STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Szymon 'Zbooy' Madej <s.madej@rmf.fm>
Subject: Re: Konkurs start!
Date: Thu, 31 Mar 2005 15:37:21 +0200
Message-ID: <odqn41pjengvushruuqlnvaq814ohrn01i@4ax.com>

Witam,

ufff, właśnie skończyłem liczenie punktów i rozesłałem maile do
wszystkich uczestników - sprawdźcie proszę me rachunki i ewentualnie
reklamujcie. Na razie podaję prawidłowe odpowiedzi.

>Jeśli się nie pomyliłem w rachunkach, do zdobycia jest łącznie 65
>punktów

Tym razem też mi tyle wyszło. Nikt nie zdobył kompletu, choć wiele nie
brakło.


>(1) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Doszliśmy do wąskiej, czarnej, wijącej się drożyny. Na jej środku
>wyraźnie odciśnięte były w mokrej ziemi ślady roweru.
>- Hurra! - krzyknąłem. - Mamy go! 
>Ale H. potrząsnął przecząco głową. Z jego twarzy wyczytać można było
>raczej zakłopotanie i oczekiwanie, niż radość.
>- Rower na pewno, ale nie ten rower - powiedział. Znam 42 różne
>rodzaje odcisków pozostawionych przez opony. Te, jak widzisz, to
>"Dunlopy" o poprzecznych prążkach. Jedna z nich posiada na zewnętrznej
>stronie płaszcza łatkę. Heidegger miał natomiast opony "Palmera",
>zostawiające ślad o długich pręgach. Nauczyciel matematyki, Mr.
>Aveling, jest tego zupełnie pewien. Dlatego nie może to być ślad
>Heideggera.

Autora łatwo można było wydedukować - to oczywiście Arthur Conan
Doyle. Za rozszyfrowanie H. nie było punktów, bo <<mówisz "Conan
Doyle", myślisz "Holmes">> :-)

>Conan Doyle, coś z zaginionym księciem było

Prawie :-)

Z tytułem było trochę gorzej, ale i tak nieźle. W oryginale "The
Adventure of the Priory School", po naszemu "Zniknięcie młodego
lorda". Do przeczytania na
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1.html
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1a.html
>(2) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie, kim jest >P.: > >W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i >wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne >pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że >pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na >rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie >kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok >ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się >akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem: >"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w >którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie >wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy >wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton. Specjalnie Romana zostawiłem i większość ochoczo skorzystała z podpowiedzi. Gene Gutowski "Od Holocaustu do Hollywood", w jednej z głównych ról Roman Polański . BTW, przeczytałem ostatnio tę książkę - dobrze się zaczyna, ale po wojnie jakoś się ślizga, aż grzęźnie :-( >(3) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora: > >Na wieży strażackiej w Chełmie >Stał strażak w błyszczącym hełmie. >Zobaczył w dole cyklistę, >Bo powietrze było czyste. >Rzecze tedy, patrząc z wieży: >"A cóż to za mucha bieży? >Najwyżej centymetr mierzy, >I nie cały, lecz połowę..." >A cyklista zadarł głowę >I sam do siebie powiada: >"Ależ to widok nie lada, >Gdy na wieży mucha siada >I tam strażaka udaje! >Też mi dopiero zwyczaje!" >Każdy więc myślał o sobie >Jako o dużej osobie >I choć to złudzenie kruche, >Drugiego uważał za muchę. >Z wierszy o strażakach to pamiętam "Pali się!" Brzechwy. >Ale to nie to. >Kto to mógł napisać? >Strzelam! K. I. Gałczyński. No, niestety :-( >Jak się czyta Juniorowi wierszyki, to się wie. Otóż to. Jan Brzechwa: Strażak i cyklista. >(4) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora: > >W końcu stracił cierpliwość i wdał się w bójkę z rowerem. Ten zaś, ku >memu zadowoleniu, nie dawał za wygraną, tak więc pomiędzy nim a >Ebbsonem rozgorzała dość wyrównana walka. Raz rower leżał na ścieżce, >a na nim leżał Ebbson, za chwilę było odwrotnie - Ebbson leżał na >ścieżce, a rower na nim. Gdy Ebbson się podniósł i cały czerwony na >twarzy trzymał rower pomiędzy kolanami, jego radość zwykle nie trwała >długo - szybkim, niespodziewanym ruchem rower wyrywał mu się z rąk i >podskoczywszy do góry dziobał Ebbsona w głowę kierownicą. >Była już za kwadrans pierwsza, gdy Ebbson, brudny, rozczochrany, >podrapany i pokaleczony zawołał: >- No, nareszcie! - po czym wstał i otarł pot z czoła. Rower również >wyglądał jakby miał dosyć tego wszystkiego, trudno bowiem powiedzieć, >który z nich więcej ucierpiał. Zaprowadziłem Ebbsona do kuchni, gdzie >umył się przynajmniej na tyle, na ile to było możliwe bez sody i >odpowiednich środków i poszedł do domu. Tu albo ktoś wiedział, albo nie - albo 5, albo 0 punktów, i prawie żadnych strzałów. O, przepraszam, jeden: >Hmmm. Bójka z rowerem - jak u Borisa Viana. Ale nazwisko angielskie, choć >Vian przecież też pisał jako Vernon Sullivan... Chyba nie Vian jednak. >Strzelam trochę: Flann O'Brien, "Trzeci policjant". Czytałem już dość dawno >temu, ale jakoś mi pasuje. http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/jerome.html
Fragment książki Jerome'a K. Jerome'a (1859-1927) "Trzej panowie na rowerach" (tłum. Jolanta Plakwicz, wyd. Cieślak i Szwajcer, 1991). W oryginale ukazało się to w roku 1900 jako Three Men on the Bummel (http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/3men.html.)
wiedzieć, od czego skrótem jest K.? Od... Klapki; tak w każdym razie stoi w Encyclopaedia Britannica. >(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł >mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl, >czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem >dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z >zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników >miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję. >W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin >był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy >poskromił spłoszone konie. >- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie! >I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po >czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane >na ramie mojego roweru. >Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam: >- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej. "Postrzyżyny" Hrabala, oczywiście, i scena końcowa niemal. Łaaaatwe :-) >(6) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana >Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął >rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z >apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co >się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe! >Frederick otrzymał drewno za darmo! Nie chciałem rozwijać N. do Napoleona, bo w połączeniu z występującym w tekście folwarkiem zagadka zdała mi się zbyt oczywista, Myliłem się. Mniej niż połowa rozszyfrowała, że to "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella. >(7) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >Kiedy indziej znów przed południem wjechał na czyjąś parcelę, wpadł do >rozkopanego rowu, bo właściciele domków letniskowych przeciągali >właśnie kabel elektryczny, wywinął koziołka i zaczął ryczeć: >- Kto wam pozwolił rozkopać drogę? No, to was będzie drogo kosztowało! >Rozkopać drogę publiczną? Macie na to pozwolenie? Jestem dróżnikiem! >I jechał tak Józiek bez świateł, i tak jak ja rozkoszował się naturą, >nie kręcił nawet pedałami, tak go księżyc z tyłu popychał, a zresztą >do Nowych Łąk asfaltowa szosa wiedzie wciąż z górki: mało kto wie, że >na szosie wysokość wynosi sto osiemdziesiąt pięć metrów nad poziomem >morza, a tu, na Nowych Łąkach, tylko sto siedemdziesiąt siedem, a więc >spadek jest znaczny, te kerskie lasy leżą właściwie w takiej płytkiej >niecce, bo od Nowych Łąk asfaltowa aleja wspina się pod górę i na >szosie Gródeczek-Semice osiąga znów wysokość sto osiemdziesiąt pięć >metrów nad poziomem morza... Kerskie lasy? A któż to mógł o nich pisać? >Znowu Bohumil Hrabal. No, ba :-) >Ale co? >Może "Taka piękna żałoba"? Nie jestem pewien... >Nie, zaraz, to pod Kerskiem. Więc coś raczej późniejszego. Stawiam na >"Święto przebiśniegu". Oczywiście nie pamiętam, z którego opowiadania. Niezłe kombinowanie :-) >Bez świateł i przy księżycu, zatem "Noc księżycowa". Jasne! Całość do przeczytania na http://www.cyf-kr.edu.pl/rowery/hrabal2f.html
>(8) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie W.: > >Opary rozwiały się i widać było ogromny obszar dna morskiego. >- Dzień dobry! - odezwał się W., naciągając kapelusz głębiej na uszy. >Musimy iść dalej. >Mniej więcej w porze śniadania spotkali skrzata domowego jadącego na >rowerze. Wiózł swoje dziecko w worku na plecach, na bagażniku miał >walizkę, a przy kierownicy dyndało mnóstwo zawiniątek i paczuszek. >Był bardzo czerwony i popatrzył na nich nie witając się. - Hej! - zawołał Muminek. - Nie poznajesz mnie? Co to takiego? Czy się przeprowadzasz? Skrzat zeskoczył z roweru i prędko powiedział: - Wszyscy uciekają z doliny. Nie myślisz chyba, że będziemy siedzieć i czekać na kometę?! - A kto powiedział, że kometa uderzy akurat w Dolinę Muminków? - spytał Migotek. - Piżmowiec - odparł skrzat. - No, a Tatuś i Mama? - pytał dalej Muminek. - Oni na pewno zostali i czekają na mnie! - Tak, tak, tak - rzucił niecierpliwie skrzat. - Siedzą na werandzie. Ale to nie ma nic wspólnego ze mną. Zresztą i tak nie zdążysz tam dojść... Co powiedziawszy, odjechał na swoim rowerze, z włosem zjeżonym ze strachu. - I jeszcze wiezie walizkę! - powiedział Włóczykij. - I tobołki, i paczki! W taki upał! Chodźcie, idziemy [...] Tym razem nie było problemu z Muminkami, może tylko z pisownią nazwiska autorki: >Janssen >Tove Jasson >Tove Janson Tove Jansson to jedyna słuszna wersja :-) >"Kometen kommen", to jest, proszę państwa, "Kometa nad Doliną Muminków". Właśnie. >(9) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie K.: > >Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo >nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same >rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a >potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z >domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w >pierwszej dziesiątce z arytmetyki. >Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem >dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie, >wytrzeszczył oczy i powiedział: "Coś takiego, no coś takiego!", a mama >mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że >to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba >powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało >zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był K., który jest zawsze >ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower. K. to Kleofas, narrator to Mikołajek, autorzy to Sempe i Goscinny (zwłaszcza ten drugi), a tytuł to sam "Mikołajek", bez rekreacji czy innych chłopaków :-) Raczej łatwe. >(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie >fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze >fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła >się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że >kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale >nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę, >wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył >i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z >papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos >porozrzucanych na wszystkie strony książek. Bodaj najlepiej rozwiązane pytanie. >Tytułu nie kojarzę, ale to coś ze Stanisława Lema. Punkcik zaliczony! >Strzał na ślepo po piosence "Meteoryty, meteoryty", że Stanisław Lem. I >jeszcze bardziej na ślepo, że "Dzienniki gwiazdowe". Ech, po co Ci wzrok? :-) >(10) Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (tom 1) Nieźle! >Stanisław Lem, "Dzienniki gwiazdowe" (ale która podróż, nie pomnę - w każdym >razie to ta, w której Tichy kierował TEOHIPHIP-em) Lepiej! >Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (Podróż dwudziesta). Najlepiej! >(11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora: > >Od znajomego złodziejaszka z Wójtówki kupiłem za czterdzieści złotych >rower, zwykłego starego "koguta". Do bagażnika przymocowałem solidny >pakunek z ciuchami i postanowiłem pojechać z tym na wieś, do matki. >Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę >przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i >jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. Do podroży >skombinowałem jakiś roboczy kombinezon - że to niby kurz, szkoda >ubrania itd. - a w przeddzień wyjazdu kupiłem kilogram zabitej krowy, >żeby zrobić sobie śniadanie i zabrać coś na drogę. ...Tak zakończyła się moja pechowa podróż, w której opisie nie ma nic zmyślonego. Tego samego jeszcze dnia rower swój najnormalniej w świecie wyrzuciłem na śmietnik. Tytoń odprzedałem kolegom bez zarobku. A spirytus? Spirytusu żal mi było sprzedawać, bo z powodu koloru i smaku musiałbym oddać go taniej niż spirytus czysty, który znów po sprzedaniu swojego musiałbym kupować w celach "leczniczych". Stanisław Grzesiuk: "Boso, ale w ostrogach". >(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny. >Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa >w pewnym stopniu przywróciła mi głos. >- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu >nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do >atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej >cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował? >Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna. >Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na >rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może >kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym >dzieckiem? Truuuudne. A książka w Polsce popularna... >To mnie zamęczy. Na śmierć. Proszę o uznanie mojego zgłoszenia za zamknięte >i informację co to do cholery ciężkiej jest, bo do wyników nie zasnę. Przeżyłaś? :-) >Oj, to czytałem na pewno. Pewnie tak. >Pewnie mi się źle zdaje, ale to brzmi trochę jak "Kraina Chichów" J. >Carrolla. Dobrze się zdaje! >(13) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 za rozszyfrowanie T.: > >T. kleiły się oczy i nie miał siły bronić się przed czarami. Wiedział, >że celem ich było nadszarpnięcie jego odporności, lecz nie mógł przed >nimi uciec. Był za słaby, zbyt zmęczony, za bardzo chory. >Ciąg dalszy odbywał się teraz na podwórzu. Jeden z sąsiadów jeździł na >rowerze ubrany w granatowy roboczy kombinezon. Zakreślał koła i >ósemki. Za każdym razem, gdy przejeżdżał pod oknem T., posyłał mu >szeroki uśmiech i mrugał porozumiewawczo. Do siodełka przywiązany był >sznur, ciągnący woskowy manekin przedstawiający kobietę. Był to taki >sam manekin, jakich używa się do prezentowania sukni na wystawach >sklepowych. Manekin podskakiwał na nierównościach terenu, ramiona >poruszały się, co sprawiało wrażenie, że kukła żyje. Wosk szybko się >jednak kruszył i wleczony po ziemi manekin bardzo się niszczył. >Kobieta znikała, jakby ją zżerał jakiś kwas. Gdy za rowerem pozostały >już tylko obie nogi, sąsiad skłonił się ironicznie T. i zniknął. No i tu jestem bardzo dumny z pytania, bo fragment naprawdę uroczy ;-) >13 gdzieś widziałam. Chyba. Ale nie wiem. I nie brzęczy tak >nachalnie jak 12. :-) >Strzał w autora: Stephen King Jedyny strzał, reszta uczestników poddała się bez walki :-) Opowieść zaczyna się tak: "Trelkovsky'emu groziła eksmisja, gdy jego przyjaciel Simon powiedział mu o wolnym mieszkaniu na ulicy Pirenejów. Poszedł tam. Ponura dozorczyni nie chciała pokazać lokalu, lecz tysiącfrankowy banknot sprawił, że zmieniła zdanie. - Proszę za mną - rzekła szorstko i nieprzychylnie. Trelkovsky był młodym człowiekiem w wieku około trzydziestu lat, uczciwym, grzecznym, który nade wszystko nie znosił kłopotów. Zarabiał skromnie, dlatego też utrata mieszkania była dla niego katastrofą, pensja nie pozwalała mu bowiem na wystawne życie w hotelu. Miał jednak na książeczce trochę oszczędności i liczył, że będzie mógł zapłacić odstępne, jeśli nie okaże się ono zbyt wygórowane..." Czy Trelkovsky coś pomógł? A film widzieliście, znanego nam już z pytania 2. Romana P.? Topor, proszę państwa, Roland Topor: Chimeryczny lokator (Le locataire chimerique). >(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora: > >Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi >ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar >ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia, >przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad >przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey >Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na >wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym >mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu >jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do >ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi >dworcami kolejowymi samochodów. >Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez >dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie >zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość >na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza. Ciężko było, Harvey Metcalfe ledwo pomógł. >Jeffrey Archer, "Co do grosza" (chyba - mam niejasne wrażenie, że Metcalfe >pojawił się jeszcze w czymś innym...) Trafione, a innej książki nie kojarzę. >(15) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora: > >Teraz jest już wiadomo, że Pan Waruna wrócił do Niebiańskiego Grodu po >bitwie pod Khaipur. W tym samym czasie hierarchia niebieska zaczęła >się rozpadać. Panów Karmy zastąpili Strażnicy Karmy, a ich funkcje >zostały oddzielone od godności kapłańskiej i urzędów świątynnych. >Ponownie wynaleziono rowery. Wzniesiono siedem kaplic buddyjskich. >Pałac Pana Nirriti przebudowano na galerię, w jednym skrzydle u >rządzono Pawilon Karny. Święto w Alundil święcono jak zwykle co roku, >a o tancerzach powiadano, że nie mają sobie równych. Gaj drzew o >purpurowych liściach i błękitnej korze rósł na dawnym miejscu, >odwiedzany przez licznych pielgrzymów. Kubera oraz Ratri pozostali w >Khaipur. Tak odjechał z Olveggą na ognistym rydwanie, nikt zaś nie >wiedział, dokąd się udali. W Niebie rządy sprawował Wisznu. >Ci. którzy modlili się do siedmiu Riszi, dziękowali za rowery i za >awatarę Buddy, którego zwali Majtreja, czyli Pan Światła. Prosili, by >rozszerzył królestwo jasności, albo by się raczej od tego powstrzymał. Jeno trzy trafienia. >Najzabawniejsze było to indyjskie. Jakby nie te rowery, to bym autentycznie jakąś Ramajanę >obstawiał. :-) >Roger Zelazny, "Pan Światła" (a raczej to, co tłumok zrobił z tej >książki...) Chylę czoła. >(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora: > >Mieszkańcy Crossmaheart śmiali się ze wszystkich - zdrowych i chorych. >W Crossmaheart nadal istniał Zakład dla Kalek. W tym mieście nie było >ludzi specjalnej troski. Nie było psychicznie czy fizycznie >upośledzonych. Byli psychole i kalecy. Nie było tam niepełnych rodzin >- zamiast tego byli bękarci i gówniarze Mieszkali tam kretyni z >urodzenia i tacy, którzy dostawali świra przez kontakt z bronią, >walcząc w imieniu tej czy innej frakcji militarnej. Widziano >paralityków narodzonych z kalectwem i tych, co sami sprowadzili na >siebie ułomność- bandytów postrzelonych przez kogoś, bandytów, którzy >sami się postrzelili, zamachowców z oderwanymi podczas wybuchu rękami, >złodziei z przestrzelonymi przez terrorystów kolanami, bo stanowili >zagrożenie dla społeczeństwa. Można było ich spotkać kiedy skakali po >ulicy, obnosząc swe kalectwo z dumą niczym medal za odwagę. Na koniec znów ciężko... >Poniekąd, a nawet zupełnie wredne. Ale nazwa miasteczka charakterystyczna, a >miałam to ostatnio w ręce. Pomyślałam, że skoro nie ma roweru we fragmencie, >to będzie w tytule. Drogą tej dedukcji: "Rower przemocy" C. Bateman. Podoba mi się Twój tok rozumowania. Tym bardziej, że prowadzi do poprawnego rozwiązania :-) Wielkie UFFFF, kończenie konkursu jest dużo bardziej pracochłonne niż jego wymyślanie. Dziękuję wszystkim grupowiczom za cierpliwość - wybaczcie, ja nietutejszy :-) Zaraz, zaraz, czy ja o czymś nie zapomniałem. A, no tak, klasyfikacja! Może poczekam do jutra, żeby była pora na reklamacje, a na razie zdradzę tylko, że na szczycie znów mamy remis? zbooy -- Szymon 'Zbooy' Madej -- ysmadej[małpka]cyf-kr.edu.pl OZSR => http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/
Szersze spojrzenie => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/panoramy/
Stara Górska Biblioteczka => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/gory/biblio/

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]