From: Szymon 'Zbooy' Madej <s.madej@rmf.fm>
Subject: Re: Konkurs start!
Date: Thu, 31 Mar 2005 15:37:21 +0200
Message-ID: <odqn41pjengvushruuqlnvaq814ohrn01i@4ax.com>
Witam,
ufff, właśnie skończyłem liczenie punktów i rozesłałem maile do
wszystkich uczestników - sprawdźcie proszę me rachunki i ewentualnie
reklamujcie. Na razie podaję prawidłowe odpowiedzi.
>Jeśli się nie pomyliłem w rachunkach, do zdobycia jest łącznie 65
>punktów
Tym razem też mi tyle wyszło. Nikt nie zdobył kompletu, choć wiele nie
brakło.
>(1) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Doszliśmy do wąskiej, czarnej, wijącej się drożyny. Na jej środku
>wyraźnie odciśnięte były w mokrej ziemi ślady roweru.
>- Hurra! - krzyknąłem. - Mamy go!
>Ale H. potrząsnął przecząco głową. Z jego twarzy wyczytać można było
>raczej zakłopotanie i oczekiwanie, niż radość.
>- Rower na pewno, ale nie ten rower - powiedział. Znam 42 różne
>rodzaje odcisków pozostawionych przez opony. Te, jak widzisz, to
>"Dunlopy" o poprzecznych prążkach. Jedna z nich posiada na zewnętrznej
>stronie płaszcza łatkę. Heidegger miał natomiast opony "Palmera",
>zostawiające ślad o długich pręgach. Nauczyciel matematyki, Mr.
>Aveling, jest tego zupełnie pewien. Dlatego nie może to być ślad
>Heideggera.
Autora łatwo można było wydedukować - to oczywiście Arthur Conan
Doyle. Za rozszyfrowanie H. nie było punktów, bo <<mówisz "Conan
Doyle", myślisz "Holmes">> :-)
>Conan Doyle, coś z zaginionym księciem było
Prawie :-)
Z tytułem było trochę gorzej, ale i tak nieźle. W oryginale "The
Adventure of the Priory School", po naszemu "Zniknięcie młodego
lorda". Do przeczytania na
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1.html
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1a.html
>(2) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie, kim jest
>P.:
>
>W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i
>wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne
>pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że
>pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na
>rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie
>kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok
>ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się
>akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem:
>"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w
>którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie
>wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy
>wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton.
Specjalnie Romana zostawiłem i większość ochoczo skorzystała z
podpowiedzi. Gene Gutowski "Od Holocaustu do Hollywood", w jednej z
głównych ról Roman Polański
.
BTW, przeczytałem ostatnio tę książkę - dobrze się zaczyna, ale po
wojnie jakoś się ślizga, aż grzęźnie :-(
>(3) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Na wieży strażackiej w Chełmie
>Stał strażak w błyszczącym hełmie.
>Zobaczył w dole cyklistę,
>Bo powietrze było czyste.
>Rzecze tedy, patrząc z wieży:
>"A cóż to za mucha bieży?
>Najwyżej centymetr mierzy,
>I nie cały, lecz połowę..."
>A cyklista zadarł głowę
>I sam do siebie powiada:
>"Ależ to widok nie lada,
>Gdy na wieży mucha siada
>I tam strażaka udaje!
>Też mi dopiero zwyczaje!"
>Każdy więc myślał o sobie
>Jako o dużej osobie
>I choć to złudzenie kruche,
>Drugiego uważał za muchę.
>Z wierszy o strażakach to pamiętam "Pali się!" Brzechwy.
>Ale to nie to.
>Kto to mógł napisać?
>Strzelam! K. I. Gałczyński.
No, niestety :-(
>Jak się czyta Juniorowi wierszyki, to się wie.
Otóż to. Jan Brzechwa: Strażak i cyklista.
>(4) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>W końcu stracił cierpliwość i wdał się w bójkę z rowerem. Ten zaś, ku
>memu zadowoleniu, nie dawał za wygraną, tak więc pomiędzy nim a
>Ebbsonem rozgorzała dość wyrównana walka. Raz rower leżał na ścieżce,
>a na nim leżał Ebbson, za chwilę było odwrotnie - Ebbson leżał na
>ścieżce, a rower na nim. Gdy Ebbson się podniósł i cały czerwony na
>twarzy trzymał rower pomiędzy kolanami, jego radość zwykle nie trwała
>długo - szybkim, niespodziewanym ruchem rower wyrywał mu się z rąk i
>podskoczywszy do góry dziobał Ebbsona w głowę kierownicą.
>Była już za kwadrans pierwsza, gdy Ebbson, brudny, rozczochrany,
>podrapany i pokaleczony zawołał:
>- No, nareszcie! - po czym wstał i otarł pot z czoła. Rower również
>wyglądał jakby miał dosyć tego wszystkiego, trudno bowiem powiedzieć,
>który z nich więcej ucierpiał. Zaprowadziłem Ebbsona do kuchni, gdzie
>umył się przynajmniej na tyle, na ile to było możliwe bez sody i
>odpowiednich środków i poszedł do domu.
Tu albo ktoś wiedział, albo nie - albo 5, albo 0 punktów, i prawie
żadnych strzałów. O, przepraszam, jeden:
>Hmmm. Bójka z rowerem - jak u Borisa Viana. Ale nazwisko angielskie, choć
>Vian przecież też pisał jako Vernon Sullivan... Chyba nie Vian jednak.
>Strzelam trochę: Flann O'Brien, "Trzeci policjant". Czytałem już dość dawno
>temu, ale jakoś mi pasuje.
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/jerome.html
Fragment książki Jerome'a K. Jerome'a (1859-1927) "Trzej panowie na
rowerach" (tłum. Jolanta Plakwicz, wyd. Cieślak i Szwajcer, 1991). W
oryginale ukazało się to w roku 1900 jako Three Men on the Bummel
(http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/3men.html.)
wiedzieć, od czego skrótem jest K.? Od... Klapki; tak w każdym razie
stoi w Encyclopaedia Britannica.
>(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł
>mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl,
>czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem
>dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z
>zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników
>miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję.
>W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin
>był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy
>poskromił spłoszone konie.
>- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie!
>I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po
>czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane
>na ramie mojego roweru.
>Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam:
>- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej.
"Postrzyżyny" Hrabala, oczywiście, i scena końcowa niemal. Łaaaatwe
:-)
>(6) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
>Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął
>rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z
>apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co
>się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe!
>Frederick otrzymał drewno za darmo!
Nie chciałem rozwijać N. do Napoleona, bo w połączeniu z występującym
w tekście folwarkiem zagadka zdała mi się zbyt oczywista, Myliłem się.
Mniej niż połowa rozszyfrowała, że to "Folwark zwierzęcy" George'a
Orwella.
>(7) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Kiedy indziej znów przed południem wjechał na czyjąś parcelę, wpadł do
>rozkopanego rowu, bo właściciele domków letniskowych przeciągali
>właśnie kabel elektryczny, wywinął koziołka i zaczął ryczeć:
>- Kto wam pozwolił rozkopać drogę? No, to was będzie drogo kosztowało!
>Rozkopać drogę publiczną? Macie na to pozwolenie? Jestem dróżnikiem!
>I jechał tak Józiek bez świateł, i tak jak ja rozkoszował się naturą,
>nie kręcił nawet pedałami, tak go księżyc z tyłu popychał, a zresztą
>do Nowych Łąk asfaltowa szosa wiedzie wciąż z górki: mało kto wie, że
>na szosie wysokość wynosi sto osiemdziesiąt pięć metrów nad poziomem
>morza, a tu, na Nowych Łąkach, tylko sto siedemdziesiąt siedem, a więc
>spadek jest znaczny, te kerskie lasy leżą właściwie w takiej płytkiej
>niecce, bo od Nowych Łąk asfaltowa aleja wspina się pod górę i na
>szosie Gródeczek-Semice osiąga znów wysokość sto osiemdziesiąt pięć
>metrów nad poziomem morza...
Kerskie lasy? A któż to mógł o nich pisać?
>Znowu Bohumil Hrabal.
No, ba :-)
>Ale co?
>Może "Taka piękna żałoba"? Nie jestem pewien...
>Nie, zaraz, to pod Kerskiem. Więc coś raczej późniejszego. Stawiam na
>"Święto przebiśniegu". Oczywiście nie pamiętam, z którego opowiadania.
Niezłe kombinowanie :-)
>Bez świateł i przy księżycu, zatem "Noc księżycowa".
Jasne! Całość do przeczytania na
http://www.cyf-kr.edu.pl/rowery/hrabal2f.html
>(8) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie W.:
>
>Opary rozwiały się i widać było ogromny obszar dna morskiego.
>- Dzień dobry! - odezwał się W., naciągając kapelusz głębiej na uszy.
>Musimy iść dalej.
>Mniej więcej w porze śniadania spotkali skrzata domowego jadącego na
>rowerze. Wiózł swoje dziecko w worku na plecach, na bagażniku miał
>walizkę, a przy kierownicy dyndało mnóstwo zawiniątek i paczuszek.
>Był bardzo czerwony i popatrzył na nich nie witając się.
- Hej! - zawołał Muminek. - Nie poznajesz mnie? Co to takiego? Czy się
przeprowadzasz?
Skrzat zeskoczył z roweru i prędko powiedział:
- Wszyscy uciekają z doliny. Nie myślisz chyba, że będziemy siedzieć i
czekać na kometę?!
- A kto powiedział, że kometa uderzy akurat w Dolinę Muminków? -
spytał Migotek.
- Piżmowiec - odparł skrzat.
- No, a Tatuś i Mama? - pytał dalej Muminek. - Oni na pewno zostali i
czekają na mnie!
- Tak, tak, tak - rzucił niecierpliwie skrzat. - Siedzą na werandzie.
Ale to nie ma nic wspólnego ze mną. Zresztą i tak nie zdążysz tam
dojść...
Co powiedziawszy, odjechał na swoim rowerze, z włosem zjeżonym ze
strachu.
- I jeszcze wiezie walizkę! - powiedział Włóczykij. - I tobołki, i
paczki! W taki upał! Chodźcie, idziemy [...]
Tym razem nie było problemu z Muminkami, może tylko z pisownią
nazwiska autorki:
>Janssen
>Tove Jasson
>Tove Janson
Tove Jansson to jedyna słuszna wersja :-)
>"Kometen kommen", to jest, proszę państwa, "Kometa nad Doliną Muminków".
Właśnie.
>(9) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie K.:
>
>Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo
>nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same
>rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a
>potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z
>domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w
>pierwszej dziesiątce z arytmetyki.
>Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem
>dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie,
>wytrzeszczył oczy i powiedział: "Coś takiego, no coś takiego!", a mama
>mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że
>to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba
>powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało
>zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był K., który jest zawsze
>ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower.
K. to Kleofas, narrator to Mikołajek, autorzy to Sempe i Goscinny
(zwłaszcza ten drugi), a tytuł to sam "Mikołajek", bez rekreacji czy
innych chłopaków :-) Raczej łatwe.
>(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie
>fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze
>fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła
>się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że
>kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale
>nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę,
>wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył
>i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z
>papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos
>porozrzucanych na wszystkie strony książek.
Bodaj najlepiej rozwiązane pytanie.
>Tytułu nie kojarzę, ale to coś ze Stanisława Lema.
Punkcik zaliczony!
>Strzał na ślepo po piosence "Meteoryty, meteoryty", że Stanisław Lem. I
>jeszcze bardziej na ślepo, że "Dzienniki gwiazdowe".
Ech, po co Ci wzrok? :-)
>(10) Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (tom 1)
Nieźle!
>Stanisław Lem, "Dzienniki gwiazdowe" (ale która podróż, nie pomnę - w każdym
>razie to ta, w której Tichy kierował TEOHIPHIP-em)
Lepiej!
>Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (Podróż dwudziesta).
Najlepiej!
>(11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Od znajomego złodziejaszka z Wójtówki kupiłem za czterdzieści złotych
>rower, zwykłego starego "koguta". Do bagażnika przymocowałem solidny
>pakunek z ciuchami i postanowiłem pojechać z tym na wieś, do matki.
>Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę
>przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i
>jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. Do podroży
>skombinowałem jakiś roboczy kombinezon - że to niby kurz, szkoda
>ubrania itd. - a w przeddzień wyjazdu kupiłem kilogram zabitej krowy,
>żeby zrobić sobie śniadanie i zabrać coś na drogę.
...Tak zakończyła się moja pechowa podróż, w której opisie nie ma nic
zmyślonego. Tego samego jeszcze dnia rower swój najnormalniej w
świecie wyrzuciłem na śmietnik. Tytoń odprzedałem kolegom bez zarobku.
A spirytus? Spirytusu żal mi było sprzedawać, bo z powodu koloru i
smaku musiałbym oddać go taniej niż spirytus czysty, który znów po
sprzedaniu swojego musiałbym kupować w celach "leczniczych".
Stanisław Grzesiuk: "Boso, ale w ostrogach".
>(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
>Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
>w pewnym stopniu przywróciła mi głos.
>- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
>nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
>atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
>cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował?
>Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna.
>Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
>rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
>kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
>dzieckiem?
Truuuudne. A książka w Polsce popularna...
>To mnie zamęczy. Na śmierć. Proszę o uznanie mojego zgłoszenia za zamknięte
>i informację co to do cholery ciężkiej jest, bo do wyników nie zasnę.
Przeżyłaś? :-)
>Oj, to czytałem na pewno.
Pewnie tak.
>Pewnie mi się źle zdaje, ale to brzmi trochę jak "Kraina Chichów" J.
>Carrolla.
Dobrze się zdaje!
>(13) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 za rozszyfrowanie T.:
>
>T. kleiły się oczy i nie miał siły bronić się przed czarami. Wiedział,
>że celem ich było nadszarpnięcie jego odporności, lecz nie mógł przed
>nimi uciec. Był za słaby, zbyt zmęczony, za bardzo chory.
>Ciąg dalszy odbywał się teraz na podwórzu. Jeden z sąsiadów jeździł na
>rowerze ubrany w granatowy roboczy kombinezon. Zakreślał koła i
>ósemki. Za każdym razem, gdy przejeżdżał pod oknem T., posyłał mu
>szeroki uśmiech i mrugał porozumiewawczo. Do siodełka przywiązany był
>sznur, ciągnący woskowy manekin przedstawiający kobietę. Był to taki
>sam manekin, jakich używa się do prezentowania sukni na wystawach
>sklepowych. Manekin podskakiwał na nierównościach terenu, ramiona
>poruszały się, co sprawiało wrażenie, że kukła żyje. Wosk szybko się
>jednak kruszył i wleczony po ziemi manekin bardzo się niszczył.
>Kobieta znikała, jakby ją zżerał jakiś kwas. Gdy za rowerem pozostały
>już tylko obie nogi, sąsiad skłonił się ironicznie T. i zniknął.
No i tu jestem bardzo dumny z pytania, bo fragment naprawdę uroczy ;-)
>13 gdzieś widziałam. Chyba. Ale nie wiem. I nie brzęczy tak
>nachalnie jak 12.
:-)
>Strzał w autora: Stephen King
Jedyny strzał, reszta uczestników poddała się bez walki :-)
Opowieść zaczyna się tak:
"Trelkovsky'emu groziła eksmisja, gdy jego przyjaciel Simon powiedział
mu o wolnym mieszkaniu na ulicy Pirenejów. Poszedł tam. Ponura
dozorczyni nie chciała pokazać lokalu, lecz tysiącfrankowy banknot
sprawił, że zmieniła zdanie.
- Proszę za mną - rzekła szorstko i nieprzychylnie.
Trelkovsky był młodym człowiekiem w wieku około trzydziestu lat,
uczciwym, grzecznym, który nade wszystko nie znosił kłopotów. Zarabiał
skromnie, dlatego też utrata mieszkania była dla niego katastrofą,
pensja nie pozwalała mu bowiem na wystawne życie w hotelu. Miał jednak
na książeczce trochę oszczędności i liczył, że będzie mógł zapłacić
odstępne, jeśli nie okaże się ono zbyt wygórowane..."
Czy Trelkovsky coś pomógł? A film widzieliście, znanego nam już z
pytania 2. Romana P.? Topor, proszę państwa, Roland Topor: Chimeryczny
lokator (Le locataire chimerique).
>(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi
>ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar
>ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia,
>przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad
>przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey
>Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na
>wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym
>mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu
>jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do
>ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi
>dworcami kolejowymi samochodów.
>Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez
>dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie
>zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość
>na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza.
Ciężko było, Harvey Metcalfe ledwo pomógł.
>Jeffrey Archer, "Co do grosza" (chyba - mam niejasne wrażenie, że Metcalfe
>pojawił się jeszcze w czymś innym...)
Trafione, a innej książki nie kojarzę.
>(15) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Teraz jest już wiadomo, że Pan Waruna wrócił do Niebiańskiego Grodu po
>bitwie pod Khaipur. W tym samym czasie hierarchia niebieska zaczęła
>się rozpadać. Panów Karmy zastąpili Strażnicy Karmy, a ich funkcje
>zostały oddzielone od godności kapłańskiej i urzędów świątynnych.
>Ponownie wynaleziono rowery. Wzniesiono siedem kaplic buddyjskich.
>Pałac Pana Nirriti przebudowano na galerię, w jednym skrzydle u
>rządzono Pawilon Karny. Święto w Alundil święcono jak zwykle co roku,
>a o tancerzach powiadano, że nie mają sobie równych. Gaj drzew o
>purpurowych liściach i błękitnej korze rósł na dawnym miejscu,
>odwiedzany przez licznych pielgrzymów. Kubera oraz Ratri pozostali w
>Khaipur. Tak odjechał z Olveggą na ognistym rydwanie, nikt zaś nie
>wiedział, dokąd się udali. W Niebie rządy sprawował Wisznu.
>Ci. którzy modlili się do siedmiu Riszi, dziękowali za rowery i za
>awatarę Buddy, którego zwali Majtreja, czyli Pan Światła. Prosili, by
>rozszerzył królestwo jasności, albo by się raczej od tego powstrzymał.
Jeno trzy trafienia.
>Najzabawniejsze było to indyjskie. Jakby nie te rowery, to bym autentycznie jakąś Ramajanę
>obstawiał.
:-)
>Roger Zelazny, "Pan Światła" (a raczej to, co tłumok zrobił z tej
>książki...)
Chylę czoła.
>(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Mieszkańcy Crossmaheart śmiali się ze wszystkich - zdrowych i chorych.
>W Crossmaheart nadal istniał Zakład dla Kalek. W tym mieście nie było
>ludzi specjalnej troski. Nie było psychicznie czy fizycznie
>upośledzonych. Byli psychole i kalecy. Nie było tam niepełnych rodzin
>- zamiast tego byli bękarci i gówniarze Mieszkali tam kretyni z
>urodzenia i tacy, którzy dostawali świra przez kontakt z bronią,
>walcząc w imieniu tej czy innej frakcji militarnej. Widziano
>paralityków narodzonych z kalectwem i tych, co sami sprowadzili na
>siebie ułomność- bandytów postrzelonych przez kogoś, bandytów, którzy
>sami się postrzelili, zamachowców z oderwanymi podczas wybuchu rękami,
>złodziei z przestrzelonymi przez terrorystów kolanami, bo stanowili
>zagrożenie dla społeczeństwa. Można było ich spotkać kiedy skakali po
>ulicy, obnosząc swe kalectwo z dumą niczym medal za odwagę.
Na koniec znów ciężko...
>Poniekąd, a nawet zupełnie wredne. Ale nazwa miasteczka charakterystyczna, a
>miałam to ostatnio w ręce. Pomyślałam, że skoro nie ma roweru we fragmencie,
>to będzie w tytule. Drogą tej dedukcji: "Rower przemocy" C. Bateman.
Podoba mi się Twój tok rozumowania. Tym bardziej, że prowadzi do
poprawnego rozwiązania :-)
Wielkie UFFFF, kończenie konkursu jest dużo bardziej pracochłonne niż
jego wymyślanie. Dziękuję wszystkim grupowiczom za cierpliwość -
wybaczcie, ja nietutejszy :-)
Zaraz, zaraz, czy ja o czymś nie zapomniałem. A, no tak, klasyfikacja!
Może poczekam do jutra, żeby była pora na reklamacje, a na razie
zdradzę tylko, że na szczycie znów mamy remis?
zbooy
--
Szymon 'Zbooy' Madej -- ysmadej[małpka]cyf-kr.edu.pl
OZSR => http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/
Szersze spojrzenie => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/panoramy/
Stara Górska Biblioteczka => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/gory/biblio/
|