STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Yola" <azzazzellice@poczta.fm>
Subject: [konkurs] miłość w literaturze
Date: Wed, 2 Aug 2006 22:39:57 +0200
Message-ID: <ear2it$ft3$1@news.agh.edu.pl>


Motto:
Make love, not war... Get married and do both...


1. [Imiona bohaterów zastąpiono przez ona i on]
...widziała jak odtrącają wszelkie jadło, wszelki napój i wszelkie
pokrzepienie, jak się szukają niby ślepi posuwający się po omacku ku sobie,
nieszczęśliwi, kiedy usychali rozdzieleni, bardziej nieszczęśliwi jeszcze,
kiedy będąc przy sobie, drżeli przed grozą pierwszego wyznania.
Trzeciego dnia, kiedy on zbliżał się do namiotu rozpiętego na pokładzie,
gdzie ona szukała schronienia, ona ujrzała go nadchodzącego i rzekła
pokornie:
- Wejdźcie panie!
- Królowo - rzekł on - czemu nazywasz mnie panem? Czy nie jestem,
przeciwnie, twym lennikiem, wasalem, powinnym cię czcić, służyć ci i kochać
ciebie jak swoją królową i panią?
Ona odparła:
- Nie, ty wiesz o tym, że jesteś moim panem i władcą! Ty wiesz, że twoja moc
włada nade mną i że jestem twą niewolnicą! (...)
Położyła rękę na jego ramieniu, łzy przygasiły promienie jej ócz, wargi
zadrżały. Zapytał:
- Miła, co ciebie dręczy?
Odpowiedziała:
- Iż cię miłuję.
Wówczas położył usta na jej ustach.


2.
A tu, pod noc już, Wraca Wenus z biesiady weselnej. Wino jej szumi w głowie,
a wonnościami ocieka całe ciało opasane setką kraśniejących róż. Zobaczywszy
z jaką skrzętnością pracy dokonano, mruczy:
"Ej, nie twoja to, ty ladaco jedno, ani twoich dłoni praca, ale tego,
któremuś do serca przypadła na twoje, ale i na jego nieszczęście" - i
cisnąwszy jej glonek chleba uschłego, spać se poszła.
Tymczasem Kupidyna, zamkniętego samiuteńkiego w jednej izdebce, w głębi
pałacu, strzeżono surowo i dlatego, by sobie - w rozpuście i swawoli - znowu
rany nie rozjadził, i dlatego, by się nie spotkał ze swą miłą. Tak
przecierpieli ciężką noc kochankowie oderwani od siebie i oddzieleni, choć
pod jednym dachem.


3.
Miłość rzecz nędzną i pełną marności
Przemienia w kształtną i pełną godności.
Miłość nie okiem, lecz myślą ocenia,
Kupid ma skrzydła; jednak bez wejrzenia
Maluje się go; ślepy jest, dlatego
Miłość nie wyda sądu rzetelnego;
Choć nie ma oczu, lecz będąc skrzydlata,
Na chybił trafił i bezładnie lata.
Nazwać Kupida dzieckiem każdy może,
Gdyż często mami siebi przy wyborze.
Jak psotni chłopcy kłamią przy zabawie,
Tak chłopiec Kupid kłamie wszędzie prawie;
Bo nim Demetriusz w Hermi oczach zginął,
Siał gradem przysiąg, że jestem jedyną;
Ów grad od ciepła, które z Hermii biło,
Zniknął i tysiąc przysiąg się stopiło.


4.
Spojrzę na dół... na szpaler... patrz, tam przy altanie,
Ujrzałem ją niespodzianie!
Suknią między ciemnymi bielejąca drzewy
Stała w miejscu, grobowej podobna kolumnie;
Potem biegła, jak lekkie zefiru powiewy,
Oczy zwrócone w ziemię... nie spojrzała ku mnie!
A lica jej bardzo blade.
Nachylam się, zajrzę z boku,
I dojrzałem łezkę w oku;
Jutro, rzekłem, jutro jadę!
'Bądź zdrów!' odpowie z cicha: ledwie posłyszałem,
'Zapomnij!'... Ja zapomnę? o! rozkazać snadno!
Rozkaż, luba, twym cieniom, niechaj wraz przepadną
I niech zapomną biegać za twym ciałem!...
Rozkazać snadno!
Zapomnij!
(śpiewa)
  Przestań płakać, przestań szlochać,
  Idźmy każdy w swoję drogę,
  Ja cię wiecznie będę...
(urywa śpiewanie)
                          wspominać,
(kiwa głową)
  Ale twoją być nie mogę!


5.
- Bogu niech będzie chwała! jesteś tedy w domu chirurga, zakochany na śmierć
w żonie lub córce doktora.
- Zdaje mi się, że pan się myli.
- I ty myślisz, że ja będę tkwił trzy miesiące u doktora, nim usłyszę słówko
o twoich amorach? O, to być nie może. Darujże mi, błagam, opis domu i
charakteru pana doktora, i humorów pani doktorzyny, jak również postępów
leczenia; przeskocz to wszystko. Do rzeczy! spieszmy do rzeczy! Zatem kolano

wpółwyleczone, masz się niezgorzej i kochasz.
- Kocham tedy, skoro panu tak pilno.
- Kogóż kochasz?
- Słuszną brunetkę lat osiemnastu, śliczna figurka, wielkie czarne oczy,
małe wiśniowe usta, piękne ramiona, ładne rączki... Ba, te rączki...
- Zdaje ci się, że je trzymasz.
- Bo też pan niejeden raz brał je i trzymał ukradkiem, i od nich jeno
zależało, abyś pan z nimi zrobił wszystko, co...
- Na honor, nie spodziewałem się tego obrotu.
- Ani ja.


6.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak się stać musiało - w nagrodę za co? za nic;


7. Tylko tytuł
Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
Bo miłość twa przedniejsza od wina.
Woń twych pachnideł słodka,
olejek rozlany - imię twe,
dlatego miłują cię dziewczęta.
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!
Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą,
i sławić twą miłość nad wino;
[jakże] słusznie cię miłują!


8.
Nie myśl, że nie kocham
Lub, że tylko trochę
Jak cię kocham nie powiem
No bo nie wypowiem
Tak ogromnie bardzo
Jeszcze więcej może
I dlatego właśnie żegnaj
Zrozum dobrze, żegnaj


9.
Niosła obrzydliwe, niepokojąco żółte kwiaty (...) Wstrząsnęła mną nie tyle
jej uroda, ile niezwykła, niesłychana samotność malujące się w tych oczach.
Posłuszny owemu żółtemu znakowi losu ja również skręciłem w zaułek i
ruszyłem jej śladem. Szliśmy bez słowa tym smutnym, krzywym zaułkiem, ja po
jednej jego stronie, ona po drugiej. I proszę sobie wyobrazić, że prócz nas
nie było w zaułku żywej duszy. Męczyłem się, ponieważ wydało mi się, że
muszę z nią pomówić, i bałem się, że nie powiem ani słowa, a ona tymczasem
odejdzie i nigdy już jej więcej nie zobaczę. I proszę sobie wyobrazić, że to
właśnie ona odezwała się nieoczekiwanie:
- Podobają się panu moje kwiaty?
Dokładnie pamiętam dźwięk jej głosu, taki dosyć niski, ale załamujący się
niekiedy, i chociaż to głupie, wydało mi się, że żółte, brudne mury uliczki
powtarzają echem jej słowa.
Spiesznie przeszedłem na tę stronę, po której szła ona, podszedłem do niej i
odpowiedziałem:
- Nie.
Popatrzyła na mnie zdziwiona, i ja nagle i najzupełniej nieoczekiwanie
zrozumiałem, że przez całe życie kochałem właśnie tę kobietę!


10. Tylko autor, bo tytuł musiałam podać
MIŁOŚĆ
Jest czekaniem
na niebieski mrok
na zieloność traw
na pieszczotę rzęs
Czekaniem
na kroki
szelesty
listy
na pukanie do drzwi
Czekaniem
na spełenienie
trwanie
zrozumienie
Czekaniem
na potwierdzenie
na krzyk protestu
Czekaniem
na sen
na świt
na koniec świata


11.
Ty piszesz mi, Danusiu, że idąc na przekór panującemu prądowi, nie kochasz
się, a nawet nie wiesz, jak to się robi. Nie wiedziałem, że aby kogoś
pokochać, potrzeba na to specjalnej umiejętności i szerokiej wiedzy. To jest
ludzkie i przychodzi wtedy, kiedy się najmniej tego spodziewasz. Zdaje się
tobie, że już nikt nie będzie cię mógł zainteresować, że do tego potrzeba
silnej woli. A tymczasem nie. Nagle stanie ci przed oczyma... w tramwaju, w
sklepie, na alejce... i koniec. Widzisz, że to twój człowiek. I wtedy wrasta
ci w serce na życie, na śmierć. Wtedy dopiero wszystko nabiera sensu.
Zyskałaś cel: żyć dla kogoś, żyć dla człowieka. Jeden człowiek może dać
więcej niż wszyscy razem. Nigdy prawdziwie szczęśliwym nie będzie ten, kto
nawet w pracy, którą przedsięwziął, osiągnął zamierzony cel, kto życie swe
poświęcił dla pewnej idei, jeżeli obok siebie nie będzie miał kogoś
jedynego, bliskiego, kto by w chwilach zwątpień i rozgoryczeń umiał, Danusiu
droga, znaleźć dla niego dobre słowo, uspokoić skołatane nerwy i tchnąć nowe
siły do dalszej pracy.


12. [hint: język, język!]
Ach - ona była kiedyś panną! Nigdy mi to na myśl nie przyszło. Ona była
malutką dziewczyneczką - córeczką - bidulką! Ta niesmaczna w wysokim stopniu
piosenka jej rozczuliła mnie do łez. Na mnie więcej działają takie oto
rzeczy niż rzeczywiste cierpienie. Mała czyjaś gafka wstydliwa rozczula mnie
do obłędu, a na kiszki na wierzchu mogę patrzeć bez drgnienia. Złotko moje
jedyne! Jakże bezmiernie cię kocham. Straszne jest, jak demoniczne pożądanie
zejdzie się w jednym punkcie z największą tkliwością. Wtedy samiec jest
gotów - gotiu.


13.
Miłości, któż się wyrwie z twych obieży!
Miłości, która runiesz na ofiary,
W gładkich dziew licach gdy rozniecisz czary,
Kroczysz po morzu i wśród chat pasterzy,
Ni bóg nie ujdzie przed twoim nawałem,
Ani śmiertelny. Kim władasz, wre szałem.
Za twym podmuchem - do winy
Zboczy i prawy wraz człowiek;
Spory ty szerzysz wśród jednej rodziny.
Urok wystrzeal zwycięsko spod powiek
Dziewicy, sięgnie i praw majestatu
Moc Afrodyty, co przewodzi światu.


14.
Wiem, że liczę się tylko ja, i nigdy nie uwierzę, że mógłbyś się dla mnie
zmienić! Chociaż ONA mówi, że dla niej się zmieniłeś... No nie, nonsens
oczywisty! To przecież zupełnie co innego! ONA i ja, cóż za porównanie...!
Tymczasem, póki Cię nie ma, żyję z nią raczej w zgodzie. Gdyby nie
rywalizacja o Twoje względy, rozumiałybyśmy się nawet zupełnie nieźle,
ostatecznie obie jesteśmy tej samej płci.
(...)
Przyznam Ci się, że czasem jest mi jej nawet trochę żal. Straciła przecież
Twoje uczucia! Wyobrażam sobie, jak ja bym się czuła, gdybym straciła Twoje
uczucia...! Nie, co też mówię, w ogóle nie potrafię sobie tego wyobrazić...
No i głupia jest, łatwowierna i ma takie idiotycznie dobre serce, a my
obydwoje, Ty i ja, jesteśmy jednak trochę wymagający... Byłoby mi jej pewnie
bardziej szkoda, gdyby nie to, że sama jest sobie winna. Za dużo na raz
chciała mieć, i Ciebie, i mnie, i coś tam jeszcze... A swoją drogą, gdybyś
miał mnie traktować tak jak ją i być dla mnie taki nieuprzejmy, nie
zniosłabym tego absolutnie!


15. [imiona bohaterów zastąpiono inicjałami]
- Kocham cię, M. - powiedziała B., nie patrząc na mnie. - Kocham cię, czy
tego chesz, czy nie. Czy ja tego chcę, czy nie. To jest jak choroba. Jak
niemoc, w otchłani. Zabłądziłam w tobie, M., nigdy już się nie odnajdę, nie
odnajdę siebie takiej, jaką byłam. A jeżeli odpoweisz uczuciem na moją
miłość, zabłądzisz również, przepadniesz, pogrążysz się w odment, nigdy już
nie odnajdziesz dawnego M. Dlatego dobrze się zastanów, zanim mi odpowiesz.
Korab stał przy kamiennym nabrzeżu. Coś wyładowywano. Ktoś krzyczał i klął
po walijsku, poganiając tragarzy. Zwijano żagle. Żagle...
- To straszna choroba, ta miłość - ciągnęła B., też przyglądając się żaglom
korabia.



STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]