STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Szymon 'Zbooy' Madej <s.madej@rmf.fm>
Subject: Konkurs start!
Date: Wed, 23 Mar 2005 10:34:58 +0100
Message-ID: <tkc041d6janivou5okb5d34mo0tutech2j@4ax.com>

Witam,

[...]

(1) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Doszliśmy do wąskiej, czarnej, wijącej się drożyny. Na jej środku
wyraźnie odciśnięte były w mokrej ziemi ślady roweru.
- Hurra! - krzyknąłem. - Mamy go! 
Ale H. potrząsnął przecząco głową. Z jego twarzy wyczytać można było
raczej zakłopotanie i oczekiwanie, niż radość.
- Rower na pewno, ale nie ten rower - powiedział. Znam 42 różne
rodzaje odcisków pozostawionych przez opony. Te, jak widzisz, to
"Dunlopy" o poprzecznych prążkach. Jedna z nich posiada na zewnętrznej
stronie płaszcza łatkę. Heidegger miał natomiast opony "Palmera",
zostawiające ślad o długich pręgach. Nauczyciel matematyki, Mr.
Aveling, jest tego zupełnie pewien. Dlatego nie może to być ślad
Heideggera.


(2) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie, kim jest
P.:

W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i
wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne
pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że
pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na
rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie
kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok
ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się
akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem:
"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w
którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie
wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy
wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton.


(3) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Na wieży strażackiej w Chełmie
Stał strażak w błyszczącym hełmie. 
Zobaczył w dole cyklistę,
Bo powietrze było czyste.
Rzecze tedy, patrząc z wieży:
"A cóż to za mucha bieży?
Najwyżej centymetr mierzy,
I nie cały, lecz połowę..." 
A cyklista zadarł głowę
I sam do siebie powiada:
"Ależ to widok nie lada,
Gdy na wieży mucha siada
I tam strażaka udaje!
Też mi dopiero zwyczaje!" 
Każdy więc myślał o sobie
Jako o dużej osobie
I choć to złudzenie kruche,
Drugiego uważał za muchę. 


(4) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

W końcu stracił cierpliwość i wdał się w bójkę z rowerem. Ten zaś, ku
memu zadowoleniu, nie dawał za wygraną, tak więc pomiędzy nim a
Ebbsonem rozgorzała dość wyrównana walka. Raz rower leżał na ścieżce,
a na nim leżał Ebbson, za chwilę było odwrotnie - Ebbson leżał na
ścieżce, a rower na nim. Gdy Ebbson się podniósł i cały czerwony na
twarzy trzymał rower pomiędzy kolanami, jego radość zwykle nie trwała
długo - szybkim, niespodziewanym ruchem rower wyrywał mu się z rąk i
podskoczywszy do góry dziobał Ebbsona w głowę kierownicą. 
Była już za kwadrans pierwsza, gdy Ebbson, brudny, rozczochrany,
podrapany i pokaleczony zawołał: 
- No, nareszcie! - po czym wstał i otarł pot z czoła. Rower również
wyglądał jakby miał dosyć tego wszystkiego, trudno bowiem powiedzieć,
który z nich więcej ucierpiał. Zaprowadziłem Ebbsona do kuchni, gdzie
umył się przynajmniej na tyle, na ile to było możliwe bez sody i
odpowiednich środków i poszedł do domu. 


(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł
mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl,
czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem
dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z
zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników
miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję. 
W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin
był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy
poskromił spłoszone konie. 
- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie! 
I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po
czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane
na ramie mojego roweru. 
Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam: 
- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej. 


(6) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął
rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z
apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co
się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe!
Frederick otrzymał drewno za darmo!


(7) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Kiedy indziej znów przed południem wjechał na czyjąś parcelę, wpadł do
rozkopanego rowu, bo właściciele domków letniskowych przeciągali
właśnie kabel elektryczny, wywinął koziołka i zaczął ryczeć: 
- Kto wam pozwolił rozkopać drogę? No, to was będzie drogo kosztowało!
Rozkopać drogę publiczną? Macie na to pozwolenie? Jestem dróżnikiem! 
I jechał tak Józiek bez świateł, i tak jak ja rozkoszował się naturą,
nie kręcił nawet pedałami, tak go księżyc z tyłu popychał, a zresztą
do Nowych Łąk asfaltowa szosa wiedzie wciąż z górki: mało kto wie, że
na szosie wysokość wynosi sto osiemdziesiąt pięć metrów nad poziomem
morza, a tu, na Nowych Łąkach, tylko sto siedemdziesiąt siedem, a więc
spadek jest znaczny, te kerskie lasy leżą właściwie w takiej płytkiej
niecce, bo od Nowych Łąk asfaltowa aleja wspina się pod górę i na
szosie Gródeczek-Semice osiąga znów wysokość sto osiemdziesiąt pięć
metrów nad poziomem morza... 


(8) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie W.:

Opary rozwiały się i widać było ogromny obszar dna morskiego. 
- Dzień dobry! - odezwał się W., naciągając kapelusz głębiej na uszy.
Musimy iść dalej. 
Mniej więcej w porze śniadania spotkali skrzata domowego jadącego na
rowerze. Wiózł swoje dziecko w worku na plecach, na bagażniku miał
walizkę, a przy kierownicy dyndało mnóstwo zawiniątek i paczuszek. 
Był bardzo czerwony i popatrzył na nich nie witając się. 


(9) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie K.:

Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo
nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same
rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a
potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z
domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w
pierwszej dziesiątce z arytmetyki. 
Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem
dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie,
wytrzeszczył oczy i powiedział: "Coś takiego, no coś takiego!", a mama
mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że
to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba
powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało
zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był K., który jest zawsze
ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower. 


(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie
fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze
fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła
się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że
kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale
nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę,
wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył
i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z
papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos
porozrzucanych na wszystkie strony książek. 


(11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Od znajomego złodziejaszka z Wójtówki kupiłem za czterdzieści złotych
rower, zwykłego starego "koguta". Do bagażnika przymocowałem solidny
pakunek z ciuchami i postanowiłem pojechać z tym na wieś, do matki.
Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę
przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i
jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. Do podroży
skombinowałem jakiś roboczy kombinezon - że to niby kurz, szkoda
ubrania itd. - a w przeddzień wyjazdu kupiłem kilogram zabitej krowy,
żeby zrobić sobie śniadanie i zabrać coś na drogę. 


(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
w pewnym stopniu przywróciła mi głos. 
- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował? 
Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna. 
Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
dzieckiem? 


(13) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 za rozszyfrowanie T.:

T. kleiły się oczy i nie miał siły bronić się przed czarami. Wiedział,
że celem ich było nadszarpnięcie jego odporności, lecz nie mógł przed
nimi uciec. Był za słaby, zbyt zmęczony, za bardzo chory. 
Ciąg dalszy odbywał się teraz na podwórzu. Jeden z sąsiadów jeździł na
rowerze ubrany w granatowy roboczy kombinezon. Zakreślał koła i
ósemki. Za każdym razem, gdy przejeżdżał pod oknem T., posyłał mu
szeroki uśmiech i mrugał porozumiewawczo. Do siodełka przywiązany był
sznur, ciągnący woskowy manekin przedstawiający kobietę. Był to taki
sam manekin, jakich używa się do prezentowania sukni na wystawach
sklepowych. Manekin podskakiwał na nierównościach terenu, ramiona
poruszały się, co sprawiało wrażenie, że kukła żyje. Wosk szybko się
jednak kruszył i wleczony po ziemi manekin bardzo się niszczył.
Kobieta znikała, jakby ją zżerał jakiś kwas. Gdy za rowerem pozostały
już tylko obie nogi, sąsiad skłonił się ironicznie T. i zniknął. 


(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi
ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar
ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia,
przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad
przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey
Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na
wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym
mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu
jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do
ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi
dworcami kolejowymi samochodów.
Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez
dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie
zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość
na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza. 


(15) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Teraz jest już wiadomo, że Pan Waruna wrócił do Niebiańskiego Grodu po
bitwie pod Khaipur. W tym samym czasie hierarchia niebieska zaczęła
się rozpadać. Panów Karmy zastąpili Strażnicy Karmy, a ich funkcje
zostały oddzielone od godności kapłańskiej i urzędów świątynnych.
Ponownie wynaleziono rowery. Wzniesiono siedem kaplic buddyjskich.
Pałac Pana Nirriti przebudowano na galerię, w jednym skrzydle u
rządzono Pawilon Karny. Święto w Alundil święcono jak zwykle co roku,
a o tancerzach powiadano, że nie mają sobie równych. Gaj drzew o
purpurowych liściach i błękitnej korze rósł na dawnym miejscu,
odwiedzany przez licznych pielgrzymów. Kubera oraz Ratri pozostali w
Khaipur. Tak odjechał z Olveggą na ognistym rydwanie, nikt zaś nie
wiedział, dokąd się udali. W Niebie rządy sprawował Wisznu.
Ci. którzy modlili się do siedmiu Riszi, dziękowali za rowery i za
awatarę Buddy, którego zwali Majtreja, czyli Pan Światła. Prosili, by
rozszerzył królestwo jasności, albo by się raczej od tego powstrzymał.


(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Mieszkańcy Crossmaheart śmiali się ze wszystkich - zdrowych i chorych.
W Crossmaheart nadal istniał Zakład dla Kalek. W tym mieście nie było
ludzi specjalnej troski. Nie było psychicznie czy fizycznie
upośledzonych. Byli psychole i kalecy. Nie było tam niepełnych rodzin
- zamiast tego byli bękarci i gówniarze Mieszkali tam kretyni z
urodzenia i tacy, którzy dostawali świra przez kontakt z bronią,
walcząc w imieniu tej czy innej frakcji militarnej. Widziano
paralityków narodzonych z kalectwem i tych, co sami sprowadzili na
siebie ułomność- bandytów postrzelonych przez kogoś, bandytów, którzy
sami się postrzelili, zamachowców z oderwanymi podczas wybuchu rękami,
złodziei z przestrzelonymi przez terrorystów kolanami, bo stanowili
zagrożenie dla społeczeństwa. Można było ich spotkać kiedy skakali po
ulicy, obnosząc swe kalectwo z dumą niczym medal za odwagę.


-- 
Szymon "Zbooy" Madej
webmaster@rmf.fm


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]