STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

From: "Czajka " <alezaraz@gazeta.SKASUJ-TO.pl>
Subject: [Konkurs] Zaskoczenie
Date: Fri, 2 Nov 2007 04:51:52 +0000 (UTC)
Message-ID: <fgead8$82k$1@inews.gazeta.pl>

                      Zaskoczenia

[...]

1.
- To nie do wiary - powiedział. - Jest to moja własna chatka i ja ją 
zbudowałem, więc tylko wiatr musiał ją tutaj przywiać. Frunął z nią razem 
ponad laskiem i w tym miejscu opuścił ja na ziemię. I właśnie tu sobie stoi 
tak, jakby tu zawsze stała. I naprawdę w lepszym miejscu.

Jak miał na imię wiatr?

2.
Dlaczego zapalił wszystkie lampy na oddziale? Turkle odparł, że wcale nie 
zapalił wszystkich; w sypialni i w toalecie są zgaszone. Oświadczyła, że to 
wcale nie tłumaczy, dlaczego inne się palą; po co je włączył? Turkle nie 
wiedział, co odpowiedzieć - w ciszy jaka zapadła, usłyszałem gdzieś w pobliżu 
brzdęk podawanej butelki.
Dyżurna powtórzyła pytanie, a wtedy Turkle odparł, że sprzątał. Czemu więc, 
skoro dbanie o czystość w toalecie należało do jego obowiązków, akurat tam 
było ciemno?

Skąd mieli butelkę?

3.
Więc jestem panem? I mam taką żonę?
Śni mi się? Czy też śniło mi się wszystko
Dotąd? Nie, nie śpię: widzę, słyszę, mówię,
Wącham wonności, macam coś miękkiego.
A niech to licho - racja, jestem panem,
A nie Okpiszem, naprawiaczem garnków.
Dobra, sprowadzić mi tu moją panią.
I poproszę jeszcze raz: kufelek piwa!

Kto był jego żoną?

4.
- Żebym ja pana nie znał, tobym myślał, że pan robi zły interes; ale że ja 
pana znam, więc ja sobie myślę, co pan robi... dziwny interes.

Jaki to był interes?

5.
Stałem w drzwiach, rzucając ten sam cień co zwykle, ale nie byłem w stanie 
się odezwać. Bill spytał, czy wciąż tam jestem. Śmiał się, bo wiedział, że 
tak.
Źle go usłyszałem. Musiałem źle usłyszeć. Ta myśl pozwoliła mi odzyskać glos.
- Powiedziałeś: czterdzieści tysięcy dolarów?
- Czterysta tysięcy - odrzekł. - Zgodnie z przepisami ruchu drogowego - to 
znaczy kontraktem, który podpisałem - dwieście patyków trafia do 
ciebie.Gratulacje, Steve.
Wciąż stałem w drzwiach, patrząc przez salon na naszą sypialnię i łóżeczko, w 
którym sypiał Joe. Wynajmowaliśmy to mieszkanie za dziewięćdziesiąt dolarów 
miesięcznie, a teraz ten człowiek, którego tylko raz spotkałem osobiście, 
mówił mi, że właśnie wygrałem na loterii. Nogi ugięły się pode mną. Nie 
upadłem, ale osunąłem się bezwładnie do pozycji siedzącej.
- Jesteś pewien? - spytałem Billa.
Odpowiedział, że tak. Poprosiłem, by powtórzył liczbę, bardzo wolno i 
wyraźnie, abym upewnił się, czy dobrze go zrozumiałem. Oznajmił, iż rzeczona 
liczba to czwórka, a po niej pięć zer.
- Potem przecinek i dwa kolejne zera - dodał.

Za co były te pieniądze?

6.
Pod drzewami się kładą, wyjmują zapasy,
Zaczną ucztę i placek pszeniczny podłożą
Pod potrawy, Jowisza wolę pełniąc bożą,
Owoce na nim kładą i Cecery plony.
Skoro wszystko spożyli, głód nieposkromiony
Przynaglił ich, iż śmiało rozpoczęli ręką
I zębem społem kruszyć ciasta tarczę cienką,
Nie folgując kanciastym ćwiartkom. - "Oho! Stoły
Zjadamy nawet!"

Co oznaczało zjadanie stołów?

7.
Zeskoczyła z konia. Z całą pewnością znalazła się w miejscu znanym z opisów, 
ale coś się nie zgadzało. Powinno tu być pełno świateł, gwaru, krzątaniny, a 
tymczasem miała wrażenie, że trafiła do ogromnego mauzoleum. (...)
Kruk przewrócił swymi niezależnie poruszanymi oczami.
- No więc gdzie są te wszystkie światła? - zapytał. - Gdzie gwar? Gdzie te 
wesołe małe dranie w spiczastych kapeluszach, w zielonych i czerwonych 
ubrankach? Powinni tu niezbyt przekonująco, ale rytmicznie stukać młotkami w 
drewniane zabawki.

Z czego było zbudowane mauzoleum?

8.
Naraz ojciec zatrzymywał nas i pytał matki: "Gdzie jesteśmy?" Wyczerpana 
wędrówką, ale dumna z niego, wyznawała mu tkliwie, że nie ma pojęcia. 
Wzruszał ramionami i śmiał się. Wówczas, tak jakby wydobył z kieszeni wraz z 
kluczem tylną furtkę ogrodu, pokazywał ją nam, stojącą przed nami; rzekłbyś: 
przybyła wraz z rogiem ulicy Św. Ducha, aby nas oczekiwać na końcu tych 
nieznanych dróg. Matka powiadała z podziwem: "Ty jesteś nadzwyczajny!" I 
począwszy od tej chwili nie potrzebowałem już robić ani kroku, ziemia szła za 
mnie w tym ogrodzie, gdzie od tak dawna moim czynnościom przestała 
towarzyszyć świadoma uwaga: przyzwyczajenie brało mnie w swoje ramiona i 
niosło mnie jak małe dziecko do łóżka.

Kiedy zaczynała się sobota?

9.
Wiodła ją ciekawość. Pragnęła pierwsza zobaczyć, jak też wygląda Dom Ludowy w 
nowej szacie. Okrążywszy las świerków, ujrzała go wreszcie. Lecz widok ten 
wywarł na niej nieoczekiwane wrażenie. Rzuciła lejce, wzniosła ręce do góry i 
zawołała: "Boże miłościwy!" Patrzała, nie wierząc własnym oczom, aż wreszcie 
wybuchnęła śmiechem.
- Nie mogło się obejść bez pomyłki. Nie mogło.

Co konkretnie zrobiło na niej takie wrażenie?

10.
Niestety zgubiłem też prawo jazdy. Jestem przekonany, że to nic takiego. 
Sprawa ma związek z przemysłem samochodowym, nasza przyszłość to Ford, 
jesteśmy krajem autostrad. Telefonuję do Automobile Club, gdzie oznajmiają, 
że wystarczy, bym podał numer zagubionego dokumentu.
Spostrzegam, że nigdzie nie jest zapisany poza oczywiście samym prawem jazdy, 
i próbuję dowiedzieć się, czy nie mogliby zajrzeć do kartoteki pod moje 
nazwisko i znaleźć ten numer. Wygląda jednak, że nie da się tego zrobić. (...)
Sekretarka jest bardzo miła, lecz może zrobić bardzo mało. Zapoznaje mnie z 
paroma sztuczkami, namawia, żebym poszukał starego pokwitowania firmy AVIS, 
wynajmującej samochody, gdyż wypisano na nim przez kalkę numer prawa jazdy; 
dzięki jej pomocy mogę uporać się w ciągu jednego dnia z czynnościami 
wstępnymi, teraz więc kieruje mnie tam, dokąd należy się udać, to znaczy do 
odpowiedniego wydziału prefektury, ogromnego holu, gdzie tłoczy się 
zdesperowany i cuchnący tłum, przypomina dworzec w New Dehli z filmu o buncie
sipajów; petenci, opowiadający sobie historie, od których włos się jeży 
("jestem tu od czasów wojny w Libii:), obozują z termosami i kanapkami, a 
kiedy przychodzi ich kolej, okienko się zamyka - co zdarzyło się właśnie mnie.

Jakie prawo jazdy jest łatwiej uzyskać?

11.
- Co go może najgorszego spotkać, to waćpanów kompania!
Tu oczy dziewczyny poczęły ciskać błyskawice i podniósłszy głowę postąpiła 
kilka kroków ku zabijakom, a oni cofali się przed nią w zdumieniu.
- Zdrajcy! - rzekła - wy to go jak złe duchy do grzechu kusicie, wy go 
namawiacie! Ale znam już was, waszą rozpustę, wasze bezecne uczynki. Prawo 
was ściga, ludzie się od was odwracają, a ohyda na kogo pada? - na niego - 
przez was, banitów i infamisów!

Co im kazała zrobić?

12.
- Jest u nas - powiedziała matka P.
- Na prywacie? Mówiła, że idzie na prywat.
- Nie. Jest ich tylko czworo i robią dżem.
- Na litość boską. Jeszcze pani zrujnują kuchnię.
- W pokoju.
- Jak to?
- No tak.
- A z czego?
- Jak to z czego?
- O tej porze roku nie ma z czego robić.
- Dla nich nie ma pór roku - powiedziała matka P. tajemniczo.

Z czego robili dżem?

13.
I nagle usłyszał wśród listowia śpiew. Spodziewał się potężnego, podobnego do 
trombit głosu. A śpiew był delikatny, dziewczęcy.
Koreda ściszył granie, skrzypeczki zaś wysłuchały jego prośby. Śpiew 
przybliżał się do chłopaka. Zadarł głowę, ale nikogo nie zauważył.

Kto śpiewał?

14.
Przeczytałam już "Ivanhoe" i "Jeźdźca bez głowy". Tata myślał, że mi starczy 
na całe wakacje, ale nie starczyło. Nudzę się okropnie. Teraz czytam książkę 
pana kierownika, jest ona o pewnym krulewiczu, który nazywa się Myszkin, a 
książka ma w tytule brzydkie słowo. Ta książka jest nudna, więc dużo 
opószczam. Najbardziej mi się podobało, jak pewna dama wrzuciła do ognia sto 
tysięcy rubli. Rubel jest to jednostka monetarna w bratnim kraju naszych 
najlepszych przyjaciuł. Wiem to na pewno, bo spytałam taty, co to jest rubel, 
i tata mi powiedział, co to jest rubel.

Kto był autorem listu?

15.
Było to więc typowe niedzielne śniadanie w pierwszy weekend po wypłacie. 
Przynajmniej jedna trzecia kompanii była nieobecna w koszarach. Inna trzecia 
jej część jeszcze spała. Jednakże ostatnia trzecia część nadrabiała z 
nawiązką nieobecność tamtych hałaśliwością pijackiego śmiechu i dowcipów, 
brzękiem sztućców i ćwierćkwartowych butelek z mlekiem.
W. właśnie szedł dobrać sobie repetę naleśników i jajek, z owym żarłocznym 
apetytem, który miał zawsze po pijaństwie, kiedy eksplozja wstrząsnęła 
podłogą i zabrzękła kubkami na stole, a potem potoczyła się przez dziedziniec 
niby potężna fala na morzu w czasie burzy.

Co się stało?

16.
Wyszliśmy na górę i na zewnątrz. Kiedy zamknął drzwi i włożył klucz pod 
doniczkę, wydawało się, że piwnica w ogóle nie istnieje. To były dwa światy. 
I tak już zostało. Czasami budziłem się i to wszystko wydawało się snem, 
dopóki znowu nie zszedłem na dół. Agent spojrzał na zegarek.
- Jestem zainteresowany - powiedziałem. - Bardzo zainteresowany. - Byłem tak 
zdenerwowany, że spojrzał na mnie zdumiony, a ja powiedziałem: - Zdaje mi 
się, że kupię. - Tak po prostu. Mnie samego to zaskoczyło, ponieważ przedtem 
zawsze chciałem coś współczesnego, co nazywają nowoczesnym. Nie starą ruderę 
na odludziu.
Agent stał osłupiały, zaskoczony tym, że chciałem kupić, a pewnie i tym, że w 
ogóle miałem pieniądze, bo wszyscy tak przeważnie reagowali.

Jaki powód kupna domu podał agentowi?

17.
Miał na sobie wściekle kolorową czapkę, rękawiczki, trykotowe spodenki i buty 
o wygiętych do góry noskach. Jedną ręką trzymał lekki jak piórko rower, w 
drugiej miał szarą plastikową butelkę, z której właśnie popijał. Prawie go 
nie poznała. Spostrzegłszy ją przestał pić i wpatrywał się osłupiałym 
wzrokiem. - Tak chcesz jechać?
Wskazał na jej krótką, spraną czerwoną spódniczkę.
Uśmiechnęła się niepewnie. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Było już całkiem 
jasne, że przez jazdę na rowerze rozumiała co innego niż on. Kręcił głową, 
mruczał coś o programie wycieczki i czasie w jakim zamierza przejechać 
pierwszy etap, potem wsiadł na rower i popędził przed siebie. Bardzo szybko 
straciła go z oczu.

Z kim się zaprzyjaźniła na tej wycieczce?

18.
W wagonie (nie ma w nim ławek) służący mości swemu panu posłanie, po czym 
znika bez słowa, jakby rozpłynął się w powietrzu. Mnie, wychowanemu w duchu 
braterstwa i równości ludzi, ta sytuacja, w której ktoś idzie z pustymi 
rękoma, a ktoś inny niesie za nim materac, walizki i kosz z jedzeniem, 
wydawała się niezwykle gorsząca, zasługująca na protest i bunt. Szybko jednak 
zapomniałem o tym, bo kiedy wszedłem do wagonu, z różnych stron odezwały się
głosy wyraźnie zaskoczonych ludzi:
- Where is your bed?
Było mi naprawdę głupio, że nie miałem ze sobą nic prócz podręcznej torby, 
ale skąd mogłem wiedzieć, że prócz ważnego biletu powinienem mieć także i 
materac? Zresztą nawet gdybym wiedział i kupił materac, to nie mogłem go 
nieść sam, do tego musiałbym mieć służącego. A co potem zrobić ze służącym? I 
co zrobić z materacem?

W jakim to się działo kraju?

19.
Któregoś dnia przyjechało na motocyklu z namiotem i z wędką. Byliśmy 
oczywiście przekonani, że jutro skoro świt wybierze się na ryby, ale okazało 
się, że z namiotu zrobiło sobie hamak, który zawiesiło nad kuchnią, i za 
pomocą wędki wyławia z zupy marchewkę, a motocykl przerobiło na telewizor. 
Jak to zrobiło, żeby z motocykla był telewizor, nie mam pojęcia, ale był, i 
nawet z kolorowym programem.
Wspomniałem już o tym, że Zwierzątko fałszuje wszystkie piosenki i zawsze, 
kiedy śpiewa, dba o to, żeby nas zaskoczyć. Zaczyna na przykład: Zielony 
mosteczek ugina się - każdy wie, że dalej powinno być: trawka na nim rośnie, 
niesie Kasię - ale nie! Ono musi oczywiście zaśpiewać: ... baloniku mój 
malutki, rośnij duży okrąglutki... albo: a ja jestem konwalijka, jak długa 
moja szyjka, za mną kwiatki, za mną, hej!... i dokończyć: ...szare bure
obydwa!

Czego nienawidzi Zwierzątko?


Powodzenia!

Pozdrawiam
Czajka :)


-- 
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]