STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: Jacek K. Błaszkowski <cdlxxvi@NOSPAM.ds2.pg.gda.pl>
Subject: [Konkurs] Opowieści z krypty
Date: Mon, 02 Oct 2006 20:23:51 +0100
Message-ID: <efrp18$nog$1@inews.gazeta.pl>


A oto i bohaterowie dzisiejszej smutnej uroczystości.


1. Autor, tytuł - po punkcie, razem do wzięcia 2p.
Rohan wstał, aby wyjść, kiedy zobaczył, że Sax wraca do stołu. Podniósł z
podłogi niewielką czarną torbę, otworzył ją, i ukazał się ów aparat, o
którym Rohan nieraz już słyszał, ale którego nigdy dotąd przy nim nie
używano. Sax, ruchami nadzwyczaj spokojnymi, pedantycznie rozwijał kłębki
przewodów, zakończonych płaskimi elektrodami. Przyłożywszy ich sześć do
czaszki umarłego, umocował je elastyczną taśmą. Przykucnąwszy, wyjął z
torby trzy pary słuchawek. Nałożył sobie słuchawki na uszy i, wciąż
pochylony, poruszał gałkami aparatu, znajdującego się wewnątrz pokrowca.
Jego twarz o zamkniętych oczach przybrała wyraz doskonałego skupienia.
Nagle ściągnął brwi, nachylił się jeszcze niżej, przytrzymał ręką gałkę, po
czym gwałtownie zdjął słuchawki. 
- Kolego Nygren - powiedział jakimś dziwnym głosem. Mały doktor wziął od
niego słuchawki. 
- Co?? - prawie bez tchu, drżącymi wargami wyszeptał Rohan. Aparat nazywał
się "opukiwaczem grobów", przynajmniej w pokładowym żargonie. U zmarłego,
którego śmierć zabrała niedawno, albo gdy nie doszło do rozkładu ciała, jak
w tym wypadku na skutek niskiej temperatury ciała, można było "podsłuchać
mózg", a właściwie to, co stanowiło ostatnią treść świadomości.


2. Autor, tytuł - po 1p.
- Boję się, że nie czytam tyle, ile powinnam - powiedziała Maggie.
- Każdy się czegoś boi - odpowiedział Trout. - Ja na przykład boję się raka,
szczurów i dobermanów.
- Powinnam to wiedzieć, ale nie wiem, więc muszę spytać - mówiła Maggie. -
Jaka jest pana najsłynniejsza książka?
- Jest to historia o pogrzebie słynnego francuskiego kucharza.
- To brzmi bardzo interesująco.
- Zjeżdżają się wszyscy najsłynniejsi kucharze z całego świata. Jest to
niezwykle podniosła uroczystość - zmyślał Trout na poczekaniu. - Przed
zamknięciem trumny goście żałobni posypują zmarłego papryką i zieloną
pietruszką. Zdarza się i tak.


3. Autor, tytuł po 1p.; tłumaczenie moje.
Przez chwilę leżał spokojnie, po czym odwrócił głowę i ponownie spojrzał na
stertę kamieni. Ponad pięć ton kamieni w stercie. Osiemnaście wieków w
stercie kamieni. Wybuch musiał rozerwać kryptę, bo między kamieniami
zauważył nieco kości. Pomacał wolną ręką, trafił na coś gładkiego i w końcu
dał radę wyciągnąć. Położył na piasku obok cyborium. Brakowało żuchwy, ale
czaszka była nietknięta, pomijając okrągłą dziurę w czole, z której to
dziury wystawała drzazga wysuszonego i na wpół przegniłego drewna.
Wyglądało to na resztki strzały. Czaszka była chyba bardzo stara.
Bracie - szepnął, ponieważ w tej krypcie mógł być pochowany tylko członek
Zakonu.
I cóżeś im uczyniła, o Kości? Nauczyłaś czytać i pisać? Pomogłaś w
odbudowie, dałaś Chrystusa, pomogłaś odtworzyć kulturę? Czy pamiętałaś,
żeby ich ostrzec, że Edenu to tam nie będzie? Na pewno pamiętałaś.
Błogosławiona jesteś, o Kości, pomyślał, znacząc kciukiem krzyż na czole
czaszki. Za wszystkie twoje niedole dali ci strzałę między oczy.


4. Autor, tytuł - po 1p.
Minęły lata i z okaleczonego tułowia stopochoda zaczęły wyłazić wiechcie.
Rodzice jęli przebąkiwać, że chore ciało staje się pokarmem dla robactwa,
może pożywką dla bakterii, i namawiać nas z czułością do urządzenia temu
wrakowi pogrzebu. Przykro było teraz patrzeć na niedźwiadka Angelo chorego,
niezdolnego sprostać żadnej sytuacji, narażonego na powolne wybebeszenie i
niezbyt piękne wydostawanie się na zewnątrz organów wewnętrznych, niweczące
jego godność.
Tak więc pewnego wczesnego ranka, kiedy tato rozpalał w kuchni w piecu
centralnego ogrzewania, dając życie wszystkim kaloryferom w domu, ustawił
się powolny, uroczysty orszak. Obok pieca zostały ustawione wszystkie
pozostałe zabawki, a ja kroczyłem niosąc poduszkę, na której spoczywał
rzekomy zmarły, i wydaje mi się, że obecni byli wszyscy członkowie rodziny,
połączeni tym samym bólem i tą samą czcią.
Niedźwiadek Angelo został umieszczony w paszczy płomienistego Baala;
najukochańszy zmarły zapalił się i tym samym zgasł nieodwołalnie. Wraz z
nim dobiegła z pewnością końca pewna epoka. Jestem pewny, że nastąpiło to,
zanim pierwsze samoloty nieprzyjacielskie zbombardowały miasto, gdyż wygasł
wtedy także piec, pożerający niestety ogromne ilości brykietów, i
zastąpiono go piecykiem na drewno, który ogrzewał tylko kuchnię.


5. Autor, tytuł - po 1p. [---] - słowo wycięte, żeby nie udzielać odpowiedzi
w pytaniu.
Rozległa kotlina przed nimi osnuta już była wieczornym oparem, z którego,
niczym z morza, sterczały jak okiem sięgnąć tysięczne kurhany i omszałe
monolity. Niektóre z głazów były zwykłymi bezkształtnymi bryłami. Inne,
równo ociosane, obrobiono na obeliski i menhiry. Jeszcze inne, stojące
bliżej centrum tego kamiennego lasu, były pogrupowane w dolmeny, tumulusy i
kromlechy, ustawione w kręgi w sposób wykluczający przypadkowe działanie
natury.
- Zaiste - powtórzył krasnolud. - Urokliwe miejsce na spędzenie nocy. Elfi
cmentarz. Jeśli mnie pamięć nie myli, [---], niedawno wspominałeś o
ghulach? No, to wiedz, że ja je czuję wśród tych kurhanów. Tu musi być
wszystko. Ghule, graveiry, upiory, wichty, elfie duchy, zjawy, widma, pełny
przegląd. Wszystkie siedzą tam i wiecie, co właśnie szepczą? Że oto nie
trza wieczerzy szukać, bo sama przyszła.


6. Autor, tytuł - po 1p. Część imion skrócona, z wiadomych powodów.
Więc natychmiast uklękły obie z Sieciechówną i poczęły mówić wieczny
odpoczynek dźwięcznymi jak dzwonki głosami. Po czym łzy ciurkiem jęły
płynąć po twarzy J., bo bardzo kochała opata, który choć zapalczywy z
ludźmi, krzywdy nie wyrządził nikomu, a dobro obu rękoma czynił, ją zaś,
która była jego chrześniaczką, miłował jak córkę rodzoną. M., wspomniawszy,
że to był jego i Z. krewny, wzruszył się także i nieco zapłakał, a dopiero
gdy im część boleści łzami spłynęła, zabrał Czecha i obie dziewczyny na
pogrzeb do kościoła.
Pogrzeb był wspaniały. Prowadził kondukt sam biskup Jakub z Kurdwanowa, byli
wszyscy księża i wszyscy mnisi w Płocku konwenty mający, bito we wszystkie
dzwony, mówiono mowy, których nikt prócz duchownych nie rozumiał, boje
mówiono po łacinie, po czym wrócili duchowni i świeccy na ucztę obfitą do
biskupa.
Poszedł na nią M., wziąwszy ze sobą dwóch pacholików, gdyż jako krewny
zmarłego i znajomek biskupa miał wszelkie prawo. Biskup też przyjął go jako
krewnego nieboszczyka chętliwie i z odznaczeniem.


7. Autor i tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
W środku nareszcie jest ciemno, więc łatwiej wczuć się w nastrój. Trumna na
samym przedzie, nieco nad podłogą, ale nie mogę się domyśleć, na czym ona
tam stoi. Laura, Jo i Janet Lydon bardzo blisko, w pierwszym rzędzie, z
nimi paru ludzi, których nie znam. Śpiewamy pieśń, modlimy się, potem
krótkie i niesatysfakcjonujace kazanie pastora, coś tam z jego książeczki,
znowu pieśń, a potem ten nagły, porażający klekot maszynerii i trumna
powoli znika pod podłogą. I kiedy znika, z przodu dobiega szloch,
straszliwy, straszliwy dźwięk, którego nie chcę słuchać: ledwo-ledwo
rozpoznaję głos Laury, ale wiem, że to ona i w tej chwili chciałbym do niej
podejść i oświadczyć, że się zmienię, że śladu po starym mnie nie zostanie,
byle tylko pozwoliła mi się nią zająć i spróbować ją pocieszyć.
Wychodzimy z mroku, ludzie tłoczą się wokół Laury i Jo i Janet i obejmują
je; chciałbym zrobić to samo, ale nie widzę możliwości. Laura jednak widzi
Liz i mnie kręcących się  na obrzeżu towarzystwa  i podchodzi do nas i
dziękuje za przybycie i długo obejmuje nas oboje i kiedy mnie puszcza,
czuję, że nie muszę więcej obiecywać przemiany: już się dokonała.


8. Autor - 1p. Wiersz nie ma tytułu, za podanie pierwszego wersu dodatkowy
punkt, więc łącznie 2p do wzięcia.
Jak ciemno, mroźno jest przy Twoim grobie 
Już dla nas domy jak groby stawiają 
Ty leżysz martwy kiedy nas ścigają 
I gdzie Twe wino i chleb nie odpowiesz 
Kiedy uczniowie właśni Cię zdradzają 
Jak ciemno, głucho jest przy Twoim grobie... 


9. Autor, tytuł - po 1p.
Następca znowu ocknął się.
 - Powiedz mi - rzekł - ojcze święty, jeżeli nie należy to do wielkich
tajemnic, jaka jest naprawdę różnica między spaleniem zmarłego i zrobieniem
z niego mumii? Bo chociaż słyszałem coś w szkole, nie rozumiem jednak tej
kwestii, do której Grecy tak wielką przywiązują wagę.
 - My przywiązujemy daleko większą, największą...- odparł kapłan. - Świadczą
o tym nasze miasta zmarłych, które zajęły cały skraj pustyni zachodniej.
Świadczą piramidy, które są grobami faraonów starego państwa, i mnemonie,
olbrzymie groby, kute w skałach, dla królów naszej epoki.
Pogrzeb i grób to wielka sprawa, to największa sprawa ludzka. Bo gdy w
formie cielesnej żyjemy pięćdziesiąt albo sto lat, nasze cienie trwają
dziesiątki tysięcy lat, aż do zupełnego oczyszczenia. Asyryjscy barbarzyńcy
śmieją się z nas, że więcej poświęcamy zmarłym niż żyjącym; ale zapłakaliby
nad swoim niedbalstwem o zmarłych, gdyby znana im była, jak nam, tajemnica
śmierci i grobu...


10. Autor, tytuł - po 1p.
Błogosławiony grób cichy, co chowa
Umarłych prochy, iż wiatr ich nie miota.
Albowiem wielka spokojność grobowa
Jest im odpłatą za burzę żywota,
Co prędszy, niźli zawodnik w swym biegu,
Dobra nie widział, a już jest u brzegu...
 
Lecz tu nalezion wielki jest i mały
I wyzwolony jest jeszcze od pana,
A usta, które o grób swój wołały,
Już ukojone są i wszelka rana,
I wszelka żądza tutaj się popieli...
Błogosławieni, którzyście spoczęli!



11. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
Spojrzawszy,  zobaczyłem łysego staruszka, kuśtykającego przez cmentarz w
moją stronę z wielkim, drżącym i dzwoniącym przy każdym kroku, pękiem
kluczy w ręku.
Odprawiłem go gestem, milcząc godnie, ale zbliżał się mimo to, skrzecząc:
- Dobrze  pszepana, jużidę jużidę. Dobrze pszepana, bez pośpiechu.
- Odejdź, biedny starcze - powiedziałem.
- Przyszedłem, jak żem mógł najszybciej, pszepana - odrzekł - ja to się już
troszku sypię, jużem nie taki żwawy, jak kiedyś. Tędy, pszepana.
- Odejdź pan - powtórzyłem - zostaw mnie pan, zanim przelezę przez murek i
panu przyłożę.
Wyglądał na zaskoczonego.
- Pan nie do grobowców? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałem - nie do grobowców. Chcę tu sobie przystanąć,
podpierając się na tym oto starym, chropawym murku. Odejdź pan i nie
przeszkadzaj. Pełen jestem po uszy pięknych i szlachetnych myśli  i chcę,
żeby tak zostało, bo mi z tym miło i przyjemnie. Nie łaź mi pan tu dookoła,
doprowadzając mnie do szału i dręcząc wszystkie moje uczucia tym swoim
pogrobowym bezsensem. Idź pan i niech pana gdzieś tanio pogrzebią, pokryję
połowę kosztów.
Zatkało go na moment. Przetarł oczy i spojrzał na mnie twardo. Wyglądałem na
istotę ludzką i nie mógł rozeznać, o co chodzi.
Powiedział:
- Pan przyjezdny w tej okolicy? Pan tu nie mieszka?
- Nie - powiedziałem - inaczej pan byś tu nie mieszkał.
- No jak tak - rzekł - to pan zobaczy grobowce - groby - ludzi tam chowali,
wipan - trumny!


12. Autor, tytuł - po 1p.
Przypadli do niej synowie powstrzymując, ale ich odtrąciła z lekka;
przystąpiły córki jeszcze, dała im znak, aby uszły z drogi; rzuciły się z
płaczem wnuczki wołając za nią, wskazała matkom, aby je wzięły na ręce...
Szła tak aż do stosu, stanęła chwilę, popatrzała na stojących, na biały
świat szeroki i śmielszym krokiem wstępować zaczęła po drzewach, coraz
wyżej, na szczyt sam, aż tu padła u stóp męża i objąwszy nogi jego rękami,
nieruchomie przy nim została...
 
Jęk płaczek wznosił się coraz przeraźliwszy. Przyprowadzono siwego i na
stosie uwiązano go u słupa, skrępowawszy mu nogi. Przy nim postawiono psy
ulubione... Płaczki zaczęły obiegać stos dokoła jakby w szalonych skokach,
miotając się i krzycząc. Nareszcie po czterech rogach ogromne kupy łuczyny
smolnej, której pod spodem i po bokach nagromadzono niemało, zażegnięto
razem. Podpalone zaledwie, zajęły się nagle, szybko płomieniem jasnym i w
mgieniu oka drzewo przepojone smołą stanęło jednym ogniskiem ogromnym. Dym
i płomienie zakryły zwłoki.


13. Autor, tytuł - po 1p.
- Możemy wykonać bardzo ładne marmurowe licowanie - zaproponował, nie
podnosząc głowy. - Może akurat wystarczy nam materiału w kamieniołomach. O
królu ciał niebieskich - dodał pospiesznie.
- Doskonale - zgodził się Teppic.
Ptaclusp sięgnął po nową tabliczkę.
- Może wierzchołek z elektrum? Taniej wychodzi wbudować od razu, przecież
nie chcemy używać zwykłego srebra, a potem mówić: żałuję, że nie
zamówiłem...
- Elektrum, tak.
- I normalne gabinety?
- Co?
- Komora grobowa, znaczy, i komora zewnętrzna. Sugeruję zestaw Memphis,
niezwykle gustowny, w komplecie jest dopasowany skarbiec o większej
powierzchni. Bardzo poręczny na te wszystkie drobiazgi, których nie
moglibyśmy tak po prostu zostawić. - Ptaclusp odwrócił tabliczkę i zaczął
pisać na drugiej stronie. - I oczywiście podobny apartament dla królowej,
jak rozumiem? O królu, który będzie żył wiecznie.
- Co? A tak, tak sądzę. - Teppic zerknął na Diosa. - Wszystko. Najlepsze.
- Są jeszcze labirynty - przypomniał Ptaclusp, starając się panować nad
własnym głosem. - Bardzo popularne w tej erze. Taki labirynt jest bardzo
ważny; za późno się decydować, kiedy rabusie już odwiedzili piramidę. Może
jestem staroświecki, ale zawsze wstawiałbym labirynt. Jak to mówimy: mogą
wejść bez kłopotów, ale nigdy nie wyjdą. To kosztuje dodatkowo, ale czym są
pieniądze w takiej chwili, o władco wód?


14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p. Tłumaczenie
moje.
Margarito Duarte nie zaszedł dalej, niż do podstawówki, ale jego powołanie
do listów pozwoliło mu na dalszą edukację, a to dzięki namiętnemu czytaniu
wszystkiego, co wpadało mu w ręce. W wieku osiemnastu lat, gdy był już
pisarzem wioskowym, poślubił piękną dziewczynę, która jednak zmarła wkrótce
po narodzinach ich pierwszego dziecka - córeczki. Córeczka ta, piękniejsza
nawet od matki, zmarła na niewyjaśnioną gorączkę w wieku lat siedmiu.
Prawdziwa jednak historia Margarita Duarte rozpoczęła się sześć miesięcy
przed jego przybyciem do Rzymu, kiedy to budowa tamy sprawiła, że trzeba
było przenieść wiejski cmentarz w inne miejsce. Margarito, jak wszyscy inni
w okolicy, odkopał szczątki zmarłych krewnych, by przenieść je w nowe
miejsce spoczynku. Żona w proch się obróciła. Jednakże w sąsiednim grobie,
dziewczynka leżała niezmieniona od jedenastu lat. Co więcej, kiedy otwarto
trumnę, dał się poczuć zapach świeżo ściętych róż, z którymi ją pochowano.
Najdziwniejszym wydało się jednak, że ciało dziewczynki nic nie ważyło.
Setki gapiów, ściągane przez rozchodzące się wieści o cudzie, ściągały do
wsi. Nie było wątpliwości: nierozkładanie się ciała było niewątpliwym
znakiem świętości i nawet biskup-ordynariusz zgodził się, że taki znak od
nieba powinien być poddany osądowi Watykanu. W związku z tym przedsięwzięto
zbiórkę pieniędzy, za które Margarito Duarte mógł pojechać do Rzymu, by
walczyć za sprawę już nie tylko swoją lub ograniczoną do samej wioski, ale
ważną dla całego narodu.


15. Autor, tytuł - po 1p.
Item, me ciało grzeszne zdaię
Ziemi, wielmożney rodzicielce;
Robactwo się ta niem nie naie,
Głód ie wysuszył nazbyt wielce.
Niechże ie przyimie żyzne łono;
Co z ziemi, w ziemię się obraca;
Wszelka rzecz, słusznie mówią pono,
Chętnie do swego mieścca wraca.
(...)
Item, chcę, aby na mym grobie
Tę, co tu podam, zwrotkę małą
W dość znacznym kształcie y sposobie
Spisano; gdyby zaś nie stało
Inkaustu - węglem, czarną krydą,
Byleby trwale y wyraźnie;
Niech boday ci, co po mnie przydą,
Dowiedzą się o dobrym błaźnie:


16. Autor, tytuł - po 1p.
Dzwony wciąż biły i ponura pieśń huczała coraz jękliwiej, smętarz już był
niedaleko, wyrastał ze zbóż kępami drzew, krzyżów i mogił, a zdawał się
otwierać, kieby ten straszny, nigdy nie zapełniony dół, w któren z wolna a
nie- powstrzymanie spływa cały świat, że już niejednemu się widziało, jako
w tym zadeszczonym powietrzu i ze stron wszystkich biją dzwony, jarzą się
światła, czernieją rozwiane chorągwie i płyną śpiewania, że z każdej
chałupy wynoszą trumny, że wszystkimi drogami ciągną żałobne pochody, a
każden człowiek płacze kogoś, zawodzi, a tak szlocha, jaże wszystkie niebo
i ziemia wzbiera żałosnym jękiem i spływa szmerem nieustannych, gorzkich
jak piołun łez...
Pochód już skręcał na dróżkę ku smętarzowi, kiej go dopędził dziedzic,
wysiadł z powozu i poszedł pobok trumny w srogiej ciasnocie, gdyż dróżka
była wąska, gęsto brzózkami obsadzona i zboża stały ze stron obu.
(...)
Co najpierwsi gospodarze dźwignęli trumnę, a nawet sam dziedzic jął wspierać
w pośrodku, i ponieśli ją żółtymi drożynami wskroś okwieconych mogił, traw
i krzyżów, za kaplicę, kaj w gąszczach leszczyn i bzów czekał już grób
świeżo wybrany.
Straszne płacze i krzyki zatargały powietrzem.
Chorągwie i światła okoliły jamę głęboką, naród się skłębił i cisnął
spozierając trwożnie w ten dół żółtawy i pusty...


17. Autor, tytuł - po 1p. Imię bohatera skrócone.
Wszystko ma swoje przyczyny - lokomotywa, wjeżdżając teraz w głęboki jar,
rozpędzała się znacznie, szybko przemykała pod łukiem kamiennego mostu i
już zgrzytała, hamując u skraju cmentarza, na którym teraz siedzieliśmy,
wymyślając to wszystko. W. ciągnął za dźwignię i gwizdał przejmująco trzy
razy. I nagle, w świetle księżyca otwierały się zarośnięte krypty, odsuwały
popękane tablice i rój nieboszczyków klekoczących piszczelami wyłaził z
grobów, udając się pod lokomotywę. Kiedy już wszyscy byli gotowi do drogi,
maszynista wpuszczał ich do węglarki i ruszał dalej, przez następne zerwane
mosty i niewidzialne zwrotnice. Tak działo się co miesiąc, w każdą pełnię
księżyca, niezależnie od pory roku. Maszynista wracał nad ranem, zmęczeni
podróżni udawali się do krypt, a lokomotywa znikała w okolicach przystanku
Lotniska, gdzie stary nasyp dochodził do prawdziwej linii kolejowej.


18. Autor, tytuł - po 1p.
Polko, i ja dni skończę w samotnej żałobie;
Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci.
Podróżni często przy twym rozmawiają grobie,
 
I mnie wtenczas dźwięk mowy rodzinnej ocuci:
I wieszcz, samotną piosnkę dumając o tobie,
Ujrzy bliską mogiłę, i dla mnie zanuci.


19. Autor, tytuł - po 1p. Imiona skrócone. Krótki fragment, żeby nie było za
łatwo. Tłumaczenie moje.
Wtem rozległy się krzyki. Białe płomienie wystrzeliły wokół ciała D. i ze
stołu, na którym leżało; wznosiły się coraz wyżej, zasłaniając ciało. Biały
dym wirował w powietrzu, tworząc dziwne kształty; H. wydało się w pewnym
zapierającym dech w piersiach momencie, że zobaczył feniksa wzbijającego
się radośnie w błękit, ale w następnej chwili płomienie znikły. W ich
miejscu pojawił się biły marmurowy grobowiec, skrywający zwłoki D. i stół,
na którym spoczywały.


20. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
Na rozkaz Morgotha orkowie wielkim nakładem pracy zebrali ciała wszystkich
poległych w bitwie razem ze wszystkimi zbrojami i bronią i złożyli razem na
stertę w środku Anfauglith, tworząc widoczny z daleka pagórek. Elfy nazwały
go Haudh-en-Ndengin, Pagórkiem Poległych i Haudh-en-Nirnaeth, Pagórkiem
Łez. Przyjęła się na nim trawa i porosła go - wysoka i zielona pokryła
pagórek, samotny wśród pustyni stworzonej przez Morgotha i żaden sługa
Morgotha nie zapuszczał się na ziemię, pod którą miecze Eldarów i Edainów
rozpadały się w rdzy.



Jak łatwo policzyć, łącznie do wzięcia jest 41 punktów. Spoczywajcie w
poko... znaczy, powodzenia.





-- 
"'W zasadzie', powiedział kiedyś Koslowski, 'każdy człowiek jest, 
subiektywnie rzecz biorąc, nieśmiertelny. O tym, że ktoś umarł, wiedzą
tylko ci, którzy go przeżyli. W każdym razie uważam za rzecz diabelnie 
trudną przekonać kogoś, że nie żyje, jeśli on jest nieżywy'." (M. Augustin)


STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]