STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Czajka " <alezaraz.SKASUJ@gazeta.pl>
Subject: [Konkurs] Kłamstwo
Date: Sun, 24 Feb 2008 10:29:25 +0000 (UTC)
Message-ID: <fprgu5$ph8$1@inews.gazeta.pl>

                               Kłamstwo

[...]

1.
Byłaby bardzo zdenerwowana... - pomyślał - kaszlałaby straszliwie i udawałaby 
umierającą, aby pokryć zmieszanie. A ja musiałbym udawać, że ją pielęgnuję, 
bo w przeciwnym razie umarłaby rzeczywiście, aby mnie tym upokorzyć...

Czym byłaby zdenerwowana?

2.
- Nie rusza - odrzekła gospodyni - ale wyrusza bramą swego szaleństwa. Chcę 
rzec, drogi panie bakałarzu, że jeszcze raz wyruszyć zamierza, a będzie to 
trzecia wyprawa, na szukanie po świecie tego, co nazywa przygodzeniami. Ładne 
mi przygodzenia, nie pojmuję! Pierwszy raz przywieziono go przerzuconego 
przez osła i zmłóconego kijami. Drugi raz wrócił na wozie zaprzężonym w woły, 
zamknięty w klatce, w której był, jak wmawiał w siebie, zaczarowany, a wrócił 
w tak smutnym stanie, że by go rodzona matka nie poznała: wychudły, pożółkły, 
z oczyma zapadniętymi aż gdzieś w głąb czaszki; aby go nieco na nogi 
postawić, zużyłam ponad sześćset jaj, wie o tym Bóg i cały świat, i moje 
kury, które mi nie pozwolą kłamać.
- Chętnie w to wierzę - odparł bakałarz. - Są one tak poczciwe, tak tłuste i 
tak dobrze ułożone, że choćby pęknąć miały, nie świadczyłyby fałszywie.

3.
Ale gdy łagodnym tchem Zefira uniesione do domu wracały, tak sobie wraz 
przygadywać jęły: "No i cóż tu mówić, siostro, na te bezecne łgarstwa tej 
błaźnicy? Niedawno był to młodziak, co mu ledwo pierwszy puch na brodzie 
sypał, a teraz już mąż w średnim wieku, posrebrzony siwizną. Więc któż to 
właściwie jest ten jegomość, którego w tym króciutkim czasie przemieniła taka 
nagła starość? Nic to innego, siostrzyczko, jak tylko, że albo ta szalbierka 
łgarstwa zmyśla, albo nie wie sama, jak jej mąż wygląda. Cokolwiek z tych 
dwóch rzeczy jest prawdą, trzeba ją co rychlej wyzuć z tych jej wspaniałości."

4.
Przekazywanie fałszywych informacji jest, by tak rzec, w porządku natury. 
Motyl mówi do ptaszka: "ależ ja nie jestem motylem, tylko zwiędłym liściem". 
Osa mówi do pszczoły, strażniczki ula: "ależ ja nie jestem osą, tylko 
pszczołą, o czym możesz się przekonać, pszczółko - dodaje uczenie - za pomocą 
swoich sensorów olfaktorycznych" (podobno niektóre gatunki os tak czynią). 
Natychmiast przy tym rzuca się nam w oczy różnica między tymi dwoma 
kłamstwami. Chwalimy motylka, który udając listek, chroni swoje życie przed 
drapieżnikiem, co go pożreć może. Gorszy nas wszelako osa, która udaje 
pszczołę, aby się dostać do ula i zrabować pokarm przez pracowite pszczółki 
nagromadzony.
Podobnie z kłamstwami u ludzi, które oceniamy moralnie: jedne nas gorszą, 
inne uważamy za usprawiedliwione. Niektórzy filozofowie bronili skrajnego i 
rygorystycznego zakazu kłamania - np. święty Augustyn i Kant. Nakaz, wedle 
którego w żadnych okolicznościach nie wolno kłamać, jest wobec komplikacji 
spraw ludzkich, nie tylko beznadziejny, ale, co gorsza, w zastosowaniu 
sprzeczny czasem z nakazem życzliwości dla bliźnich albo z dobrze 
uzasadnionym interesem społecznym.

5.
Przeczuł przybycie żony i lubą dziewicę
Władca świata natychmiast zmienił w jałowicę.
I jałówką jest piękną. Juno mimo woli
Musi chwalić jej piękność, choć ją serce boli.
Jakby nic nie wiedziała, męża pilnie bada,
Skąd ta jałówka, czyja i z jakiego stada?
Myśląc, że go te słowa od badań zasłonią,
"Z ziemi wyszła" - rzekł Jowisz (...)

A co na to żona?

6.
- Boś mi pewno krewniak, gdyż i struktura w nas jednaka. Grube masz waćpan 
kości i bary zupełnie jak moje, a ja właśnie po babce urodę odziedziczyłem.

Jak byli spokrewnieni?

7.
Zamiast mu kłamać, nie podjąłem tematu - choć przecież to właśnie był 
najważniejszy temat - i wyrzuciłem z siebie powód mojego nagłego przybycia 
tutaj.
- Ojcze, muszę pożyczyć pięć tysięcy dolarów z bardzo ważnych przyczyn. 
Popatrzył na mnie. Tak jakby kiwnął głową.
- Więc? - spytał.
- Słucham?
- Czy mogę znać te przyczyny?
- Nie mogę ci powiedzieć, ojcze. Pożycz mi te pieniądze. Proszę cię bardzo! 
(...)
- Czyżbyś wpakował jakąś dziewczynę w kabałę? - zapytał, ale w jego głosie 
nie było potępienia.
- Tak - powiedziałem. - Tak, ojcze. Daj mi forsę. Bardzo cię proszę.
Sięgnął do szuflady biurka i wyciągnął książeczkę czekową oprawną w taki sam 
kurdyban jak rączka noża do listów i pochewka do nożyczek. Otwierał ją 
powoli. Nie chciał mnie dręczyć, nie, ale myślę, że chciał zyskać na czasie. 
Znaleźć coś do powiedzenia. Coś bez kolców.

Na co faktycznie potrzebował pieniędzy?

8.
"Przyznaje, że słyszała jak dzwoniłem, jak potem pukałem; domyśliła się, że 
to byłem ja, miała ochotę mnie widzieć - powiadał sobie Iks. - To się nie 
zgadza z faktem, że nie kazała otworzyć."
Ale nie zwrócił Zecie uwagi na tę sprzeczność. Przypuszczał, iż, zostawiona 
samej sobie, strzeli może jakimś kłamstwem, które wskaże bodaj wątły ślad 
prawdy. Mówiła dalej; nie przerywał, z chciwym i bolesnym pietyzmem zbierał 
jej słowa. Czuł - właśnie dlatego, że ona kryła tę prawdę poza słowami - że 
zachowują one mgliście odbicie, niby święta zasłona, że rysują niepewny 
kształt bezcennej i niepochwytnej rzeczywistości; co Zeta robiła dziś o 
trzeciej, kiedy Iks przyszedł. To była owa rzeczywistość, z której on będzie 
zawsze posiadał jedynie te kłamstwa, nieczytelne i boskie jej ślady - 
rzeczywistość istniejąca już tylko w skrytym wspomnieniu istoty, która 
patrzyła na nią nie umiejąc jej ocenić, ale która mu jej z pewnością nie wyda.

9.
- I wtedy zasadził pod oknem ziarnko fasoli, podlał je, a ziarnko wypuściło 
kiełek i zaczęło rosnąć i rosnąć, aż wyrosło do samego księżyca.
- A, to może być - powiedział król i zjadł suszoną śliwkę.
- No więc mój dziadek zaczął się wspinać po tej fasoli, wspiął się prawie na 
sam księżyc, aż tu patrzy - do księżyca brakuje ze dwa metry. Szybko więc 
zszedł na dół, odciął dwa metry fasoli od ziemi, wspiął się jeszcze raz na 
sam czubek, dosztukował przyniesionym kawałkiem i wlazł na księżyc.
- A, to całkiem może być. Nic nie kłamiesz, mój drogi. - powiedział król i 
wyciągnął kolejną śliwkę.
- Pochodził dziadek po księżycu, ale nic tam ciekawego nie było, więc zlazł z 
powrotem na ziemię, patrzy, a tu mu brakują te dwa metry fasoli, co to je 
wcześniej odciął. Nie namyślając długo zeskoczył na ziemię. Ale było takie 
błoto, że całkiem się pogrążył, poleciał więc do chałupy po łopatę, żeby się 
odkopać.
- Nic nie kłamiesz, mój kochaneczku, to całkiem być może - powiedział król i 
mrugnął na kata, żeby już ostrzył topór.

Co król wziął w końcu za kłamstwo?

10.
Jeśli będziesz nalegał, powiem, iż skierowali się do... owszem, czemu nie?... 
do ogromnego zamku, nad którego bramą znajdował się napis: "Należę do nikogo 
i do wszystkich. Byliście tu, nimeście weszli, i będziecie jeszcze, skoro 
wyjdziecie." - Czy weszli do tego zamku? - Nie, bo albo napis był fałszywy, 
albo byli tam jeszcze, skoro zeń wyszli. - I cóż tam robili? (...) Jakie
towarzystwo zastali? - Mieszane. - Co mówiono? - Nieco prawdy i wiele 
kłamstw. - Czy byli tam ludzie dorzeczni? - Gdzież ich nie ma? a także i 
przeklęci nadawacze pytań, których unika się jak zarazy.

11.
A więc przyłożył flaszkę do ust, w której pozostało zaledwie kilka naparstków 
wody, i poruszając gardłem udawał, że ją pije. W chwili gdy poczuł na wargach 
wilgoć, zdawało mu się, że w piersiach i w żołądku ma płomień i jeśli tego 
płomienia nie ugasi, to padnie trupem. Przed oczyma zaczęły mu latać czerwone 
plamy, a w szczękach doznał przeraźliwego bólu, jakby mu kto wbijał w nie 
tysiące szpilek.

Dlaczego udawał?

12.
A więc wszystko jest kłamstwem!... Rzekome wynalazki G. i jego mądrość, moja 
szalona miłość i nawet ona... Ona sama jest tylko złudzeniem oczarowanych 
zmysłów... Jedyną rzeczywistością, która nie zawodzi i nie kłamie, jest 
chyba - śmierć...


13.
Oszukujcie oszukujących, okłamujcie kłamiących

14.
- Właśnie skłamała. We wtorek powiedziała mi, że jeśli co dzień wieczorem nie 
zmówię pacierza, zdarzy mi się coś okropnego. A ja, żeby się przekonać, co 
się stanie, już od tygodnia nie mówię pacierza... I nic się nie stało - 
zakończył tonem rozczarowania.(...)
- Jak to, Iksiu - rzekła z naciskiem - przecież dziś właśnie zdarzyło ci się 
coś strasznego.
Iksio spojrzał na nią powątpiewająco.
- Pewnie myślisz o pójściu spać bez kolacji - rzekł pogardliwie - ale to nie 
jest straszne. Oczywiście, że tego nie lubię, lecz od czasu kiedy tu jestem, 
tyle razy mi się to już zdarzyło, że się przyzwyczaiłem. A wy nic na mnie nie 
oszczędzacie, bo jem dwa razy więcej na śniadanie.
- Nie chodzi mi o to, że poszedłeś spać bez kolacji, ale o to, że skłamałeś 
dzisiaj. A widzisz, Iksiu, powiedzenie nieprawdy to najgorsza rzecz, jaka się 
może dziecku przytrafić... prawie najgorsza. (...)
- A jednak to było okropnie zabawne, kiedyście z Zetą zaglądały do studni - 
odparł niepoprawny Iksio.

Po co zaglądały do studni?

15.
- Dlaczego popełniłeś niezręczność, zwracając mi chustkę?
- Dlaczego popełniłeś niezręczność, opuszczając ją na ziemię?
- Powiedziałem i powtarzam panu raz jeszcze, chustka nie wypadła z mojej 
kieszeni.
- Zatem skłamałeś dwa razy, panie, widziałem bowiem jak wypadła.

Jak się skończyła ta rozmowa?

16.
- Leżała tu na stole ćwiartka czystego papieru - powiedział - ale nie wiem, 
gdzie się zapodziała. Moi ludzie to łajdaki! - Tu jął zaglądać pod stół i do 
szuflad, szukał wszędzie, aż wreszcie krzyknął: - Mawra, Mawra! - Na wezwanie 
zjawiła się kobieta z talerzem w ręku, na którym leżał znany już czytelnikowi 
suchar.
Przyszło między nimi do następującej rozmowy:
- Gdzieś podziała papier, łajdaczko?
- Jak Boga kocham, proszę wielmożnego pana, nic nie widziałam, tylko ten mały 
kawałek, którym wielmożny pan raczył przykryć kieliszek.
- A po twoich oczach widzę, żeś zwędziła.
- A na co bym miała zwędzić? Przecie żadnego pożytku z niego nie mam, nie 
umiem pisać.
- Łżesz, zaniosłaś pałamarzowi, on tam liznął trochę nauki, Toś mu zaniosła.
- A toć pałamarz, jak zechce, to dostanie sobie papieru. Potrzebny mu tam 
pański papierek!
- Poczekaj no, na sądzie ostatecznym diabli przypieką cię za to żelaznymi 
widłami! Zobaczysz, jak cię przypieką!
- A za co mnie będą przypiekać, kiedym nie brała do ręki pańskiej ćwiartki. 
Prędzej już inna babską słabość, ale złodziejstwa to mi nikt jeszcze nie 
wymawiał.
- A przypieką cię diabli! Powiedzą: "Masz, łajdaczko, za to, żeś pana 
oszukiwała" - i gorącymi widłami przypieką!
- A ja powiem: "Nie ma za co! Jak Boga kocham, nie ma za co, nie brałam" - O, 
leży tam na stole, zawsze wielmożny pan po próżnicy gada!
P. rzeczywiście ujrzał ćwiartkę, zastanowił się chwilę, pożuł wargami i rzekł:
- No, cóżeś tak gębę rozpuściła? Patrzcie ją, jaka obraźliwa. 

Gdzie był zepsuty suchar?

17.
Y
Tak, to szczera prawda:
Magiczna siła jest w nitkach tej chustki.
W wieszczym natchnieniu uszyła ją niegdyś
Wróżbitka, która była w życiu świadkiem
Dwustu obiegów Słońca wokół Ziemi.
Jedwab wysnuły z siebie jedwabniki
Czczone jak świętość; barwnikiem był ekstrakt
Z serc młodo zmarłych dziewic.
X
Czy to prawda?
Y
Tak, najprawdziwsza; strzeż więc pilnie chustki.

Kto wtedy miał chustkę?

18.
Twarz ciotki (...) zmieniła się raptownie. Rozczarowanie i uraza nadały jej 
wyraz odpychający i zimny.
- Że też się nie domyśliłam od razu. To ty jesteś powinowata Iksa. Po cóż 
były te kłamstwa? Myślałaś, że mnie podejdziesz, chwaląc moje obrazki? 
Nawiasem mówiąc, Fałat był wybitnym polskim akwarelistą. Żegnam cię, moja 
panno. Nie zapomnij dobrze zatrzasnąć drzwi, zamek się tam zacina.

Jaki obrazek chwaliła?

19.
- Hej, jest tam kto?!
Z głębi nory dał się słyszeć rumor, a potem zapadła cisza.
- To, co powiedziałem przed chwilą, był: "Hej, jest tam kto?!" - zawołał Iks 
donośnym głosem.
- Nie! - zabrzmiała odpowiedź z wewnątrz.

W jaki sposób Iks wydedukował, że to kłamstwo?


Powodzenia!


-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]