STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Czajka" <alezaraz@gazeta.SKASUJ-TO.pl>
Subject: Konkurs we łzach
Date: Mon, 13 Mar 2006 04:08:30 +0000 (UTC)
Message-ID: <dv2r7u$c81$1@inews.gazeta.pl>

Kap, kap, płyną łzy...

[...]

1. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: która to część utworu? Razem 3
punkty

Ach! czyjeż usta śmią pochlebiać sobie,
Że dzisiaj znajdą to serdeczne słowo,
Które rozczula rozpacz marmorową,
Które z serc wieko podejmie kamienne,
Rozwiąże oczy tylą łez brzemienne
I sprawia, że łza przystygła wypłynie?
Nim się te usta znajdą, wiek przeminie.

2. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

- Trzeba znosić pokornie zrządzenia losu - rzekła stara panna i
spojrzała na mnie z wyrzutem. Miała twarz opaloną i pomarszczoną
jak pieczone jabłko. Chciała mi dać do poznania, że moje
przekleństwa są bezbożne.
- Pokornie, dlaczego pokornie? Przecież to na nic się nie zda. W
życiu trzeba płacić za wszystko, i to w dwójnasób, a nieraz w
trójnasób. I co komu z pokory?
- A jednak... jednak... tak jest lepiej...
"Pokora - myślałem. - Cóż to pomoże? Walczyć, walczyć - oto jedyne
hasło w tej szarpaninie, której człowiek tak czy owak musi ulec.
Walczyć o tę odrobinę, którą się kocha. Pokory może się człowiek
nauczyć, mając siódmy krzyżyk na karku."
Koster zamienił parę słów z panną Műller. Rozjaśniła się szybko i
zaraz spytała, co by zjadł na obiad.
- Widzisz - rzekł - oto przywilej starości. Łzy i uśmiech, jedno po
drugim. Bez zająknienia. Należałoby nauczyć się tej sztuki.

3. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Sprzątanie pokoju było dlań wielką i ważną ceremonią, której nie
zaniedbywał nigdy być świadkiem, śledząc z mieszaniną strachu i
rozkosznego dreszczu wszystkie manipulacje Adeli. Wszystkim jej
czynnościom przypisywał głębsze, symboliczne znaczenie. Gdy
dziewczyna młodymi i śmiałymi ruchami posuwała szczotkę na długim
drążku po podłodze, było to niemal ponad jego siły. Z oczu jego
lały się wówczas łzy, twarz zanosiła się od cichego śmiechu, a
ciałem wstrząsał rozkoszny spazm orgazmu.

4. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: Co to były za dorsze? Razem 3
punkty

To, co zobaczyliśmy w głębi przed nami, musiało być Zatoką
Wielorybów. Ale co znaczą te czarne punkciki, poruszające się tam w
dole? "Myśliwi i foki!" zaryzykował któryś z nas. Ogólna aprobata.
Oczywiście! To przecież całkiem jasne, wszelka pomyłka wykluczona!
Dostrzegam jakieś sanki, potem drugie sanki, a jeszcze dalej -
trzecie! Łzy prawie napłynęły nam do oczu na widok tych
niezmordowanych ewolucji. Lecz oto punkciki zniknęły! Nie, są znowu
przed nami! Jak osobliwie szybko ci ludzie pojawiają się i znikają!
I co się w końcu okazało? Framheim, nasz Framheim, to była
fatamorgana! (...) Mogliśmy więc oszczędzić sobie łez wzruszenia.
(...)
Pozostała część drogi była dość uciążliwa, choć odnaleźliśmy
zgubiony w ciągu dnia ślad. Dorsze, jeden za drugim, wysuwały ze
śniegu swe grzbiety i wiodły nas coraz dalej.

5. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

I skoczyła pomiędzy grządki; szukała, szukała, ale róży nie
znalazła, więc usiadła i rozpłakała się; jej gorące łzy upadły
właśnie na to miejsce, gdzie zakopane było różane drzewko, i kiedy
łzy zrosiły ziemię, drzewko wystrzeliło kwitnące tak samo jak
wówczas, gdy zapadło się w ziemię; X objęła je, całowała róże i
potem przypomniała sobie piękne róże w domu, a wraz z nimi i małego
Y.

6. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: kogo przedstawiał posąg? Razem
3 punkty

Przypatrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i... kto wie,
ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmurowego bóstwa ?... I stał
się cud: pieszczony przez kochającą kobietę głaz ożył. A kiedy
pewnej nocy zapłakana usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego
piedestału i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie,
jaśniejący mistycznym blaskiem.
Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią oczyma, z których
przeglądała wieczność, a potem objął ją w potężnym uścisku i
pocałunkami białych ust ocierał łzy i chłodził jej gorączkę

7. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Ewa wstała ze swego miejsca i podeszła do ojca. Nie podnosząc oczu
pocałowała go w wyświechtaną rękawiczkę. Stary pan potarł się o nią
ramieniem, potem połą surduta. Przechylił głowę i usiłował zajrzeć
w oczy. Oczy te były spuszczone... Za chwilę jednak uśmiech taki
sam jak u ojca, uśmiech radosny, ni to figlarny, ni to smutny,
uśmiech ladaco i nie wiedzieć co, ukazał się na jej ustach.
Spojrzała w wypłukane oczy. Zaśmieli się oboje wraz, jednako.
Przypadli do siebie na chwilę: głowa do głowy, usta do ust, oczy do
oczu. Staremu spod powiek wylazły jakoweś guasi-łzy i wnet się
skryły. Z piersi jęknęło jakoweś westchnienie - i przepadło.
- Dałabyś staremu ojcu troszeczkę tej świętości, skąpico jedna!... -
szeptał cicho, patrząc z bezbrzeżną czułością na jej włosy jasne -
jasne, kołysząc ją na sobie, jakby była sześcioletnią smerdą, którą
huśtał na nodze...
- A to niech tatko sam sobie pójdzie do spowiedzi... - powiedziała
kokieteryjnie, wodząc wargami po jego czole, między oczami, po
policzkach.
- Ja... tego... Owszem, dziecko, ja pójdę. W tych dniach się nawet,
ma foi, wybierałem.
- Ech!...
- Ale no! Jak honor kocham! Ja ci to mówię...
- Jak honor kocham, ale do cukierni...

8. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Wybuchła radosna wrzawa, biesiadnicy powstawali, pili za zdrowie
przedstawiciela generalnego, on dziękował ze łzami w oczach i
zapewniał, że jest to najpiękniejszy wieczór jego życia.
Prokurator, teraz również ze łzami:
- Jego najpiękniejszy wieczór, oznajmia nasz szanowny gość, co za
słowo, co za wstrząsające słowo. Wspomnijmy tylko czasy, kiedy w
służbie państwa uprawiało się ponure rzemiosło. Nie jako przyjaciel
stawał wówczas przed nami oskarżony, lecz jako wróg; tego, którego
powinniśmy przycisnąć do piersi, odpychaliśmy od siebie. Niech cię
więc przygarnę do piersi!
Z tymi słowami zerwał się, przyciągnął Trapsa i objął go gwałtownie.
- Prokuratorze, drogi, drogi przyjacielu - bełkotał przedstawiciel
generalny.
- Oskarżony, kochany Traps - szlochał prokurator. - Bądźmy na ty.
Nazywam się Kurt. Twoje zdrowie, Alfredo!
- Twoje zdrowie, Kurt!
Całowali się, tulili do serca, głaskali, przepijali do siebie,
rosło wzruszenie, skupiony nastrój rozkwitającej przyjaźni.

9. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Było w nim jeszcze i to dziwnego, że po tylu zawodach zawsze był
pełen ufności i nie tracił nadziei, że jeszcze wszystko będzie
dobrze. W zimie ożywiał się zawsze i przepowiadał jakieś wielkie
wypadki. Czekał ich niecierpliwie i myślą o nich żył lata całe...
Ale zimy mijały jedne za drugimi i X doczekał się tylko tego, że
ubieliły mu głowę. Wreszcie zestarzał się - począł tracić energię.
Cierpliwość jego poczynała być coraz podobniejsza do rezygnacji.
Dawny spokój zmienił się w skłonność do roztkliwiania się, i ten
hartowny żołnierz jął przeradzać się w beksę, gotowego załzawić się
z lada powodu. Prócz tego od czasu do czasu tłukła go
najstraszliwsza nostalgia, którą podniecała lada okoliczność: widok
jaskółek, szarych ptaków podobnych do wróbli, śniegi na górach lub
zasłyszana jakaś nuta, podobna do słyszanej niegdyś...

10. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

11. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Miłość mnie całkiem bezbronnym zastała,
Wtargnęła w serce drogą poprzez oczy,
Odtąd ta droga bramą łez się stała.
Prawo miłosne dla mnie niełaskawe:
Mnie, bezbronnego, tak we krwi ubroczyć,
A ciebie, zbrojnej, nie zadrasnąć nawet.

12. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Ale może być, że się ktoś z was zżyma, przypomniawszy sobie siebie
samego; on może i w mniej poważnym procesie stawał, a prosił i
błagał sędziów, i łzami się zalewał, a dzieci swoje tu
przyprowadził, żeby jak największą litość wywołać, a jeszcze
krewnych przywlókł i przyjaciół; ja, oczywiście, nie będę robił
niczego podobnego, choć się narażam, mógłbym sądzić, na największe
niebezpieczeństwo.
Więc może niejeden, widząc to, zatnie się na mnie, zgniewa go to i
gotów w gniewie głos oddać. Jeśli tu jest ktoś taki - ja nie
przypuszczam, ale jeżeli - to mógłbym mu, zdaje się, coś na to
powiedzieć. Powiedziałbym, że mam ci może i ja, ojcze dobry, także
jakicheśtam krewnych. Toż już i jak Homer powiada: anim z drzewa
nie wyrósł, anim ze skały wyskoczył, tylko z ludzi; toteż i dom
jakiś mam, i synów, obywatele, trzech; jeden już pod wąsem, a dwaj
to chłopaki, a mimo to żadnegom tu nie przyprowadził i nie będę was
prosił o uwolnienie. A czemu nic podobnego nie zrobię? To nie
pycha, obywatele, ani lekceważenie was, i czy ja mam odwagę na
śmierć, czy nie, to nie o to chodzi - chodzi o to, czy to wypada i
mnie, i wam, i całemu miastu - mnie się zdaje, że to nieładnie,
żebym ja takie rzeczy robił, w tym wieku i z tym imieniem, wszystko
jedno, czy słusznym, czy fałszywym.

13. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Opowiem panom o moim meloniku. Z góry mówię, że to wyrób krajowy.
Melonik ten noszę już jedenaście lat. Jedenaście lat pada nań
deszcz, śnieg, lub bębni w niego grad. Nie traci fasonu. Już w
pierwszym roku po kupnie miał on niemiłą przygodę: zostawiłem go na
krześle; do pokoju weszła rozdrażniona dama, mówiąc, że jest w
położeniu rozpaczliwym: "Tylko siąść i płakać". Tak się wyraziła.
Siadła i zapłakała. Panowie! - na moim meloniku! Pomyślałem -
"źle"... Ale to nic!... Podbiłem kułakiem melonik ode dna i znów
miał fason, i znów miał swój szyk.

14. Autor, tytuł. Razem 2 punkty
Piękny sześcian sera szwajcarskiego, zawinięty w gazetę miał na
sobie odciśnięty druidem napis: "Wypadki"
Siostry zakonne wydobyły krążek kiełbasy pachnącej czosnkiem: zaś
Cornudet zanurzywszy obie ręce w obszerne kieszenie swego płaszcza,
wyciągnął stamtąd cztery jaja na twardo i pajdę chleba. Obrał jaja
ze skorupek, rzucił je pod nogi w słomę i zabrał się do jedzenia,
roniąc sobie na brodę okruchy żółtka, które wyglądały tam jak
gwiazdeczki.
X w pośpiechu i zamieszaniu nie miała czasu o niczym pomyśleć, a
teraz zrozpaczona i dławiona gniewem, patrzała na tych ludzi
spokojnie zajadających. W pierwszej chwili ogarnęła ją wściekłość.
Już otworzyła usta, by ją wykrzyczeć wraz z potokiem obelżywych
słów, które same cisnęły się jej na usta, lecz nie mogła wydobyć
głosu ze ściśniętego gardła.
Nikt na nią nie patrzał, nikt o niej nie pomyślał. Czuła się
przytłoczona pogardą tych uczciwych łajdaków, którzy najpierw
uczynili z niej ofiarę, a potem odrzucili precz jak brudną,
nieużyteczną szmatę. Przypomniała sobie swój wielki kosz, pełen
przysmaków, które tak łakomie pożarli; dwa kurczaki zastygłe w
galarecie, pasztet, pierożki, gruszki, cztery butelki Bordeaux...
Gniew jej nagle prysnął, jak pęka zbyt napięta struna. Poczuła się
bliska płaczu.. Robiła wysiłki, aby się opanować, walczyła ze łzami
jak dziecko, ale płacz powoli wzbierał w niej, zawisnął na brzegach
powiek, i oto dwie wielkie łzy wymknęły jej się z oczu i wolno
stoczyły się po policzkach. Za nimi popłynęły inne, szybsze, niby
krople wody ściekające po skale, i miarowo padały na krągłe
wzniesienie jej piersi. Siedziała wyprostowana, z oczami utkwionymi
gdzieś w przestrzeń, blada i sztywna, daleka od myśli, że ktoś
zauważy jej łzy.

15. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

H. do niczego się nie zapali. Nie ma w nim odrobiny poezji - nigdy
nie odczuwa dzikiej tęsknoty do rzeczy nieosiągalnych. Ten człowiek
nigdy nie "łka, sam nie wie dlaczego". Jeśli oczy mu łzawią -
zapewne jadł surową cebulę lub tęgo przyprawił kotlet worcesterem.
Gdybyś stojąc z nim w nocy nad morzem rzekł: - Cyt! Słyszysz? Czy
to syreny śpiewają w głębi wód? A może dusze potępione zawodzą
żałobne pienia nad bladymi topielcami, zaplątanymi wśród
wodorostów? - H. weźmie cię za ramię i powie:
- Wiem, co to jest, mój stary. Dostałeś dreszczy. Chodź, bracie, ze
mną. Znam tu, niedaleko stąd, za rogiem, jeden lokal, gdzie sobie
kropniesz takiej szkockiej whisky, jakiej nie piłeś, jak żyjesz. To
cię momentalnie postawi na nogi.
H. zawsze zna jakiś lokal tuż za rogiem, gdzie możesz dostać coś
zupełnie kapitalnego z dziedziny napojów. Jestem przekonany, że
gdybym spotkał H. w raju (przypuśćmy, że nie jest to wykluczone),
powitałby mnie tak:
- Jakże się cieszę, żeś przyszedł, kochasiu. Trafiłem tu, za tym
rogiem, na świetną knajpkę, można się napić nektaru, naprawdę palce
lizać.

16. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Wtedy Krezus (tak opowiadają Lidyjczycy) zauważył zmianę w
usposobieniu Cyrusa, a widząc, że wszyscy próbują ugasić ogień, ale
nie mogą go już pohamować, donośnym głosem wezwał Apollona: jeżeli
go kiedykolwiek darami ucieszył, niechże go teraz wspomoże i
wybawi z tego nieszczęścia. I gdy tak wśród łez przyzywał boga,
wówczas z pogodnego nieba i powietrznej ciszy nagle chmury
nadciągnęły, rozpętała się burza i spadł tak gwałtowny deszcz, że
stos zagasił. Po tym też poznał Cyrus, że Krezus jest ulubieńcem
bogów i dobrym człowiekiem, kazał mu zejść ze stosu (...)

17. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Napięcie wszystkich zmysłów moich wzrasta stopniowo, aż nagle ćmi
mi się przed oczyma, przestaję słyszeć, skurcz mnie chwyta za
gardło skrytobójczo, serce wali młotem i zwiększa jeszcze zamęt i
uczucie rozpaczy. Wówczas, drogi W., nie wiem doprawdy, czy żyję na
świecie! Czasem znowu przygniata mnie smutek, a L. nie odmawia mi
tej bolesnej przysługi, bym mógł wypłakać na jej dłoni łzy
rozpaczy. Zrywam się, odchodzę, wybiegam, błąkam się po polach,
wspinam się na urwiste wzgórza z dziką jakąś radością, pnę się
przez bezdroża leśne, torując nowe ścieżki, przełażę przez płoty,
drące mi ubranie, przeciskam przez ciernie, kaleczące mi ciało, i
wówczas doznaję ulgi. Czasem powalony znużeniem i spragniony padam
gdzieś na ziemię i leżę tak często długo w noc późną, a nade mną
błyszczy księżyc w pełni. Czasem siadam w lesie na krzywym pniu lub
konarze drzewa, odpoczywam, dając folgę okaleczałym od chodzenia
stopom i drzemię ukojony wyczerpaniem aż do świtu. O, drogi W.,
dusza ma pożąda, jako najwyższej łaski, samotnej celi, włosiennicy
i kolczastego pasa pokutnika.

18. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

- Mów, durniu, jak będzie czas przeszły niedokonany od amo?
- Ami, ame... ama... - bąka Smoliński, dziwnie w tych sprawach
tępy.
Do najwyższej pasji doprowadzony łacinnik zaczyna krzyczeć,
podnosząc pięść zaciśniętą:
- Czas przeszły niedokonany praeteritum imperfectum... we
wszystkich czasownikach łacińskich... kończy się na bam!... bas!...
bat!...
Przy wygłaszaniu końcówek: bam, bas, bat, pięść łacinnika, w
równych odstępach czasu, spada na szerokie plecy Bonusia. Chłopiec
ugina się pod każdym uderzeniem - oczy nabrzmiewają mu łzami.
- Panie prosorze! - odzywa się w tej chwili Sprężycki, uważając,
że czas już położyć koniec tej egzekucji. - Chrabąszcz łazi po panu
prosorze!...
Nauczyciel przerażony chwyta się za kark, za łysinę, maca po
plecach, szyi, głowie.
- Sprężycki, kochanku - prosi wreszcie - zdejmij no ze mnie to
paskudztwo.

19. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: kto to mówi? Razem 3 punkty

Ach możnaż kochać i nie płakać razem!
po krótkim milczeniu
Już dwa lata się kończą, jak powabność (...)
Wznieciła moją miłość bez granic, bez miary.
Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszym wejrzeniem;
Samym już tylko teraz oddycham westchnieniem;
Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę,
I kamień już bym zmiękczył - jej zmiękczyć nie mogę!

20. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: w jakiej jeszcze dziedzinie X
był najlepszym specjalistą świata? Razem 3 punkty

Niemowlę zaskoczone przestało płakać, ledwo jednak trochę
odpoczęło, rozkrzyczało się na nowo.
- Plutti-plutti-plut...! Tak się robi... - objaśniał dalej X.
Porwał dziecko z łóżeczka i podrzucił je do sufitu kilka razy z
rzędu. Być może, dziecko uważało, że jest to przyjemne, gdyż nagle
uśmiechnęło się bezzębnymi usteczkami.
X miał ogromnie dumną minę.
- To nie sztuka rozweselać dzieci - oświadczył. - Najlepszy
specjalista świata od niemow...
Nie zdążył dokończyć, gdy dziecko znów zaczęło płakać.
- Plutti-plutti-plut! - ryknął X ze złością, podrzucając niemowlę z
jeszcze większą gwałtownością do sufitu. - Plutti-plutti-plut -
powiedziałem i to właśnie mam na myśli!

21. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Mama chce się uśmiechnąć, ale czerwieni się mocno, widzę, że łzy ma
w oczach. Pan Murdstone wstaje, przybliża się do nas, bierze z rąk
mamy książkę, uderza mię po twarzy lub po uszach, rzuca książkę na
ziemię, każe ją podnieść, zabrać i wyrzuca mię z pokoju wcale
niedelikatnie.
Jeżeli jakoś lepiej udadzą się lekcje, to zaczyna się inna męka.
Pan Murdstone zadaje mi rachunek. Kupiono w sklepie setki i tysiące
serów, za funt płacono tyle, część serów się zepsuła, czy zginęła,
po czemu mam sprzedawać pozostałe, aby otrzymać taki zarobek.
Mnożę, dzielę olbrzymie cyfry, dodaję, odejmuję i popełniam błędy,
nie mogę w żaden sposób wypłynąć z tych serów.
Jeżeli nie ogłupiałem zupełnie tej zimy przy podobnej nauce,
zawdzięczam to jedynie bibliotece ojca. Znękany, wyczerpany,
przygnębiony smutkiem mamy, tam znalazłem ucieczkę i pociechę. Na
szczęście szafa stała w pokoju na górze, gdzie nawet miss Murdstone
nie lubiła jakoś zaglądać i zapewne dlatego nie zamknęła jej na
klucz. Mogłem więc najswobodniej wybierać, co chciałem: Robinsona
Cruzoe, Don Kichota, Chatę wuja Toma, Baśnie z tysiąca i jednej
nocy, Podróże Guliwera i tyle innych cudnych, zajmujących książek.

22. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

- Och, czemu tyle płakałam! - powiedziała X płynąc w koło i
poszukując brzegu, na który mogłaby się wydostać. - Przypuszczam,
że zostanę teraz za to ukarana utopieniem we własnych łzach! Z całą
pewnością będzie to zdumiewające! Ale wszystko dziś jest
zdumiewające.

23. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

R. to idiotyzm płakać, że barszcz wylał mi się do ognia. Pokój jest
pełen buraków, śmiałbyś się, jakbyś widział kawałki buraków i
śmietanę, wszystko na ziemi. Całe szczęście, że zanim wróci X,
zdążę posprzątać, ale najpierw musiałam do ciebie napisać, co za
głupota, tak płakać, garnki roztapiają się, wyglądają jak odbite w
szybie okiennej, już nie słychać dziewczyny z góry, która cały
dzień śpiewa Les amants du Havre. Jak będziemy razem, zaśpiewam ci
to, zobaczysz.
Puisque la terre est ronde...
Mon amour t'en fait pas...
Mon amour t'en fait pas...

24. Autor, tytuł. Razem 2 punkty
Kto wie, czy nie będzie mógł się do czegoś przydać. Może trzeba
będzie wzywać pogotowie, wynosić czyjeś na wpół zwęglone ciało albo
wyrzucać dobytek przez okno. Miał w sobie wielką gotowość do takich
działań.
Ale w środku okazało się, że już jest niestety po wszystkim. Pożar
ugaszono. Zresztą, po błyskawicznych oględzinach Piotr zrozumiał,
że paliło się w jednym zaledwie pomieszczeniu. Nikomu nic się nie
stało. Grubawa, nieduża pani w okularach (z pewnym trudem rozpoznał
w niej mamę H.) płakała głośno w kuchni, więc zajrzał tam ciekawie,
lecz w lekko zadymionym wnętrzu zobaczył tylko czyściutkie kafelki
i nietknięte firanki oraz białe szafki.

25. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: do czyjej muzyki recytuje się
ten wiersz? Razem 3 punkty

Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
Odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!
Za kwadrans wrócisz i nad wanną
Parasol swój powiesisz: - "Anno!
Nie dokręciłaś wody w kranie!" -
A tu - mój list. I rynien łkanie...
I ty, czytając, będziesz łkać.
O jedenastej pójdziesz spać,
Przed snem zażywszy walerianę,
I już weselszy wstaniesz rankiem.

26. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: kto i dlaczego płakał w tak
nietypowy sposób? Razem 4 punkty

Jeśli, słuchaczu, na tym, co tu rzekę,
Bóg ci pozwoli uczyć się przykładzie,
Pomyśl, czy mogłem suchą mieć powiekę,
Widząc człowieczą godność w tej szkaradzie
Tak upodloną, że woda, co ciecze
Z ócz, żłobem pleców spływała po zadzie!

27. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

- Nie płacz, Luis. Ty jesteś królem. Tato powiedział, że dlatego
dał ci na chrzcie imię Luis, bo to jest imię króla. A król nie może
płakać na ulicy, wobec ludzi, no nie?
Przytuliłem jego głowę do piersi i zacząłem gładzić jego
kędzierzawą czuprynkę.
- Jak dorosnę, kupię ci piękny samochód, taki jak ma seu Manuel
Valadares. Ten Portugalczyk, pamiętasz? Ten, co nas minął, kiedyśmy
byli na dworcu i patrzyli na pociąg Mangaratiba... No, więc kupię
ci wspaniały samochód z mnóstwem podarków, wyłącznie dla ciebie...
Ale nie płacz, bo królowi nie wolno płakać.

28. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Klnę się na życie i śmierć,
Wstyd mi, że byłaś w stanie tak mną wstrząsnąć,
Że za twą sprawą ronię łzy niemęskie,
Jakbyś ich była godna! Niech cię mroki
Pochłoną, niechaj niezgojone rany
Ojcowskiej klątwy przeżrą cię na wylot!
Głupie wy, stare oczy, jeśli zaraz
Nie obeschniecie, wyrwę was i wdepczę
Z waszą wilgocią w błoto! Więc to tak?

29. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Nieraz mąż, wracając do domu, zastaje żonę we łzach.
- Cóż ci to, aniołku?
- Mnie? Nic.
- Ale płaczesz?
- Płaczę, sama nie wiem czemu... Tak mi jakoś smutno. Widziałam
jakieś postacie w obłokach, a te postacie pojawiają mi się tylko w
przeddzień nieszczęścia... Mam uczucie, jakbym miała niedługo
umrzeć...
I zaczyna ci stłumionym głosem opowiadać o zmarłym ojcu, zmarłym
wuju, zmarłym dziadku, zmarłym kuzynie. Wywołuje wszystkie te
żałosne cienie, przeżywa wszystkie ich choroby, odczuwa wszystkie
cierpienia, czuje, jak jej serce zaczyna bić zbyt pospiesznie, jak
jej śledziona nabrzmiewa... Ty powiadasz sobie w duchu, zacierając
ręce: "Już ja wiem, skąd się to bierze!". Próbujesz więc ją
pocieszyć; na to ona dostaje spazmatycznego ziewania, skarży się na
ból w piersiach, wybucha na nowo płaczem i wreszcie prosi, byś ją
zostawił samą z jej melancholią i wspomnieniami. Wydaje ci ostatnie
zlecenia, idzie za swoim pogrzebem, posypuje się ziemią, wyrasta na
własnym grobie zielonymi liśćmi brzozy płaczącej. W chwili gdy
chciałeś zanucić radosny hymn weselny, spotykasz się z łkaniem
pogrzebowych płaczek. Twój zapał pocieszycielski rozpływa się we
mgle Ixionu.

30. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: czym płyniemy? Razem 3 punkty

A łez grzmot jak lawina kamieni
W małe żuki zielone się zmieni

I tak w wodę się chyląc na przemian
Popłyniemy nieostrożnie w zapomnienie,
Tylko płakać będą na ziemi
Zostawione przez nas nasze cienie

31. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: o co chodzi? Razem 3 punkty

- Przecież nic takiego nie mówię. Chciałam tylko, żebyś spojrzała,
czy jest tam wszystko w porządku. Następnym razem powiem ci co
dalej.
- A nie możesz mi powiedzieć, o co chodzi?
- Mamo, ja nie mam czasu tyle rozmawiać. To tyle kosztuje!
Teściowa rozpłakała się: - To nie dzwoń do mnie, skoro to tyle
kosztuje!
- Nie płacz, mamo - prosiła ją Tamina. Znała jej płacz na pamięć.
Kiedy chciała coś na nich wymusić, zawsze płakała. Swoim płaczem
ich oskarżała i nie było nic bardziej agresywnego od jej łez.
Słuchawką wstrząsało łkanie, a Tamina powiedziała: - Mamo, do
widzenia. Niedługo znów zadzwonię.
Teściowa płakała, a Tamina nie odważyła się odłożyć słuchawki,
dopóki nie usłyszy jej słów na pożegnanie. Ale płacz nie kończył
się, a każda łza kosztowała masę pieniędzy.

32. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: co to są łzy Heliad? Razem 3
punkty

Całuje posąg, mniema, że jest całowany,
Miłą rozmową słodzi serca swego rany.
To mniema, że go piękna dotknęła się ręka,
To jej uroczych wdzięków skażenia się lęka,
To lubi się z nią pieścić, to przynosi fraszki
Miłe młodym kobietom: perły, konchy, ptaszki,
Łzy Heliad, lilie, stokroć i tysiączne kwiaty,
To kosztowne kamienie, to ubiór bogaty;
Sam chce ozdabiać ciało mniemanej małżonki,
Perły kładzie na szyję, na palce pierścionki,
Wiesza kolczyk kamieńmi drogo wysadzony;
Piękna teraz... piękniejsza, gdy nie ma zasłony.

33. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Postawiła na stole karafkę wina, pucharek, nad którym wypowiada się
błogosławieństwo, bliźniacze pojemniczki z solą i miodem, położyła
chałę i nóż do chleba z trzonkiem z macicy perłowej. X wypowiedział
błogosławieństwo nad winem. To jedyne, czego nigdy nie ośmielił się
jej odmówić. Byli sami, co zawsze przypominało Y jej niepłodność.
Jakże inaczej wyglądałoby wszystko, gdyby mieli dzieci! Uśmiechnęła
się smutno i otarła łzę brzegiem haftowanego fartucha.

34. Autor, tytuł. Razem 2 punkty

Doktor X po raz kolejny znalazł się w pułapce niezrozumienia, która
przez pół wieku doprowadzała go do rozpaczy.
- Niczego nie rozumiesz - odparł. - Nie oburza mnie to, czym był,
ani to, co robił, ale to, że przez tyle lat oszukiwał nas
wszystkich.
Oczy zaczęły mu zachodzić zbyt łatwymi łzami, udała jednak, że ich
nie widzi.
- I dobrze zrobił - odparła. - Gdyby powiedział prawdę, ani ty, ani
ta biedna kobieta, ani ktokolwiek inny w tej mieścinie nie kochałby
go tak bardzo, jak go kochano.
Zapięła mu dewizkę od zegarka w dziurce kamizelki. Poprawiła węzeł
krawata i wpięła szpilkę z topazem. Następnie otarła zapłakane
oczy, wytarła brodę z łez chusteczką spryskaną wodą kwiatową i z
rozwartymi niczym magnolia różkami wetknęła ją do kieszeni
marynarki.

35. Autor, tytuł, pytanie dodatkowe: dlaczego pani Irma tak
strasznie szlochała? Razem 3 punkty

W wozie spełniło się najskrytsze marzenie tatusia. Trzymał panią
Irmę w ramionach. Ale marzenie to ziściło się zupełnie inaczej, niż
to sobie tatuś wyobrażał. Ona szlochała, on ją pocieszał. Czuł jej
potężne piersi na swoim gorsie, dotykał jej aksamitnych włosów,
gładził jej ramiona, jej łzy ciekły mu po rękach. Tulił ją tak po
raz pierwszy i ostatni zarazem. Bo jak tylko się uspokoiła, nie
chciała widzieć mojego miłego tatuńcia widzieć więcej na oczy i
przypomniała sobie, jak to jadł kurczę rękami.

36. Tytuł. Razem 1 punkt

Płacz i zgrzytanie zębów

37. Autor. Razem 1 punkt

Nic szybciej nie wysycha niż łza

_______________
Powodzenia!


-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]