STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Michal Jankowski <michalj@fuw.edu.pl>
Subject: [konkurs] Wojny, bitwy, potyczki
Date: Fri, 04 Jun 2004 16:20:04 +0200
Message-ID: <2npt8f8kx7.fsf@ccfs1.fuw.edu.pl>


[...]

A teraz - do boju!

---------------------------------------------------------------------------
1. Autor, tytuł, kto to mówi?

Biada nam! Wielkie ja sprawy, zdumienie budzące, oglądam,
straszne, o których mniemałem, że się przenigdy nie spełnią.
Oto na nasze okręty szturmem runęli Trojanie,
którzy niedawno do łani trwożliwych byli podobni -
łatwej zdobyczy dla wilków, lampartów i dla szakali -
w trwodze błądzących, bezsilnych, niezdolnych do żadnej walki.
Tak i Trojanie wpierw męstwu i rękom dzielnych Achajów,
choćby na krótki czas, sprostać w oporze nam nie zdołali.
Teraz daleko od miasta przy wydrążonych okrętach
walczą, przez liche dowództwo nasze i wojsk opieszałość,
co rozgniewane na wodza nie chcą już walczyć i bronić
sprawnych w żegludze okrętów, dają się raczej zabijać.
---------------------------------------------------------------------------

2. Autor, tytuł, jaka to bitwa?

Harce pod ogniem dział były już rozpoczęte. Z narożnika widać było
pojedynczych jeźdźców albo gromadki ich ścierające się z sobą. To
Tatarzy harcowali z semenami Potockich przybranymi w granatowe i żółte
barwy. Jeźdźcy dopadali do siebie i odskakiwali szybko, zajeżdżali się
wzajemnie z boków, godzili w siebie z pistoletów i łuków lub
włóczniami, starali się chwytać wzajemnie na arkany. Utarczki owe
wydawały się z daleka raczej zabawą i tylko konie biegające tu i
owdzie bez jeźdźców po błoniu wskazywały, że tam przecie chodzi o
śmierć i życie.
---------------------------------------------------------------------------

3. Autor, tytuł?

Służył w Galicji w 7. Batalionie strzelców polowych, a gdy doszło do
walki na bagnety, został raniony kulą w głowę. Kiedy sanitariusze
nieśli go na punkt opatrunkowy sfukał ich brzydko i krzyczał, że z
powodu takiego bagatelnego zadrapania nie pozwoli sobie nakładać
opatrunku. I znowu chciał ze swoim plutonem ruszyć naprzód, ale granat
urwał mu stopę. Znowu chcieli go zanieść na punkt opatrunkowy, ale on
kuśtykał na linii bojowej, opierając się na kiju i tym kijkiem bronił
się przed nieprzyjacielem, aż przyleciał nowy granat i urwał mu rękę,
w której trzymał kijek. Przełożył kijek do drugiej ręki, ryknął
wściekle, że im Bóg nie daruje, i Bóg wie jak by się to wszystko
skończyło, gdyby go po chwili nie rozszarpał na drobne kawałki
szrapnel. Bardzo możliwe, że gdyby go nie wykończyli, to byłby też
dostał wielki srebrny medal za męstwo. Kiedy urwało mu głowę, to głowa
ta, tocząc się niby kula, krzyczała jeszcze: "Niechaj wszyscy
żołnierze zawsze myślą o tym, że najpierw obowiązek, a przyjemność
potem!"
---------------------------------------------------------------------------

4. Autor, tytuł?

Nagle powietrze nad nimi zaszumiało. Coś głucho huknęło o ziemię.
Potem z ostrym gwizdem posypały się metalowe odłamki. 
 Witterer schylił się i zamierzał już paść na ziemię. Zgiął lekko
kolana, pochylił szerokie plecy. Wyglądał prawie tak, jakby zamierzał
usiąść na sedesie. 
- Pan chce gdzieś odjechać, kapitanie - zapytał Wedelmann ledwie
dosłyszalnie. Luschke stał nieruchomo jak pień. 
- Moździerz, średni kaliber - powiedział Asch spokojnie. Potem
odwrócił się, zrobil spokojnie dziesięć kroków w tył i znikł w jednym
z okopów.
---------------------------------------------------------------------------

5. Autor, tytuł?

W tej chwili koło uszu załomotał mu huk strzałów, a na ramieniu poczuł
gorąco lufy. Zahuczało znowu i ogłuszył go trzask wylatujących
pocisków, Ignacio co sił przytrzymywał trójnóg, a lufa parzyła
Joaquinowi barki. Załomotało raz jeszcze wśród ryku motorów i nie mógł
sobie przypomniec aktu skruchy.
Pamiętał jedynie: "W godzinę śmierci naszej, Amen. W godzinę śmierci
naszej, Amen. W godzinę ... w godzinę ... Amen." Wszyscy strzelali.
"Teraz i w godzinę śmierci naszej, amen".
---------------------------------------------------------------------------

6. Autor, tytuł, nazwisko pułkownika?

- A ja wolałbym ich nie wpuszczać - wyznał pułkownik i zaczął w
gniewie trzaskać kostkami palców, chodząc w tę i z powrotem po
namiocie. - Nie chciałbym, żeby pan mnie źle zrozumiał. Wcale nie
uważam, że wszyscy szeregowcy i podoficerowie są brudni, ordynarni i
gorsi od nas. Po prostu nie wystarczy tam dla wszystkich miejsca.
Szczerze mówiąc, wolałbym, żeby szeregowcy nie spoufalali się z
oficerami w pokoju odpraw. Moim zdaniem, spędzają aż za dużo czasu
razem w samolotach. Niektórzy z moich najlepszych przyjaciół są
szeregowcami, rozumie pan, ale jak na mój gust nie powinno się im
pozwalać na więcej. Powiedzmy sobie szczerze, kapelanie, nie chciałby
pan, żeby pańska siostra wyszła za szeregowca lub podoficera, prawda?
- Moja siostra jest podoficerem, panie pułkowniku - odpowiedział
kapelan.
---------------------------------------------------------------------------

7. Autor, tytuł, imię opisanej tu osoby?

Znów bowiem porwał go zapał wojenny; oszczędziły go dotychczas miecze
i dzidy, był młody i przewodził dzielnemu plemieniu. Wyzywając pieśnią
niebezpieczeństwo spojrzał na czarne okręty i podniósł miecz. Nagle
zobaczył coś, co zdumiało go i napełniło radością. Podrzucił miecz w
blask słońca, chwycił zręcznie nie przerywając śpiewu. Wszystkie oczy
zwróciły się w ślad za jego spojrzeniem. W tym momencie na głównym
maszcie pierwszego statku, skręcającego właśnie ku przystani w
Harlondzie, wiatr rozwiał flagę.
---------------------------------------------------------------------------

8. Autor, tytuł?

Stało się jasne, już się odsłoniła
Danaów zdrada. Właśnie Deifoba
Dom się przestronny zwalił pod naporem
Ognia. Tuż przy nim Ukalegon płonie.
Łunę rozległą odbijają wody
Sygejskie. Zrywa się krzyk i trąb wrzawa.
W szale broń chwytam. Po cóż ona? Serce
Wzywa mię jednak, bym zgromadził zastęp
I biegł z druhami na zamek. Gniew, wściekłość
Pędzą mnie. Myślę: pięknie jest paść w bitwie.
---------------------------------------------------------------------------

9. Autor, tytuł?

Gdy brat mój zerwał się i popatrzył za prawą burtę, o niecałe sto
jardów od kołyszącego się, przechylonego parowca ujrzał prujący morze
wielki stalowy kadłub. Ciął dziobem wodę, jak lemiesz pługa tnie rolę.
Odgarniane na boki potężne spienione fale kołysały i podrzucały
stateczkiem, ten zaś to zanurzał się po pokład niemal w morzu, to znów
unoszony wysoko wymachiwał bezsilnie łopatkami w powietrzu. 
Pienisty prysznic oślepił brata na chwilę. Gdy przetarł oczy, stalowy
potwór minął ich mknąc w stronę lądu. Nad płaskim kadłubem wznosiły
się potężne nadbudówki, zaś dwa bliźniacze kominy pluły dymem gęsto
przetykanym iskrami. Był to kontrtorpedowiec "Dziecię Gromu" gnający
zagrożonym statkom z odsieczą. 
---------------------------------------------------------------------------

10. Autor, tytuł?

Skokiem, co siły w bachmacie, wpadali w tlum. Byli niedosięgli ani dla
bagnetu, ani dla szabli. Sztuka walki z przemagającym stokroć tłumem
polegala na tym, ze grot lancy niweczył opór nieprzyjaciela w
odległości szesciu łokci od piersi ułana. Żolnierz hiszpański, pragnąc
cios zadać, musiał zbliżać sie o dwa i trzy kroki. Furkot chorągiewki
i błysk ostrza tworzył wnet wolne koła. Wokół trzech jezdźców na
koniach powstawały trzy place, a pierwsza luka stanowiła dla nich
jakoby wyłom w murze fortecy. Widziano tez nieraz pod Tudelą iście
fenomenalne zjawiska. Bataliony piechoty i szwadrony jazdy
hiszpańskiej rozsypywały się i pierzchały w pole jak zgraja dzieci
przed byle garsteczką ułańska pądzącą z kopyta. Długo trwały te
codzienne lekcje i korepetycje nad rzeką Ebro, bo aż do wielkiej i
sławnej bitwy pod Tudelą w dniu 23 listopada.
---------------------------------------------------------------------------

11. Autor, tytuł?

Jomsborczycy biegli wzdłuż ostrokołu, gdzie gęstwa była największa. W
szesnastu miejscach darli się Bolkowi na palisadę, nie mogli się
wedrzeć, nie mieli pod nogami twardego oparcia. Raz po raz tracili
równowagę, wymachiwali rękami, ześlizgiwali się, zlatywali, zanim
dziabnęło ich jomsborskie ostrze. Drabiny się wywracały, w dole
wioślarze natężali wszystkie siły, iżby urzymać się śliskich ścian.
---------------------------------------------------------------------------

12. Autor, tytuł?

Technicy czuwający nad działaniem telesondy musieli cofnąć ją od
ogniska walki i wznieść na cztery kilometry. Dopiero wówczas wyszła ze
strefy gwałtownych prądów powietrznych, wywołanych ciągłą eksplozją.
Nie było widać skał zamykających wąwóz, kosmatych zboczy, ani nawet
czarnej chmury, która z nich wypadła. Ekrany wypełniały kipiące
połacie ognia i dymu, kreślone parabolami płonących szczątków;
akustyczne czujniki sondy przekazywły nieustający, raz słabszy, raz
mocniejszy grzmot, jakby znaczną część kontynentu ogarnęło trzęsienie
ziemi.
---------------------------------------------------------------------------

13. Autor, tytuł?

A teraz nasi rozpoczynają huraganowy ogień. Przycupnięci w skalnych
dołkach piechociarze nic nie mają do gadania przy tym pojedynku
tytanów. Naszej artylerii w ciągu nocy nawieźli "plenty" amunicji, bo
piekielnie wali. Te działa nieprzyjacielskie, które widać gołym okiem,
wylatują jedno po drugim w rozstrzaskach. Palą się w Gazali składy
amunicji, z wielkim grzechotem eksplodujących pocisków.
Od zachodu, szosą od Tobruku, idzie nataercie hinduskie i
nowozelandzkie.
---------------------------------------------------------------------------

14. Autor, tytuł?

Kiedy nieprzyjaciel zaczął rozbijać Twierdzę bombami atomowymi,
garnizon zbuntował się, wywiesił białą flagę (w tę flagę swoi
natychmiast rąbnęli termojądrowym pociskiem); prawdziwego księcia,
dowódcę Twierdzy, żolnierze rozerwali na strzępy, wytłukli wszystkich
oficerów, a potem zorientowali się, że bez dowództwa ani rusz: wojna
trwa, nieprzyjaciel atakuje, swoi atakują, a żaden z żolnierzy nie zna
planów Twierdzy, która zmieniła się dla nich w gigantyczną pułapkę.
---------------------------------------------------------------------------

15. Autor, tytuł?

Wysoko, na zachodnim zboczu góry Kostos, wciśnięty między dwa wielkie
głazy Andrea patrzył na ciemniejący krajobraz przez lornetkę swego
karabinu, a następnie wystrzelił kolejno trzy naboje w łamiącą się,
zdezorganizowaną tyralierę. Jego twarz była spokojna, pozbawiona
wszelkiego uczucia, nieruchoma jak powieki, które nawet nie drgnęły
przy regularnych trzaskach mauzera. 
---------------------------------------------------------------------------

  MJ


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]