STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Zenon Grodzki <konkursowy@o2.pl>
Subject: [konkurs] Miasto, city, polis
Date: Mon, 10 May 2004 01:11:47 +0000 (UTC)
Message-ID: <slrn.pl.c9tlqv.q4.konkursowy@lfs.blaszak.dom>

[...]

----------------------------------------------------------------------
1. Wypada chyba zacząć od miasta, w którym mieszkam. Autor, tytuł,
   nazwa.

  (Nazwa) się budziła.
  Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku,
a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęły się zrywać coraz
zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami niby
chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami hasło do
pracy.
  Olbrzymie fabryki, których długie, czarne cielska i wysmukłe
szyje-kominy majaczyły w nocy, w mgle i w deszczu - budziły się
z wolna, buchały płomieniami ognisk, oddychały kłębami dymów,
zaczynały żyć i poruszać się w ciemnościach, jakie jeszcze zalegały
ziemię.

----------------------------------------------------------------------
2. Przepraszam, za tak długi fragment, ale to ma taki właśnie
   leniwy, spowolniony upałem rytm. Autor, tytuł a zamiast nazwy
   miasta proszę podać, jak nazywano muzyka.

  Ujrzałem ich w chwili, kiedy miasteczko oddawało się sjeście. Była
mniej więcej godzina czwarta: po wschodniej stronie murów rysowały się
się już wąskie, szare pasemka cienia, w których ludzie o zsuniętych na
czoła kapeluszach, w ciężkich od potu turbanach, w czapkach i innych
nakryciach głowy przerzucali się leniwym słowem, drzemiąc w pozycji
leżącej albo wsparci plecami o wapienne podnóża domów.
  Z nieba spadły jeden po drugim dwa omdlałe w locie ptaki. Dwa koty
wystrzeliły jeden po drugim z piwnicznych dziur. Ten mniejszy,
zatrzaskując ptaka w zębach, wrócił skąd przyszedł, żeby dokonać
dzieła w ustroniu, ten większy, dziki, o zapadłych bokach
i postawionym ogonie, przeraził się ludzkiej nogi, która przekornym
drgnięciem odcięła mu drogę powrotu i długim uskokiem wylądował na
płocie przed lepianką Billa Mendogi.
  Wtedy ich właśnie ujrzałem.
  Odprowadzając wzrokiem kota i ptaka, mających stać się niebawem
jednością, zobaczyłem w szparze pomiędzy zbitymi luźno sztachetami
pięć czy sześć odległych, drobnych, podobnych mrówkom punkcików, które
wylazły z północnej rozpadliny w skałach i tkwiąc pozornie w bezruchu,
staczały się przecież niemrawo w piaszczystą dolinę.
  Przetarłem oczy. Potem, śliniąc palce, zrobiłem to jeszcze raz. Ale
mrówki nie znikły. Wkrótce wychynęła zza skał siódma, ósma, dziewiąta,
podążając tropem tej, która znajdowała się na czele, jakieś dwie i pół
mili od położonego w niecce miasteczka.

----------------------------------------------------------------------
3. Autor, tytuł, nazwa

  S. poczuł się bezpieczniej. Policjanci byli teraz jego
sprzymierzeńcami i opiekunami. Przepisowo zgłosił utratę Klucza, mogli
to w każdej chwili sprawdzić w Komendanturze. (...) Oddychał z ulgą,
wkraczając na znany teren, gdzie nie powinno go spotkać nic złego
dniem ani nocą. Tutaj przeżył prawie całe swoje dorosłe życie, tu czuł
się pewnie i bezpiecznie.
  Wlokąc się na obolałych nogach, przeklinał rozległość aglomeracji.
(Nazwa), rozprzestrzeniając się wzdłuż zachodniego i południowo-
-zachodniego brzegu jeziora, stopniowo wchłonął dawne suburbia i kilka
starych, podupadłych miasteczek w promieniu dziesiątek kilometrów.
Teraz był monstrualnym zlepkiem dawnych wielkomiejskich dzielnic,
podmiejskich obszarów niskiej zabudowy i otaczających pierścieniem
śródmieście licznych osiedli ponurych, monotonnie jednakowych bloków
mieszkalnych.
  Dalej poza granicami aglomeracji, nie było już nic... To znaczy, nic
z punktu widzenia bezpośrednich zainteresowań mieszkańców miasta.
Setkami kilometrów rozpościerały się tam obszary upraw rolnych i fermy
hodowlane, obsługiwane przez urządzenia wymagające nadzoru zaledwie
nielicznych specjalistów.

----------------------------------------------------------------------
4. Jako tytuł wystarczy podać tytuł zbioru opowiadań. Wątpię, żeby
   ktoś pamiętał tytuł tego konkretnego opowiadania, nie chcę więc
   prowokować zachowań nie fair. Natomiast z miastem jest problem,
   ponieważ jego nazwa nie pada nigdzie w treści, skądinąd jednak
   wiadomo, że autor opisywał swoje miasto rodzinne. Tak więc należy
   podać autora, tytuł zbioru opowiadań i nazwę miasta, w którym
   urodził się autor i które opisał tak:

  Miasto, w którym przyszedłem na świat i dzięki opatrzności ludzkiej
i boskiej wyrosłem, było miastem jedynym w swoim rodzaju na
podwarszawskim węźle kolejowym. Niewielka mieścina rozłożyła się
parterowymi ruderami okazałego pałacu starej dziwaczki Józi nad główną
drogą drugiej klasy, zwanej w nomenklaturze sztabów wojskowych szosą
nr 6, (...)
  Otóż to miasto przez z górą sto lat, to jest mniej więcej od czasów
napoleońskich do ostatnich dni przed pierwszą wojną światową, było
miastem pobytowym, a i po zakończeniu wojny pozostało nadal główną
rezydencją i bazą wypadową wszelkiego asortymentu ludzi spod ciemnej
gwiazdy, obieżyświatów i rozmaitego kalibru wykolejeńców. Jednym
z nich był Józef Malesa, przyjaciel mojej matki oraz Mańki Pędzel
i Heńki z ,,krowią nogą'', zamieszkałej przy stacji kolejowej, z którą
obie kobiety od kilku lat utrzymywały dość luźny kontakt towarzyski.

----------------------------------------------------------------------
5. Klasycznie: autor, tytuł, nazwa.

  Winston stał tyłem do teleekranu. Tak było bezpieczniej, choć - jak
wiedział - z pleców też można wiele wyczytać. (...) I to jest (nazwa),
pomyślał z niejasną odrazą, główne miasto Pasa Startowego Jeden,
trzeciej pod względem zaludnienia prowincji Oceanii. Usiłował wydobyć
z pamięci jakieś wspomnienia z dzieciństwa, żeby się przekonać, czy
(nazwa) zawsze wyglądał tak samo. Czy zawsze widziało się tu tylko
rzędy sypiących się dziewiętnastowiecznych czynszówek o ścianach
podpartych stemplami, oknach pozatykanych kawałkami dykty, dachach
łatanych blachą falistą oraz rachityczne, walące się murki między
ogródkami? I te porośnięte wierzbówką gruzy zbombardowanych domów,
nad którymi unoszą się tumany białego pyłu, lub tereny doszczętnie
zniszczone przez bomby, gdzie zaraz wyrosły kolonie nędznych
drewnianych chat, istnych kurników?  Wysiłki Winstona były jednak
daremne, nie potrafił sobie nic przypomnieć; z dzieciństwa pozostała
mu w pamięci tylko seria świetlistych obrazów, pozbawionych tła
i sensu.

----------------------------------------------------------------------
6. Autor, tytuł, nazwa

  Lenina spojrzała przez okno w podłodze pod jej stopami. Lecieli nad
sześciokilometrowym pasem parków, oddzielającym (nazwa) Centralny od
pierwszego pierścienia przedmieść. Roślinność o skróconym okresie
życia wyglądała dziwacznie. Szeregi wież do gry ,,bąk do rąk'' lśniły
pośród drzew. Obok Shepherd's Bush dwa tysiące par mieszanych złożonych
z bet-minus grało w ,,tenisa na powierzchni sfery riemannowskiej''.
(...)
  - Jakiż wstrętny jest kolor khaki - zauważyła Lenina, dając wyraz
hipnopedycznym poglądom swojej kasty.

----------------------------------------------------------------------
7. We fragmencie pojawia się kilka razy nazwa wyspy, natomiast ja
   chciałbym dowiedzieć się od Was, jak nazwano miasto, o którym mowa.
   Czyli: autor, tytuł, miasto.

  - Pańska opinia u dworu jest związana z (wyspą). Pańska polityka
w  całej Azji - a to znaczy: polityka państwowa - skupia się na
(wyspie). Słusznie. Bez bezpiecznego (wyspy :)) jego gubernator nie
będzie w stanie - w imieniu królowej - panować nad sprawami
azjatyckimi, tak jak powinien. Bez wybudowanego miasta ani pan nie
jest bezpieczny, ani korona. Ze Szczęśliwą Doliną koniec. A więc
trzeba wybudować nowe miasto, i to szybko. - S. łyknął sherry
i posmakował je. - Jeżeli od razu zwróci pan koszty tym, którzy się
pobudowali, natychmiast odzyska pan zaufanie. Wszyscy kupcy zjednoczą
się w poparciu dla pana, co z pewnością przyda się panu w przyszłości.
Proszę nie zapominać, Will, że wielu ma znaczne wpływy na dworze. To
wspaniałe posunięcie, godne pana. A poza tym w rzeczywistości ów zwrot
kosztów i tak pokryją Chińczycy.

----------------------------------------------------------------------
8. Autor, tytuł, nazwa.

  X., który był najbardziej przedsiębiorczym człowiekiem, jakiego
kiedykolwiek widziano we wsi, zarządził rozmieszczenie domów tak, żeby
wszystkie miały dostęp do rzeki i mogły łatwo zaopatrywać się w wodę.
Wytyczył ulice tak rozumnie, że żaden z domów nie bardziej niż inne
cierpiał od słońca w godzinach największego upału. W ciągu paru lat
(nazwa) stało się najlepiej uładzoną i najpracowitszą wsią ze
wszystkich znanych jej trzystu mieszkańcom. Była to rzeczywiście
szczęśliwa wieś, w której nikt nie przekroczył trzydziestu lat i nikt
jeszcze nie umarł.
(...)
  W tym czasie tak wiele działo się we wsi i taki był zamęt w domu, że
opieka nad dziećmi zeszła na drugi plan. (...) (nazwa) zmieniło się
i rozkwitło. Ludzie, którzy przybyli z Urszulą, rozpowszechnili wieść
o tutejszej żyznej ziemi i uprzywilejowanym położeniu w rejonie
moczarów, toteż zapadła wieś z dawnych czasów przekształciła się nagle
w tętniące życiem miasteczko ze sklepami, pracowniami rzemieślniczymi
i stałym traktem handlowym, którym przybyli pierwsi Arabowie w ciżmach
ze spiczastymi zadartymi w górę czubkami, z kolczykami w uszach,
wymieniając szklane naszyjniki na papugi.

----------------------------------------------------------------------
9. Autor, tytuł, nazwa.

  - (Nazwa) zostało zniszczone w nocy trzynastego lutego 1945 roku -
zaczął Billy (...). - Wyszliśmy z naszego schronu następnego dnia
w południe.
  Opowiedział Montanie o czterech strażnikach, którzy w swoim osłupieniu
i rozpaczy wyglądali jak kwartet ,,Czterookich Skurczybyków''. (...)
  Opowiedział jej również co stało się z domami wokół rzeźni. Zawaliły
się. Części drewniane pożarł ogień, zaś cegły rozsypały się, tworząc
niskie, łagodne pagórki.
  - Wyglądało to jak powierzchnia Księżyca.

----------------------------------------------------------------------
10. A teraz niebanalny opis miasta. Ale odpowiedź taka, jak zwykle:
    autor, tytuł, nazwa. Sama nazwa miasta, bez autora i tytułu,
		jest warta pół punktu.

Kleszcz Grenouille drgnął. Zwietrzył poranne powietrze. Zapragnął
wyruszyć na łowy. Leżał przed nim największy w świecie rewir zapachów:
miasto (nazwa).
  Czuł się tu jak w krainie pieczonych gołąbków. Już najbliższe
dzielnice Saint-Jacques-de-la-Boucherie i Saint-Eustache stanowiły
wymarzony raj. W zaułkach na tyłach rue Saint-Denis i rue Saint-Martin
ludzie żyli tak gęsto stłoczeni, domy, wysokie na pięć-sześć pięter,
przytykały tak ciasno do siebie, że nie widać było nieba, a powietrze
stało nisko nad ziemią jak w wilgotnych parowach, nieruchome i ciężkie
od zaduchu. Mieszały się tu woń ludzi i zwierząt, opary jedzenia
i choroby, zapach wody, kamieni, popiołu, skór, mydła i świeżego
chleba, jajek gotowanych w occie, klusek i wyszorowanego do połysku
mosiądzu, szałwi, piwa i łez, tłuszczu oraz mokrej i suchej słomy.
Setki i tysiące zapachów tworzyły niewidoczną mgłę, która wypełniała
kanały ulic, w górze ponad domami rozpraszała się bardzo rzadko,
a dołem przy ziemi nigdy.

----------------------------------------------------------------------
11. Autor, tytuł, dokąd szła żona lekarza zanim się zgubiła?

  Żona lekarza uważnie czytała nazwy ulic, niektóre udało jej się
zapamiętać, innych nie, jednak w pewnej chwili spostrzegła, że się
zgubiła. Musiałam pomylić drogę pomyślała, zrobiła jedno okrążenie, po
czym następne, ale nie poznawała już ulic, ani sklepów. Zrozpaczona
usiadła na brudnym chodniku pokrytym czarną, błotnistą mazią, czując,
że opuściły ją resztki sił i wybuchnęła płaczem. Sfora śledzących ją
psów zaczęła ostrożnie, acz bez wielkiego zainteresowania obwąchiwać
torby z jedzeniem, tak, jakby dawno minęła pora ich posiłku. Jeden
z czworonogów polizał ją po twarzy, sprawiając wrażenie, jakby całe
jego psie życie polegało na pocieszaniu strapionych. Żona lekarza
pogłaskała go po mokrej sierści, po czym objęła i wybuchnęła głośnym,
histerycznym płaczem. Kiedy wreszcie podniosła spuchnięte od płaczu
oczy, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyrósł przed nią
wielki plan miasta, który lokalne władze umieściły dla wygody
turystów, mogących w ten sposób sprawdzić, gdzie się znajdują lub
w przyszłości opowiedzieć, gdzie byli. Teraz, gdy wszyscy oślepli,
można by mieć za złe władzom nadmierną rozrzutność,

----------------------------------------------------------------------
12. Autor, tytuł, nazwa.

  Kochana Chichi
	(...)
  Nie chcę powiedzieć, że miasto jest brzydsze od Chiclayo, nie,
wprost przeciwnie. Bo chociaż malusieńkie, to jest wesołe
i sympatyczne, a najpiękniejsze, jasne, to dżungla i wielka Amazonka,
(...)
  jedynymi nowoczesnymi i wygodnymi domkami w (nazwa) są albo te
z Kolonii Wojskowej, albo Marynarki, albo Zgrupowania Lotniczego. Te
w mieście są stare, brzydkie, niewygodne. Wzięliśmy domek na ulicy
Sargento Lores, jeden z tych wybudowanych na początku wieku, w czasach
kauczuku, które z tymi fasadami z portugalskich kafelków
i z drewnianymi balkonami są najcudniejsze; fakt, że jest duży
i z okna widać rzekę, ale odpada przy najskromniejszym z Kolonii
Wojskowej.
  (...)
  Wyobraź sobie, że P. musi chodzić dzień i noc ubrany jak cywil,
(...) I wszystkim musimy wmawiać, że P. jest handlowcem, który
przyjechał do (nazwa) w interesach. (...) Wyobraź sobie Chichi, że
zlecili mu bardzo ważną misję (...) i dlatego nikt nie powinien
wiedzieć, że jest kapitanem.
  (...)
  nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo P. się zmienił, jeśli chodzi
o sprawy intymne. (...) P. mówi, że to z powodu klimatu, że jakiś
generał już go ostrzegał tam w Limie, że w puszczy mężczyźni
zamieniają się w dynamit.

-----------------------------------------------------------------------
13. Autor,tytuł, nazwa.

  Rozpoczął swą przechadzkę przez ulice serca (nazwa). Ulice zmieniały
się. Wszędzie znikał wiktoriański piernik, a na co drugim rogu widać
było w połowie odkryte szkielety nowych, płaskich biurowców. Miasto
gorączkowo chciało się unowocześnić, jakby nagle nawróciło się na
jakąś nową teorię higieny i dowiedziało się, że zdrapanie brudu
z popękanych gargulców i winorośli jest niemożliwe, i dlatego było
zdecydowane wypalić cały krajobraz.
  (...)
	Restauracja skąpała róg Stanley i St. Catherine światłem, w którym
skóra robiła się żółta i widać było wszystkie żyły. Był to obszerny
lokal z lustrami, zatłoczony jak zawsze. Nie było tam żadnej kobiety.
Breavman zauważył, że wielu mężczyzn używa toniku do włosów: ich
skronie były błyszczące i wilgotne. (...)
  Usiadł przy stoliku. Był bardzo spragniony. Pomacał kieszeń. Shell
miała rację. Nie miał dużo pieniędzy.

-----------------------------------------------------------------------
14. Autor, tytuł, nazwisko narratora.

Wszystkie domy w naszej części Wrzeszcza miały tę czerwoną dachówkę,
więc w takie popołudnie jak to, u schyłku lata, kiedy słońce ma
szczególne właściwości, musiało to najciekawiej wyglądać z Bukowej
Górki, pomyślałem, skąd oprócz czerwonych, spadzistych dachów widać
było lotnisko położone już za torami kolejowymi i zatokę z białym
paskiem plaży. Ile razy staliśmy tam, na górze, nasze miasto wydawało
się nam zupełnie inne niż to, w którym żyliśmy na co dzień. Wtedy nie
wiedziałem dlaczego, a dzisiaj, kiedy nie ma już Bukowej Górki, ani W.,
ani tamtego Jelitkowa, dzisiaj myślę, że z góry nie było po prostu
widać brudnych zaśmieconych podwórek, nie opróżnionych śmietników
i całej brzydoty przedmieścia, której symbolem mógłby być szary
i oblepiony kurzem sklep Cyrsona, w którym kupowaliśmy oranżadę
w butelkach nazywanych przez dorosłych krachlami.

-----------------------------------------------------------------------
15. Autor, tytuł, nazwisko postaci oznaczonej inicjałem W.

  Konie poderwały się do biegu, jeźdźcy unieśli się w siodłach
i pocwałowali. M. czuła, że jej oszalały rumak szarpie i gryzie
wędzidło. Pęd wzdął płaszcz W. ponad głowami całej kawalkady, płaszcz
ten zaczął przesłaniać cały wieczerniejący nieboskłon. Kiedy na
sekundę czarna opończa odrzucona została na bok, M. nie zwalniając
biegu odwróciła się i zobaczyła, że nie ma już za nimi różnobarwnych
wieżyc, nie ma już od dawna i miasta...

-----------------------------------------------------------------------


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]