STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: aniared <aniared@nospammwp.pl>
Subject: [konkurs] Robaczek ze swej dziurki wypełzł i lata, znak to wiosny dla świata!
Date: Tue, 04 Apr 2006 12:10:41 +0200
Message-ID: <e0tgof$bnd$1@nemesis.news.tpi.pl>

[...]

Zaczynamy:

1.

Bo latem to co innego:
każdy owad może tentego
i w ogóle

2.

Wszedłszy do pokoju, babka jęknęła z przerażenia. Kilkanaście
bezczelnych much krążyło pod sufitem. To samo było w gabinecie dziadka,
w kuchni. Plaga opanowała dom. Po podwieczorku miała miejsce narada
rodzinna. Wacława proponowała rozpylić w powietrzu środek owadobójczy.
Ala półżartem doradzała wyjazd z domu na letnisko. Babka, wyjątkowo
uczulona na muchy, oznajmiła kategorycznie, że nie wytrzyma dłużej,
pójdzie do sąsiadów i nawymśla im, gdyż to oni zapewne wyrzucili do
ogrodu zepsutą kiełbasę albo coś takiego. Henryk milczał i ważył zdanie.
Wtedy Kuba zaproponował, że on wyłapie wszystkie, jeśli za każdą otrzyma
tyle, co za pierwszą.

3.

Nikogo więcej nie było w domu. Była zupełnie sama...
Usłyszała kroki - ciche, posuwiste kroki zbliżające się do niej z tyłu.
Niepewny chód utopionej dziewczyny...
Poczuła w nozdrzach zapach nadrzecznej wilgoci...
Na szybie pszczoła brzęczała... brzęczała.
I nagle poczuła ukłucie żądła.
Pszczoła ukłuła ją w kark.

4.

Obie ściany wąwozu były na całej swej długości obwieszone jakby
czarnymi, połyskliwymi kotarami. M. słabo się zrobiło, gdy im się
przyjrzał dokładniej - były to bowiem, ni mniej, ni więcej, tylko
miliony pszczół śpiących w gęstej ciżbie jedna obok drugiej. [...]
Leżały tu martwe pszczoły i trutnie, różne odpadki i szczątki,
zwietrzałe plastry, pokruszone skrzydła przybłędów chrząszczy i motyli,
ugrzęzłych w mazi kuszącego miodu - wszystko zaś przysłonięte warstwami
drobnego, czarnego pyłu.
Sama ostra woń tego śmietnika zdolna była napełnić przerażeniem każdą
istotę bezskrzydłą, wiedzącą choćby ze słyszenia, czym było Małe Plemię.

5.

Otworzyłem oczy i bardzo wiele stało się równocześnie. Po pierwsze, na
mojej piersi znajdował się ohydny robak, członowany, kroczący na ośmiu
zginających się nogach i pokryty brązowym pancerzem, z uniesionym,
płaskim łbem, zakończonym hakowatymi szczękami. Był wielkości mojej
dłoni. Spojrzałem prosto w lśniące leciutko złotem czworo oczu,
wyglądających jak klejnoty.

6.

Kolejna z prymusek mogła wzbudzać wyłącznie obrzydzenie. Bo proszę sobie
wyobrazić suchą ośmiornicę nasadzoną na tułów gigantycznej glisty.
Nazwisko Kobieta-Robal tylko w części może oddać jej oryginalną urodę.

7.

Wolną ręką Mario ścisnął lekko cukierek. Nie patrzył na niego, patrzył
na Delię, na jej twarz jak z gipsu, na tę odpychającą twarz pierrota w
półcieniu. Palce jego powoli przełamywały cukierek, światło księżyca
oświetliło wyraźnie białawą masę karalucha, jego pozbawione pancerza
ciało otoczone pomieszanymi z miętą i marcepanem kawałkami skrzydeł, nóg
i utłuczonej skorupy.

8.

Niektóre ze stwo... z tych rzecz w poszyciu wyglądały właśnie tak, jak
wyjęte ze stronic tamtej książki. Były ptaki z dziobami długimi jak całe
ich ciało. Były pająki wielkości dłoni. Tu i tam powietrze migotało jak
woda. Opierało się delikatnie, kiedy M. próbował przez nie przejść, a
potem go przepuszczało, ale ptaki i owady jakoś nie miały ochoty lecieć
jego śladem.
I wszędzie widział chrząszcze.

8.

Królowa w jedwabnym kokonie nie znała słów, by mu odpoweidzieć, kiedy
jednak zamknął oczy i zaczął sobie przypominać, zamiast wspomnień
napłynęły obrazy. Układanie kokonu w chłodnym, ciemnym miejscu, ale z
wodą, by nie wysechł. Nie, to nie była zwykła woda, ale woda zmieszana z
sokiem pewnego drzewa i utrzymywana w odpowiedniej temperaturze, by
wewnątrz kokonu mogły zachodzić odpowiednie reakcje. Potem czas. Dni i
tygodnie, potrzebne do przemiany poczwarki. A potem, kiedy kokon stał
się szarobrązowy, X. zobaczył siebie jak rozcina go i pomaga małej,
delikatnej królowej wyjść na świat. Widział, jak bierze ją za przednie
odnóże i odprowadza od wody porodowej do gniazda, miękkiego, wysłanego
piaskiem i suchymi liśćmi. Wtedy będę żyła, nadbiegła myśl. Wtedy się
przebudzę. Wtedy wydam dziesięć tysięcy swych dzieci.

9.

Kobieta handlująca bluzkami trzymała w ręku pakunek, z którego wyciagała
coś, co wyglądało jak robak mopani.
- Robaki mopani? - spytała X.
Kobieta odwróciła się.
- Tak.
Podsunęła torbę pod nos X., która poczęstowała się jednym z trzech
suszonych robaków i włożyła sobie do ust. Był to przysmak, któremu po
prostu nie umiała się oprzeć.

10.

W  świetle latarki ukazał się spory pająk, biegnący żwawo wzdłuż linki
cumowniczej. Przestraszył Wallingforda, ale nie panią Clausen.
- To tylko pająk - powiedziała. - Lubię pająki. Są bardzo przedsiębiorcze.
Ach tak, więc Doris ceni przedsiębiorczość i pająki, pomyślał. Był zły
na siebie, bo przywiózł "Stuarta Malutkiego", a nie "Pajęczynę
Charlotty". Może nie wspomni nawet, że ma tę głupią książkę, tym
bardziej, że chciał ją najpierw przeczytać pani Clausen, a potem dopiero
małemu.

11.
PS. Odpowiedź "banaaaaalne" nie będzie punktowana. Nie mogło przecież
zabraknąć tego fragmentu!

U bliskiej brzeziny
Było wielkie mrowisko. Owad gospodarny
Snuł się wkoło po trawie, ruchawy i czarny;
Nie wiedzieć, czy z potrzeby, czy z upodobania
Lubił szczególnie zwiedzać [...];

12.

Widziałam ostatnią pszczołę. Wygrzewała się w skrawku słońca zachwycona
tak, jakby to było toczące się nieruchomym nieboskłonem życie. Delikatne
gazowe skrzydełka podźwignęła w górę i położyła na nich ociężałą głowę.
A oczy miała zamknięte. Stopy - ruchliwe zazwyczaj - obejmował bezwład i
bezruch, a jednak dysząca intensywność pręgowanego futerka mówiła, że
pszczoła żyje. Odpoczywała po dniu - a może po pracowitym lecie -
grzejąc się w umierającym słońcu jesieni. Usiadłam obok niej i cicho,
nie chcąc jej spłoszyć, spytałam:
co robiłaś w życiu?
miód - mruknęła
nie poruszając skrzydłem

13.

Od tej pory bawił krótko w fabrykach, wolał przypatrywać się okolicom
miasta Anu. Daleko na wschodzie widać było pustynię, wśród której w roku
zeszłym odbywały się manewry pomiędzy korpusem jego i Nitagera. Jak na
dłoni widział gościniec, którym maszerowały jego pułki, miejsce, gdzie z
powodu znalezienia skarabeuszów machiny wojenne musiały skręcić na
pustynię, a może nawet i to drzewo, na którym powiesił się chłop kopiący
kanał.

14.

Otóż wtedy, moi drodzy, odezwał się świerszcz. Zaświerkotał swoje
przepotężne świrt, świrt, świrt, wtórując imbrykowi, zaświerkotał głosem
tak zdumiewająco nieproporcjonalnym w stosunku do swojego świerszczego
wzrostu, jeśli go porównać z wielkością imbryka? Przecież świerszcza nie
było widać!), że gdyby w tej samej chwili rozpuknął się jak strzelba
zbytnio naładowana prochem, gdyby na miejscu oddał życie rozświerkotując
swoje maleńkie ciałko na pięćdziesiąt kawałków, wydałoby się to nam
rzeczą naturalną i nieuniknioną, o którą świerszcz najusilniej się starał.


Życzę miłej zabawy :)

-- 
Ania

http://aniared.blog.onet.pl

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]