STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY .
[ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA .
CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA

Zobacz inne [przeczytane] o książkach tego autora
From: Daga <zirael@NIESPODZIANKApoczta.onet.pl>
Zobacz inne [przeczytane] tego grupowicza
Subject: [przeczytane] Na glinianych nogach - Pratchett
Date: Sat, 09 Oct 2004 13:43:31 +0200
Zobacz [przeczytane] napisane w tym miesiącu
Message-ID: <20041009132955.C36B.ZIRAEL@NIESPODZIANKApoczta.onet.pl>
Zobacz cały wątek w archiwum www.google.com 

Angua przepada za Marchewą, a jednak chodzą jej po głowie dziwne
myśli na temat ich związku. Zaprzyjaźnia się z Cudem...
eee...Cheri Tyłeczkiem. Nobby zostaje jaśniepaniczem i
coraz bardziej mu się to podoba. W Ankh-Morpork coraz częściej
pojawiają się golemy. Ktoś morduje niewinnych, nikomu nie
wadzących staruszków. A Vetinari zostaje otruty. 

To dopiero początek książki, a akcja już zawiązana. I to jeszcze
jak! Wciąga niesamowicie i podejrzewam, że to nie była kwestia
"głodu" (chociaż ostatni tom cyklu jakoś dawno chyba wyszedł, bo
nawet nie pamiętam, kiedy go czytałam). "Na glinianych nogach" to
dla mnie jeden z lepszych tomów cyklu. I jeden z bardziej
humorystycznych. Paroksyzmy śmiechu niemal nie odpuszczały, kilka
razy na stronę nie mogłam się powstrzymać - i to nie półgębkiem!
Pełną gębą!

A poza tym - jak zawsze: stary dobry Pratchett i świetne
tłumaczenie.

Daga

-- 
Żółć gęślą jaźń.
FAQ prk: http://republika.pl/pl_rec_ksiazki/faq.htm
Strona domowa prk: http://republika.pl/pl_rec_ksiazki/
Moja: http://www.modus-vivendi.w.pl 



From: "woy" <woy@gamgliwice.\ciach.to\rubikon.\oraz.to\pl>
Zobacz inne [przeczytane] tego grupowicza
Subject: [przeczytane] Na glinianych nogach - T. Pratchett
Date: Wed, 14 Jul 2004 10:34:39 +0200
Zobacz [przeczytane] napisane w tym miesiącu
Message-ID: <cd2r43$op7$1@news.onet.pl>
Zobacz cały wątek w archiwum www.google.com 

 Miałem nie komentować Pratchetta w [przeczytanych], bo to tak, jakbym
próbował pisać o całym cyklu 'Świata Dysku' naraz, a przynajmniej o
dużej jego części. Ale po pierwsze są ogórki, to i ogórkowa książka jest
jak najbardziej na miejscu, po drugie z przeczytanym dopiero co
egzemplarzem wiąże się pewna historyjka, indywidualizująca mój stosunek
do tej konkretnej części cyklu, a po trzecie - coś mnie w tym
Pratchetcie zastanawia, coś takiego bardziej natury ogólnej, dotyczącego
formy pisarskiej, czy może ewolucji autora. Ale do rzeczy.

Do ogórkowej pory odnosić sie nie będę, zacznę od historyjki. Splot
różnych wydarzeń, o których tu nie warto pisać, sprawił, że stałem się
szczęśliwym posiadaczem egzemplarza tej książki opatrzonego
własnoręcznym autografem autora. Wystanym w kolejce i przywiezionym w
prezencie. Byłem tym posiadaczem przez 20 minut. Nawet nie zdążyłem
otworzyć okładki i zobaczyć, co i jak Mistrz mi napisał. W ferworze
pakowania przed wyjazdem na weekend książka została wrzucona do torby. I
to był ostatni raz, kiedy ją widziałem, Wysoki Sądzie... Diabeł ogonem
nakrył, krasnoludki pod...ły - nie wiadomo. Książkę musiałem sobie
odkupić i teraz każdemu opowiadam, jak to Pratchett mi się podpisał, ale
tego autografu, qrna, nie mam i nawet nie wiem, jak wygląda...

A teraz juz o powieści. Można rzec: typowy Pratchett. Sprawnie napisany,
wciągający, n-ty z kolei moralitet o nas wszystkich, ubrany w błazeńską
czapeczkę, z przymrużeniem oka. Ciekawy głos w dyskusji o świadomości
maszyn. Może trochę bardziej kryminał, niż fantastyczna groteska. W
każdym razie ja zarechotałem tylko dwa razy, uśmiechnąłem sie ze trzy.
Trochę Chandlera (Vimes), trochę Chmielewskiej. Raczej bym ją włożył
pomiędzy te bardziej udane części cyklu. Ale obserwując kolejne
wychodzące u nas tomy mam wrażenie, że Pratchett jakby poważnieje, jakby
mu mniej do śmiechu. Coraz bardziej skłania się w stronę moralizowania,
kosztem rozśmieszania. To nie jest złe, chociaż trafia się trochę prawd
objawionych już ze sto razy przez innych 'wieszczów', które scenografia
groteskowo-fantastyczna dobrze maskuje i dodaje im świeżości. To jest
tylko inne. Mniej kabaretowe. Owszem, wcześniej Pratchett tez pisał
takie mało śmieszne kryminałki, czy psychologizował sobie po dobrze
udeptanym wcześniej gruncie. Ale mam wrażenie, że to jakby gęstnieje, że
jest tego typu pisania u niego coraz więcej. Nie wiem, czy tego po
Pratchetcie oczekuję.

Chyba, że następna część będzie znowu o magu Rincewindzie. I znowu będę
spadać z krzesła ze śmiechu. Czego i Państwu życzę.

Nie piszę, że polecam, bo to się rozumie samo przez się. Dla fanów
Pratchetta - pozycja obowiązkowa. Ale zaczynać przygody z pisarzem od
tej właśnie pozycji raczej bym nie doradzał.

[Terry Pratchett, 'Na glinianych nogach', Prószyński i S-ka, kiedy
wydana - diabli wiedzą, bo wydawca podać nie raczył]

-- 
woy

'Jak pokazują badania, 50% Polaków nie ma pojęcia,
że stanowi połowę społeczeństwa' [(c) K. Janicki, Piwnica]



From: Carrie <carrie@wytnij.epf.pl>
Zobacz inne [przeczytane] tego grupowicza
Subject: [przeczytane] "Na glinianych nogach", T. Pratchett
Date: Sat, 10 Jun 2006 18:55:56 +0200
Zobacz [przeczytane] napisane w tym miesiącu
Message-ID: <tjay4g1l9ysy$.dlg@carrie.pl>
Zobacz cały wątek w archiwum www.google.com 

Wiem, że Pratchetta tutaj reklamować nie trzeba, bo znają go wszyscy,
przynajmniej ze słyszenia... znaczy, z czytania postów ;) Jednak
przeczytałam ponownie "Na glinianych nogach" i spodobało mi się nawet
bardziej niż za pierwszym razem. To stanowczo jedna z moich ulubionych
części "Świata Dysku" i zaraz powiem, dlaczego.

Kapitan Vimes ma mnóstwo roboty: ktoś zamordował dwóch spokojnych
staruszków; ktoś próbuje zlikwidować patrycjusza; do straży miejskiej
przyjęto nowych pracowników rozmaitych gatunków, a nawet - o zgrozo -
rozmaitej płci; golemy zachowują się co najmniej dziwnie; kapral Nobbs
zostaje ważną personą, a sam Vimes musi się jeszcze zmagać z własną
pozycją społeczną oraz dziedzictwem po przodkach. Nie on jeden nie ma
czasu kichnąć, jego podwładni również i akcja toczy się prędko, jak w
dobrych kryminałach. Albo jak w dobrych komediach kryminalnych.
Wliczając w to śledztwa, pościgi, przesłuchania [w czym
niekwestionowanym asem jest funkcjonariusz Detrytus] oraz walki.

Uwielbiam tę książkę za humor, który IMHO świetnie parodiuje filmy
"policyjne" :) Uwielbiam wampira, który szuka pracy i dziwnie pechowo
się zatrudnia, po czym przychodzi [albo jest przynoszony] na skargę do
straży. Uwielbiam Marchewę, którego wszyscy lubią, nawet złoczyńcy, i
który lubi wszystkich, a jednak potrafi skłonić ich do przestrzegania
prawa, chociaż nigdy nie używa gróźb. I tak niewinnie sobie żartuje ;)
I jeszcze mnóstwo innych wątków uwielbiam, ale nie rozwódźmy się
zanadto.
Nie pamiętam, czy podczas pierwszego czytania miałam te same
skojarzenia - jeśli nie, to właśnie odkryłam drugie dno powieści.
Powiązania, rzekłabym, historyczne, dotyczące wątku golemów. To jest
kolejna rzecz, którą uwielbiam: gdy Pratchett nawiązuje do czegoś w
sposób tak subtelny, że aż trzeba się zastanowić ;) Chociaż może tylko
ja tak mam, może inni widzą te analogie od razu i nie jest to dla nich
nic nadzwyczajnego... Ale on to pisze w taki sposób, że najpierw się
człowiek turla ze śmiechu, a dopiero potem załapuje, że tak naprawdę
to o poważne i ważne sprawy chodzi :)
Bardzo jestem ciekawa, co wyniknie z przyjaźni funkcjonariuszy Wizytuj
Niewiernych z Wyjaśniającymi Broszurami i Dorfla - będzie o tym
jeszcze w którymś następnym tomie? :)

Pozdrawiam, Carrie

PS. Wiecie może, czy "Carpe jugulum" jest już w księgarniach?
Podejrzewam, że tematyka mi się spodoba ;)




STRONA GŁÓWNA . [PRZECZYTANE] . NASZE CYTATY . [ULUBIONE] . KONKURSY . CYTATY . SPOTKANIA . CWK . KODOWANIE . FAQ . STOPKA
[ hosted by artserwis.pl - praca , - portal twórców ] [ VIRTUS3 DESIGN ]