STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "woy" <woy@adres.w.sigu>
Subject: [konkurs] Nareszcie Pratchett :)
Date: Wed, 4 May 2005 19:17:06 +0200
Message-ID: <d5b0bt$r6g$1@nemesis.news.tpi.pl>


[...]

Na początek, dla rozgrzewki, dwa banalne pytanka z podstaw
pratchetologii:

1. Proszę wymienić imiona czterech słoni, na których grzbietach spoczywa
Dysk. To jest pytanie banalne, więc za wszystkie cztery imiona łącznie -
1 punkt. Nie muszę dodawać, że każdy błąd punktu pozbawia.

2. "Tydzień na dysku składa się naturalnie z x dni, a w widmie światła
występuje x kolorów. X to liczba mająca na dysku istotne znaczenie
okultystyczne i nigdy, ale to nigdy nie może jej wypowiedzieć żaden
mag."
Za znajomość wartości x - 1 punkt, dodatkowo za rozszyfrowanie,
skąd pochodzi powyższy cytat - 1 punkt.

3. A teraz będzie pierwsza z pratchettowych zamienianek. Poniżej jest
cytat, z lekka zmieniony. Otóż jego bohaterowie zostali podmienieni na
bohaterów całkiem innej książki, oczywiście też Pratchetta. Należy
odgadnąć, skąd jest ten cytat, skąd są nowi bohaterowie, a także
rozszyfrować, kogo zastąpili Średni Dave i Siata. Za rozszyfrowanie
źródła cytatu 3 pkt, za podanie źródła podmienionych postaci 3 pkt, za
każde prawidłowe nazwisko bohatera po 1 pkt.

"Średni Dave i Siata stali wśród wydm na plaży.
- Tutaj była ta chata. - Średni Dave pokazał palcem. - A jeśli się
dobrze przyjrzysz, możesz dostrzec taką jakby drogę prowadzącą prosto do
wzgórza. Ale na tym wzgórzu niczego nie ma, tylko stare drzewa.
Siata spojrzał na Zatokę Świętego Gaju.
- Zafawne, że jest taka okrągła - zauważył.
- Też tak myślę - zgodził się Średni Dave.
- Słyszałem, że kiedyś fyło miasto tak zepsute, że fogowie zmienili je w
kałużę roztopionego szkła - oświadczył Siata, nie całkiem na temat. -
Jedyna osofa, która to widziała, zmieniła się w słup soli za dnia i
maszynkę do sera nocą.
- O rany... Co ci ludzie tam robili?
- Nie wiem. Pewnie nic wielkiego. Niewiele trzefa, żefy zirytować
fogów."

4. Proszę o podanie, jak niania Ogg przetłumaczyła słowi "chateau", z
kim ucztowała oraz skąd pochodzi cytat. Za każdą odpowiedź po 2 pkt.

"Niani Ogg przyszło do głowy, że tak naprawdę powinna być teraz gdzie
indziej, ale w jej wieku zaproszenia na romantyczną kolację przy
świecach nie zdarzają się codziennie. Musi nastąpić taka chwila, kiedy
człowiek przestaje martwić się resztą świata o dba trochę o siebie. Musi
nadejść czas na spokojne życie wewnętrzne.
- Wściekle dobre to wino - stwierdziła, sięgając po następną butelkę. -
Mówiłeś, że jak się nazywa? - Spojrzała na etykietę. - Chateau Maison?
Chat-eau. to po zagranicznemu xxx, chociaż oni tylko tak mówią. Wiem, że
nie jest to prawdziwa xxx. Prawdziwa xxx. jest ostrzejsza.
Czubkiem noża wbiła korek do butelki, potem zatkała wylot palcem i
potrząsnęła solidnie, żeby "smak się wymieszał"."

5. I znowu zamienianka. Występujące w cytacie wiedźmy zastąpiły
właściwych bohaterów. Za rozszyfrowanie źródła cytatu - 3 pkt, za
przypisanie każdej z wiedźm prawdziwego imienia postaci z tego cytatu -
po 1 pkt.

"- Zawsze twierdziłam - oznajmiła Babcia Weatherwax - że we wszystkim
należy szukać dobrych stron.
Niania Ogg, przywiązana do sąsiedniego kamiennego bloku, z trudnością
odwróciła głowę.
- A gdzież one są w tej konkretnej sytuacji? - zapytała.
Babcia spojrzała ponad bagnem i koronami drzew dżungli.
- No... Na przykład mamy stąd wspaniały widok.
- Rzeczywiście - przyznała Niania. - Wiesz, nigdy nie ujęłabym tego w
taki sposób. Masz absolutną rację. To widok, jaki będzie się pamiętać do
końca życia. Co zresztą nie wymaga specjalnego wysiłku pamięci.
- Nie musisz być taka sarkastyczna. To przecież była tylko luźna uwaga.
- Chcę do mamy - odezwała się Magrat ze środkowego bloku.
- Głowa do góry, mała - pocieszyła ją Babcia. - Przynajmniej zostajesz
złożona w ofierze dla czegoś wartego ofiary. Przed chwilą właśnie im
zasugerowałam, żeby spróbowali używać kół ustawionych pionowo, mogą się
wtedy toczyć. Obawiam się, że nie są przesadnie otwarci na nowe idee.
Mimo to, nil desperandum. Póki życia, póty nadziei."

6. A teraz z innej beczki: Podstawowy skład straży Ankh Morpork, to:
kapitan Vimes, sierżant Colon i kapral Nobbs (Nobby). No i oczywiście
Marchewa, bo to by było za łatwe. Kto jeszcze służył w straży? Za każde
imię po 1 pkt.

7. No i doszliśmy do ciężkiej artylerii. Poniżej całkiem nowe, nigdzie
wcześniej nie publikowane dzieło. Stworzył je komputer, a raczej fajny
programik "Blah-blah" autorstwa Eryka Algo, pod moją skromną redakcją.
Tekst został stworzony poprzez kompilację fragmentów dwóch powieści
Pratchetta, których tytuły należy odgadnąć. Swoją drogą niektóre
zestawienia powalają nową treścią. Za każdy odgadnięty tytuł powieści
źródłowej - 4 pkt, bo to dość trudne (ale bez przesady :) )

"- Aha. Komnata - stwierdził Ridcully. Pochylił się i pomachał w
miejscu, gdzie przed chwilą siedział na murze. Będzie potrzebował
królewskiej pomocy, żeby zebrać je z powrotem w całość. Miały
ciemnoniebieski kolor.
- Bił je pan młotkiem? - zdziwiła się Babcia. - Ehm. Dziękuję za
owsiankę.
- Podajemy ją kwestorowi, gdyż nie jest ekscytująca. - Nadrektor uniósł
kolejną pokrywkę.
- Tak, ciągle tu jest - stwierdziła Babcia i wróciła do mamrotania.
Niania kiwnęła głową.
- Już prawie kończę, nadrektor.
- Wiele czasu minęło, odkąd ostatni raz jadłem śniadanie z czarującą -
rzekł - Jednak... a mówię to jako śmiertelnik, klient, mogłabyś
powiedzieć.
A wokół ciekawy typ lasu. Młode jawory odważnie próbowały się trochę
zdrzemnąć. Niania Ogg wskazała ledwie widoczny kształt na ścianie.
- To po prostu chłopak - odparła Babcia.
Obcy chwycił ostatnią szklaneczkę i podszedł do machiny Barbarzyńskich
Najeźdźców. Był to skomplikowany i delikatny mechanizm. Mahoniowe pudło
pod planszą gry sugerowało istnienie licznych protestów dwóch
pozostałych służących. Czekał cierpliwie obok.
- Zwykle sami sobie nakładamy - wyjaśnił Ridcully i poklepał ją po
ręku. - Jestem przekonany, że możemy spać spokojnie, wiedząc, że ty
przejęłaś interes.
- To takie... bałaganiarskie! Dobrzy ludzie głupio umierają, źli ludzie
dożywają późnego wieku... Nie ma sensu tu zostawać. - Pogłaskała
zdumioną księżniczkę po głowie. - Uszy do góry, panienko.
- Ale nawet nie... - zaczęła Magrat.- Nawet nie próbują imponować.
Wiecznie się wtrącają, wiecznie usiłują albo zapomnieć, kim są, albo
przypomnieć sobie, gdzie mieszkają.
Pozostali bywalcy Załatanego Bębna pochylali się nad swoimi drinkami
przy ścianach i obserwowali orangutana. Z tyłu dobiegł trzask kołowrotka
spadającego na bruk. Po chwili podeszła niania. Młode jawory dalej
odważnie próbowały. Ale oznaczało to tylko, że leżały i słuchały, jak
babcia Weatherwax.
- Pora wstawać - powiedziały dwie z pozostałych.
- Mimo to nie wszystko w porządku, dziekanie? - zapytał Ridcully. -
Molly, Polly i Dolly, możecie już sprzątnąć to ze wszystkich ścian.
Ridcully skinął na służącą.
- Która ty jesteś? - zapytał.
- Babcia zamknęła ją w jej własnym piecu - Susan domyśliła się w konar.
- Dziwnie okazują się wdzięczni za złamanie czaru i w ogóle.
Stoły były już na zewnątrz i pędziły do mioteł opartych o pobliskie
drzewo. Babcia miała niezwykle jaskrawe ubarwienie.
Śmierć pokiwał głową.
- WYDAJE SIĘ, ZE ZAPOMNIAŁEM TYLKO JEDNO.
- A co takiego? Wyglądasz jak zapałka.
- ALE, PROSZĘ PANA!
- Gdzie pani Whitlow znowu przesadziła z krochmalem? - Przyjrzał się
ponuro. - Straszny tu bałagan! - huknął. - Proszę to posprzątać, ale
już!
- AKURAT!
- W takim razie koniec z muzyką, młodemu człowiekowi do głowy przychodzi
mnóstwo innych rzeczy, które nie są rzeczywiste.
- Nie lubię opowieści - stwierdziła Magrat.
- To element zaklęcia czasowego - wyjaśnił niezbyt składnie Ridcully.
- Chodzi o to, że są ostre.
- To trochę utrudnia chodzenie, prawda?
- Brzmi trochę niemądrze, skoro pan przecież zapomniał...
- ZAPOMNIAŁEM, JAK SIĘ UPIĆ.
Barman spojrzał na długie rzędy szkła. Były tam kieliszki od wina. Były
szklanki do koktajli. Były kufle po piwie. Były też gliniane kufle w
kształcie wesołych grubasów. Było jedno wiadro.
- Nie, proszę pana. Wcale mnie to nie dziwi - powiedział Ridcully. -
Pani Whitlow udzieliła instrukcji kucharce.
- Śmieje się pan ze mnie. - Susan zerknęła na niego przez chwilę, a
natychmiast przychodziło człowiekowi do głowy mnóstwo innych rzeczy,
które wolałby zjeść. Własne buty, na przykład. - Ten chłopak...
- Jaki chłopak? Nigdy jeszcze nie widzę powodu, żebym to ja słuchał, co
pani mówi, co się liczy.
- Zawsze chce mnie pan powstrzymać od wszystkiego, na czym mi zależy!
- WYDAJE SIĘ, ŻE ZAPOMNIAŁEM, JAK SIĘ UPIĆ.
- Powtarzasz się. - Barman spojrzał na zwierciadło.
- Ha! To była niezła bójka. Wtedy zadźgali biednego starego Vince' a.
- TAK.
- Sam się o to prosił, kiedy okazał się całkiem ładny. Po mniej więcej
pół-godzinie nawet babcia Weatherwax interesuje mnie. Jak doszło do
tego, co w normalnej sytuacji byłoby poziomem oczu?
Robak obracał się żałośnie. Dziekan zaczął zdejmować szatę.
- Ta muzyka jest żywa - oznajmił.
Coś, co stukało od wewnątrz w mózg Susan, domagając się jej uwagi, teraz
postanowiło skorzystać z butów. Kształt spodni sugerował istnienie
licznych przekładni zębatych i ślimakowych.
- O boże! - zawołała.
- A który z nich? - spytała niania Ogg i Magrat zniknęła.
Po jakimś czasie Ridcully znowu ukłuł swojego burgera.
- Sałata z całą pewnością nie jest zupełnie zagraniczna i licha.

Od czasu do czasu Magrat schodziła w bok ze ścieżki i zrywała kwiaty.
Miała naprawdę wyborny słuch, by usłyszeć, jak rosną korzenie i
otwierają się pąki. Trwało to już dziesięć lat.
- To takie oczywiste! Wchodzi do pułapek. Zmienia ludzi. Sprawia, że
chcą grać muzy... Muszę iść. - Susan była jedyną osobą w okolicy, która
nie była lekko obłąkana albo całkowicie zajęta czymś.
- To trochę utrudnia chodzenie, prawda?
- ZAPOMNIAŁEM, JAK SIĘ UPIĆ.
Barman zerknął na szklankę.
- Nawet nie ruszyłeś.
- NIE, PROSZĘ PANA.
- Czy coś się stało?
- Ało-uo-uo-uo stauo-uo-uooo.
Coś takiego! Co mogłoby zmartwić Śmierć? Albert boi się chyba, że nie
jest zupełnie zagraniczny i lichy.
Skąd ten ton? Może to już koniec tej bzdurnej muzyki, młodemu
człowiekowi przychodzi do głowy mnóstwo innych rzeczy, które wolałby
zjeść. Swoje stopy.
Jakiś starszy mężczyzna w wyblakłych szatach wyszedł niepewnie zza
drzwi, próbując zorientować się w sytuacji. Robak obracał się żałośnie."

8. Chwila oddechu. Łatwizna:

W "Zadziwiającym Maurycym" kot i szczury przeszły magiczną przemianę.
Pytanka są takie:
   a/ z jakiego powodu przemieniły się szczury?
   b/ z jakiego powodu przemienił się Maurycy?
   c/ skąd szczury brały imiona dla siebie?
Po 1 pkt za każdą odpowiedź.

9. Wracamy do zamienianek. Jak zwykle: źródło cytatu - 3 pkt, skąd
pochodzą podstawieni bohaterowie - 2 pkt, rozszyfrowanie każdego
właściwego imienia postaci - 1 pkt.

"Wrota rzeczywiście były wielkie i czarne. Wyglądały jakby wykuto je z
litej ciemności. Vorbis i Brutha stali w tłumie na placu przed
Uniwersytetem i przyglądali się im.
- Nie rozumiem, jak ludzie wchodzą do środka - zauważył w końcu Brutha.
- Używają czarów, podejrzewam - wyjaśnił kwaśno Vorbis. - Oto masz
swoich magów. Każdy normalny człowiek kupiłby sobie kołatkę.
Skinął (...) w stronę czarnych wrót.
- Może trzeba powiedzieć jakieś hokuspokus. Wcale bym się nie zdziwił -
dodał.
Przebywali w Ankh-Morpork od trzech dni i Vorbisowi, ku jego
zaskoczeniu, zaczynało się tu podobać. Zatrzymali się w Mrokach,
starożytnej dzielnicy miasta, której mieszkańcy prowadzili głównie nocny
tryb życia."

10. W następnej zamieniance trudniejsze będą imiona prawdziwych postaci
z cytatu, dlatego za każde z nich po 2 pkt. Za identyfikację cytatu oraz
pochodzenie postaci, które zastąpiły właściwych bohaterów - tez po 2
pkt, bo jakby łatwiejsze.

"(...) byli z siebie dumni, kiedy siadali razem do kolacji. Zachowywali
się, zdaniem Ptacluspa, jak gromada chłopców,którzy właśnie dostali
swoją pierwszą parę długich spodni. Co zresztą właśnie się stało. Każdy
nosił na sobie workowate spodnie i długą szarą szatę.
- Robiliśmy zakupy - oznajmił z dumą Dios. - Płaciliśmy za wszystko
pieniędzmi. Jesteśmy ubrani jak ludzie cywilizowani.
- Istotnie - zgodzil się pobłażliwie Ptaclusp.
Miał nadzieję, że doprowadzą misję do końca, zanim odkryją, jakich
cywilizowanych ludzi noszą kostiumy. Kłopotliwe okazały się brody.
Ludzie, którzy nosili takie ubrania w (...), zwykle nie mieli bród. Ich
brak bród był wręcz przysłowiowy. Właściwie w ścisłym sensie
przysłowiowy był ich brak innych ważnych fragmentów, a w konsekwencji
również zarostu.
Teppic przesunął się na krześle.
- Drapie - stwierdził. - To są spodnie, tak? Nigdy jeszcze takich nie
nosiłem. Koszuli też. Po co komu koszula, która nie jest kolczugą?
- Ale poszło nam świetnie - powiedział Dios."

11. W tej zamieniance będą zagadki dodatkowe. Tradycyjnie należy zgadnąć
źródło cytatu - 3 pkt. oraz skąd pochodzi zamieniona główna postać - 2
pkt. Za odgadnięcie jej prawdziwego imienia - 1 pkt. Dodatkowo chciałbym
wiedzieć, jak naprawdę zginął Lupine Wonse - 1 pkt. A jeśli ktoś jeszcze
mi to streści jednym celnym zdaniem, po pratchettowsku, metaforycznie,
zarobi dodatkowy 1 punkt :) Zdania własnoręcznie wymyślać nie trzeba,
tyle podpowiem.

"Lupine Wonse nie spał. W tej chwili był w połowie wysokości wieży, na
linie ze związanych prześcieradeł. Miniony dzień spędził wydłubując
stopniowo zaprawę wokół prętów w oknie, chociaż prawdę mówiąc, przez
przeciętny mur w Pałacu można by się przebić kawałkiem sera. (...)
Wylądował ciężko na mchu, odpoczął chwilę, po czym z nożem w ręku
przemknął wzdłuż zamkowych murów do lasu.
Przedostanie się do granicy i tam przepłynie rzekę, a może zbuduje
tratwę. Do rana będzie już za daleko, by zdołali go odnaleźć. Zresztą
wątpił, czy w ogóle będą szukać.
Słabeusze!
Zadziwiająco szybko szedł przez las. Były w nim w końcu trakty dość
szerokie nawet dla wozów, a on miał niezłe wyczucie kierunku. Poza tym
musiał tylko iść w dół. Kiedy trafi na wąwóz, pójdzie z biegiem rzeki.
I nagle wydało mu się, że wokół jest zbyt wiele drzew. Wciąż widział
trakt, prowadzący mniej więcej we właściwym kierunku, ale drzewa po obu
stronach rosły gęściej, niż można by się spodziewać. A kiedy próbował
zawrócić, za nim nie było już drogi. Oglądał się co chwila, na wpół
oczekując, że zobaczy przesuwające się drzewa, ale zawsze stały ze
stoickim spokojem, mocno zakorzenione w mchu.
Nie czuł wiatru, ale słyszał szelest liści.
- Dobrze - mruknął pod nosem. - Niech będzie. I tak odchodzę. Chcę
odejść. Ale wrócę.
Wtedy właśnie trakt doprowadził go do polanki, której nie było tu
wczoraj i nie będzie jutro - polanki, gdzie światło księżyca odbijało
się od rozmaitych rogów, kłów i zwartych szeregów lśniących oczu.
Słabi zebrani razem są zapewne godni pogardy, ale Lupine uświadomił
sobie, że unia silnych może stanowić poważniejszy problem.
Przez kilka sekund panowała cisza, zakłócana jedynie cichym
posapywaniem. Potem sekretarz uśmiechnął się, uniósł nóż i ruszył do
ataku.
Pierwsze szeregi zgromadzonych zwierząt rozstąpiły się przed nim, a
potem zwarły na powrót. Nawet króliki.
Królestwo odetchnęło."

12. Na koniec kolejna premiera, wspólnego autorstwa Terry Pratchetta i
programu Blah-blah. Doskonała, moim zdaniem. Proszę zidentyfikować dwa
oryginalne tytuły, biorące udział w tym akcie stworzenia. Za każdy po 4
pkt.

"Pod liściem szczawiu schronił się ropuch.
- Panna Tyk mówiła, że tu wrócisz - oświadczyła Akwila. - Nie miał
twarzy. Nie miał wcale głowy!
- No cóż, to jego główna kwalifikacja zawodowa.
Fizjonomia ropucha uśmiechnęła się do kobiety.
- Zbieram ropuchy i nadmuchuję je - powiedział ropuch.
- A więc jesteś astronomem? - domyślił się Dwukwiat.
- Ależ nie - odparł ropuch. - I z całą pewnością nie piję mleka!
- Chcę wiedzieć, jaki jest dzień? Papier nie umie liczyć.
- Oto książka, która mówi, jaki jest dzień - wyjaśnił niechętnie
Rincewind - Koń był dość młody.
- Książka? - powtórzył ropuch. - Hm... ona nie sądzi, że ty powinnaś...
- Lepiej będzie, jeśli powiesz mi wszystko, co wiesz - oświadczył
ropuch. - Muszą być chore.
Tupnął nogą o skałę, która zakołysała się na słońce. Ale nie twarzą.
Ponieważ nie miał. Przykro było słuchać zawsze.
Belafon zesztywniał. Kiedy przechodził pod drzewem i spojrzał
przypadkiem przez rzednące chmury na śnieżny pejzaż spory kawałek pod
sobą, wiedział, że znalazł się w towarzystwie innych ludzików. Spuścił
się z drzewa. Wylądował na dróżce, ślizgając się na zamarzniętej ziemi.
Utrzymał się, stając na tylnych kopytach, a jeździec zwrócił się w
słuch. Zerwał się cichy głos:
- Co to jest sprzęt komputerowy?
- A co to jest inwazja Figli?
- Na przykład to. - Druid postukał sandałem o skałę i upuścił patelnię
do ognia. - A przynajmniej tak twierdzą. Chciałbym dostawać bransoletę z
brązu za konieczność palenia żywcem na stosie każdego użytkownika,
który - ku zdumieniu Akwili - nie przeczytał instrukcji.
Ropuch wzruszył ramionami.
- A do czego konkretnie to służy? - zapytał. Wystawił kciuk i
wyciągnąwszy ramię, ocenił odległość do dalekiego szczytu.
- Przeciwko wszystkiemu z należytym szacunkiem.
- Kto by pomyślał, prawda? - zauważył Dwukwiat.
- Lepiej będzie, jeśli skałę pokrywa śnieg, to jest sprzęt komputerowy?
Tupot nóg końskich ucichł. Przez chwilę tkwili na rozpalonej słońcem
piaszczystej drodze. Po czym jeden z nich zdzielił konia. Tym razem koń
zakolebał się w słuch.
Belafon usiadł, zwieszając nogi za krawędź skały.
- Nie uda mu się, słoneczko. Stój spokojnie. Popatrz mu w oczy, których
nie miał.
- Twardziel z ciebie, co? No to dostaniesz jeszcze raz. - Koń zatoczył
nim kilka zadziwiająco szybkich łuków nad ogniskiem.
Rincewind stanął na dygoczącym kamieniu i pomaszerował chwiejnie w
chmury, wytężając wzrok pośród wilgotnego półmroku. Wylądował na łbie
konia, pomiędzy jego oczami i złapał obiema rękami za końskie ucho.
Nieliczne szczyty gór sterczały z niego niczym wyspy.
- Figle pracowały?! Nigdy nie uda jej się dotrzeć do wioski tysiące
razy. Przez wieki wozy tak wyrobiły dróżkę, że wygląda na metodę godną
zaufania - oznajmił urażony druid. - Jesteśmy pięćset stóp nad ziemią
dla czystej radości lotu, pędzących w niebo... - I był rozpaczliwie
świadom, że nie wychodzi mu to najlepiej.
- Goni mnie jeździec bez głowy - mówiła Akwila. - Z szoku kulturowego.
Druid podniósł głowę i zerwał się niebezpiecznie.
- Nie wolno narażać na ten szok człowieka!
- Przez chwilę, Akwila, wiedziałaś, że to krasnoludki. Nie, to
rebelianci? I z całą pewnością nie piją mleka! Przeciwko czemu walczą?
- Przeciwko każdemu. Przeciwko każdemu. Przeciwko każdemu. Przeciwko
czemu walczą?
- To jest sprzęt komputerowy? Słuchanie tego szaleńca gwarantuje
pozostanie tu, w górze. - wrzeszczał mały wojownik.
Chmury popłynęły dookoła, dało o sobie znać przykre uczucie ciężkości i
nagle skała wyrwała się po śniegu, lecz w jej umyśle też zapanował
lodowaty chłód. Starała się za to myśleć o skałach wzlatujących jak
pierzaste chmury. Kawałek dalej, Akwila widziała ją zza żywopłotu.
- Ehem... - zaczął Rincewind i przerwał, by nabrać tchu. Przez chwilę
Akwila widziała go za żywopłotem, który był teraz, całkiem nagle, ścianą
bieli.
- Wiesz, co jest najważniejszym problemem w szoku kulturowym? - syknął.-
Goni mnie jeździec - zwrócił się w stronę Akwili. Ale nie twarzą.
- Dlaczego?
- Bo nie ma głowy.
Druid postukał sandałem o skałę.
- A przynajmniej tak twierdzą. Chciałbym dostawać bransoletę z brązu za
każdego użytkownika, który pilotuje tysiąc ton skały. Tyk mówiła, że tu
wrócisz - oświadczył. - Kazałem im oddać.
- Ale wszystko porozlewali.
- Na litość! Kopnąłem się we własną głowę! - Belafon spocił się lekko.
Obrzydliwie lepki, teraz był tylko wełnistym białym dywanem, ciągnącym
się nad wszystkim z należytym szacunkiem.
Skała pachniała czymś smażonym. Koń też.
- Przepraszam bardzo. Dałaś Figlom mleko? Mam nadzieję, że bekon -
wtrącił uprzejmie Dwukwiat.
Druidzi na Dysku szczycili się swym ze wszech miar postępowym podejściem
do tajemnic wszechświata. Myśleli jednak długo i ciężko nad samymi
podstawami Stworzenia...  że w zasadzie miejsce na twórcze spory, cięcia
i riposty gorącej naukowej debaty znajduje się na skale o ambicjach
zupełnie nieodpowiednich dla swego stanu. Niebo się iskrzyło, gdy
ozdobnym sierpem przewracali bekon na patelni.

Skowronki ucichły. Ludzie będą biegać i krzyczeć. I wracają potwory.
Najlepsza pora do wysiewu fasoli, tak przynajmniej twierdzą. Nie warto
się upierać, że to tylko magia."

No to czekam. Powodzenia :)

-- 
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8
"Wiesz, jestem w tym wieku, że jak mówią o mnie, że jestem dobry w łóżku, to znaczy, że nie ściągam całej kołdry na siebie" (c) by Synek

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]