszem. Za jego podanie - pięć punktów.

(...)
Lecz pośród tańców, zabaw i pośród rozmowy
Pojawia się znienacka jakiś utwór nowy:
dźwięk wnosi się ku niebu i rytmicznie wzbiera...
I poznaje Tadeusz - to "Guantanamera"!

I przebiega  od dworu aż do płotów wioski
ten od wieków uznany hymn stadionów polskich.
Lecz nim wybuchnąć mogły animozje znane
między FC Horeszko a KS Zaścianek,
nim się splotła dłoń szlachty z czupryną hołysza...
na rozgrzane emocje spadła nagle cisza.
Spojrzał Jankiel figlarnie w modre oczy Zosi,
jak gdyby o coś pytał, jakby o coś prosił...

Pozwoliła. Więc jeszcze jeden mazur dzisiaj...
I płynie już z cymbałów: "....czynoooo!! Spójrz na misiaaaa!"
My Sławianie, my lubim wszelkie wspólne śpiewy.
Śpiewa z Rejentem Hrabia, z Dobrzyńskim Kniaziewicz...
(...)

#---------------------------------------------------------------

      I tu sędzia odgwizduje koniec pierwszego seta konkursu.
      W czasie przerwy - Wy odpowiadacie (do zdobycie - 100 pkt.,
      chyba, że pomylirem się w liczeniu :-)), mnie chwilowo nie
      ma, urocze cheerleaderki robią szpagat, a cały stadion
      śpiewa z nami, tańcząc walca, walczyka parami...



-- 
sędzia kAJKlosz


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]