STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Monika Wandzel" <monika.wandzel@interia.pl>
Subject: [konkurs] Wina, wina, wina dajcie
Date: Mon, 5 Dec 2005 21:56:01 +0100
Message-ID: <dn29ah$bo3$1@news.interia.pl>

oraz ewentualnie innych napojów alkoholowych...

[...]

Po jednym punkcie za autora i tytuł, czyli w sumie 30 punkty do zdobycia.

1.
"Na, żryj i niech ci dupą wylizie - podsunął schabowego towarzyszowi.
- NIe mogę. To wieprzowina... Religia mi zabrania.
(...)
- Zabrania to zabrania - mruknął zniechęcony. - To ty z głodu nogi
wyciągniesz.. Może łyczek śliwowicy? - wyciągnął flaszkę mętnego bimbru.
- Niekoszerne  - skrzywił się przybysz. - Ale spróbuj mojej - podał mu
piersiówkę.
Pejsachówka, 60% mocy, spłynęła w głąb gardła xxxx i przyjemnie rozgrzała
jego stare kości.
- A koszerne jak się robi? - xxxx z miejsca nabrał ogromnego uznania dla
żydowskich wyrobów spirytusowych.
- Trzeba naczynia i produkty umyć siedem rzy, nie wolno przygotowywać
zacieru ani pędzić podczas szabasu, przy produkcji nie mogą brać udziału
kobiety. Wreszcie proces technologiczny musi nadzorować przeszkolony
odpowiednio rabin - wyjaśnił cadyk.
- Sporo roboty - mruknął xxxx. - Ale chyba warto - pociągnął jeszcze jeden
łyk u uniósł lornetkę do oczu.

2.
Bankietowaliśmy hałaśliwie, wznosząc toasty na cześć wiosny. Oblegający
mało się powściekali ze złości. Tak upłynął pierwszy dzień bez wielkich
strat. Zginął, co prawda jeden z naszych, tłusty Guernau. Uparł sie
spacerować po wierzchu murów ze szklanką w ręku by wroga do jeszcze większej
pasji pobudzić. Był podpisty, a ledwo się ukazał, gruchnęła salwa - i
szklanka oraz jego mózg poszły w kawałki.

3.
Najwyraźniej dotknięta niewielkim wrażeniem, jakie wywarła na radcy jej
informacja, popłynęła w stronę foyer, wypuszczając dym jak parowiec,
natomiast sam Żorżyk, oskarzony przez XXX o picie wódki w szkole
powszechnej, spojrzał pogardliwie na jego zaproszenie.
- A waszej ekscelencji, radcy kryminalnemu - Żorżyk powoli odczytywał z
zaproszenia tytuł - przekazał swoje datki ów awanturnik, który usiłował
wejść bez zaproszenia?
- Tak, ponieważ jestem abstynentem - odparł XXX i minął zdegustowanego
Żorżyka.

4.
- Ostrzegam, że w tym zbójeckim bordelu żejdlik wina kosztuje trzy grosze,a
pół pinty piwa pięć pieniędzy.
- Ale wino jest dobre - Tauler łyknął z kubka. - Jak na zbójecki bordel i
szulernię.

5.
Tak właśnie doszło do tego, że pewnego poranka po obrzędach w kaplicy w
jakiś czas po zakończeniu swego pierwszego sezony w Mieście, młody Taras z
Czerwonych został szorstko poinformowany przez przełożonego Zielonych, iż
został przekazany Błękitnym i Białym za jednego prawego lejcowego i dwie
beczki sarnicyjskiego wina, w związku z czym jeszcze tego samego ranka ma
zabrać swoje rzeczy i przenieść się do kompleksu Błękitnych.

6.
Czym to ja się spodziewał
pić z takimi jak wy?
Pierwszy będzie mi śpiewał,
drugi będzie mi wył.

Cyk! kompania! Na zdrowie!
Pijmy głębokim szkłem.
Ja wam dzisiaj o sobie opowiem
w barze "Pod Zdechłym Psem"...

I poniosło, poniosło, poniosło
na całego, na umór, na ostro.
I listopad pijany, i bies,
a mnie gardło się ściska od łez.

7.
 - Znowu zapomniałem! - zawołał Asasello uderzając się w czoło. - Głowa do
pozłoty! Messer przecież przysłał dla was upominek - i zwrócił się do XXX -
butelkę wina. Proszę zwrócić uwagę, że jest to to samo wino, które pijał
procurator Judei, falern.
Jest rzeczą zupełnie zrozumiałą, że podobny rarytas wywołał wielkie
zainteresowanie XXXX i XXXXX. Asasello odwinął z kawałka ciemnego
trumiennego złotogłowiu niezwykle omszały dzban. Powąchali, naleli wina do
szklanek, patrzyli przez nie pod światło, zamierające już przed burzą.

8.
Jechał więc smutny rycerz; za nim baczny
Na wszystko jechał Grześ - a wódka gdańska
W skórzanéj flaszy dźwięk dawała smaczny
I bełkotała ta nimfa szatańska
Właśnie jak gołąb, co z miłości grucha,
Lub poetyczna na Litwie ropucha.

Słysząc, jak słodko zapraszała flasza,
Spróbował jéj Grześ raz, dwa i trzy razy;
I w oczach mu się wnet zrobiła kasza
Z gwiazd, a sam księżyc był szperką, a głazy
Ludźmi. Więc jako żona Eneasza -
Został się w Troi, z konia spadł na ślazy,
I tak bohater zbył swojego sługi -
Ale za koniem jego szedł koń drugi...

9.
Wina mieliśmy dosyć, a że dobre było,
Cieszyliśmy się pięknie i nieźle się piło.
Trwała uczta do świtu. W południe się budzę,
Cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę.
Jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący.
Jakoś koło apteczki przeszedłem niechcący,
Hanyżek mnie zaleciał, trochę nie zawadzi.
Napiłem się więc trochę, aczej to poradzi:
Nudno przecie. Ja znowu, już mi raźniej było,
Wtem dwóch z uczty wczorajszej kompanów przybyło.
Jakże nie poczęstować, gdy kto w dom przychodzi?
Jak częstować, a nie pić? I to się nie godzi.
Więc ja znowu do wódki, wypiłem niechcący:
Omne trinum perfectum, choć trunek gorący
Dobry jest na żołądek. Jakoż w punkcie zdrowy,
Ustały i nudności, ustał i ból głowy.
Zdrów i wesół wychodzę z moimi kompany:
W tym obiad zastaliśmy już przygotowany.

10.
Niech Kubę głowa o to nie boli... niech tylko przyniesie dużo, a za każdą
dostanie zaraz do ręki po dziesiątce. Asencję postawię na zgodę, co?
- I po całym dziesiątku Jankiel zapłaci?...
- Moje słowo nie ten wiatr. A za te sześć... to Kuba miałby nie dwa
półkwaterki czystej, a cztery z arakiem i śledzia, i bułkę, i paczkę
machorki... rozumie Kuba?...
- Juści... cztery półkwaterki z arakiem i śledzia... i...juści, nie bydlem
przeciech, to miarkuję... rychtyk prawda! Cztery półkwaterki z harakiem... i
machorka, i bułków... i całego śledzia... - Mroczyła go już wódka i nieco
rozbierała.
- Przyniesie Kuba?...
- Cztery półkwaterki... i śledź... i... Przyniesę...


11.
- Okropny czas!... Przyjdź do mnie dziś wieczorem, a wypijemy po szklance
żałobnego płynu, który wymyślił mój piwniczy.
- Wiem, pewnie masz czarne piwo sydońskie?...
- Niech bogowie bronią, ażebyśmy w tym czasie używali trunków
rozweselających! Płyn, który wynalazł mój piwniczy, nie jest
piwem...Porównałbym go raczej do wina nasyconego piżmem i wonnymi ziołami.
- Bardzo stosowny napój, gdy pan nasz przebywa w dzielnicy zmarłych, nad
którą ciągle unosi się woń piżma i ziół balsamicznych.



12.
Pierwszym wrażeniem, jakie odczuł wracając do przytomności, była słodycz
rozpływająca się w ustach. Otworzył oczy. Tuż przy nich ujrzał czarne
źrenice panny Stelli. Zanim odzyskał całkowitą świadomość, jej usta
przylgnęły do jego warg i znowu poczuł na języku słodki płyn o mocnym
zapachu. Wino. Chciał zaczerpnąć powietrza i odepchnął Stellę. Zobaczył
wówczas wśród dymu białe postacie. Wynosiły z sąsiedniego pokoju stoliki,
zastawione butelkami i kieliszkami. Pani Koniecpolska, z małym flakonikiem w
ręku, kroplami odmierzała jakiś płyn, po czym do kieliszków nalewano wino.
Gdy już napełniono wszystkie, każda z pań wzięła jeden, a panna Stella
podała XXXX największy.
W pokoju panował teraz pogwar stłumionych rozmów. XXXX pociągnął tęgi łyk i
mlasnął językiem.
- Dziwne wino - zauważył.
- Syćmy się dobrodziejstwem peyotlu - emfatycznie zawołała panna Stella.
Kieliszki były już próżne i nalewano nowe.
- Co jest w tym winie? - zapytał XXXX. Stojąca obok panna Czarska usiadła na
poręczy fotela i musnąwszy ustami ucho XXXXX, powiedziała rozmarzonym
głosem:
- Boska trucizna peyotlu, boska... Czy czujesz war w żyłach, mój panie?
Prawda? I taki cudny śpiew, i takie kolorowe... Prawda?
- Prawda - stwierdził i wychylił kieliszek do dna.
Czuł, że dzieje się z nim coś niezwykłego. Opanowała go nagła radość,
wszystko stało się wokół piękne, barwne, nawet przysadkowata panna Stella
była powabna i kusząca.



13.
"Kiedy XXXX wrociła z kuchni, YYYY zapijała drugą szklankę, a zapraszana 
serdecznie przez XXXXX, nie wzbraniała się wypić i trzeciej. Był w istocie 
przepyszny.
- Najlepszy, jaki kiedykolwiek piłam - twierdziła YYY - O wiele lepszy od 
płynu roboty pani Linde, która przecież tak bardzo chwali swoje wyroby. 
Tamten jest zupełnie inny."



14.
Stryj otwierał wszystkie szafy, na samym końcu dopiero otwrozył szafkę pod 
zlewem i przyniósł graniastą butelkę z jasnym likierem, a kiedy postawił ją 
na rzeźnickim pieńku, powiedział z podziwem:
- Psiakrew, przecież to krupnik! To piją tyko porucznicy od dragonów i 
najwspanialsze ślicznotki!
- Proszę bardzo, niech pan sobie weźmie, niech się pan napije - szepnęła 
pani rzeźnikowa, wkładając ręce pod pachy.
Tatuś pogroził neonowym grzebieniem, fioletowe linie i zygzaki przecia=nały 
powietrze, gdy grzmiał:
- Nigdy! Pani ... pani niech już nie pije! Nihdy, już nigdy!
Stryjaszek Pepi nalał sobie do garnuszka z błękitną "Pamiątką z Hlińska", 
napił się, pokiwał głową, podał mi, upiłem łyk i przekonałem się, że likier 
jest wyborny.



15.
- Cygaro cygarem - przerwał Sitnikow, który rozwalił się w fotelu i zadarł 
nogę do góry - lecz prosilibyśmy o śniadanie. Okropnie jesteśmy głodni; 
niech pani każe też przynieść nam butelkę szampana.
(...) Śniadanie ciągnęło się długo. Popierwszej butelce szampana poszła 
druga, trzecia, a nawet czwarta. Eudoksja trajkotała bez wytchnienia; 
Sitnikow dotrzymywał jej kroku.


Monika






STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]