STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Aniared <aniared@nospammwp.pl>
Subject: [konkurs] Nie szata zdobi człowieka
Date: Sat, 26 Nov 2005 18:46:02 +0100
Message-ID: <dma72h$f45$1@nemesis.news.tpi.pl>

[...]

Po jednym punkcie za autora i tytuł, czyli w sumie 32 punkty do zdobycia.

1.
Utrwalić każdy, najdrobniejszy szczegół. Ten płaszcz dwurzędowy, w
jodełkę, długi, z szerokimi, watowanymi ramionami, ze środkowym guzikiem
po prawej stronie obluzowanym, wiszącym na przecierającej się nitce. Ten
guzik odpadnie, nim Henryk dotrze do getta, ale dla Pawła nigdy nie
przetrze się do końca, nawet za pięćdziesiąt lat. Buty Henia. Czarne
trzewiki, starannie zasznurowane, nieco podniszczone. Czapka granatowa,
narciarskiego kroju, z wyświeconym daszkiem. Włóczkowy, czarny szalik,
ściągnięty węzłem pod szyją. Ręce Henia. Małe, dziewczęce, o bladych,
smukłych palcach. Uszy Henia. Jego nos, brwi, czoło. Rumiane, jakby
nieco wydęte policzki. Wargi trochę zbyt łakome, które musiałyby Henia
zgubić, tak czy inaczej.

2.
Leniwie pogwizdując tango, odsuwa się od otwartego okna, szuka swetra w 
szafie i zabiera się do wkładania go przed lustrem. Nie jest to łatwe; 
pewnie dlatego, że koszula przywiera do wełny puloweru, trudno mu 
wsadzić rękę, powoli przepycha tę rękę, wreszcie wysuwa palec poza 
mankiet z granatowej wełny, ale w świetle zachodu ten palec wygląda 
jakby pognieciony i wciągnięty do środka z czarnym paznokciem w szpic. 
Jednym ruchem wyszarpuje rękę z rękawa i patrzy na swą dłoń, jakby nie 
należała do niego; teraz, kiedy jest poza pulowerem, widać, że to jednak 
jego dłoń, ta sama, co zawsze, wiec pozwala jej opaść, myśląc, że może 
lepiej będzie zacząć od wkładania drugiej ręki w drugi rękaw, sprawdzić, 
czy tak nie będzie prościej. Ale chyba nie, bo jak tylko wełna powtórnie 
styka się z koszulą, brak przyzwyczajenia, by zaczynać od tej ręki, 
jeszcze bardzo komplikuje operację, i chociaż znowu zaczął dla rozrywki 
pogwizdywać, widzi, że ręka wchodzi bardzo powoli, tak że bez jakiegoś 
dodatkowego manewru nigdy w życiu nie przepchnie jej do końca. Może 
lepiej wszystko razem: pochylić głowę, wpakować ją w otwór kołnierza 
puloweru, a wolną rękę w drugi rękaw, po czym już równocześnie pchać i 
głowę, i obie ręce.

3.
Otwieram ciężkie szklane drzwi cukierni i od razu dostrzegam panią X. 
Siedzi i odhacza coś na swojej liście. Wstaje, ukazując lawendową 
spódnicę do kolan, która doskonale pasuje do zarzuconego na ramiona 
rozpinanego sweterka. Nie ma już na sobie białej sukienki i wygląda na 
starszą niż w parku. Mimo dziewczęcego końskiego ogona, domyślam się, że 
jest trochę po czterdziestce./.../
Zabieram torebkę, spoglądam w dół i po raz pierwszy dostrzegam, że ma na 
nogach szpilki z jedwabiu w kolorze lawendowym.
- Ale piękne! To Prada? - pytam, poznając srebrne zapięcie.

4.
Kobieta w żółtej kurtce, ona wchodzi.
Mężczyzna w ciemnych okularach, on wychodzi.
Chłopaki w dżinsach, oni rozmawiają.
Trzynasta siedemnaście i cztery sekundy.
Ten niższy ma szczęście i wsiada na skuter,
a ten wyższy to wchodzi.

5.
Pilon ukucnął. Nic z tego. Musi usychać tutaj na plaży, mimo że gardło 
namiętnie domaga się wina.
Zauważył wełniane spodnie, które Portugalczyk miał na sobie i obmacał je 
dokładnie. "Ładny materiał - pomyślał. Dlaczego brudas Portugalczyk ma 
nosić takie dobre materiały, skoro wszyscy jego przyjaciele chodzą w 
bawełnianych gaciach?". Uświadomił sobie jednocześnie, jak nie pasują te 
spodnie do figury Wielkiego Joe, jakie są ciasne w pasie, mimo że Wielki 
Joe nie dopina ich na dwa najwyższe guziki, jak mankiety fajtają się o 
wiele cali za wysoko. "Człowiek o rozsądnej budowie byłby bardzo 
zadowolony z takich spodni"./.../
- Proszę spojrzeć - tłumaczył Pilon. - Widzi pani jedynie plamy i brud, 
ale proszę spojrzeć na ten wspaniały materiał od podszewki. Proszę tyko 
pomyśleć, seniora! Wystarczy wywabić plamy, wyprać spodnie i wyprasować. 
Wraca Torelli. Nic nie mówi! Jest smutny, bardzo smutny. I wtedy 
pokazuje mu pani, seniora, te wspaniałe spodnie. Jego oczy się śmieją 
Torelli jest szczęśliwy. Bierze panią na kolana. Czy za tyle radości nie 
dostanę galona czerwonego wina?
- Wytarte na siedzeniu - odparła.

6.
Oszalała dla niego. Nocami wychodzili na odbywające się w przedmiejskich 
budach tańce, on z pańska, w surducie i w jednym z okrągłych kapeluszy, 
kupowanych przez nią podług własnego gusty, Bernarda zaś z początku w 
różnych przebraniach, później pod własną już postacią. Obsypała go 
złotem, łańcuchami, pierścieniami, bransoletami, nawet zęby kazała mu 
wyinkrustować diamentami. Myślała, że umrze z rozpaczy, gdy doszło do 
niej, że sypia z wszystkimi, które mu się nawiną, w końcu jednak 
zadowoliła się resztkami.

7.
Usiadła na podłodze i przekręciła klucz w zamku. Dziewczynki stłoczyły 
się wokół niej, gdy wyjmowała jedną warstwę po drugiej i pokazywała 
koleżankom. Nigdy jeszcze w szkole nie panowało takie podniecenie. Były 
tam koronkowe kołnierze, jedwabne pończochy i chusteczki do nosa, 
pudełko na klejnoty zawierające naszyjnik i diadem, które wyglądały, 
jakby je zrobiono z prawdziwych brylantów, długie futro fokowe z mufką, 
suknie balowe, spacerowe i wizytowe, kapelusze, szlafroczki i wachlarze. 
Nawet Lawinia i Jessie zapomniały, że są już zbyt dorosłe, żeby bawić 
się lalkami. Wydawały okrzyki podziwu i chwytały różne rzeczy do rąk, 
żeby obejrzeć je z bliska.

8.
Wyszedłem ubrany w dwurzędowy gang, ciemnoniebieski w paseczki, z tak 
spiczastymi klapami, że mogli mnie zdrutować za sam wygląd. Byłem 
jeszcze dzieciakiem. I czułem się taki dumny. Kiedy wróciłem do domu, 
matka tylko raz na mnie spojrzała i wrzasnęła: "Wyglądasz jak zwykły 
bandzior!" I wówczas poczułem się jeszcze lepiej.

9.
A za stołem Oleńka siedzi, wystrojona, zarumieniona, oczka spuściła. Tak 
samo Benediktowi w zwidach się przedstawiała, tak właśnie siedzi: bluza 
na niej biała, szyjka koralami owinięta, główka gładziutko przyczesana, 
na czole wstążka! A jak Benedikt do izby wszedł, to Oleńka jeszcze 
bardziej pokraśniała, a oczu nie podniosła, tylko sama do siebie się 
uśmiecha.

10.
Henryk Kroll ma na sobie garnitur wizytowy, sztuczkowe spodnie, kurtkę 
marengo, a do tego staromodny sztywny kołnierzyk z zagiętymi rogami i 
stonowany krawat z przewagą czerni. Przed dwoma laty wahał się przez 
chwilę, gdy zamawiał ten garnitur: zastanawiał się, czy żakiet nie byłby 
stosowniejszy, zdecydował jednak na jego niekorzyść, ze względu na swój 
zbyt niski wzrost. Była to szczęśliwa rezygnacja; Napoleon też 
wyglądałby śmiesznie w "jaskółczym ogonie". Tak więc w obecnym stroju 
Henryk Kroll wygląda jak zastępca szefa protokołu dyplomatycznego Pana 
Boga - i tak właśnie powinno być. Spinacze rowerowe dodają całości 
pewnego swojskiego, ale wyrafinowanego charakteru: odnosi się wrażenie, 
że od ludzi, którzy je noszą, można kupować taniej w epoce samochodu.
Henryk odkłada kapelusz i wyciera czoło chusteczką. Na dworze jest dość 
chłodno i wcale nie jest spocony; robi to tylko po to, żeby pokazać, jak 
ciężko pracuje w porównaniu z takimi pluskwami biurowymi jak my.
- Sprzedałem krzyż - mówi z udaną skromnością, pod którą milcząco ryczy 
potężny triumf.

11.
- A owszem, to ja... zechce pan wejść... przepraszam za nieporządek... 
nie wiedziałem, to jest - spałem... - bełkotał mocno zmieszany T., 
zaciągając na sobie skąpy przyodziewek: uświadomił sobie bowiem, że za 
cały ma tylko nocną koszulę i to taką, co tęskniła już za balią.

12.
Sam Napoleon ukazał się w czarnym paltocie, myśliwskich bryczesach i 
skórzanych sztylpach, a jego ulubiona (...) paradowała we wzorzystej 
jedwabnej sukni, którą pani Jones wkładała w niedzielę.


13.
...każda osada ma taką Jarosławnę, która w odpust wkłada czerwoną 
kieckę, kręci zadkiem, jak klacz na jarmarku i tarza się po sianie z 
wędrownymi parobkami, a każdy wybryk uchodzi jej na sucho. Co tam, na 
sucho! Jeszcze wszyscy w przysiółku dumni są, że mają taką Jarosławnę, 
że gładka, zalotna i wystrojona. Ot, taki zwyczaj że choćby golusieńka 
przed ołtarzem stanęła, jeszcze jej pleban pobłogosławi, a ojciec po 
główce pogłaszcze.

14.
W tym momencie stłoczone ciasno grupki gawędzących uczestników 
konferencji rozstąpiły się, jakby za sprawą czarodziejskiej mocy, 
tworząc przejście od drzwi aż do Perssego. W drzwiach, na progu, stała 
wyczekująco najpiękniejsza, jaką w życiu widział, dziewczyna. Wysoka, 
pełna wdzięku, o kształtnej kobiecej figurze i smagłej cerze. Czarne 
włosy spadały w lśniących puklach na ramiona, miała na sobie czarną, 
prostą, wełnianą sukienkę, zmarszczoną poniżej biustu.

15.
Osoba Na Razie Zwana Babcią, stara, ale czerstwa i ruchliwa, czasem 
tylko cierpi na starcze zapaści. W sukni z ternem wlokącym się po ziemi, 
bardzo jaskrawej, w olbrzymie kwiaty. Dżokejka, na nogach trampki. 
Krótkowzroczna.

16.
Była wiosna, ale padał śnieg, kiedyśmy siedzieli w Tuileriach, śnieżyca 
przy błękitnym niebie; nie widzieliśmy się już prawie od tygodnia i ona 
zdawała się cieszyć z naszego spotkania. Z powodu papierosów, była bez 
forsy.
- W to także nie wierzyłam - powiedziała - że pan nigdy nie chodzi do Luwru.
- W każdym razie rzadko.
- Rzadko! - zaśmiała się. - Przedwczoraj już pana widziałam na dole, tam 
gdzie sztuka starożytna, i wczoraj też.
Naprawdę była jeszcze dzieckiem, chociaż zaciekłą palaczką, uważała to 
naprawdę za przypadek, żeśmy się jeszcze raz w tym Paryżu spotkali. 
Znowu miała na sobie czarne farmerki i espadryle, do tego płaszczyk z 
kapturem. Była naturalnie bez kapelusza, tylko ten rudawy koński ogon, 
śnieg padał, że tak powiem, z jasnego nieba.

Życzę powodzenia!
-- 
Ania
Ladorusie: http://www.aniared.blog.onet.pl

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]