STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Michal Jankowski <michalj@fuw.edu.pl>
Subject: (Konkurs) Telegraf, telefon...
Date: Mon, 07 Nov 2005 23:45:52 +0100
Message-ID: <2nd5lccc0v.fsf@ccfs1.fuw.edu.pl>

[...]

A zatem - do dzieła:

-----------------------------------------------------------------------------
1. Co to były za "bydlątka"? 

- Ale taki nędzny ogródek...
- No cóż, wielki to on nie jest.
- A w dodatku te bydlątka, co zżerają wszystko.
- To istna plaga.
- Powiedz pan, co by się stało, gdybyś odwrócił głowę, bo może tak
  nieszczęściem się zdarzyć, a kolega z prawej nadawałby panu tymczasem
  sygnały?
- Nie zobaczyłbym ich.
- I co by z tego wynikło?
- Nie przekazałbym ich dalej.
- No i?...
- Dowiedziono by mi niedbalstwa i zapłaciłbym karę.
- Ile?
- Sto franków.
- Czyli dziesiątą część pańskiej rocznej pensji.
Funkcjonariusz westchnął.
- Zdarzyło się to kiedy już panu? (...)
- Jeden raz, kiedy szczepiłem różę herbacianą.
- Aha. A co by się stało, gdybyś zmienił pan coś w sygnałach albo
nadał inne?
- To inna sprawa: wyrzuciliby mnie i straciłbym emeryturę.


-----------------------------------------------------------------------------
2. Kim są X i Y?

- Dzwonię, bo pomylono nasze komórki. Ty masz moją, a ja twoją.
- O, faktycznie - stwierdził X po chwili ciszy. - Teraz rozumiem.
  Dzwonił tu jakiś dziwny facet z amerykańskim akcentem. Żądał klusek.
Y się zdenerwowała i dodała gazu, mijając stację Esso i przelatując
bezceremonialnie przez rondo.
- I co teraz? - zapytał X. - Ja jadę do Łodzi. Jestem już za
- Swarzędzem. A ty? Gdzie jesteś? W domu?
- Ja... jadę za tobą. Samochodem.


-----------------------------------------------------------------------------
3. Jak brzmiało hasło?

Nie wpuściłam także inkasenta z elektrowni, który bez oporu zgodził
się wpisać podany przeze mnie stan licznika stojąc za drzwiami, mojej
sprzątaczki, i jakiegoś faceta, który podawał się za pracownika
telefonów i z uporem domagał się wejścia. Jedenaście razy odmówiłam
opuszczenia mieszkania na telefoniczne nalegania różnych osób, przy
czym dwukrotnie na moje pytanie o hasło, po drugiej stronie zaległa
cisza.


-----------------------------------------------------------------------------
4. Kto to są X i Y?

- Kochany panie, weź do rąk jaki papier...
- Co to panu?...
- Nic. Weź pan z biura jakiś papier i przed naszym wagonem powiedz, że
  jest telegram do X.
- Do pana?...
- Tak...
Nadkonduktor mocno się zdziwił, ale poszedł do telegrafu. W parę minut
wyszedł z biura i zbliżywszy się do wagonu, w którym siedział pan
Y z córką, zawołał:
- Telegram do pana X!...
- Co to znaczy?... pokaż pan... - odezwał się zaniepokojony pan Tomasz.
Ale w tej chwili obok nadkonduktora stanął X, odebrał papier,
spokojnie otworzył go i choć w tym miejscu było zupełnie ciemno, udał,
że czyta. 
- Co to za telegram?... - zapytał go pan Tomasz.
- Z Warszawy - odparł X. - Muszę wracać.


-----------------------------------------------------------------------------
5. Kim był X?

Zdenerwowany dyrektor po dwakroć kładł dłoń na słuchawce i po dwakroć
ją cofał. I nagle w martwej ciszy gabinetu sam telefon się rozdzwonił
w nos dyrektorowi finansowemu, który zadrżał - zrobiło mu się zimno.
"Jendak nieźle zszargałem sobie nerwy" - pomyślał i podniósł słuchawkę.
Ale zaraz odskoczył od niej jak oparzony i zrobił się bielszy niż
papier. Spokojny, przymilny, a zarazem sprośny głos kobiecy szeptał w
słuchawce:
- X, lepiej nigdzie nie dzwoń, bo będzie źle.
I już w słuchawce nie było nikogo. Czując, że przechodzi go mrowie,
dyrektor odłożył słuchawkę i nie wiedzieć czemu spojrzał w znajdujące
się za jego plecami okno. Przez rzadkie, pokryte wątłą jeszcze
zielenią gałęzie klonu zobaczył w przejrzystym obłoku biegnący
księżyc. Coś przykuło wzrok X do tych gałęzi, patrzył na nie, a im
dłużej patrzył, tym wiekszy ogarniał go strach.


-----------------------------------------------------------------------------
6. Jakie imię kryje się pod literą D?

Centrala telefoniczna będzie zawsze poinformowana, gdzie znajdują się
detektywi i co się dzieje. A kto będzie chciał czegoś się dowiedzieć,
ten po prostu zadzwoni do małego D i otrzyma od niego dokładne
informacje.
- Przecież mnie nie będzie w domu - zaoponował mały D.
- A właśnie, że będziesz - odparł Profesor.
- Gdy tylko skończymy naradę, pójdziesz do domu i będziesz obsługiwał
  telefon.
- Ach, ale ja wolałbym być przy schwytaniu przestępcy. Mali chłopcy
  często się do tego przydają.
- Pójdziesz do domu i będziesz siedział przy telefonie. To bardzo
  odpowiedzialne stanowisko.


-------------------------------------------------------------------------------
7. Kto to są X i Y?

Dzwonek zadźwięczał w przedpokoju z gwałtownością.
- To mój Mateusz, telegram! - zawołał X, znający dobrze sposób
  dzwonienia famulusa, który istotnie wszedł zaraz, niosąc telegram od
  Y.
- To przyszło dopiro i zaraz jezdem - meldował.
- A to niech zawsze wyciera nogi w przedpokoju, jeśli to ma
  zabłocone buty! - komenderowała energicznie Kama.
X, nie zważając na ciekawe spojrzenia, usunął się pod okno i czytał:
- "...Dobrze. Knoll, Zuker, J. Mendelsohn - kupują. Pierwszą partię
  wysłałem rano. Zwoź do mnie. Piętnaście procent drożej. Zapasy małe.
  Za tydzień powrócę."
X chciwie przeczytał ten telegram i nie mógł ukryć zadowolenia.
- Dobre wiadomości, panie X? - zapytała pani Stefania
  patrząc się liliowymi oczami w jego rozjaśnioną twarz.
- Bardzo dobre!


-------------------------------------------------------------------------------
8. Imiona rozmówców (poza Haliną)?

W tym momencie w słuchawce odezwał się bardzo miły, spokojny, męski
głos:
- I po co pani to wszystko?
- Jak to po co? - powiedziałam mimo woli i bez zastanowienia.
- Tak pani zależy na tym panu z pokoju trzysta trzydzieści sześć?
- No pewnie, że mi zależy! Przecież gdyby mi nie zależało, tobym się
  tak nie wygłupiała!
- No, jak pani tak bardzo zależy, to ja to pani mogę załatwić, bo
  słyszę, że tamta pani ma jakieś obiekcje.
- Halina? - powiedziałam pytająco.
- Na litość boską - odezwała się Halina, której na chwilę odjęło mowę. - Co to
  znaczy? 
- Nic, to drobiazg, ten pan się włączył, mnie się ciągle ktoś włącza. To
  zadzwonisz czy wolisz, żeby ten pan zadzwonił?


-------------------------------------------------------------------------------
9. Kim był X?

Odbiornik i nadajnik były bardzo proste. Na obu stacjach drut był zakończony
elektromagnesem, czyli kawałkiem żelaza oplecionego cienkim drutem. Gdy obydwa
bieguny były połączone, prąd, płynąc od bieguna dodatniego, przechodził przez
drut, następnie przez elektromagnes, który ulegał czasowemu namagnesowaniu, i
powracał ziemią do bieguna ujemnego. Gdy prąd przerywano, elektromagnes
natychmiast ulegał rozmagnesowaniu. Wystarczyło więc umieścić przed
elektromagnesem płytkę z miękkiego żelaza, która by przy zamknięciu obwodu
była przyciągana, po przerwaniu zaś - opadała. Po wypróbowaniu ruchów płytki X
mógł już z łatwością przytwierdzić do niej igłę poruszającą się po tarczy z
literami alfabetu u dołu i w ten sposób porozumiewać się ze stacjami.


-------------------------------------------------------------------------------
10. Kto prowadzi ten dialog?

- Jedź natychmiast do Kairu i żądaj od chedywa, by wysłano depesze do
  wszystkich posterunków wojskowych i by urządzono pościg na prawo i lewo
  wzdłuż rzeki. Szeikom przybrzeżnym przyrzecz za schwytanie zbiegów wielką
  nagrodę. Po wsiach niech zatrzymują wszystkich, którzy się zbliżą po wodę.
  (...)
- Nie umkną. Nie mogą umknąć. Wysyłam w tej chwili depeszę do naszego
  ministra, a potem jadę. Co ty zamierzasz?
- Telegrafuję o urlop i nie czekając odpowiedzi ruszam w ich 
  śladu Nilem do Nubii, by dopilnować pościgu.
- Więc się musimy spotkać, gdyż i ja uczynię z Kairu to samo.
- Dobrze! a teraz do roboty.


-------------------------------------------------------------------------------
11. Kto był mordercą?

Na drugim końcu linii odezwał się serdeczny głos o lekkim, lecz
przyjemnym, prowincjonalnym akcencie. 
- Czy to Monkswell Manor?
- Pensjonat Monkswell Manor - odpowiedziała Molly.
- Czy mogę rozmawiać z porucznikiem Davisem?
- Przykro mi, ale nie może teraz podejść do telefonu. Tu Molly Davis.
  Kto mówi?
- Nadinspektor Hoghen z policji w Berkshire.
Molly wzięła głęboki oddech.
- Ach tak... Słucham - powiedziała.
- Pani Davis, wynikła dość pilna sprawa. Nie chcę mówić zbyt wiele
przez telefon, ale wysłałem do was detektywa - sierżanta Trottera.
Powinien pojawić się lada chwila.


-------------------------------------------------------------------------------
12. Dlaczego narrator szukał agencji towarzyskiej?

Mieszkania zamienione na burdele mają przeważnie warowne, stalowe
drzwi z wszelkimi możliwymi okuciami i nieskończoną liczbą zamków -
trafiłem na cztery takie fortece. Obsłuchałem wszystkie po kolei. W
pierwszej panowała cisza śmiertelna. Nie to, że nie było tam żywego
ducha - tam też nie było żadnej rzeczy martwej, niczego, nawet pustki.
Za drugimi wrotami wpierw rozległo się wściekłe szczekanie mniej
więcej czteroletniego sznaucera olbrzyma, potem zadzwonił telefon,
nikt nie odbierał, pies ucichł, telefon dzwonił długo i
naostalgicznie, nie mogłem się pozbyć rozpaczliwej pewności, że ktoś
wiedziony niepojętą intuicją domyśla się, gdzie jestem, i dzwoni do
mnie. (...)


-------------------------------------------------------------------------------
Koniec.

  MJ


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]