STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Czajka " <alezaraz@NOSPAM.gazeta.pl>
Subject: [Konkurs] Ryby
Date: Sun, 27 Apr 2008 12:23:22 +0000 (UTC)
Message-ID: <fv1r7q$si2$1@inews.gazeta.pl>

                               Ryby

 

Witam!

[...]

1.
- Co waćpan robisz? - Ryby sobie łowię.
- Ależ, mośpanie, mnie kapie po głowie!

Na czym siedział?

2.
K., któremu kazano nałapać jak najwięcej skaczących ryb, przestał je łowić na 
wędkę, a natomiast urządził z cienkich bambusów wysoki płot, a raczej rodzaj 
kraty - i zastawę tę przeciągnął w poprzek rzeki. W środku kraty był duży 
otwór, przez który ryby musiały koniecznie przepływać chcąc dostać się na 
wolną wodę. Otwór ten zastawiał K. mocną siecią, uplecioną ze sznurków 
palmowych; w ten sposób zapewnił sobie obfite codzienne połowy.
Napędzał zaś ryby do zdradzieckiej sieci za pomocą K., który, wprowadzony w 
wodę, mącił ją i burzył tak niesłychanie, że nie tylko owe srebrne skoczki, 
ale wszystkie inne stworzenia umykały, ile mogły, ku niezmąconej toni. 
Zdarzały się z tego powodu i szkody, gdyż kilkakrotnie uciekające krokodyle 
przewracały kratę, a czasem czynił to i sam K., żywiąc bowiem do krokodylów 
jakąś wrodzoną nienawiść ścigał je, a gdy znalazły się na płytkich wodach, 
chwytał je (…), wyrzucał na brzeg i rozdeptywał zawzięcie.
W sieci znajdowały się także często żółwie, z których mali wygnańcy warzyli 
sobie wyborny rosół. K. oprawiał ryby i mięso ich suszył na słońcu, a 
pęcherze odnosił do Iksy, która rozcinała je, rozciągała na desce i zmieniała 
je jakby w ćwiartki papieru, tak duże jak dwie dłonie.

Co robili z pęcherzy?

3.
Mało jest chwil w życiu, w których by człowiek doznawał większej przykrości, 
nie zjednywując sobie przytem żadnego współczucia, jak kiedy odbywa polowanie 
na własny kapelusz. Trzeba mieć wielki zasób zimnej krwi i wielką trafność 
sądu, by go ułowić. Biegnąc zbyt szybko, wyprzedza się go; jeżeli schylamy 
się zbyt powolnie, to właśnie gdy sądzimy, iż go już trzymamy, kapelusz 
odbiega gdzieś daleko. Najlepsza metoda polega na tem, by biegnąć równolegle 
do przedmiotu, mającego być pochwyconym, zachować największą przezorność, 
umieć skorzystać ze stosownej chwili, stopniowo wyprzedzać, potem nagle 
pochylić się, ująć kapelusz za rondo i mocno osadzić na głowie, wdzięcznie 
uśmiechając się podczas całej gonitwy, jak gdybyśmy sami znajdowali żart tak 
dobrym jak wszyscy.
Podmuchiwał lekki wiaterek i kapelusz pana Iks toczył się przed nim, jakby 
igrając. Wiatr dmuchał, pan Iks sapał, kapelusz bujał, jak rybka w bystrym 
nurcie. I pewno dotoczyłby się Bóg wie jak daleko, gdyby nie natrafił na 
przeszkodę opatrznościową, w chwili gdy nasz podróżnik zamyślał już 
pozostawić go jego nieszczęśliwemu losowi.
Pan Iks, niezwykle zmęczony, miał już zaniechać pogoni, gdy kapelusz wplatał 
się w koło jednego z kilkunastu powozów, stojących rzędem. Filozof umiał wnet 
skorzystać z pomyślnej chwili, szybko pochylił się, pochwycił niesforne 
nakrycie głowy, silnie nasunął na czoło i stanął, by odetchnąć.

4.
Podjeżdżam ze szczotką pod samą ścianę i staję nos w nos z olbrzymia 
fotografią, którą rzecznik prasowy powiesił tu kiedyś, gdy mgła była tak 
gęsta, że go nie widziałem. Fotografia przedstawia faceta łowiącego na muszkę 
pstrągi w górskim potoku; nad sosnami widać ośnieżone szczyty – są to chyba 
Ochocos niedaleko Paineville – a na brzegach porośniętych zielonymi Platami 
zajęczego szczawiu bielą się wysmukle pnie osik. Facet zarzuca wedkę w 
rozlewisku za głazem. To nie miejsce, żeby łowić na muszkę, tu najlepsze 
byłoby jajko na haczyku numer sześć – muszkę powinien zarzucić w wartkiej 
wodzie nieco dalej.
Między osikami wije się ścieżka – wjeżdżam na nią ze szczotką, siadam na 
kamieniu i spoglądam z ram(…).

5.
Kiedy przybyli nad rzekę, doktor wyniósł Iksę z powozu i rzucił ją z mostu do 
wody. Potem kazał młodemu koniowi wracać inną drogą, aby go jeździec nie 
spotkał, a sam skierował się z powrotem na brzeg rzeki. Biegł teraz 
równolegle z Iksą; (…) zanurzona w wodzie wydawała radosne pomruki i chwytała 
każdą rybę, na jaką miała ochotę.

6.
Ten cudowny mężczyzna pomylił się w sposób oczywisty. Idzie sobie teraz i 
myśli o niej, że jest idiotką. Karpie! O, podły losie! Dlaczego nie zachowała 
tajemniczego myślenia, które zawsze i z całą pewnością jest lepsze niż głupie 
i nie przemyślane wypowiedzi. Dlaczego nie pozwoliła mu trzymać się w 
ramionach, co było wszak takie przyjemne!

A karpie co?

7.
Jeżeli ma znowu grzmieć tak jak ostatnim razem, to nie wiem, gdzie się 
schowam. Z takiej chmury może tylko lunąć jak z cebra. A to co znowu? 
Człowiek czy ryba? Żywe toto czy nieżywe? Ryba! W każdym razie czuć ją rybą; 
bardzo starodawny i rybi zapaszek; coś jak wędzony dorsz, tylko nie zanadto 
świeży. Przedziwna ryba! Gdybym teraz był w Anglii – gdzie już raz byłem – i 
miał na jarmarku budkę z tą rybą na szyldzie, każdy dureń dałby mi sztukę 
srebra za wstęp. Wyszedłbym tam z tym z powrotem na ludzi; w Anglii można 
zarobić fortunę na każdym niefortunnym wybryku natury. Kulawego żebraka ani 
groszem tam nie wspomogą, za to wybulą dziesięć, żeby zobaczyć ubitego 
Indianina. A ta ryba… zaraz, przecież ona ma nogi, jak człowiek! A płetwy 
podobne do ramion! W dodatku ciepła, jak Boga kocham! Nie mogę się już dłużej 
wstrzymać od wyrażenia poglądu, a pogląd jest następujący: to nie ryba, tylko 
jakiś tubylec, dopiero co rażony piorunem.

Co to było?

8.
- Na drzewie siedzi ptaszek – powiedział K. – Widzę go stąd. A może to rybka?
- Powinnaś stąd widzieć ptaszka – powiedział K. – Chyba, żeby to była rybka…

A co naprawdę siedziało na drzewie?

9.

Sonny zapalił cygaro i łyknął whisky. Michael, oszołomiony, zapytał:
- Co, u diabła, znaczy ta ryba?

W co była zawinięta?

10.
Była tam mała sionka i schludna izdebka, i komora, gdzie każdy miał swoje 
łóżko, i kuchnia, i spiżarnia, i mnóstwo najpotrzebniejszych i pięknie 
poustawianych naczyń, cynowych i mosiężnych. Za domem znajdował się śliczny 
ogródek, pełen warzyw i owoców, a po podwórku kręciły się kury i kaczki.
- Widzisz – rzekła żona – podoba ci się?
- O, tak – odparł mąż – no, ale teraz będziemy już żyli w zadowoleniu i 
spokoju.
- O tym jeszcze pomówimy – rzekła żona.

11.
Pamiętam, że czasami rodzice zabierali mnie do słynnego japońskiego Ogrodu 
Herbacianego w San Francisco. Jedno z moich najszczęśliwszych wspomnień z 
tego okresu związane jest z tamtejszym stawem. Przesiadując nad nim, 
zafascynowany obserwowałem karpie, które pływały dostojnie pod liliami 
wodnymi i mieniły się kolorami.
W tych spokojnych chwilach pozwalałem swobodnie błądzić mojej wyobraźni. 
Zadawałem sobie naiwne pytania, jakie może sobie stawiać tylko dziecko, na 
przykład: jak karpie w stawie postrzegają świat wokół siebie? Jak dziwny musi 
być ich świat, myślałem.
Przebywając przez całe swoje życie w tym płytkim stawie, karpie wierzą, że 
ich „wszechświat" składa się z mętnej wody i lilii. Spędzając większość czasu 
na żerowaniu na dnie stawu, mają tylko niejasne przeczucie, że ponad 
powierzchnią może istnieć inny świat. Nie mogą zrozumieć natury mojego 
świata. Zaintrygowało mnie to, że siedziałem tylko kilka centymetrów od 
karpi, a jednak dzieliła mnie od nich ogromna otchłań. Karpie i ja 
spędzaliśmy swoje życie w dwóch osobnych wszechświatach, nigdy nie 
przekraczając nawzajem ich granic, chociaż znajdowała się między nami tylko 
najcieńsza z barier – powierzchnia wody.

12.
- Musi mnie papa kiedy nauczyć, jak się jada ryby nożem. 
Igrekowi wydało się to wprost niesmaczne. 
"Widzę, że odkocham się tu przed końcem obiadu."

13.
Owe ryby! łososie suche, dunajeckie,
Wyzyny, kawijary weneckie, tureckie,
Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne,
Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne!
W końcu sekret kucharski: ryba nie krojona,
U głowy przysmażona, we środku pieczona,
A mająca potrawkę z sosem u ogona.

14.
Wyprostował palce, a Harunowi o mało oczy nie wypadły z orbit.
Wodnemu Dżinnowi łaziły po ręce maleńkie ptaszki; nie tylko łaziły, ale 
dziobały go, machały skrzydełkami i unosiły się tuż nad dłonią. Oprócz ptaków 
były tam latające istoty z baśni rodem: asyryjski lew z głową brodatego 
mężczyzny i para włochatych skrzydeł wyrastających z boków, skrzydlate małpy, 
latające talerze, maleńkie aniołki oraz lewitujące ryby (które widocznie 
oddychały suchym powietrzem).

15.
Trzeba wiedzieć, że na Como rybacy zakładają martwe wędki w znacznej 
odległości od brzegu. Górny koniec sznurka przywiązany jest do deseczki z 
korkiem, giętka zaś gałązka leszczyny, umocowana na tej deseczce, opatrzona 
jest dzwonkiem, który dzwoni, skoro ryba chwyciwszy się na haczyk szarpie 
sznurek.
Głównym celem tych nocnych wypraw, którymi dowodził Fabrycy, była inspekcja 
martwych wędek, zanim rybacy usłyszą sygnał, jaki dawały małe dzwoneczki. 
Wybierali się na te niebezpieczne wyprawy porą burzliwą i puszczali się nad 
ranem, na godzinę przed świtem. Siadając do łódki malcy mieli uczucie, że 
narażają się na największe niebezpieczeństwo, i to była piękna strona ich 
czynu; naśladując swych ojców odmawiali pobożnie Zdrowaś. Otóż zdarzało się, 
iż w chwili wyjazdu, tuż po odmówieniu pacierza, Fabrycy widział jakiś znak.

16.
- Niech no który skoczy do dworu po ryby, mieli rano jeszcze przysłać, a 
jakoś nie przysyłają! Tylko prędzej! - grzmiał rozkazująco.
- Nie przyszlim tu na posługi - ozwał się jakiś hardy głos.
- Niech sam leci, żal mu przetrząsnąć kałduna - zaśmiał się któryś, że to 
pisarz miał brzucho kiej bęben.
Pisarz jeno zaklął, a po chwili wyszedł wójt od podwórza, przebrał się za 
karczmę i pognał tyłami wsi ku dworowi.
- Dzieci pani pisarzowej przewinął i obtarł, to się ździebko przewietrzy.
- Juści, pani pisarzowa nie lubi takich fetorów na pokojach.

17.
Jakkolwiek rzeczy się mają, jest przynajmniej pewne, że królestwo wód zawiera 
nieprzebrane ilości istnień wszelkich kształtów i rozmiarów, które wyposażone 
we własności witalne w proporcjach bardzo rozmaitych, zachowują się w sposób 
zgoła inny niż zwierzęta ciepłokrwiste.
Niemniej jest prawdą, że morze powszędy i zawsze zawiera ogromne ilości 
pokarmów etc., co przy obecnym stanie wiedzy pozwala wprowadzić na nasze 
stoły najmilsze urozmaicenie.
Ryba, mniej pożywna jak mięso, ale soczystsza od roślin, stanowi mezzo 
termine: odpowiada wszystkim niemal temperamentom i nawet dla 
rekonwalescentów jest dozwolona.

18.
Daleko na morzu woda jest tak błękitna jak płatki najpiękniejszych bławatków 
i tak przezroczysta jak najczystsze szkło, ale jest bardzo głęboka, tak 
głęboka, że jej dna nie sięga żadna kotwica; trzeba by ustawić wiele wież 
kościelnych jedne na drugich, aby sięgnęły od dna aż ponad wodę. Tam na dole 
mieszka lud morski.
Ale nie myślcie, że jest tam tylko nagie, piaszczyste dno, nie - rosną tam 
najpiękniejsze drzewa i rośliny o łodygach i liściach tak giętkich, że 
poruszają się przy najlżejszym ruchu wody tak jak żywe stworzenia. Wszystkie 
ryby małe i duże przemykają pomiędzy gałęziami jak ptaki w powietrzu. W 
najgłębszym miejscu stoi zamek króla mórz mury ma z koralu, wysokie spiczaste 
okna z najczystszego bursztynu, a dach tworzą muszle, które otwierają się i 
zamykają, w miarę jak faluje woda; wygląda to prześlicznie, bo w każdej 
muszli znajdują się promienne perły, jedna jedyna byłaby już skarbem w 
koronie królewskiej. Król mórz, tam na dole, był od wielu lat wdowcem, a jego 
stara matka zajmowała się gospodarstwem; była to mądra kobieta, ale dumna ze 
swego pochodzenia i dlatego nosiła w ogonie dwanaście ostryg, gdy inne 
wykwintne damy mogły nosić tylko sześć.

 
Powodzenia i pozdrawiam
Czajka

-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]